FAIL, FAIL, FAIL, omijać szerokim łukiem.
FAIL, FAIL, FAIL, omijać szerokim łukiem.
Na tym prostym zdaniu mógłbym zakończyć recenzję, ale wypada uzasadnić powyższe zdanie.
W ogólności lubię kostiumowe filmy historyczne. Od Gladiatora przez Amadeusza po rodzime adaptacje dzieł Sienkiewicza Lubię To. Z przyjemnością od czasu do czasu oglądam może nieco zbyt patetyczny film ku pokrzepieniu serc z epickimi scenami walk i bohaterami gotowymi umrzeć za Boga, honor i ojczyznę. W Bitwie pod Wiedniem zabrakło wszystkich powyższych czynników.
Zdecydowana większość bohaterów to postaci płaskie i jednowymiarowe. Dialogi między nimi mógłby równie dobrze napisać uczeń podstawówki. Bohaterowie porozumiewają się za pomocą krótkich, kilkuwyrazowych zdań, które momentami zupełnie nie nawiązują do wypowiedzi rozmówcy, wplatając w zupełnie niezrozumiałych momentach niemiecki w anglojęzyczne wypowiedzi. Zgodnie z scenariuszem tylko jedna z bohaterek jest upośledzona na umyśle, ale gdyby nie to, że wyróżnia się wykrzykując co chwila uporczywie głośne eeeee, eeeeee, eeeeeee, to ciężko byłoby się zorientować, że jako jedyna ma tą przypadłość.
Zły scenariusz i słabe role bohaterów poparte są tragiczną grą większości aktorów. Łatwiej wymienić tu nieliczne pozytywne wyjątki Piotr Adamczyk świetnie zagrał zniewieściałego Leopolda Habsburskiego, a Alicja Bachleda-Curuś pierwszorzędnie odegrała slut-duchess. Trzecim aktorem, który przypadł mi do gustu, był Jerzy Skolimowski w roli Jana III Sobieskiego. Przedstawił mi naszego władcę w nieznanym mi wcześniej świetle króla-trolla. Co prawda na początku filmu słyszymy, że jest to opowieść o mnichu Marco DAviano i królu Poslki Janie III Sobieskim to tego drugiego widzimy niestety jedynie w kilku scenach na krzyż. A szkoda bo na dobrego trolla zawsze miło popatrzeć. Niestety efektowne trolowanie Skolimowskiego jest mocno zepsute przez twarzyczki Borysa Szyca i Daniela Olbrychskiego w tle.
Warto tu dodać, że oprócz Sobieskiego w filmie pokazany został drugi troll, którym jest Pan Bóg. W jednej ze scen do kościoła w którym kazania wygłasza Marco zbiega się zwabiony informacją o cudownych uzdrowieniach tłum niepełnosprawnych. Rzucają się na biednego mnicha, każdy chce go dotknąć czy uciąć kawałek jego szaty. Główny bohater z trudem uspakaja ciszę i rozpoczyna kazanie. Mówi (w jednej z nielicznych składnych wypowiedzi w tym filmie), że jest jedynie prostym mnichem i nie do niego, lecz do Boga ludzie powinni kierować swoje modły. Gdy już zdawało się, że może odetchnąć z ulgą tłum się uspokoił i zaczął modlić jeden z obecnych w cudowny sposób odzyskuje wzrok i wszyscy ponownie rzucają się na mnicha.
Oprócz słabych dialogów i jednowymiarowych bohaterów film oferuje nam również brak chociażby minimalnej wiarygodności wydarzeń. Król Jan III Sobieski dostaje się do obleganego Wiednia, ustala że obejmuje dowództwo, opuszcza nadal szczelnie oblegany Wiedeń i pozycjonuje wojska na tyłach armii Tureckiej. To wszystko oczywiście pozostaje niezauważone przez oddziały Kary Mustafy i obecność Polaków zostaje odkryta dopiero w momencie rozpoczęcia ostrzału artyleryjskiego i szarży husarii. Oczywiście można to zwalić na wspomniane przeze mnie zidiocenie bohaterów filmu. Widoczne z resztą z obu stron konfliktu wojska Polskie wspinają się na szczyt wzgórza z którego mają zaatakować Turków, wciągają ze sobą artylerię, widać że trzon oddziału porusza się w żółwim tempie, ale zamiast wysłać kilku zwiadowców, by wybrali optymalną trasę, muszą pytać mnicha o dalszą drogę
Pod względem efektów specjalnych i ogólnego czysto wizualnego odbioru filmu jest jeszcze gorzej, niż ze scenariuszem. Rozumiem, że jest to produkcja niskobudżetowa (i uważam za oszustwo reklamowanie jej jako superprodukcji, na którą bilety kosztują tyle samo co na najnowsze filmy akcji), ale widziałem już lepiej wyglądające filmy amatorskie, niż Bitwa pod Wiedniem. Efekty specjalne są zrobione gorzej niż w Wiedźminie, tryskająca sporadycznie krew jest chyba narysowana w Paincie, a sceny batalistyczne wyglądają jak potyczki 10 vs 10. Nie wiem czemu byle ekipa TVNu jest w stanie 100 statystów przedstawić jako wielotysięczny tłum, a reżyser filmu pokazuje nam króla polski prowadzącego szarżę trzech huzarów na tle pustej polany. Pod względem scen batalistycznych Bitwa pod Wiedniem wygląda tragicznie nie tylko w porównaniu do chociażby Ogniem i Mieczem, ale nawet do nakręconych w 1960 roku Krzyżaków. W całym filmie jedynie sceny w Wiedniu trzymają poziom. Zdecydowanie najlepsze kostiumy, bogata sceneria, dobra gra polskich aktorów i ogólnie dobrze oddany klimat XVIII wiecznego dworu. Cała reszta odbiega od standardów kinematografii w większym stopniu niż najsłabsze Polskie produkcje z ostatnich lat.
80% filmu jest nagrane w studiu w Blue Box i sklejona w sposób tak prymitywny, że dawno nie widziałem go w kinie. Jakby tego było mało, na niektórych tłach widać wyraźne piksele. Najgorsza jest jednak wspomniana przeze mnie na początku krew, która przywodzi na myśl gry komputerowe z lat 90tych. Może nasi forowi graficy mogliby się zainteresować pracą w kinematografii, gdyż najwyraźniej brak tam specjalistów i efekty komputerowe do Bitwy pod Wiedniem robiła Pani Kazia po godzinach.
Bitwa pod wiedniem poległa nawet na polu montażu, gdyż na początku dano najgorszą scenę w filmie. Pojedynek w lesie łączy w sobie większość złych cech tego filmu słabą grę aktorską, debilne zachowanie postaci, beznadziejnie narysowane efekty komputerowe i nieinspirowane sceny walki.
W filmie była chyba jakaś ścieżka dźwiękowa, ale nie kojarzę jej w żadnej ze scen filmu (poza granymi na skrzypcach fragmentami Ofelii, ale to nie część soundtracka), co trochę też świadczy o jej poziomie.
Myślę, że szkoda więcej słów, na tą zupełnie nieudaną produkcję. Nie idźcie do kina na Bitwę pod Wiedniem, odradzajcie znajomym, nie dajcie im puścić dzieci na wycieczki szkolne do kina i nawet nie ściągajcie tego filmu za darmo.
10
8