Z "ostrej" opowieści reżyser zrobił film dla dzieci
Oryginalna książkowa pokazuje, jak "system" dorosłych wyciąga z dzieci to, czego potrzebuje - robiąc to w sposób przyprawiający je o maksimum cierpienia.
W filmie cały proces jest wielokrotnie uproszczony i skrócony - przez co płaski i niewiarygodny. De facto - w filmie Ender nie przestaje być dzieckiem, a książce to dzieciństwo bezpowrotnie traci.
Już rozumiem, co to znaczy "dramat dla amerykańskiego widza" - historyjka dla dziecka, które nic nie zrozumie i nie usiedzi. Opowieść płytsza od starych filmów Disneya.
6
1