ZAWISTNY exSZEF!

ludzie to swinie! moj byly pracodawca postanowil sie zemscic na mnie za to ze odnioslam sukces jako jego konkurencja z tej zawisci juz od jakiegos czasu dostaje od niego pogrozki ze mnie zalatwi ze na pewno nie mam legelanego oprogramowania i ze on juz sie o to zatroszczy zeby mi sprawdzili komputer :/ jest mozliwosc ze sprawdza czy rzeczywiscie mam nielegalne oprogramowanie? jakie moga byc tego konsekwencje?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Re: ZAWISTNY exSZEF!

CHWDP.
Czyli Chowaj Windows Do Piwnicy.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Cóż za piękny przekład, hihih, no nie mogę...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

a masz coś nielegalnego? bo jak tak to masz się o co martwić i powinnaś to jak najszybciej zmienić na legalne :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

no mam ale to tylko kilka programow ktoresa strasznie drogie a bez nich nie dam rady pracować :(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: ZAWISTNY exSZEF!

No oczywiscie ze jest taka mosliwosc! A kary to albo grzywna, ktora jest dosc wysoka albo wiezienie a przeciez mozliwosci utrudnienia Ci zycia ma wiele chocby taka strona http://www.oni-nielegalni.pl tak na przyszlosc to jak nie ma na programy to lepiej w ogole nie zaczynac czegokolwiek robic, bo nie trzeba zawistnego byłego szefa zeby miec problemy z tytułu nielegalnego oprogramowania
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Dlaczego największym problemem jest, że szef jest zawistny, a nie, że koleżanka kradnie czyjąś własność intelektualną? A niech cię zakapuję złodzieju.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Ale jesteście żałośni z tą krytyką...Dziewczyna stara się rozkręcić coś swojego pomimo gigantycznych cen oprogramowania molochów takich jak Microsoft a wy takie kwiatki sadzicie. Zwłaszcza ten ostatni post. Barwo za odwagę chłopcy - macie stalowe jaja żeby tak wrzucać lasce...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

KiK, całe życie spotykam ludzi, którzy rozkręcają swój interes cudzym kosztem. Może i tam MS mnie nie bawi, ale na wszelki wypadek nie chwaliłbym się tym, że używam ich kradzionego oprogramowania. W ogóle nie chwaliłbym się, że używam czegokolwiek MS. I czegokolwiek kradzionego. A wrzucić to mogę też Tobie, jak chcesz. Laska, nie laska, nie wiem. A złodziej to złodziej. I nie trzeba jaj żeby nazywać rzeczy po imieniu. Twoje zdrowie Panie Delikatny.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Dobra Mangolia, co mi tam, cofam, fajna laska jesteś, powodzenia w rozkręcaniu interesu, a na szefa napuść swojego faceta, powiedz mu, że jak się będzie czepiał softu, którego używasz, to twój facet czepi się hardu, którego on używa.
Aha, i nie podłączaj kompa z tym nielegalem do netu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Zawsze mówiłem mamie że Manson jest ok;)))

W sumie co racja to racja - kij ma dwa końce - prawa własności intelektualnej to rzecz jasna i klarowna, mało przestrzegana w tym durnym kraju ale wydaje mi się że to dlatego że ludzi nie zawsze na to stać.

z jajami ze stali to przesadziłem - wybaczcie moją niewyparzoną gębę chciałem dobrze;)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: ZAWISTNY exSZEF!

P.S. Pragnę pokoju na świecie i darmowych hod-dogów;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Se myślę Mansonie, że Magnolia to super hiper fajna laska.
Nie należy do rasy ludzi, gdyż jak zauważyła ludzie to świnie.
Obstawiam, że Magnolia to Afrodyta jak z obrazka tylko nie wiem która z kolekcji.
http://med-orth.eu/image_func.php?img=gfx/fbd798265784a521973cf89335dc277e.jpg&maxwidth=356
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Mangolia znaczy.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Tak mógłby zaczynać się kolejny dobry western w starym stylu:

"Tajemnicza Mangolia wprawiła mieszkańców osady w niemałe zakłopotanie. Jej każde wejście pobudzało mężczyzn do głośniejszych rozmów. W osadzie było niewiele kobiet, przybycie więc tak niezwykłej postaci wszystkich przyprawiało o niemałą konsternacje. W miejscowym komisariacie ludzie szeryfa z ukradkiem spoglądali na zbliżającą się ku nim Mangolię.
- Kim u licha jest ta samotna kobieta? - zagadnął stary Jim szturchając melancholijnie żującego tytoń Willa. Ten odruchowo przekrzywił kapelusz, splunął tytoniem po czym odpowiedział:
- Nie wiem.. - Jego słowa były jednak zbędne bowiem wzrok od dłuższego czasu błądził po zmysłowo rozkołysanych biodrach maszerującej błotnistą ulicą Mangoli. Kobieta zbliżyła się po czym szepnęła drżącym głosem:
- czy to pan jest tu szeryfem?"

;););)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

A potem było by tak:

http://www.youtube.com/watch?v=Cd0TplHAYI4&feature=fvw
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Smokie Malone nabił swoją misternie rzeźbioną fajkę fajkowym zielem. Usiadł sobie wygodnie na fotelu ustawionym na werandzie, oparł nogi o poręcz, odchylił się do tyłu i zaciągnął aromatycznym dymem.
Pierwszy dzień wiosny był wspaniały. Słońce muskało swoim ciepłym oddechem jego twarz i wprawiało w doskonały nastrój. A fajkowe ziele rozmarzało i sprowadzało błogość.
Nagle od strony rzeki dał się słyszeć hałas, jakby ktoś przedzierał się przez rosnące tam chaszcze. Po chwili na ścieżce ukazali się Gilderoy i Maskie.
- Smokie, jesteś potrzebny, chodź z nami - zawołał Gilderoy, kiedy tylko zobaczył wypoczywającego na werandzie Smokiego.
Smokie pociągnął długi łyk dymu, wypuścił serię kółek i spojrzał z góry na przybyszów.
- A po co? - zapytał.
- W wiosce pojawiła się Mangolia. Nie umiemy sobie z nią poradzić. Potrzebujemy ciebie.
- Mangolia - westchnął Smokie do swoich myśli - a tak ładnie zaczął się dzisiejszy poranek.
Smokie wstał z fotela, wysypał popiół z fajki i schował ją do kieszeni płaszcza.
- Idziemy - zakomenderował - to poważna sprawa.
I ruszył stanowczym krokiem za podskakującymi z radości Gilderoyem i Maskiem.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Szli w trójkę przez las ku jego obrzeży, kierując się dokładnie na azymut gdzie na zapuszczonej posiadłości stoi samotny, biały dom jako żywo przypominający ten ze środka jaśkowej doliny wyglądający jak przestronna kancelaria.

