To co? I ja sobie popierniczę z własnej beczki.
We czwartek ogarnęłam kilka spraw które miałam porcjować do końca przyszłego tygodnia. Pięknie było.
Wczoraj przywiozłam Dziecko ze szkoły i już u siebie na podwórku zaorałam ciasny kącik Pancerną. Gdy ponownie przekręciłam kluczyk usłyszałam dudnienie jak z silnika samolotu. "Ja pierdykam, urwałam tłumik albo co...". Dzień wcześniej prawie 100ka na tankowanie gazu więc na cały m-c i opony zimowe. Miałam ciachać wygodną, zadbaną, garażowana kanapą a tu masz. Dzięki wielkie Boże. Naprawdę, gracias za wspomaganie itd." Dobiła mnie popołudniowa wizyta serwisanta pieca, która nie odbyła się gdyż ten skurłysek olał mnie totalnie. Nie odebrał też telefonu co uciszyło moje sumienie, że zrobiłam co mogłam. "Black Friday". Olśniło mnie, że gupki dają się nabrać na tę, polską, złodziejską wersję. Piękny początek weekendu. O 21szej pułkownik Wroński zaczął transmisję na żywo więc wypaliłam "z nim" dwa cześki i walnęłam underberga. Po 2 i pół h dotarło do mnie, że Dzieci już śpią - jedno chrapało na uszaku a drugie na kanapie, o Piesiuliku nie wspomnę. Zaniosłam Pisklaki na górę, wyprowadziłam psa na sikacza i wykończona zasnęłam gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki.
Rankiem pomimo wspaniałej aury, pachnącej kawy i ciepła domu nie mogłam oderwać myśli od auta. Ogarnęłam się i wyprowadziłam drugi samochód. Szybkie zakupy w lidlu i powrót do domu. Zakupiony dla Dziecka kombinezon okazał się zbyt mały więc jeszcze raz... brama, jazda, lidl... powrót. Odkurzacz, wąż, porządki. Sprawdziłam poziom oleju, dolałam płynu chłodzącego, płynu do spryskiwaczy i cóż. Trudno, spędzimy razem nadchodzący miesiąc, zgodnie z ustaleniami. Już miałam przenieść foteliki z uszkodzonej Staruszki gdy przyszła mi ochota obejrzeć jak duże są szkody. Odpaliłam auto i próbowałam przyzwyczaić się do dudnienia. Mogłabym tak jeździć ha ha ha sama owszem ale nie z Dziećmi. Zerknęłam na deski w garażu, maskujące kanał i bez wahania zaczęłam je zdejmować. Wjechałam przodem, pod sama ścianę a po przeciwnej stronie miałam schodki do kanału i wielki przód auta. Porażka! Nie było szans bym zmieściła moja papuśną w szczelinę pod samochodem. Niech to cholera weźmie. Ja pierdykam ! :((((( Pomysł numBer 2. Wjazd tyłem i ustawienie się w połowie kanału, zabezpieczając wstecznym niekontrolowany wyjazd auta z garażu w płot. Wąska szczelina jak Cię mogę ale schodów brak. Drabina, latarka, ślizgam się. Dzieci i Piesiulik zamknięte na klucz żeby coś się nie wydarzyło. Twu twu... Błyskam latarką na stare i przeżarte rdzą podwozie a tam cud! Nic strasznego. Po prostu stara opaska, a raczej jej kawałek, łącznie ze starą śrubą a pod nimi wypadnięta rura :)))) Hura!!!!! Odłupałam śrubokrętem starą opaskę, wepchnęłam jedną część rury w drugą, prowadzącą do tłumika, owinęłam resztkami taśmy znalezionej w skrzynce na narzędzia i 2ką ponad rowem dojechałam do sklepu z częściami. Po powrocie do domu i kilku nieudanych próbach dopasowania nowej, solidnej części do rozsypujących się, starych, ostatecznie udało mi się dokonać naprawy. Ogarnęłam garażowy bajzel i zgodnie z obietnicą, zabrałam Dzieci do mcdonalda.. Na obwodnicy postanowiłam pogonić auto i posłuchać czy nic nie odpada. Po przejechanych 40kilometrach, dopiero po zaparkowaniu w ciepłym garażu uznałam, że mogę odpuścić temat. Znowu więcej szczęścia niż rozumu. Lubię nowe autko ale stare uwielbiam :)))))
Dzisiejszy zestaw zadań przekładam na jutro. Dziś pidżama party i realaksacjĄ.
Hm... chyba Tęsknię bardziej niż zwykle :I
http://www.youtube.com/watch?v=FQltBhB_Ztc