dlaczego tyle łazimy?

Dlaczego w ogóle chodzimy w takich rajdach?
Takie pytanie zadałem swemu wykładowcy psychologii. Nie odpowiedział od razu, i kazał mi przejść test badający charakterystykę osobowości.
Okazało się, że jestem nuerotycznym cholerykiem, który potrzebuje raz na jakiś czas się wyładować fizycznie aby nie popaść w nerwicę. Podobno większość z bas (uczestników harpagana) ma problemy osobowościowe.
Co wy na to (psychopaci) ?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Dla mnie ten tekst jest wybitnie prowokacyjnym. Miałem pominąc go milczeniem ale niech tam... Otóż po pierwsze nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka. Jeżeli Ty okazałeś się neurotycznym cholerykiem nie oznacza to bynajmniej iż także i inni mierzący się z trasą harpagana są podobni. Każdy człowiek to przecież inna osobowość. Na pytanie dlaczego startujesz w harpaganie padło by wiele różnych odpowiedzi. Za pewne sporo osób nie potrafiło by wogóle uczielić takowej. Nie mniej można wskazać kilka podobieństw pośród wszystkich startujących. Na pewno taki start jest chęcią przeżycia czegoś ekscytującego, niepowtarzalnego. Takie pragnienia posiada każdy lecz wielu brakuje inicjatywy. Poza tym oczywiście każdy w ten czy w inny sposób chce się sprawdzić. Pozostaje tylko pytanie kto gdzie zawiesi sobie poprzeczkę. Dla jednego sukcesem będzie zdobycie kilku punktów dla innego dotarcie na półmetek a jeszcze innego zadowoli dopiero zdobycie tytułu. Zasadniczą kwestią w tej mierze jest to czy potrafimy się cieszyć z własnych osiągnięć. Harpagana nie przyrównywałbym do formy "wyrzycia się". Owo "wyrzycie się" można bowiem utożsamiać jedynie z wysiłkiem fizycznym i to wyłącznie intensywnym lecz krótkim. Harpagan ni jak nie przystaje do tej definicji. Bardziej aniżeli pozorne "wyrzywanie się" jest on formą oderwania się od codzienności, prawdziwie barwną przygodą na którą czeka się tygodniami i którą równie długo się wspomina.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

całkiem mądra opinia jednakże zbyt czesto powtarza się niefortunne słowo "W Y ż Y Ć'
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Szanowny pan psycholog w każdym człowieku widzi zapewne same tylko problemy osobowościowe. Jeżeli dążenie do dokonania czegoś ponadprzeciętnego jest, zdaniem pana psychologa, czymś nieprawidłowym, to serdecznie współczuję jego pacjentom. Można odnosić sukcesy na różnych polach. Jedni wybierają politykę, inni działalność społeczną, artystyczną, naukową, sport. Dobrze, jeśli dla kogoś polem do odnoszenia sukcesów jest praca zawodowa, jeszcze lepiej jeśli poza nią znajduje czas na realizację różnorodnych pasji, a przy tym nie zapomina o swoich obowiązkach wobec rodziny, która też może być areną do podejmowania bodaj największych wyzwań. W każdej dziedzinie życia powinniśmy stale podnosić sobie poprzeczkę, dążyć do odnoszenia zwycięstwa nad samym sobą i własnymi słabościami, do wybijania się ponad przeciętność. Problemów osobowościowych doszukiwałbym się raczej u tych, którym nic się w życiu nie chce, sfrustrowanych, znudzonych, nie potrafiących panować nad swoimi skłonnościami, ludzi, których nie stać nie tylko na dążenie do osiągnięcia wyznaczonego celu, ale nawet na postawienie sobie jakiegokolwiek celu. Jeśli uznać szlachetne idee sportu i sportowej rywalizacji, to niby dlaczego uprawianie sportu miałoby być domeną psychopatów. Oj chyba panu psychologowi przydałaby się wizyta u... psychologa :-) Żartowałem. Osobiście radziłbym mu trochę potrenować i wystartować w kolejnym Harpaganie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