- Jeszcze raz ściągnę chmurkę - z namysłem jakby sam do siebie odparował Smokie Malone.

Gilderoy z podniecenia aż podskoczył.

Bez wątpienia każdy z nich przeczuwał coś ciężkiego i tajemniczego złowróżebnie wiszącego w nie do końca wykrystalizowanym wiosennym powietrzu.

- Jesteście absolutnie pewni, że ją widzieliście - spytał Malone wypyszczając z płuc strużkę siwego, słodkawego dymu, małozgrabnie ugniatając koleją bibułkę.

- Tak, to pewne inaczej byśmy ciebie nie nachodzili- bez namysłu odpalił Maskie, po czym dodał, że od tygodnia z Gilderoyem nie spożywali grzybków "halucinos zaroslakus" rosnących pod "mądrą sosną".



Niewiele wiadomo o Smokie Malone, poza tym, iż miał dwa metry wzrostu, przemierzył i przepłynął pół globu, oraz tego, że w promieniu 500km nie było nikogo żywego z ludzi kto pokonałby go na lewą rękę.

Jeszcze mniej było znać o Mangoli, poza tym, że rozkochiwała w sobie do białego szaleństwa każdego napotkanego na drodze mężczyznę. Miała ponoć 18 mężów, a kochanków więcej niż dni w roku. Jej dewizą życia było chasło: życie to gra-kto pierwszy mówi kocham ten przegrywa. Ciężko jednoznacznie określić w czym tkwiła jej siła. Była kimś pomiedzy szamanką, wiedźmą, gosposią, czarną jadowitą wdową i aniołem. Miała coś totalnie nieokreślonego w swoich r******h, kształcie piersi oraz sposobie bycia. W świetle oczu, sposobie artykułowania najzwyklejszych prawd, i w kącikach ust gdy się bezgłośnie uśmiechała, tak że mężczyźni po krótkiej bytności z Mangolią albo fisiowali na umyśle, albo odbierali sobie życie. O kilkunastu z nich jak niesie gminna wieść słuch głucho przepadł. Podobno źle skończyli.

Jedynym człowiekiem który do nieprzytomności i ze wzajemnością rozkochał w sobie Mangolię był Smokie Malone.

Wtem i Gilderoy i Maskie stanęli bez ruchu jak wryci i zgodnie stwierdzili:

- my dalej nie idziemy.

W tej samej sekundzie gdy to powiedzieli do nozdrzy Malone dotarł zapach kobiecych perfum. Bazą były tutaj bergamotka i wodny hiacynt. Jednak tylko Malone zdawał sobie jasno sprawę, że w tym zapachu są jeszcze ukryte irys, cedr, wetiwer, piżmo, róża i jaśmin.

Znał nazwę tych perfum.

Z kieszeni pod sercem wydobył czarnego specjala, wypił na dwa łyki, butelkę włożył napowrót, beknął, głęboko westchną i ruszył sam naprzód w kierunku Mangoli siedzącej pod drzewem.



ps. c.d.n - być może...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Tymczasem w miasteczku wrzało. Sensacyjną wieść o pojawieniu się Mangolii podawano sobie z ust do ust. Byli tacy, co ja widzieli, ale większość znała ją tylko z latami powtarzanych opowieści. To już 19 lat, jak szeryf Maddox zmusił ja do wyjazdu. Wydawało się wówczas, że na zawsze. Do dzisiaj wśród mieszkańców krążyły makabryczne opowieści o tym, co się działo przed laty. Z czasem obrosły nowymi szczegółami i dzisiaj już nikt nie wiedział, co w tych opowieściach jest prawdą, a co fikcją.

A teraz Mangolia na powrót pojawiła się w okolicy. Czyżby wiedziała, że stary szeryf Jered Maddox, pochowany na cmentarzyku za miastem, nie jest już w stanie jej przeszkodzić? Czy też to zwykły zbieg okoliczności, że pojawienie się Mangolii zbiegło się z rocznicą jego pochówku? Tego nikt - poza Mangolią - nie wiedział. Nie mniej snuto domysły co do motywów Mangolii i możliwego rozwoju wypadków.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Odwaga Smokiego brała się z tego iż jako jedyny facet na ziemskim padole znał ciemne odmęty duszy Magnolii lepiej aniżeli własne. Kamraci pozostali hen za jego plecami w leśnych przestworzach obierając drogę powrotną - zdaje się, że mieli więcej zdrowego rozsądku niż na pierwszy rzut oka wyglądali.
Powiał ciepły wiatr od południa wymieszany z kolejną, rozkoszną dozą szmańskich perfum Mangoli, od którego każdemu mężczyźnie w okolicach czakry słonecznego splotu robiło się ciepło i jakoś jasno. Pod wpływem tego zapachu mężczyźni czuli się jakby coś znikąd samodzielnnie zaszczepiło się w ich duszy i żyło własnym życie. Bodaj tylko Smokie był na to odporny.
Do licha ciężkiego to już ze 30 lat - z niedowierzaniem pomyślał Malone - a ta diablica wciąż ubiera tę samą kompozycję. To dobrze, że pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają, nawet jeśli pochodzą z samego dna piekła - cicho skwitował sam do siebie po czym zanucił refren piosenki "Pomiędzy mną a mną" Bukartyka.
Był tak zatopiony we wspomnieniach idąc pod wiatr na południe, iż nie usłyszał od razu tej jedynej w swym rodzaju barwy głosu:
- dokąd to żołnierzu maszerujesz taki zamyślony?
Mangolia siedziała pod ogromnym grabem z przymkniętymi powiekami oczu skierowanymi na wschód skąd - jak zdradził wiejskiej społeczności szeryf przed odebraniem sobie życia - pochodziła. Otoczona była czterema psami: owczarkiem kaukaskim, owczarkiem niemiecki, huskym oraz dobermanem wielkości małej sarny. Wszystkie pełnokrwiste i w jakimś rodzaju zahipnotyzowane jej osobą.
Lekceważąc pytanie Smokie zauważył:
- powinny mieć kagańce oraz smycze - to mój las.
Magnolia w gorzkim grymazie wykrzywiła w udawanym uśmiechu prawy kącik ust, po czym nie odrywając wzroku od wschodniej strony nieba odrzekła:
- kupiłam ten samotny dom na skraju lasu i część lasu graniczącą z twą posiadłością.
Smokie aż przyklęknął sam nie wiedząc czy to z bólu czy z rozkoszy. Zdawał sobie sprawę, że zarówno diabła jak i anioła w tej niewiaście jest tyle, że z powodzeniem można by obdzielić tymi przymiotami 3/4 kobiecej populacji w całym powiecie. Gdy odzyskał rezon wyciągnął camela, odpalił, zaciągnął się mocno, aż płuca zakuły i wcisnął papierosa w dłoń Magnoli. Dopiero wtedy odwróciła wzrok i głęboko spojrzała prosto w oczy Smokiemu. Jednak on był szybszy, bowiem szedł już w najlepsze spowrotem do siebie. Z odległości jakichś 60m krzyknął: do czorta zbieraj zwłoki kobieto i chodź za mną, pomożesz mi dzisiaj wino zlać z beczek. Psy ci nakarmię, rozgrzeję w piecu, ale jutro z samego rana idziesz precz.
Magnolia wyprostowała jędrne ciało, w jej oczach czaił się blask wariata, w jednej sekundzie dostała rumieńców. Klasnęła w dłonie na psy po czym pusciła dzikie bestie przodem. Dopiero wtedy, zdjęła głęboki kaptur, uśmiechnęła się i rozpuściła długie, złote włosy.

