Relacje ... :)

Ponieważ Mazovia była zarówno inspiracją jak i środkiem pośrednim do realizacji, zostawiam tu pare słów o zakończonym wczoraj Harpagania - może kogoś przekona to do startu w przyszłym roku :))

.................

Harpagan po raz pierwszy :)

Rok temu założyłem sobie, że sezon 2007 zakończony zostanie Harpaganem.
Co to? – Jeśli ktoś nie zetknął się : Ekstremalny Rajd na orientację – ERnO Harpagan. Co roku ma dwie edycje, wiosenną w kwietniu i jesienna w październiku. Kandydaci na Harpaganów startują w trzech konkurencjach : pieszej – 100 km w 24 godziny, mieszanej 50 km pieszo + 100 km rowerem w 18 godzin, i rowerowej 200 km w 12 godzin.
Ten kto zaliczy wszystkie punkty kontrolne w wyznaczonym czasie uzyskuje tytuł HARPAGANA. Na trasie rowerowej przypadki takie zdarzają się wyjątkowo rzadko a często bywa, że nikt nie spełni wymogów.
Tak wiec pojechałem :) . Oczywiście wiosną widziałem się z certyfikatem harpagana w ręku, latem liczyłem się z zaliczeniem wszystkich punktów a jesienią … :roll:
Jesienny Harp 2007 odbywał się w Kobylnicy koło Słupska
Przed wyjazdem praca nad taktyką – teoretyczna, bo mapy z punktami kontrolnymi rozdawane są na trzy minuty przed startem – przeglądanie starych map i ustalanie optymalnej kolejności, wyjazdy w teren z mapą, przypominanie sobie podstaw pracy z mapą – orientowanie, azymuty itp., przeglądanie map okolic Słupska, wróżenie gdzie mogą być punkty, gdzie przeprawy przez rzeki etc.
Ponieważ czas startu i mety zaplanowany w ciemnościach, wjeżdżając do Słupska rozglądałam się za charakterystycznymi punktami, które mogą pomóc w orientacji w końcówce – super: piękna wieża komórkowa oświetlona jak choinka km od mety. Baza rajdu w szkole – nocleg na sali gimnastycznej i przyległościach … budzę się w środku nocy : ! chyba nie pojadę ! :?
5:15 pobudka, śniadanko, uzbroić rowerek w mapnik, zapakować jedzonko…kurka wodna, w icm narysowali od 6 do 9 deszcz… :(
6:15 stoimy na starcie, mapy w sektorach gotowe do wydania, pada
6:27 mapa w ręce…tylko co z nią zrobić  :)
Wszyscy przeglądaj mapy – ogólnie masakara, doświadczeni harpaganiści wieszają wszystkie okoliczne psy na budowniczym trasy. Znaczy trudna
6:30 start
Pierwsi bardziej zdecydowani ruszają. Jedni na pk 9 inni na 7. Mierząc siły na zamiary kalkuluję, że pętla przeciwnie do ruchu wskazówek jest trudniejsza z początku wybieram ten kierunek – sił będzie ubywać, a będzie łatwiej – naiwność nowicjusza :)
6: 35 ruszam, w lewo na pk 7…pada, okulary bez wycieraczek, na razie coś widać…
:) widać masę czerwonych robaczków rozpierzchających się w różne strony
Mniej więcej 7 km – ciemno, pierwsza konsternacja, spora grupa debatuje: w lewo, w prawo prosto? Co wynika z tej cholernej mapy? Wydaje mi się że w prawo. Ale ludzie jada prosto…
Kilku w prawo. Załapuję się za nimi ale z 300 metrową stratą.
Z przeciwka nadchodzą białe świetliki czołówek piechurów, „uważaj, będziesz miał zaraz skręt w las”. Super, na pewno bym przejechał. Skręcam. Okulary zalane. Pniemy się w górę, Ja i robaczki z przodu, daleko daleko, tylko dlaczego tak wysoko? Góra i mokry piach. Nie da się jechać. Prowadzę. Koniec podjazdu, Robaczków nie ma lecę trochę w dół . Jest ! jest pierwszy pk. I tłumek właścicieli robaczków. Wyciągam kartę kontrolną, dziurkuję, wpisuję godzinę z trudem bo okulary zaparowane :)
