Film w dwóch częsciach - bez sensu
~Miłośnik Bzdur
(12 lat temu)
Po pierwszej części byłem zachwycony filmem.
Dość daleko idące eksperymenty intelektualne dotyczące tego co każdemu jest bliskie, czyli seksu były rozwijane powoli i stopniowo dawkowane, co w trakcie oglądania dawało czas na wprowadzenie w nastrój i dawało czas do namysłu.
Po miesięcznej przerwie, średnio pamiętając pierwszą część filmu wchodzę do kina zakutany od stóp do głów bo luty i zimno a tu na ekranie, po kilku napisach spółkująca para, dyndające członki i sterczące sutki. Bez uprzedzenia, bez wprowadzenia, bez przypomnienia co było w pierwszej połówce.
Jestem przekonany, że to nie von Trier był autorem podziału filmu na dwie części. Zresztą trudno tu mówić o częściach. Projekcja filmu została po prostu w pewnym momencie przerwana i od następnej sceny wznowiona z miesięczną przerwą. Zabiło to całą wartość artystyczną, cały klimat i uczyniło drugą część niesmacznym widowiskiem. Uwielbiam seks, lubię nagość i wszystko, co związane z cielesnością. Ale do wszystkiego trzeba mieć nastrój. Nie można usiąść w fotelu i ni stąd ni zowąd zacząć zaglądać komuś w krocze.
Domyślam się, że to strona finansowa przedsięwzięcia zdecydowała, że nikt nie wysiedzi w kinie czterech godzin, może też stwierdzono, że taki podział przyniesie większe dochody z całości. Efekt okazał się smutny bo to, co pozostało po Nimfomance to raczej złe wspomnienie czegoś mocno wydumanego i przerysowanego.
Druga część filmu jest rozwinięciem myśli, nastrojów i wydarzeń eskalujących do dość egzotycznych klimatów. Jeżeli oglądałoby się to ciurkiem to byłyby one najprawdopodobniej naturalną konsekwencją drogi życiowej bohaterki. A tak ogląda się to z niesmakiem połączonym z chęcią postukania się w głowę.
Film w całości ma się ukazać za niedługi czas - radzę poczekać i obejrzeć całość.
4
3