http://www.youtube.com/watch?v=Y00xYO1EIoI&feature=related
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Tego samego dnia wsiowy sołtys przeprowadził tłumny meeting z mieszkańcami. Wokół osady zapalono pochodnie, których żelazny zapas był przeznaczony na najbliższą zimę do rozmarzania skutych lodem zwrotnic szyn i rozjazdów kolejowych. Sroga zima była niczym przy Mangolii. Ustalono dyżury i postawiono straże z łukami.
Niestety było już za późno.
Przydomowe psy wyły do Ksieżyca, mężatki cierpiały na bezsenność, kury przestały się nieść, a trzoda w oborach straciła apetyta wszelkie. O tym jak straszny urok spadł na wieś niechaj świadczy, iż najwięksi pijacy przestali odwiedzać jedyny bar u starego Benjamina pozostając -jak im się zdawało- w bezpiecznych pieleszach. Tymczasem ich bezpieczeństwo - o czym nie wiedzieli - było tylko szyderczo-drwiącą równie chwilową co odrealnioną imaginacją.
Jedyną nadzieję ludzie pokładali w dodatkowych porannych nabożeństwach, do których przeprowadzenia zobligował się miejscowy klecha o nazwisku Kubsz...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

-Zróbmy coś z tym-wołał z ambony klecha-Pan nie będzie tolerował tego dziwactwa w kręgu ludzi prawych i zbożnych.

-Może usypmy stos -krzyknął ktoś z tłumu niepewnym tonem.

-Spalić wiedźmę,spalić!!

Coraz to więcej głosów podnosiło sie z wypenionej po brzegi kaplicy,coraz bardziej przkonanych i stanowczych.

Strach przeradzał się w rosnące oburzenie,oburzenie w wiarę we własną rację , a to z kolei w ślepą furię.

Tylko co na to Smokie?-wyrwało się komuś.

Wrzawa ucichła szybciej niźli wybuchła.

k**** ,co na to Malone?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Szło na burzę. Szło na deszcz.
Malone jednym tygrysim susem wskoczył na werandę, zębami odkorkował znacznie napoczętą o świcie butelkę słomkowego wina z ryżu i bez odrywania ust opróżnił zawartość. Flaszka zakończyła swą znajomość ze Smokiem jak reszta jej podobnych - znaczy na ogromnej stercie. Płynnym ruchem zdjął z rzeźnickiego haka wiszącą dubeltówkę Markel ze specjalnie skróconą lufą i przeładował. Coś się święci wyszeptał i silnie odchrząknął. Posiadał tę jedyną w swoim rodzaju intuicję, która w przeszłości pozwalała mu z niejednego pieca chleb nie tylko wyciągać, ale i jeść. Sfora zwaliła się na obejście, po wielokroć zataczając kręgi przy ogrodzeniu z miejsca obejmując funkcję stróża. Za sforą zjawiła się zamyślona Magnolia. Nie poszła od razu w stronę Malone, ale chodziła po różnych kątach szybkim krokiem jakby czegoś szukała. Jakby chciała wydobyć ducha tego miejsca, w którym mieszkał Malone i odtworzyć co miało tu miejsce przez te wszystkie lata podczas jej nieobecności. Kombinacja jej determinantów chodu sprawiała, że idąc stopała silnie i pewnie, całą sobą, delikatnie kołysząc się na boki.
- Łazi niczym rasowy drwal, byłaby doskonałym kompanem do dalekich wypraw - pomyślał Smokie i się uśmiechnął, wiedział jednak, że zbyt przeciągłe spojrzenia na Magnolię powodują u niektórych postradanie zmysłów. Ale nie u niego.
Odwrócił wzrok i spojarzał na granatowo-brunatne niebo na horyzoncie. Błyskało się niemo.
Wreszcie podeszła z pewną ukrytą nutą nieufności. Trzymała doskonale napiętą tę nieprzekraczlną granicę kilku metrów w stosunku do gospodarza.
Uważnie zdjęła plecak i wydobyła zeń niewielką, ręcznie rzeźbioną kuszę i parę bełtów z bocznej, głębokiej kieszeni bojówek. Zestaw położyła na werandzie, z drugiej kieszeni wyciągneła budweisa i zapalniczką otworzyła. Mam odstane kapry w piwniczce - zaoferował od niechcenia Malone wiedząc, że nie skorzysta. Przynajmniej narazie.
- Przypuszczalnie, aż tak to nigdzie nam się nie śpieszy - skwitowała z najpięknieszym uśmiechem na jaki tylko może zdobyć się kobieta.
Smokie lubiał u niej tę naturalną szorstkość. I ten magiczny uśmiech.
Rano robisz bezwarunkowo wypad stąd powiedział M. i nabił fajkę rozsypując na ziemi niemało.
- dalej jesteś łowcą głów ? - spytała lekko odchylając w bok głowę i mrużąc oczy.
- są bardziej rozwijające pasje, starzeję się.
- tęskniłeś za mną? - wydusiła po kilku minutach ciszy, gdy Malone ustawiał cicho radio na stację, w której leciało: http://www.youtube.com/watch?v=XjAlHICXBCQ
- idź do drewutni narąb drew - za chwilę, będzie długie oberwanie z trzaskającymi piorunami, nie lubię wiosennej, pozimowej wilgoci
- tęskiniłeś? - powtórzyła
- siekiera z długim styliskiem leży na pniu.
- tęskniłeś? repetowała.
- siekiera jest dobrze naostrzona - uważaj, nie odrąb sobie czego, bo we wsi medyk jeśli ci pomoże to tylko w odesłaniu na tamten świat.
- mocno tęskniłeś? - nie dawała za wygraną.
- z lewej od drewutni stoi taczka - pośpiesz się, noce są tu chłodne, zaś mrok nadchodzi szybko - powiedział z taką łagodnością na jaką tylko było go stać.
Zerwał się wiatr, sierp Księżyca przebijał się ostro końcówkami przez chmury na wschodzie, a od zachodu nadciągał szkwał.

