Do bólu...
... przewidywalny niestety. I trochę mało-mi: wątków, problemów, komplikacji. Taka standardowa przygoda, ze standardowym przypadkiem, prawie jak w dowcipie o dziadku który chce zaprosić wnuczkę na weekend... Ten film miałby wartość, gdyby grał w nim sam Woody... i może na pewno jest to duża szkoda, że nie zrobił tej historii znowu o sobie z sobą samym w roli głównej, przenosząc wszystkie te rozterki i problemy bohaterów o piętro wyżej wiekowo, bo nie wierzę, że później takich problemów nie ma. Panie Allen, jeśli Pan to czyta, to byłaby taka gorąca prośba do Pana... :) Coś mam takie wrażenie, że prawo do ekranizacji zostało po prostu sprzedane i zrealizowane pod szyldem po prostu. Absolutnie zgadzam się z tym, że to nie TEN W.A.
0
1