koszmar
Technologia łącząca ludzi w kocio-ludzkie hybrydy to jakiś wymysł rodem z kina klasy B. Dowcip polega na tym, że kosztowało to majątek. Przeskalowane postaci, które raz zachowują się jak ludzie, a potem jak koty, raz są duże, a raz małe, to skandal. Piosenki wykonane w broadwayowskim stylu bez zarzutu i to jedyny atut spektaklu. Może jeszcze tancereczka Francesca Hayward jako kicia, z którą poruszamy się po "Kotach" jest tutaj faktycznie słodkim kotkiem do schrupania. I tyle. Film do zapomnienia.
3
0