Ruszamy dalej. W dół. Błoto, rozjazd, wszyscy w lewo, z przeciwka znowu chmara białych pieszych świetlików :) , widać a właściwie słychać w ich pozdrowieniach przebyte km, w końcu są na trasie już 10 godzin. Wyjeżdżamy z lasu. Większość grupy mija PGR Kusowo i jedzie prosto asfaltem. Doczepiam się do dwójki skręcającej w pole… pogadaliśmy chwilę. Padło pytanie o Wikiego. Jedziemy dalej do pk 10. Wjeżdżamy w las. Prowadzę wybierając drogę w prawo skos – tak czytam z mapy. Chłopaki niepewnie – a może bardziej lewo? Z przeciwka nadjeżdża dwójka , Jest 10? Nie?, Wracamy, skręcamy w poprzednią alternatywną drużkę. Po kilometrze orientujemy się jednak że to zły kierunek. Wracamy na mój wariant. Po 800 metrach znajdujemy ukryty w dołku Pk 10. Trochę ludzi się zebrało przy kasowniku. Okularki mi zaparowały, Rozglądam się z „moja” dwójką, nie widzę. Ruszam więc sam. Po chwili z tyłu słyszę pytanie „byłeś na 10” – no byłem, „k.., przejechałem..”
Jadę dalej. W Starnicach skręciłem w boczną drogę za wyprzedzającym mnie zawodnikiem… Ale, nie! Zły wybór, to nie ten skręt, za wcześnie, wracam 100 m do drogi, wczytuje się w mapę. Dojeżdża moja dwójka – jednak byli jeszcze na pk, + kilku „nowych”..Te okulary. :) Jedziemy chwilę, dojeżdżam do właściwego odjazdu w prawo. Pozostali wybierają wariant odpoczynkowy asfaltem na około, Ja decyduje się na skróty. Po 500 metrach wiem, że to zły wybór :? . Piach, piach i piach. Dróżką wzdłuż bagienka w lewo… Jeszcze gorzej bo dróżka się skończyła, zostało bagienko. Wracam na wariant skrótowy. Widzę, że mój błąd ktoś jednak powtórzył. Ciągnie za mną jakieś 300m. Asfalt. Dobieszewo, w lewo na Podole, szybki zjazd 48km/h do mostku. W lewo w kierunku lasu? Czy kawałek dalej? „Dawaj za nim!” – życzliwi Tubylcy zachęcają do podgonienia. Łatwo powiedzieć HR 168…, noga z gazu. W końcu las. A tu niemal autostrada :) Pięknie ułożona z płyt droga przez las. Doszedłem w końcu kolegę na pięknych zjazdach – mam chyba jednak coś z duszy downhilowca :twisted: . Z lewej wyjeżdżają Ci, którzy wybrali wariant przez Łabiszewo.
Większą grupą zaczynamy szukać pk16. I szukamy, szukamy, szukamy… No, za ukrycie tego punktu budowniczy trasy powinien dostać medal – typowy punkt z trasy pieszej, gawra wielkiej niedźwiedzicy…. Nie dało się dojechać. Po dobrych 30 minutach ruszam w kierunku pk 20 tą samą droga którą dojechałem. Podole po raz drugi. Na autostradzie śniadanko. Oby ten co wymyślił batony energetyczne nie jadł nic innego do końca życia :) . Na dole wybieram wariant dojazdu do dwudziestki od strony zachodniej. Nikt nie bierze ze mnie przykładu :( . Jade sam przez las do mostków na Granicznej i Skolawie. W lesie na drodze ślady kół – Michelin XDry i Conti Explorer – tubylcy raczej nie używają, wiec ok., ktoś też wybrał ten wariant :) trochę mi lepiej. Wyjazd z lasu pod górę. Jakaś droga w prawo. Ale zarośnięta. Mijam. Ale innej nie ma. Trzeba wrócić. Zakręcam i padam kołami do góry  :blush: . Utarzany w piachu po uszy wjeżdżam drużką w kierunku lasu pod którym z odległości km widać namiot na punkcie :)
Na punkcie znajome twarze z Podola i 16. Wyszło wiec na remis.
Do 15. Kotowo, niby asfalt pod górę – chwila wahania okupiona strata 500 m. Ciągnę za grupą. Grupa w lewo na wariant odpoczynkowy asfaltem, a ja znowu teren. Za mną dwójka „szybkich”. Nikną z przodu pokonując łąkę pnąca się w nieskończoność pod górę. Najdłuższa łąka pod górę w Unii Europejskiej… :D
