Re: co to jest...
Tak to już jakoś bywa, że jak który dosiądzie Harleya to mu ta prawdziwa werwa i radośc życia znika. Wozi się toto, z góry patrząc na wszystkich, całą postawa swoją krzyczy: "patrzcie - oto ja! Wielki Pan! Podziwijcie mnie! Czoła chylcie! Ubóstwiajcie! Gdzie Wam do mnie na tych japońcach, skuterach czy na dwóch nóżkach. Odsuńcie się. Nie dotykajcie mojej maszyny! itd...itd... Na swoje zloty (tzn. Harley Davidson) wielu przywozi swoje maszyny na...przyczepach (patrzcie i podziwiajcie) a sroga mina "ważniaka" nie znika nawet przy ochach i echach zafascynowanych młodzieńców.
Ech...ech gdzie ta prawdziwa brać motocyklowa sprzed...15-20 lat, kiedy nie było ważne czy jeżdzisz japońcem czy angolem tylko, że wogóle jeżdzisz. Gdzie te NAPRAWDĘ szczere uśmiechy i pozdrowienia gdy mijaliśmy się na drodze. Gdzie te długie Polaków rozmowy gdy spotykaliśmy się na stacjach benzynowych czy leśnych parkingach. "To se ne vrati..." ;-)))
Pomimo wszystko pozdrawiam wszystkich moto i niemoto ;-)
1
0