Drętwe sztuczne dialogi, podobnie jak gra aktorów kompletnie bez podłączenia emocjonalnego, postaci schematyczne oparte o stereotypowe widzenie tzw. "warszawki". Scenarzysta i reżyser się nie popisał, raczej dodawał głębi poprzez manieryczne, wydumane sekwencje nurzania się w basenie oraz oglądania panoramy Warszawy oczami zepsutej "bananowej młodzieży". Można odnieść wrażenie, że to nieudany powrót do lat siedemdziesiątych - bezcelowego i pustego epatowania nagością i zatrzymania się na wystylizowanej powierzchowności. Kalki i klisze. W sumie gniot z aspiracjami do dzieła sztuki.
1
2