Malone wlazł do środka, nastawił na maszynkę dla sfory kaszy z padliną, wydobył dwie szklanki z grubego szkła i 18letniego skacza, po czym stanął przy oknie i beznamiętnie, w letargu patrzał hen, hen daleko na horyzont w kierunku wsi.
Czuł w trzewiał ten ciężar, zaś na karku delikatne napięcie głodnego wilka, który dopiero co zwietrzył zapach gorącej krwi i jest lekko otumaniony.
Nalał sobie 3/4 szklanki rudej wody i przechylił na raz. Nie chciało mu się otwierać lodówki i wyłuskiwać kostek lodu. Pamietał, że Mangolia lubi z lodem.
Stał nieruchomo i kontemplował chwilę bieżącą.
Z zewnątrz dochodziły silne, pojedyncze, bardzo regularne uderzenia siekierą. Wręcz koszernymi można było je nazwać.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Prawdziwa burza rozpętała się nad ranem.
Sfora zerwała się obudzona grzmotem i wypadła przed domostwo.
Obudziła się i Mangolia ,spokojnie zlustrowała wnętrze i przeciągneła się zmysłowo, obnażając całkiem jędrne mimo wieku piersi i smukłą sylwetkę.Długie złote włosy zalśniły czarodziejską poświatą w półmroku odbijając światło dogasającego kominka.
Malone nie spał.Ze stoickim spokojem wpatrywał się nie wiadomo ,czy to w Mangolię ,czy w pustą butlę po skaczu.
Malone lubił ten stan,upajał się chwilą.Wiedział ,że nie będzie w stanie wygonić Mangolii w ten burzowy poranek,nie był pewien czy będzie w stanie to zrobić w ogóle.
-Nie tęskniłem.-rzekł ,próbując przekonać sam siebie i chyba trochę za cicho ,żeby to usłyszała.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

:))
c.d.n.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Burza miała się ku końcowi,przyniosła orzeźwienie i otrzeźwienie.
Malone wyszedł na ganek i spojrzał za sforą.Poczuł dziwne mrowienie na karku,znane choć może trochę zapomniane.Momentalnie wszystko wróciło ,kiedy usłyszał pierwszy strzał.Mrowienie przeszło całe ciało ,Malone poczuł się częścią sfory.
Przyszła kolejna burza ,tyle że deszcz będzie szkarłatny i powietrze dużo cięższe.
-Mangolio!-krzyknął-zaczyna się!,do roboty!
W krzyku Malone'a słychać było wyraźny entuzjazm.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Mały czerwony ptaszek przysiadł na gałęzi klonu. W powietrzu unosił się ozon, a ponad nim wesoły trel. Pełna piersią maluch śpiewał, a w swoim śpiewie tak zapamiętywał, że wcale nie zwracał uwagi na to, co dzieje się dookoła. Wiosna obudziła w nim chęć do życia, chęć do budowy gniazda, chęć do zdobycia partnerki. To wszystko starał się wyśpiewać najpiękniej jak potrafił.
" Głupi gnojek" - pomyślała Mangolia wydłubując z pomiędzy mlecznobiałych zębów czerwone piórko.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

