No sorki jaqu, zachowałem się z gracją słonia w sklepie ze skorupami. To nie Twój post mnie uchachał, tylko ciąg skojarzeń jakie przeleciały mi przez głowę po jego lekturze.
Cukier z kukurydzy to też glukoza. Nie, z punktu widzenia organizmu nie jest bardziej szkodliwa od sacharozy. Cukry są podstawowym paliwem dla organizmu, i organizm spali każdy cukier, jaki mu podasz. Glukoza czy sacharoza - jeden pies. Natomiast szkodliwy jest nadmiar cukru. Jeżeli bowiem organizm dostanie go więcej, aniżeli potrzebuje, zacznie sobie nadwyżki magazynować, a na dodatek przestawi metabolizm. I to jest początek dość wielu negatywnych konsekwencji.
Paracelsus - to był gość który sformułował genialne w swej prostocie prawo: wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Dlaczego? Bo to zależy od dawkowania. Dlatego Iśka twierdząca, że kubus to świństwo ma rację, i jednocześnie nie ma racji.
Jeżeli młoda wciągnie kubusia nic jej nie grozi. A nawet może być to korzystne dla organizmu - nawodnienie, minerały, cukier. Ale tuż obok uruchamia się proces nazywany bilansem cukru. W kubusiu jest go dużo. Wystarczy zrobić test i wycisnąć pomarańcze na sok. Każde dziecko powie, że to ohydnie smakuje. Ale po dosłodzeniu już nie. Nikt nie lubi cytryn, wszyscy lubią limonadę. I tak naprawdę bilans cukru jest istotny - kubuś + batonik + czokoszoki albo inne ziniminisy - naleśnik z dżemem - dwa cukierki - szklanka soku - pizza albo makaron z sosem bolońskim (nie zdajecie sobie nawet sprawy ile cukru wali się do takich dań) herbata z cytryną, puszka coli i jest problem. Nie pamiętam teraz dokładnie ale w diecie powinno być nie więcej niż 6 czy 8 łyżeczek cukrów na dobę. We wszystkim. I tym sposobem cukier jest szkodliwy, każdy, bo jest go za dużo.
Nie przesądzam oczywiście o szkodliwości dla zdrowia samego procesu produkcji kukurydzy. Moja ulubiona firma doprowadziła tę monokulturę do perfekcji i nie mam żadnych wątpliwości, że ich patenty są zagrożeniem zarówno dla bioróżnorodności, jak i jakości pożywienia. Z burakiem czy trzciną im się nie udało, z kukurydza akurat tak. Trochę kiedyś śledziłem ich produkcje kukurydzy i soi w Ameryce Południowej, mocno kryminalne kwestie. Wiec pod tym względem niewątpliwie masz słuszność.
I słówko o mleku. Szklanka mleka prosto od krowy czy kozy to prawie 200 kcal, czyli 1/10 zapotrzebowania dziennego. I to mleko u babci nie jest zamiast posiłku tylko ekstra pomiędzy.
Mleko zawiera, tak jak wszystko, składniki, które da się strawić i takie, których się nie da strawić. I jak we wszystkim innym dostarcza organizmowi korzyści i kłopotów. Dopóki korzyści przewyższają kłopoty - gicio. Jak zaczyna być odwrotnie - kiepsko. I tyle. Laktoza z mleka dla dorosłego jest bezużyteczna, bo nie mamy enzymów rozkładających ten cukier. A jako bezużyteczny syf powoduje, że organizm musi się jej pozbyć, stąd nadprodukcja śluzu i obciążenie układu wydalniczego. Ale są ludkowie, którym mleko nie szkodzi, bo to jest cecha osobnicza. A skwaśniałe mleko nadal jest be, ale zawiera całą furę zarąbistej z punktu widzenia układu trawiennego człowieka flory bakteryjnej. Dlatego kwaśne mleka czy jogurty są pro+ (laktozą zajęły się w nich bakterie i odwaliły brudną robotę).
Mogę tak długo. Przez dwa lata uczciwie odrobiłem ten temat.
1
0