Ale po każdej pod-górce, następuje z-górka, wiec do Niepoględzia na wybiegu. I na asfalt wzdłuż jeziora na 15. Jezioro nazywa się Głębokie. I pewnie takie jest biorąc pod uwagę część nadwodną na którą trzeba się wspinać…. Po lewej i prawej widoki jak Beskidach, brakuje tylko wodospadów. Powoli ktoś mnie dochodzi. Szukamy odbicia w las w skos. Coś jest, ale kolega niepewnie przejeżdża. Za chwilę decydujemy jednak, że tam. Jedziemy przez las szukając punku na drodze wzdłuż jeziora….
Gdyby nie wyjeżdżająca z punktu grupka, szukalibyśmy pewnie jeszcze trochę, ponieważ starym zwyczajem punkt ustawiony jak dla piechurów :? W grupce znajomi z początku drogi.
Po pionowym zjeździe, skasowaniu punktu, wyrażeniu zdziwienia, że nie ma windy na górę, wdrapujemy się z powrotem i kręcimy do asfaltu, który znajdujemy dość łatwo, z jednym tylko dylematem. W Kotowie upewniamy się, ze na Jutrzenkę w prawo i pedałujemy trochę przez las trochę przez nieużytki. W Jutrzence sklep i małe co nieco przed odszukaniem punktu 19. A tu niespodzianka. Z przeciwka sporo nadjeżdżających. Konsternacja to nie Ci którzy zaczęli pętlę w druga stronę ale Ci którzy przejechali okolice w poszukiwaniu 19. Również kolega z pk16 i pk20. Postanowiłem dać wiarę w umiejętności posługiwania się kompasem i mapą i na azymut z rowerem na plecach skierowałem się w las przez tory. PK zlokalizowany w pobliżu punktu wysokościowego. Więc dopóki teren pnie się w górę ja pnę się też. Taka łódzka Rudzka Góra razy trzy. Załapałem po drodze jeszcze kogoś. Pniemy się pniemy, a tu dróżka coraz bardziej zagałęziona. Mój chwilowy towarzysz zwątpił na chwilę. Postanowiłem sprawdzić jeszcze kawałek – i ? Jest ! Wariant na azymut sprawdził się w 100% - Wróciła wiara w dawno niewykorzystywane umiejętności :)
Na punkcie wszyscy znajomi :)
Narada co dalej. Postanowiłem się już nie odłączać. Przyłączymy się do ustaleń : 5;11;3;18 i zobaczymy co dalej. Wracamy do drogi „moją” azymutowi trasą, potem asfaltem do rzeki Kamienicy i wzdłuż do przepustu, który wymierzyliśmy gdzie ma być – był :) , dobra linijka jednego z kolegów – i dalej wg linijki do przecinki która powinna wyprowadzić prosto na punkt. Z lekkim wahaniem skręcamy, brnąc miedzy ściętymi drzewami, obciętymi gałęziami, warczącymi traktorami i przyglądającymi się nam drwalami z hałaśliwymi piłami …. Pod górę. Z góry zjeżdżają inni. Drwale będą mieli ubaw..
Pk 5 znaleziony bez trudu. Właściwie przejechany po drodze :) . Dalej do asfaltu, kawałek do rzeki i wzdłuż w kierunku 11. Zanim dojechaliśmy do 11 na liczniku pojawiła się 100.
Jedenastka znaleziona bez problemu, kierunek 3. blisko, wiec parę minut i jesteśmy na miejscu – urokliwym bardzo, nad jeziorem Krzynia. Tu chwila narady co robimy dalej. Przeliczamy czas. Nie starczy na 12, Ale może 6 i 13, Albo 9…. Tak czy tak 18 musi być zaliczona. To w końcu 5 pktów.
Ruszamy. Za mostem skręcamy w lewo…. Za chwilę kolega z najlepsza linijka informuje że jakoś nie w ten kierunek pokazuje mu kompas…Wracamy. Objeżdżamy wieś od drugiej strony. Tubylcy zdecydowanie odradzają nam kierunek „przez las”. Jedziemy więc do asfaltu.