-Co się tak ociągałaś?-zbeształ ją-Pora na nas ,wsioki się zebrali chociaż nie podejrzewałem ich o taką....
-Głupotę? -skończyła za niego, a w jej oczach błyszczało coś nieopisywalnego.
Malone wiedział ,że wsioki nie przyszli z przyjaznymi zamiarami,słyszał szczęk przeładowywanych coltów i winchesterów,mimo to było mu ich żal.
-Musimy znaleźć lepsze miejsce, bo jak na mój gust to chyba ich za dużo.-stwierdził niepewnie.
-Zawsze było za dużo-odrzekła i gwizdnęła długo, aż zaświdrowało mu w uszach.
Sfora zbiegła się natychmiast ,Mangolia poszeptała psom do uszu , a one z wdzięcznością i lubością ocierały się o jej ksztrałtne biodra.
Nagle ruszyły
Kaukaz ruszył na wschód,reszta sfory na zachód obiegając nadciągającą zgraję tak jakby robiły to nie pierwszy raz.
Malone patrzył na to z niekłamanym uznaniem,mimo ,że tknęło go uczucie niezbyt miłe,kiedy psy spoufalały się ze swoją panią.
Przeładował swoją 44-rkę ,za pas wsadził długi tomachawk odziedziczony po starym przyjacielu , a w cholewy butów noże z białymi rękojeściami z kości.Był gotów,spojrzał kątem oka na Mangolię ,która zdąrzyła już zabrać ze stołu kuszę.Ona też była gotowa.
Malone czuł podniecenie,uśmiechnął się na myśl o opróżnionej butelce skacza .
-To był ładny poranek-uśmiechnął się ledwie zauważalnie ,a ona ledwie zauważalnie odwzajemniła uśmiech.
-Ładny.
Poszli skryć się w gęstwinie w samą porę,bo ludzie ze wsi byli już bardzo blisko.Mając jednak duży respekt przed sforą ludzie zbili się w klin,i to ich zgubiło.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone wciąż wpatrywał się w pustą butelką i Mangolię naprzemian. Wiedział, że nieubłaganie nadchodzi moment kiedy na nowo będzie mu dane napełnić i jedną i drugą.
Nie mógł spać, deszcz zacinał wściekle w szyby okien, zaś firankę podwiewał od spodu dziki wicher.
Traaaach!!! - piorun uderzył w pobliską koronę tuż przy okienku strychu, rozdzierając pień jak kartkę papieru.
Mangolia otwarła nieprzytomne oczy nie wiedząc gdzie się znajduje.
-Śpisz bardzo nerwowym snem, nawet nie chcę wiedzieć co za licho cię tu przywiało.
- Śniło mi się, - odparła zaspana Mangolia - że wpałaszowałam cały talerz czerwonych samców czeczotek z ryżem i wiesz co?
- co?
- naprawdę pyszny drób, pierwszorzędny - kategorycznie oznajmiła, przewróciła się na drugi bok i ponownie pogrążyła się w objęciach morfeusza.
Była godzina 3:40 czasu środkowo europejskiego. Malone przejrzał kolekcję noży i zastanawiał się gdzie postawił swoją ostatnią niedopitą szklankę.
Atmosfera zarówno na dworze jak i w środku domu nabierały podobnych, równoległych kształtów, jakiejś harmonii, synergii, współbrzmienia z wplecionym w to wszysko stygmatem katharsis i absolutnego oczyszczenia. Na dworze deszcz zmywał ostatki pozimowych brudów z ziemi, wiatr łamał suche, nieprzydatne gałęzie, powietrze oczyszczało się z deszczem nabierając lekkiej rzeźkości. Grzmoty piorunów trzęsły posadą sprawdzając wytrzymałość betonowych ścian chaty Malona. Sfora miała kąpiel gratis. W środku natomiast Malone wsłuchując się w mantryczny oddech Mangolii, walczył z sobą, żeby wreszcie wydobyć to ochrypłe, krystalicznie wyraźne "tęskniłem", ale... - tu rzekł niepewnie -ale... ty tego nie zrozumiesz. Zdziwił się jak głośno to wyrzekł. Jakiś ołowiany ciężar spadł mu z ramion głucho na glebę jak kowadło.
- przecież wiem, że... - dłoń Mangolii na sekundę, w przelocie bardzo delikatnie spoczęła na ustach Smokiego jakby wcale nie to chciała usłyszeć - przecież wiem, że... tylko ten co rozumie jest zdolny do uczucia.
Uwielbiali grać słowem, choć miecz to obosieczny. Rozumieli się w pół słowa, choć nie przyznawali do tego nawet przed własnym "ja".
Malone zgrabnie dźwignął się z wyra. Był naprawdę świetnie zbudowany. Ramiona pokryte bliznami zdrdzały, że skrzypkiem tudzież bankowcem w młodości to on raczej nie był. Wrzucił do kominka kilka szczp, odkręcił zawór przelewowy i miękka chłodna deszczówka grawitacyjnie poczęła rzygać z góry do ogromnej wanny. Gdy po usta zanurzony w wodzie zasypiał, nagle poczuł, że Mangolia wślizguje się doń powoli jak jaguar i bezdźwięcznie jak łasica skradająca się do gniazda po pisklaki. Bezwiednie wiedział 6 zmysłem, że nie ma otwierać oczu. Mokra głowa Mangoli spoczeła lekko pod podbródkiem Smokiego i leżeli tak w metalowej, nieemaliowanej wannie całymi ciągami minut, zbierając siły, oswajając sie napowrót i czekając na chwilę, kiedy jedna ze stron zrobi pierwszy świadomy lub nie gest od którego wprawione w ruch domino zacznie szleńczy rytm odliczania małych kroczków do ostatniego ruchu skonania. Oboje byli mistrzami trzymania swoich pragnień krótko za pysk, zaś te słodkie chwile, bez zbędnego poruszenia kończynami w wodzie, gdzie rejestrowali ciepło swych oddechów i tętna, tylko potwierdzały tenże fakt. Impuls przyszedł z nikąd. Szczapy drew zaczęły trzaskać a Mangolię przeszedł zimny dreszcz. Na ten moment Smokie czekał. Pochwycił w górę heterę jakby ważyła 20kg, zaś ona oplotła go w pasie bardzo silnie nogami. Wyszli tak złączeni, ociekający wodą, ledwo muskając swe wargi, powoli zagłębiając się językami w siebie. Bóg zrobił im mały prezent w radio, gdyż końcówką świadomości usłyszeli pierwsze takty: http://www.youtube.com/watch?v=1mjl7D_eyzk W kominku ogień buzował na równi z pianą gotującej się krwi w ich żyłach. Czuli, że na świecie nie ma absolutnie nikogo oprócz nich. Ich języki w spazmach wiły się okrążając wzajemnie, przejmując smaki i ciepło. Malone ostrożenie położył Mangolię na łożu. Zakradał się do niej jak myśliwy do ofiary, nieubłaganie zbliżali się do tej granicy za którą nie ma już odwrotu. Podsycał pożogę jej ciała od stóp po włosy, które zawinął sobie wokół dłoni. Przekraczał to co nieprzokroczone dla zwykłego śmiertelnika. Wiedział to. Bezpamięci zatapiał się w każdym centymetrze jej ciała tkliwie, błogo do dna. Ona zaś jak zew bez słów, wołała go wsysając po milimetrze go w siebie, aby stopił się w niej jak rozgrzany ołów w regularnej formie. Dopiero kiedy wykonał wystarczająco wiele okrążeń wokół jej ciała zamknął jej ostatnią drogę ucieczki. Wyli jak bestie z rozkoszy. Słony pot mieszał się z gorącymi łzami. Na końcu, gdy upadała ostatnia płytka domina, szkoda było im nawet czasu, aby łapać powietrze na wyrównanie oddechu. Szczegółów można oszczędzić. Dość, że byli wyczerpani do ludzkich granic. Byli jednak ludźmi - byli więc nie nasyceni.

Zanim Mangolia otworzyła oczy Malone ostrzył już noże na werandzie. Lubił tę czynność przy porannej kawie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

pas -c-
idziemy inną drogą
kontynuuj !ja chętnie poczytam
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

A bo ta forumowa struktura drzewka nie działa od samego początku swego funkcjonowania.

Mój post miał być za Mansona i przed Twoim jako uzupełnienie nocy ;))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

paniał,paniał
miła lektura mimo wszystko
musielibyśmy ustalić jakieś zasady żeby pisać
bo dobre wychodzi
może admin strzeli poprawkę
ale ja i tak pas
już po pracy ,flaszeczka z chłopakami
rozumisz;)
zdrówko
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

- Flaszeczka - prychnęła Mangolia odtaczając końcem buta siedmiolitrową butelkę po whiskey.
- Kiedy on się wreszcie nauczy pić?
- Pora - westchnęła - a wzdłuż jej podwójnego kręgosłupa przebiegł ekstatyczny dreszcz.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Aaaaaaa flaszka z kolegami rzecz to słuszna i uwagi wszelkiej godna zawsze wg mej skromnej osoby,
bo jak mnie uczy mój kolega "nie chodzi o to zjeść, ale o to cześć"
No to na zdrowie i nie zamarznąć po drodze ;)
Również se tę tfu-rczość uskuteczniam w pracy, a właściwie w jej przerywnikach na szluga i kawę.

Zasady, scenariusz i zgrany kolektyw mogłoby być. Z tym, że ja naprawdę piszę na odwał i szybko (często nie uzżywając mózgu przy tym), ale jakby się jakimś taki prodźektem zająć bardziej rencami i nogami to jakieś kwiatki może i by z tego były do poczytania.
A tak to... take se forumowe bazgroły.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

we w trakcie flaszeczki i kolegi kawałek poczytali,anie czytają za często
flaszka rzecz słuszna a i bazgroły forumowe takie nie całkiem nie od rzeczy
flaszeczka słuszna bo ostatni raz w tym wieku ,rozumisz;)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Manson nie rób z Mangolii alkoholiczki bo się obawawiam trochę, że jak Malone i Mangolia zaciągną na dobre (a dużo im nie trzeba żeby wleść porządnie na orbitę) to nie wyhamują i przesiedzą w chacie ze 4 tygodnie dopóki póty nie opróżnią zawartości składziku. Napadnie na nich zdradziecko wiocha i będzie koniec.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

