Chaim Soutine. Zasmarkany, rozczochrany, codziennie pijany ze szklistymi oczami syn tandetnego krawca z Białorusi.
Przedostatni z 11-sto osobowego rodzeństwa. Skończył II klasy szkoły powszechnej.
Żył jak zwierzę, pracował jak zwierzę i kochał jak zwierzę. Dosłownie.
Niczym Piotruś Pan - nigdy nie dorósł do dorosłości. Do śmierci chodził w spodniach poplamionych uryną, dziurawym swetrze i odrywającymi się od butów podeszwami.
Jako dziecko gryzmolił mury węglem, a kiedy ukradł z kuchni nóż by zamienić go na komplet kredek, ojciec stłukł go bardziej niż zazwyczaj
po czym wepchnął na dwa bite dni do ciemnej piwnicy ze szczurami. Bił go wiecznie, a jak dorósł przepędził z domu.
W tym samym mniej, a więcej czasie do białego szaleństwa zakochał się w Ryfce córce piekarza, która "bajecznie słodko pachniała pieczywem".
Kochał ją prawdziwie, jednak jako, iż nie stanowił dobrej partii dla Ryfki niedoszły teść dębowym kijem przegonił natręta na cztery białoruskie wiatry.
Stąd wzięły się jego obsesje: wypędzone dzieci i piekarczyk. (obrazy nazywają się różnie, ale postaci piekarczyka i dzieci przewijają się wiele razy na płótnach)
Ktoś nazwał Chaima "malarzem własnych obsesji". I tak było. W trakcie długich nie raz okresów "od obrazu do obrazu" pił wódę na schwał, a kiedy chwytał wenę pracował bez ustanku przez kilka dni i nocy, do momentu, aż skończył.
Wielokrotnie potem padał na podłogę ze zmęczenia i fizycznego wyczerpania. Bardzo często niszczył obraz jak M. Anioł młotem swą "Pietę".
Podobnie do Van Gogh'a Sautine używał zieleni i czerwieni, aby za pomocą tylko tych dwóch kolorów "wyrazić straszliwe namiętności ludzkie"
Wbrew pozorom w Paryżu szybko odniósł sukces za sprawą bogacza dr Barnes'a, który kupił ok. 100 obrazów Sautina, a brudny, pijany i obleśny Sautin dalej był żydowskim gówniarzem z Białorusi. Wciąż bez ustanku sobą.
Jedynemu przyjacielowi tj. Modiglianiemu zazdrościł wykształcenia, czytał więc w publicznych bibliotekach wszystko "jak leci":
poezję, słowniki, encyklopedię i powieści. Był subtelny, w każdym razie subtelnie się zemścił (niczym szaman) na matce Ryfki, która posiadała "kurzy wygląd oczu".
Pewnego dnia Sautine powiesił kurę i kazał się sfotografować przy niej.
Biedny wygnaniec zmarł w wieku lat 50. I chyba pasowałby u niego nagrobny epigram Erika Satie, który brzmi; "Kiedy byłem młody, mówiono mi: zobaczysz kiedy będziesz miał pięćdziesiąt lat. Mam pięćdziesiąt lat i nic nie widziałem".
