Re: "Sponsoring"...
Hmmmm,
zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie "wypadłam z obiegu"? Ludziska drogie, przecież handel własnym ciałem to zwykłe kurestwo!!!!
Jak to tłumaczyć? Jeden/a lubi, drugi musi? A kto kogo zmusi? Że studentka musi zarobić na opłacenie studiów - a kiedy to studenci należeli do bogaczy? Wiadomo, że jest to okres finansowo nieciekawy (no chyba, że ma się zasobnych rodzicieli), zawsze jednak były takie prace jak: mycie okien, sprzątanie, pilnowanie dzieci, korepetycje...że mało płatne i ciężkie? no cóż, coś za coś....A już zupełnie nie pojmuję tłumaczenia, że niepracująca żona "to też utrzymanka". Czyżby????? Małżeństwo to pewien układ, wspólnota, gdzie "co moje, to twoje", często żona nie pracuje, bo wychowuje dzieci, prowadzi wspólne gospodarstwo, wykonuje wszystkie prace domowe (czyli też pracuje) lub po prostu : mąż tak dobrze zarabia, że NIE MUSI PRACOWAĆ i może zająć się wydawaniem dyspozycji odnośnie porządków domowych, ponadto fryzjer, kosmetyczka, krawcowa, sauna, aerobik, wieczorne bankiety, rauty, przyjęcia i.t.p. (czego wszystkim Paniom szczerze życzę, O!). Czy żona to utrzymanka? NIEEEEE! Normalna żona to partner, który w zależności od sytuacji może być tą drugą pracującą ( wtedy na 2 etaty) lub tą pracującą tylko na 1 etat i nie wciskajcie kitu, że to SPONSORING, bo to tylko nieudolne wytłumaczenie tego prawdziwego....kurestwa.
Daleka jestem od potępiania kogokolwiek, rozumiem, że życie bywa bardzo różne, że naiwna nastolatka myśląc, że jedzie "na Zachód" jako kelnerka trafia na mafię alfonsa - to są naprawdę tragedie. Ale...zbyt łatwo niektórzy tłumaczą sobie, że "jak jest popyt, to podaż też...", "jak potrzebna kasa, to...czemu nie", jak się lubi...to nie grzech".
TO NIE TAK!. Handel ciałem istnieje od wieków i zawsze jest (a przynajmniej powinien być) pojmowany w sposób jednoznaczny. Dla kobiety jest to upokorzenie najgorsze z możliwych i bardzo rzadkie są przypadki, że można to wytłumaczyć okolicznościami. Nawet w dzisiejszych, bardzo trudnych warunkach, istnieje 100 sposobów, by nie stoczyć się na dno...
Jestem za tym, żeby związki nieformalne (wolne) potwierdzał ten "niewiele wart papier", bo to jednak sankcjonuje pewien układ w świetle prawa, a i chroni go przed pochopnym "zabraniem zabawek", spakowaniem walizek i trzaśnięciem drzwiami. To jednak różnica....
Byłam biedną studentką, liczyłam każdy grosz. Gdy poznałam mojego męża, on też był "cienki" finansowo - jeszcze studiował, z czasem stało się tak, że to ON głównie zarabiał, choć okresami mu dorównywałam. Na dziś nadal ON zarabia duuużo więcej, choć ja też mam swój dochód, NIE PRACUJĘ i NIE CZUJĘ SIĘ UTRZYMANKĄ mojego męża.
Nie sprowadzajmy pewnego typu patologii do norm, bo upadniemy bardzo nisko.
0
0