- Zawsze wiedziałam, że on nie używa mózgu - prychnęła Mangolia.
Stuknęła drzwiami i stanęła na werandzie.
- Znowu ta durna kolekcja noży? - spytała patrząc w oczy Smokiego.
- Czy wy się nigdy nie nauczycie korzystać ze zdobyczy techniki? - spytała retorycznie repetując samopotwarzalnego Makarowa.
Zeszła zgrabnie po schodkach i wciągnęła w nozdrza zapach wiosny.
- Oj, będzie się działo - uśmiech sam z siebie wykwitł na jej wytatuowanych na czarno wargach. Dobrze, że akurat nikt nie mógł go zobaczyć. Zazwyczaj była to ostatnia rzecz, jaką delikwent widział w życiu.
- Idziemy - zakomenderowała.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone tylo wspomniał stare czasy
"jedną twarzą łyknąć z flaszy ,drugą z toni w niebo patrzyć"
to już było
-Idźiemy-przytaknął
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Hola, hola dziewczynko, a zapałki?
- jeśli będziesz mi tu z rana prychać śliną coś niezrozumiale i popędzać nie pozwalając by mój umysł wlazł na właściwie sobie wibracje - obiecuję ci ostatni raz, że zrobię użytek z tego skorodowanego haka rzeźnickiego bez namysł wybełkotał skacowany Malone.
Zanim gdziekolwiek pójdziemy najpierw fajka i piwo.
Mangolia miała swoje sprawy w mieście do załatwienia.
Niecierpliwiła się gdy Malone drżącymi dłońmi upychał w buty, rękawy i za kark noże którymi ponoć rzucał wybornie.
Pamiętaj mała-zwierzył się- ręka jest szybsza niż oko.
W każdym razie... jakoś tak... dodał i spił porannego browca.
Od razu poczuł się lepiej. To uspokoiło Mangolię.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

sorry,to nie ja
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Szli krokiem raźnym. Noga w nogę. Zdało się, że otaczała ich jakaś aura witalności jaką to przynosi li tylko wiosna. Drzewa były na swoim miejscu, ptaki na nich też. Słoneczko przygrzewało.
Mangolia była zła na siebie. Pomiędzy udami czuła słodko-błogi ból nocnych uniesień. Nie znosiła gdy coś ją bolało - nawet w tak naturalnie kojący jej kobiecość sposób.

- nie zapomniałem o linie i o maczecie- pochwalił się Smokie Malone.
- ty i to twoje przywiązanie do tradycyjnej estetyki- syknęła rozkojarzona.
Nie potrafiła zebrać myśli i ułożyć sensownego planu. Ba! nie wiedziała dlaczego nogi niosą ją na wschodnią część wioski gdzie na uboczu z dala od niej widniały strzeliste budynki kościoła i zachrystii.

Nienawidziła durnego towarzystwa.
Nienawidziła marnotrawstwa energii na czcze gadki i wszelkich uśmiechów ludzkich nie popartych silnie wew. emocjami.
Tymczasem pastor był tym w wiosce, który bez przerwy i bez wyraźnej przyczyny uśmiechał się do wszystkich. Bredził też od rzeczy marnotrawiąc czas swój oraz innych. No i żeby było zadość należy powiedzieć, że był durniem. Kopletnym od a do z.
Mangolia wciąż nie miała planu.
Wtem spierzchniętymi ustami odezwał sie rozmarzony Smokie:
- wiesz, suszy mnie, napiłbym sie teraz dobrego mszalnego wina.
- i to pewno ze złotego i pękatego kielich co? - z namysłem zgadła Mangolia.
- właśnie wyjęłaś mi to z ust - rzekł
- mój drogi, z ust to założę się, że akurat ty częściej wyjmujesz - rubasznie zaniosła się śmiechem.
Rozpromieniła się.
- hmmm wraz z wiosną przecież należy czynić różne porządki - rzekła tajemniczo z akcentem na "różne" po czym, wbiła w kark Malone swe długie, lakierowane na czarno (z białymi trupimi czaszkami)paznokcie i namiętnie obdarzyła całusem.
Założyła głęboki kaptur i równie zalotnie co słodko odparła:" powinna koniecznie i natychmiast iść do spowiedzi po nocnych wybrykach".
Malone zatrybił.
Zrób to cicho i szybko pan nie lubi hałasu - rzekł - wręczając towarzyszce jeden ze sztyletów.
Pan ci to kiedyś wynagrodzi -szepnęła na odchodne.
-co?
-to że zawsze bierzesz z sobą noże - figlarnie zabłysły jej oczy i zniknęła.

Malone popatrzał wysoko w czyste niebo. Jedną małą chmurką bawił się wiatr zmieniając jej nieregularne formy jakby nie mógł sie zdecydować na ostateczny jej kształt. Wyciągnął kochę zielska i puścił dymek. Jakże kruche jest ludzkie życie - podsumował w myślach.

-
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Klecha był trochę jak ta chmurka.Ulotny znaczy się, o czym miał przekonać się za chwil parę.
-Odejdź precz wiedźmo!-krzyknął wystraszony, łapiąc za krucyfiks gdy tylko ujrzał Mangolię.
-Sppokkojnie klecho-wycedziła przez zaciśnięte zęby-wyruszasz w drogę do krainy w której mnie nie spotkasz na pewno.Powinieneś być szczęśliwy,chyba ,że masz pewne wątpliwości gdzie trafisz.
I teraz roześmiała na głos, a śmiech ten rozbrzmiał metalicznie jak bicie dzwonu.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone ruszył się ,gdy przebrzmiał już metaliczny śmiech Mangolii.
Coś mu mówiło ,że to nie w porządku ale pragnienie było silniejsze ,a wino klecha z reguły miał przednie,bo mimo że głupi to jednak kontakty i znajomości nieliche.
Na twarzy Malone'a wykwitł uśmiech gdy pomyślał o kojącym ,chłodnym reislingu ,który ukoi posuchę w gardle.
Wkroczył pewnym krokiem do kapliczki i natychmiast udał się na zachrystię.Nie spojrzał nawet na trupa i na Mangolię przechodząc obok.Widzał to wcześniej wiele razy ,więc nie chciał sobie psuć apetytu,bo widok do przyjemnych nie należał.
-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.
Nie dodał już ,że oprócz tego przechodzi mu na ten widok apetyt i na rieslinga i na nią.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

-Obmyj się trochę!-dało się słyszeć zza jego pleców kiedy już znikał na zachrystii-umazana w tym gnoju i krwi wyglądasz brzydko i staro.

