Oferta z Urzedu Pracy
Poszlam do urzędu. Posredniczka miała dla mnie 1 oferte. Taka która wisiała na tablicy. Wydrukowala a ja musiałam podpisac ze otrzymałam.
Okazalo się ze oferta dotyczy phisingu.
Zadzwonilam na zieolona linie. Tam mi powiedziano ze sprawdzają oferty i jeśli jakas dotyczy przestępstwa i nie wykryją tego to sa to pojedyncze przypadki i sa one glosne.
Powiedzialam ze jeśli mi zagwarantuje ze jest wszystko ok to biore ta prace. Przeloczono mnie do UP gdzie sprawdzane sa oferty. Mowie raz jeszcze. Kobieta nie ma pojęcia o jakim przestępstwie mowie! Miał się tym zajac radca prawny, ale do dziś cisza... Zanim zrozumiala o co mi chodzi, sugerowala ze jak nie chce tej pracy to nie musze jej przyjmować, albo dziwila się ze ktoś by tak ryzykowal, a na końcu ze moznaby to zglosic do PIP.
Czy jesteśmy już takim krajem w którym przyjmując oferte w Urzedzie Pracy ryzykuje się wiezieniem? Czy może "pracodawcy" znaja podejście urzednikow i czuja się bezkarni?
Smutne jest to ze to ja szukam pracy :/
Okazalo się ze oferta dotyczy phisingu.
Zadzwonilam na zieolona linie. Tam mi powiedziano ze sprawdzają oferty i jeśli jakas dotyczy przestępstwa i nie wykryją tego to sa to pojedyncze przypadki i sa one glosne.
Powiedzialam ze jeśli mi zagwarantuje ze jest wszystko ok to biore ta prace. Przeloczono mnie do UP gdzie sprawdzane sa oferty. Mowie raz jeszcze. Kobieta nie ma pojęcia o jakim przestępstwie mowie! Miał się tym zajac radca prawny, ale do dziś cisza... Zanim zrozumiala o co mi chodzi, sugerowala ze jak nie chce tej pracy to nie musze jej przyjmować, albo dziwila się ze ktoś by tak ryzykowal, a na końcu ze moznaby to zglosic do PIP.
Czy jesteśmy już takim krajem w którym przyjmując oferte w Urzedzie Pracy ryzykuje się wiezieniem? Czy może "pracodawcy" znaja podejście urzednikow i czuja się bezkarni?
Smutne jest to ze to ja szukam pracy :/