Po drodze piękne DH po kamieniach. Do asfaltu dojeżdżamy większa grupą, która dzieli się na jedynkę i osiemnastkę. My na 18, asfaltem w dół, do drogowskazu na Mielno. Czuję że stygnę. Chcąc utrzymać temperaturę cięgna trochę za koedukacyjna dwójką, która nas wyprzedziła. Moja grupa zostaje trochę w tyle. Koedukacyjna dwójka stanęła, zastanawiając się nad przecinka przez las w kierunku punktu. Nie widzę tu za bardzo pola do sukcesu. Ciągnę pod górę. Na szczycie pięknego – bardzo pięknego wąwozu czekam na „swoja” grupę. Nie ma. Ani ich ani koedukacji. Z nudów patrzę na mapę. Po zorientowaniu – mapy i siebie – stwierdzam, że stoją na wprost przecinki, która po 400 metrach powinna się krzyżować z przecinka wiodącą do punktu. Grupy dalej nie ma – może znaleźli z koedukacją przecinkę wcześniej? Jadę – linijka, licznik 40o metrów …
100, 200, 300, 400, nie ma.. 500 ..jest, zarośnięta ale jest. Ups.. wcześniejsze DH to pikuś w porównaniu z tym. Piękne spiralki o trawiasto kamienistej nawierzchni doprowadzają nad Jeziorko na sam punkt. Chyba byłem jedyny który wyjechał z tego kierunku bo dziewczyny były trochę zdziwione :) . Piekły kiełbaski … to tak pewnie dla podniesienia na duchu harpaganowców :) „moich” i koedukacji nie ma :( .
Kasownik i lecę dalej. Wydrapując się do góry mija minie „moja” potwierdzam, że punkt tuz tuż i ciągnę w kierunku Mielna.
W Mielnie rozglądam się za droga na Objezierze, która powinna być ale jej nie ma :( , aż mili Tubylcy, wcale nie proszeni wskazują, że „tam za chałupą w lewo”… no i jest :)
Na mapie wygląda ładnie, ale nie byłem pewny czy mnie wywiezie tam gdzie chciałem.
Wywiozła.
Wyjechałem na asfalt gdzie okoliczna młodzież oddawała się spędzaniu czasu wolnego na zajeżdżaniu asfaltu qudami… ciężki powrót do cywilizacji po 10 i pół godzinach na łonie natury…
10 i pół !!?? tylko półtorej godziny do mety. Trzeba wracać. Nie starczy czasu już na nic :(
Na nic? A szósteczka ??
Dokręcam wolno do Objezierza. Na przystanku nieszczęśnik, który zmielił przerzutkę w lesie przed 18, czeka na transport. Pogadaliśmy 5 minut. Oszacowaliśmy ile czasu potrzebują na powrót do Kobylnicy. Wyszło, że jak dam z siebie wszystko to 6 moja. Pod warunkiem, że do niej trafię…
Kto nie ryzykuje w kozie nie siedzi. Zawróciłem i na szóstkę.
Z początku szło gładko. Piękna droga jak na mapie. Co do drzewka, słupka i chałupy. Ale po 1,5 km chyba jakiś rolnik stwierdził, że droga jest jego i co ma leżeć odłogiem – zaorał. Brzegiem pola, koleiny zastępcze w lewo. Brnę. Koniec kolein. Rżysko. Brnę, koniec rżyska, las. Ścieżka, ścieżka wąska, ścieżynka, chaszcze. Koniec.17:20. klęska.
Azymut północ. Przedzieram się przez krzaki do pola. Polem do lasu, w lesie przecinka, przecinka w dół – takiego błota nie było nigdzie wcześniej – wyglądało jak świeżo wylany beton i miało głębokość do połowy koła. Ale ! miło też jedną miłą cechę – zachowywało ślady. Ślady rowerowych kół w dużych ilościach :) . Znaczy nasi tu byli. Mapa kompas – kierunki się zgadzają. Za 300 m w lewo do punktu. I yes yes yes 17:35 pk 6. Chłopaki z punktu mnie namawiają :„ tam jest 13”… optymiści :lol:
Wybieram oczywiście kierunek na Płaszewo i Słupsk :) . 55 minut i jakieś 17 km..
Może być ciasno…
Ruszam. Las las las. Koniec przecinki, w lewo, las las las, gruntówka Wieś. Tubylcy widzący podjeżdżającego na „pełnej” prędkości pod sklep rowerzystę odkrzykują na pytanie na Słupsk? „ W prawo do drogi i w lewo” …
Wyjeżdżam na trasę… kręcę równo z duszą na ramieniu, czy czasem nie braknie tych pięciu minut pogawędki na przystanku..
Daleko daleko w przodzie migający czerwony robaczek.. Ktoś też wykańcza.
18:15 widzę z daleka migające czerwone punkty masztu telefonii komórkowej. Zdążę 8)