Te słowa sprawiły, że Mangolia poczuła się przeszczęśliwa.
- riesling jes dobry dla mięczaków, poza tym nie ma jeszcze pory obiadu - skwitowała - idź najdroższy na najniższą kondygnację piwnicy tam w krypcie, pośród trumien, ten stary wieprz ma zakitraszoną beczkę starego 19% porto. Upuść galon musimy wspólnie zrobić listę zakupów, którą zrealizujemy w wiejskim GSie, trzeba zakupić cement, deski i farby, mój dom wymaga remontu czyżbyś już zapomniał?
- niech i tak będzie, wszystko mi jedno - odburknął Malone - aleeeee -zawahał się - postrzelamy trochę w wiosce?
- Pewnie, ale nie do byle kogo. Włąściwy cel to podstawa. Idę szukać sejfu.
- Po co?, brakuje ci kasy?
- nieeeeee, ja tylko lubię jak drobne z tacy dzwonią mi w sakiewce.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone nie omieszkał jednak wziąć ze sobą towarzysza rrieslinga do pomocy w poszukiwach kolegi porto.Gdy znalazł wejście do krypty butelka rieslinga była prawie sucha.Szybko znalazł beczkę z porto,zanim zlał galon uchylił dwa połtitrowe,cedrowe kubki.po drodze na górę przemknęło mu przez głowę jednak dziwne uczucie.

-Przecież nie jestem ,k**** ,niczyją marionetką-pomyślał w duchu-a na pewno nie będę ,k**** robił zakupów.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Mangolia wypełniała ukośnym, lekko chylącym się w prawo pismem listę potrzeb życiowych, a Malone z każdą pojedynczą sekundą był coraz bardziej znarowiony.

Na belzebuba jeśli ta c**** będzie pisać zamiast zabijać to nigdy nie stworzę z nią czegoś na miarę relacji Bonnie & Clyde, pieprzyć to babsko nie nadarmo podwiązałem sobie na udach urytą parę magnum 44 - idę sam pomyślał - i wtedy jakiś smukły cień, wolno przemknął po wilgotych, zapajęczonych murach plebani.

O! jest ktoś jeszcze - wyszczeszył z radości kły Smokie.

Rozegram wreszcie coś sam.



Mam dla ciebie prezent moje słońce niezachodzące - rzekł podchodząc do skupionej nad kartką Mangoli.

- czy ten prezent oddycha? - spytała nie odrywając oczu.

- oddycha i podobno lubi porto, gra na organach, a w krótkich chwilach gdy jest trzeźwy podobno też śpiewa - wyrecytował wyniki swej krótkiej znajomości z organistą Malone.

Zabij go.

Jeszcze nie. Najpierw ten pastuch zagra tobie to co mi w duszy gra i zaśpiewa to. Wsłuchaj się bo inaczej, jeśli nie zrozumiesz tekstu i nie ruszysz dupska do wsi to ja idę w pojedynkę.

Organista Richard dwoił się i troił jak mógł żeby zagrać i zaśpiewać to http://www.youtube.com/watch?v=JOS03WhU_8Y&feature=related

Gdy skończył Mangolia stwierdziła:

- ten burak ma ładne, zadbane dłonie i długie palce co zazwyczaj ozancza u mężczyzn wysoki pozim inteligencji.

- te twoje szmańskie sztuczki - skończ z nim a ja idę na zewnątrz nabić fajkę, do diabła dochodzi południe trzeba działać.

Mangolia zamyśliła się.

- skoro dochodzi południe to idź, zaraz dołączę, jeszcze tylko zabiorę organistę do dzwonnicy, niechaj dzwoni na anioł pański - mieszkańcy z pewnością oczekują tego.

- ok.

- Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę na dziś.

- Tak???????

- czy mógłbyś mi na kwadrans pożyczyć ten bagnet z ząbkami, który rano schowałeś w bucie.

- Ech, z wami babami to tak zawsze.

- jak?

- Ano zawsze czegoś chcecie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone wyszedł na ulicę,ucieszony ,że słońce ma za plecami.Ulica między domostwami była szeroka na dwa i pół wozu i ciągnęła się do końca miasteczka.

Szedł swoim zwyczajem środkiem ,rozglądając się bacznie.Zdało by się ,że w miasteczku nie ma żywej duszy.

Porto i riesling odparowywały szybko, a Malone zaczynał odczuwać braki i alkocholu i zabawy obojętnie w jakiejkolwiek postaci.

Na swoje nieszczęście długo czekać nie musiał.

Odwrócił się spojrzeć na kapliczkę ,gdy po raz ostatni w swoim życiu organista zabił w dzwon i chwilę później rozległa się kanonada.

Pierwsze trafienie poczuł w dupę,o ironio,kolejne w bark i lewe kolano.Ostatni strzał powalił go z nóg i wykręcił twarzą w kierunku strzelających.Stali na dachach ,w oknach,w zaułkach.Strzelało chyba z pół miasteczka , lecz Malone zdążył się przekulać pod stjący nieopodal wóz.

-Za dobrego cela nie mają s********y-pomyślał i rzucił okiem na kapliczkę,gdzie Mangolia stała już drzwiach-ale przynajmniej ,k**** ,po zakupach.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

lepiej miec legalne programy w firmie. kiedys kolega z ap edukacji z ktorym bylam na policelanej opowidal o firmie w ktorej pracowal ze byla kontrola i byly tez kary. a co o exszefa to tak sie nie robi. szantazysci powinni isc do wiezienia
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Więzienie było przepełnione. Cluthu z odrazą spojrzał na ciągnący się w nieskończoność korytarz i wyzierające spomiędzy krat pokraki będące kiedyś ludźmi. Nienawidził tej rasy. A jego nienawiść graniczyła z obrzydzeniem. Splunął pod nogi zieloną, lepka flegmą i naciągnął szponiastą łapą kaptur głębiej na oczy. Kiedyś byłoby inaczej, ale od czasu jak Mangolia zaginęła gdzieś pomiędzy światami jego chęć do życia zamierała. Szukał jej co prawda przez jakieś 300 lat pustosząc i ścierając w proch wszystkie światy, w których dane mu było się znaleźć, ale Mangoli nie odnalazł. Czuł się staro i bezsensownie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Pierwsze co zobaczyła z za drzwi to plama krwi sącząca się spod wozu.

-Dasz radę Malone?!

-Jak zwykle .-odparował

Nie do końca był jednak o tym przekonany,bo tym razem ludzi przeciwko było naprawdę sporo.Nie chciał też jednak by w niego zwątpiła.Ostatnio zostawiła go w podobnej sytuacji,ale słowa ,że jeszcze wróci ,dotrzymała.Nie miał wątpliwości,że zostawi go i tym razem,ciekaw był kiedy.Spojrzał w stronę kapliczki,już JEJ nie było.

-No tak ,k****,znowu.