spokojnie panowie...
"choleryk" u psychologów nie jest określeniem aż tak ujemnym jak w mowie potocznej, to tylko określenie typu osobowości...
to mówiłem ja, eksstudent Studium Pedagogicznego ;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Choleryk, flegmatyk, sangwinik :-( Żadne z tych określeń nie brzmi sympatycznie i chyba dlatego współczesna psychologia, jak mi się zdaje, już się tymi określeniami raczej nie posługuje. Mi w testach wychodziło onegdaj, że mam przewagę hamowania nad pobudzaniem, czyli absolutnie nie choleryk. Potem nabawiłem się wrzodów żołądka i postanowiłem się zmienić. Chyba mi wyszło, bo od 25 lat mam spokój i zgaga mnie nie pali. A osobiście chodzę, bo lubię, a postawienie sobie dość trudnego celu w stylu "ukończyć Harpagana" mobilizuje mnie do codziennej aktywności fizycznej, która bardzo dobrze służy mojemu zdrowiu i poprawia ogólne samopoczucie w myśl zasady: "w zdrowym ciele zdrowy duch". A problemów to ja mam pod dostatkiem i jeszcze nie zwariowałem, żeby się swoją osobowością przejmować. I to by było na tyle. To napisałem ja - elektryk, ale za to brat psycholożki.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Witam,
Moje wspomnienie z wykładu miało służyć jako żarcik, ale wywołało fantastyczną dyskusję, co mnie bardzo cieszy. Oczywiście nie traktuje opinii pana psychologa bardzo poważnie, ale przyznać trzeba, że można się nad tym chwilkę zastanowić. Starowałem w Harpie razy dwa i nie udało mi się jeszcze go przejść do końca ale uda się pewnego dnia dojdę do końca. I zrobię to tylko po to, żeby spędzić alternatywnie weekend, żeby nie siedzieć przed telewizorem, po to żeby ze sobą powalczyć troszkę. To moja jedyna motywacja i tyle.
Pozdrawiam gorąco-chory na umyśle
jendzaj
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Problemy osobowościowe? I dlatego uczestniczymy w Harpaganie? Haha, niezłe ;P. W takim razie należałoby postawić pytanie, jak wyglądają ludzie bez "zaburzeń". Mnie się wydaje, że największe "problemy" mają osoby, które uważają, że są "ideałami", bo to oni są najbardziej z nas odrealnieni ;-). Poza tym mówi się, że nie ma osób zdrowych, są tylko osoby źle zdiagnozawane :D.

A czemu chodzę w Harpaganie? Mój pierwszy start miał miejsce w momencie, gdy zacząłem się zastanawiać, czy znowu jestem w stanie wystartować w biegu maratońskim. Z tego by wynikało, że Harp był w tym czasie tylko formą przetarcia się i nabrania pewności siebie. Ale czy brak pewności siebie (wydolności swojego organizmu) też nie jest "zaburzeniem"? ;-)

Obecnie bawię się w Harpa, bo mogę...

Pozdrawiam,
Japco
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Jak to po co?
Zeby w domu nie siedziec ... :-)
Pozdr/Jankes

popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Zacząłem jeździć rowerem gdy rzuciłem palenie (po 14 latach palenia). Potem był mój pierwszy harp 25. W kolejnych uczestnicze, bo bardzo mi sie to podoba. Wspaniala atmosfera, ktora poczulem na pierwszym harpie, zrobila na mnie ogromne wrazenie. Do dzis jestem pod wrazeniem magii tego rajdu. Startuje oczywiscie rowniez w innych, ale ten jest dla mnie najwazniejszy, rowniez dzieki Wam uczestnikom i organizatorom. Dziekuje.

P.S. nie wspominam o dosc zaawansowanym stopniu cyklozy - choroby jak wiadomo nieuleczalnej ;).
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: dlaczego tyle łazimy?

Ostatnimi dniami wiele myślę nad tym. Zwłaszcza, że w kontekście Nocnej Masakry to pytanie jest jak najbardziej wskazane :). Na razie nie wymyśliłem nic sensownego, a tylko wciągnąłem kolegę w ten "nałóg". Teraz z kolegą wspólnie podczas marszów zastanawiamy się po co to robimy... a kilometry lecą ;). Choć nie, może i coś wymyśliłem dziś. Podczas spaceru zastanawiłem się nad tym i stwierdziłem, że przynajmniej dla mnie "napieranie" to oderwanie się od rzeczywistości, pełnej niedomówień, fałszu, gry, sztuczności. Gdy jesteś gdzieś czy to na górskim szlaku, czy pośród lasu albo na rajdzie to wtedy cała cywilizacja przestaję istnieć przynajmniej na czas trwania marszu. Jesteś tylko Ty i Twoje słabości, wszystko staję się niezwykle proste, cel jest tylko jeden, bardzo wyraźny, dojśc do końca. Wszystkie wątpliwości, emocje widzimy jak na dłoni, wszystko przybiera realnych wręcz kształtów, toczymy wewnętrzną walkę. I to jest piękne. Nie wiem czy udało mi się przekazać to co czuję bo to raczej jest sprawa serca niż rozumu. Przynajmniej dla mnie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0