Zaliczonych 11 punktów…z 20, 152 km, 9 godzin 45 minut kręcenia, średnia jazdy 15:67, 1434 metry przewyższenia łącznego.
Dziękuję Wszystkim z którymi jechałem za wspólna zabawę :)

Z nieoficjalnych wyników wygląda, że nikt nie zaliczył wszystkich punktów. Nie ma więc HARPAGANÓW 2007 na rowerach. Ale myślę, że śmiało można wszystkich tych którzy spędzili te 12 godzin walcząc w terenie nazywać Harpaganami.
Z Łodzi i okolic było na 34 Harpaganie dziesięć osób w tym trzy na trasie rowerowej.

Impreza super. Jeśli ktoś kiedyś się wahał i zrezygnował, niech wróci do pomysłu i go zrealizuje. Kto nie myślał nawet, niech pomyśli. Może i w Tobie drzemie Harpagan ? :)

Jak by co to do zobaczenia w którejś z następnych edycji Harpagana

R62
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Relacje ... :)

Świetna relacja. Miło poczytać jak "obcy" męczą się na moim terenie. Znając trasę z moich regularnych treningów, nie musiałem nawet często na mapę spoglądać, a wiedziałem gdzie jechałeś. Zastanawia mnie tylko ten dystans, który wykręciłeś, czy istnieje wariant pozwalający na przejechanie całości i zrobienie 200 km, a nie 250?
Dla mnie nawigacyjnie było prosto, ale forma (a raczej jej brak) nie pozwoliła na przejechanie więcej niż połowy trasy, więc szkoda było startować. Niemniej miło było oglądać tych wszystkich Harpaganów.
Pozdrawiam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Relacje ... :)

Nieprzypuszczam, żeby w trybie "przez zaskoczenie" :) tzn na trzy minuty przed startem, ktoś opracował i zrealizował tylko 200 km - tyle może być z przejechania po mapie krzywomierzem :).
Optymalna trasa ułożona (i jak mniemam i niewybrazam sobie inaczej, przejechana przez Budowniczego trasy) musi sie w praktyce różnić od wykonawczego wariantu zawodników. Możliwości skręcenia w inną niż optymalna scieżkę jest mnóstwo :) ... a optymalna moze być pod względem odległości ale i pod względem nawierzchni....
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Relacje ... :)

Kolejna relacja debiutanta: http://www.daniel.user.icpnet.pl/bike/h34.php

Wielkie podziękowania dla organizatorów i do zobaczenia na starcie w przyszłym roku!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Relacje ... :)

Od kiedy startuję w ERnO, zastanawiam się, co jest ważniejsze, by osiągnąć sukces - przygotowanie biegowe czy umiejętność nawigacji. To była moja czwarta "setka" i drugi Harpagan. Rajd w Kobylnicy dał mi odpowiedź - wystarczy odrobina jednego i drugiego. Tym razem Harp 34 przyniósł mi sukces biegowy, ale klęskę nawigacyjną. Gdy dobiegłem do mety, czułem złość i poczucie niespełnienia, ale gdy po kilku dniach i nocach spędzonych na wspominaniu i pół-sennych wizjach (przez pierwsze 3 noce śniło mi się tylko i wyłącznie przedzieranie się przez trasę H 34), doszedłem do wniosku, że Harpagan w Kobylnicy był niesamowitą przygodą, której byłem co prawda świadomy, ale jednak nie doceniałem na trasie (może przez niepokój jak to będzie). To wciąga jak magnes (albo bagno, którego było wyjątkowo dużo) i nakazuje czekać z niecierpliwością na kolejny rajd, w którym mam naiwną nadzieję nie powtarzać błędów z tej edycji. Ale przecież gdyby nie błędy, nie byłoby tej całej zabawy.