Wstał i oparty o wóz zaczął strzelać.W odpowiedzi wybuchła kolejna ,chaotyczna kanonada
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Nie było prawdą, że Mangolia drwiła z używania noży. Doceniała tę broń, jako doskonałe narzędzie do zadawania cichej śmierci. Sama przecież nosiła przy sobie kilka, a nie gardziła też kuszą, równie cichą i równie skuteczną. Jednakże noże był kompletnie nieprzydatne w walce twarzą w twarz.
Pewnego razu poznała w Meksyku na Ziemi jednego z najlepszych nożowników wszystkich światów. Był profesjonalistą w każdym calu. Nigdy nie zawiódł żadnego zleceniodawcy. Ale pewnego razu Navajas, bo tak miał na imię, wykonując jakieś podłe zadanie w zapadłej dziurze w Meksyku zginął w samo południe nafaszerowany serią z automatu. Nota bene serią wypuszczoną przez zlanego ze strachu, naćpanego po powieki śmiecia, któremu wydawało się, że jest wojownikiem. I co z tego, że Navajas zabrał ze sobą całą paczkę tych śmierdzących szczurów? Żadna pociecha.
Nóż stanowczo nie nadawał się do tej misji.
Mangolia śmignęła jak kuna, łasica, puma i przylgnęła do chropowatego pnia wiekowego dębu. Nie musiała nawet zza niego wyglądać, wszystkie jej wyostrzone go granic bólu zmysły lokalizowały wszystkie żyjące istoty w promieniu kilku kilometrów. Nie mieli najmniejszych szans.
I wreszcie usłyszała to, na co instynktownie czekała. Bezgłośny szelest skradających się łap. Skradających się z czterech różnych stron.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

http://www.militaria.pl/ka-bar/noz_ka-bar_black_tanto_(1245)_p1226.xml?cat=348
aaa?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

- witaj -usłyszała męski głos przyprawiony teksańskim akcentem. Odwróciła się odruchowo ściskając kuszę. Zza drzewa wyszedł brodaty kowboj w kapeluszu. Jego czarnoskóry kompan błysnął śnieżno białymi zębami w serdecznym uśmiechu.
- Kim jesteście - szepnęła oniemiała Mangolia
Brdodacz powoli poprawił kapelusz po czym spokojnie rzekł:
- Nazywam się Chuck Nooris, słyszałem że potrzebujesz pomocy...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

...i wtedy zjadł ją stworek.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Bez obrazy, jesteś głupia jak but! Szef straszy Cię pogróżkami i domniemaniem, że masz nielegalne programy, bo tego nie wie, a Ty oficjalnie na forum publicznym przyznajesz, że masz piraty bo oryginały za drogie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

- Oh nooooo! - ryknął Chuck Nooris widząc jak resztki ciała Mangolii znikają w paszczy Stvorka, który w tym samym momencie skoczył w krzaki. Chuck rozejrzał się wokoło. Była cicho. Nie śpiewały nawet ptaki. Po chwili milczenia podniósł kuszę i syknął wściekle zaciskając pieści
- ktoś mi za to odpowie...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

- nie chcę do odpowiedzi! - pisnął Stworek - ja nic nie umiem!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

hmm..- mruknął nieco zakłopotany Chuck a kusza nerwowo załopotała w jego muskularnej prawicy - Kochałem ją a ty mi ją zjadłeś...Teraz już nigdy nie uda mi się dostarczyć jej legalnego oprogramowania...
- to był przypadek!- wychrypiał nerwowo Stvorek
- łżesz! - Wpatrzony beznamiętnym wzrokiem Chuck uniósł kuszę i wycelował
- Stój! - z krzaków wychynęła zwalista postać Malona - śmierć stworka nic nam nie da. To nie on jest prawdziwym winowajcą.
Palec Chucka nerwowo zadrgał n spuście - mów dalej- syknął.
Malon przysiadł pod drzewem niczym znużony swym brzemieniem drwal - wszystkiemu winny jest jej zawistny ex szef. To jemu powinniśmy złożyć wspólną wizytę
- zemsta..- szepnął ponuro Chuck
- tak zemsta ..- szepnął Malon
- nigdy już nie użyje nielegalnego oprogramowania! - załkał Stworek kryjąc twarz w swych kosmatych łapkach
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

...po czym uniósł pyszczek do góry i szeroko otworzył oczy.

- Myślicie, ze mogłabym go zjeść?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Malone i Chuck spojrzeli na siebie w nagłym olśnieniu. Zarumieniony stworek przegładził włosy. Czasem przyjaźń rodzi się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Tego wieczora troje nieznanych sobie osób połączył jeden cel.
- czas wymierzyć sprawiedliwość - wyrchrypiał Chuck. To miasto ma szczęście że stoimy po właściwiej stronie prawa...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

I co z Mangolią?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

odtworzą ją w ramach unijnego pakietu invitro
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

I co z Mongolia pytam ponownie ?

:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Skoro zdecydowałaś się na konkurencyjną działalność wobec byłego pracodawcy i korzystasz z wiedzy i kontaktów, które zdobyłaś w poprzedniej pracy, to musisz się liczyć z jego niezadowoleniem.
Idąc dalej, jeśli chcesz prowadzić własny biznes, to zmieniasz ligę, zmieniasz zasady gry, a w tej grze trzeba mieć przysłowiowe jaja. Z Twojej wypowiedzi bije skrajna ignorancja, więc lepiej zacznij się dokształcać, szkolić i być bardzo ostrożną - inaczej zostaniesz "zjedzona" nie tylko przez byłego pracodawcę ale innych konkurentów.
Poza tym, walka z konkurencją (w biznesie) przyzwala na wszelkie chwyty, również te "poniżej pasa".
Skoroś weszła między wrony, to kracz jak one. Enjoy! :)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

Po wielu latach i pobraniu DNA z pomiędzy zębów stvorka postanowiono odtworzyć mangolie.
Świat nie był już taki sam.
Malone odszedł,Chuck został bankierem i nie było już nikogo do robienia porzadku.
Zadanie odtworzenia MAngolii powierzono wybitnemu specjaliście.
Doktor Hal Stone był ekspertem od wszystkiego,wysłano więc go na planetę ZJ w celu rozmnozenia populacji lemingow jako żywności dla Mangolii.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: ZAWISTNY exSZEF!

PlanetaZJ została tak nazwana od nazwiska swojego odkrywcy,slawnego poszukiwacza Zet Jot'a o niezwykle analitycznych umyśle.
Zet nie lubił się z dr.Halem i nie do końca wiadomo było jak zakończy się misja .Hal Stone podjął się jednak tego wyzwania i nie zamierzał zrezygnować.
Zet Jot musiał użyć wszystkich posiadanych umiejętności aby zapobiec temu projektowi,który niespecjalnie mu się podobal.
Przeraziła go wizja planety pełnej lemingow,i to w dodatku JEGO planety.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum

Praca za granicą dla elektryków, ślusarzy, spawaczy (5 odpowiedzi)

Marine Ship Service jest dynamicznie rozwijającą się firmą, poszukujemy pracowników na...

Uważajcie na GTS (Gruppo Trade Service)! (55 odpowiedzi)

Co jakiś czas pojawiają się ogłoszenia o wykładaniu towaru w sklepach Carrefour (zatrudnia firma...

Tani prąd (3 odpowiedzi)

Hej Czy ktoś wie, od jakiego operatora najlepiej kupować prąd w Rumi? Chodzi o prad dla firmy. Wg...