Ale do rzeczy. Nie będę opisywał trasy, bo wszyscy ją przeżyliśmy. Chcę się skupić na porównaniu walorów biegowych i nawigacyjnych. Wiadomo, wygrywa ten, kto jest dobry i w jednym i w drugim, ale dla jednego zwycięstwem może być miejsce w pierwszej trójce a dla drugiego dotarcie do mety. Poniżej dowód na to, jak wiele można stracić na błądzeniu i jak wiele zyskać na lekkim podbieganiu. Czy ktoś poza mną miał takie skoki pozycji? Ech... Pewnie nie było słabszego nawigatora ode mnie...

Na punkcie 1, 2 i 3 byłem na 13 miejscu. Biegłem sporo, jakieś 60 %.
Trasę z PK 3 na PK 4 wspominam niezbyt dobrze. Przejście zajęło mi aż 3 i pół godziny, co zniweczyło cały wysiłek biegowy. A więc górą nawigacja. Na PK 4 byłem 247!

Postanowiłem nie błądzić (wielka naiwność jak na mnie) i co jakiś czas biec, z lekka oszczędzając siły. W efekcie na 6 km (statystycznie tyle wynosił średni dystans miedzy punktami) przebiegałem ok. 2. Oto jak przedstawiała się moja lokata na poszczególnych punktach (myślę że to ciekawe zestawienie)
PK 4 - 247
PK 5 - 197 (znów błądziłem ok. 1 km)
PK 6 - 140 (w miarę czysto)
PK 7 - 73 (PK znaleziony tylko dzięki rowerzystom)
PK 8 - ok. 60 (nadłożyłem ok. 1,5 km przez własną głupotę)
PK 9 - 49 (nadłożyłem ok. 1 km przez nonszalancję)
PK 10 - 45
PK 11 - 26
PK 12 - 27 (wyszedłem aż poza mapę, jak nic ze 3 km więcej niż trzeba)
PK 13 - 24
PK 14 - 19!

I tu znów roztrwoniłem całą ambitną pogoń za czołówką, pomyliłem lasy (jak to możliwe? - nie poszedłem przez PGR tylko przez Sierakowo) i spędziłem półtorej godziny błądząc po bagnach. Dalej:
PK 15 - 51
Meta - 35 (znów nadłożyłem ze 4 km, ale i tak wyprzedziłem kilkunastu chłopa, bo ostatnie 6 km ostro biegłem).

Wniosek? - kto nie biega niech się nie martwi - tacy jak ja wcześniej czy później zabłądzą. Wystarczy nie błądzić a miejsce w trzydziestce gwarantowane. Bo ja nie dość, że straciłem kupę czasu, to jeszcze przeszedłem nie 100, ale wg moich obliczeń - około 125 km! A czas - 23 h i 24 min jest gorszy o ponad 3,5 godziny od wiosennego Harpa.

Zatem Harpagan 34 to dla mnie wielka lekcja pokory. Na szczęście lekcja przebiegająca w dobrej atmosferze, bo na co najmniej 10 PK czułem radość z poprawiania lokaty. Tak czy inaczej mój następny rajd - obojętnie czy będzie to Masakra czy Harpagan, będzie egzaminem poprawkowym z nawigacji, bo ten niestety zawaliłem. Zatem jeśli ktoś ma zamiar uczyć się na błędach, to pozwalam uczyć się na moich.

Pozdrawiam i do zobaczenia na kolejnej niesamowitej gonitwie!

Z wielkim szacunkiem dla Organizatorów - Jacek Janowicz.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Relacje ... :)

zona wrzucila moja relacje na swoja stronke, wiec wklejam tylko link
dodam, ze trzeba poswiecic z 10min na przeczytanie

http://www.sportowo.ovh.org/index.php?option=com_content&task=view&id=62&Itemid=51
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0