Re: praca na zlecenie
Tu nie dyskutujemy o tym, czy lepiej podpisać umowę śmieciową czy nie, tylko o tym, czy w następstwie zawarcia umowy zlecenia zleceniobiorca powinien żądać dodatkowych korzyści, które z niej nie wynikają.
Po pierwsze, to że ktoś wykonuje zlecenie w taki sposób jak by był pracownikiem nie oznacza, że łamie on warunki umowy zlecenia, a tym bardziej umowy o dzieło. Nie należy tu uogólniać. Jak już mówiłem, strony mają wolną wolę. Jeżeli strony umówią się z zamiarem następującym: zawieramy umowę zlecenia, a ponieważ zleceniobiorca jest studentem i w związku z tym zleceniodawca nie musi odprowadzać składek na ZUS to wypłaci zleceniobiorcy zamiast 1500 zł 1900 zł, to czy taka umowa jest nagięciem? Czy zleceniobiorcy post factum wypada jeszcze żądać uznania tej umowy za umowy o pracę i dodatkowego zapłacenia składek ZUS, skoro wcześniej obie strony umówiły się właśnie na takie warunki z korzyścią dla ich obu? Drugi przykład. Zleceniodawca umawia się z inną jednoosobową firmą,
że będzie wykonywał określone zadania, w określonym czasie i miejscu. Taka umowa powstaje na podstawie dokładnie tych samych przepisów co umowa pierwsza. Czy w związku z tym Zleceniobiorca miałby prawo żądania uznania jej jako umowy o pracę?
Może zacytuję: Art. 2 KP "Pracownikiem jest osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę. ". oraz Art. 11 KP "Nawiązanie stosunku pracy oraz ustalenie warunków pracy i płacy, bez względu na podstawę prawną tego stosunku, wymaga zgodnego oświadczenia woli pracodawcy i pracownika."
Jak widzisz, pracownikiem jest osoba zatrudniona na umowę o pracę, którą musi zawrzeć za zgodną wolą obu stron. Zawarcie umowy zlecenia nie powoduje tego, że zleceniobiorca staje się pracownikiem i korzysta z dobrodziejstw i ograniczeń KP.
Tzw. "występowanie znamion umowy o pracę" zostało tak na prawdę uknute przez ZUS, który w połowie lat 90 zaczął przyglądać się zleceniodawcą (umowy zlecenia i o dzieło), dającymi zlecenia i omijającymi składki na ZUS. To pojęcie nie wynika z Kodeksu pracy, tylko z przepisów ustawy o ubezpieczeniu społecznym, gdzie w podobny sposób określano kiedy składka jest należna. Wynika to wprost z wyinterpretowania określonego przepisu. Finalnie skończyło się to tym, że umowy zlecenia są "ozusowane" (z wyłączeniem nielicznych przypadków gdy nie). Pomijam tzw. umowy o dzieło, które nie dotyczą tak na prawdę dzieła, które też powinny być ozusowane (np. dzieło w postaci "stróżowania nocnego"). Ale to już totalna patologia.
Uznanie umowy zlecenia jako umowy o pracę po tzw. "występowaniu znamion umowy o pracę" (wskazanych przez autora niniejszego wątku), jest w praktyce bardzo trudne, a wręcz w normalnej sytuacji niemożliwe. Po stronie stającego z tym wnioskiem zleceniobiorcy jest konieczność udowodnienia, że był on w przekonaniu, że zawiera umowę o pracę, a więc, że zleceniodawca wprowadził go w błąd. I tutaj przy osobach wykształconych, studiujących lub z ukończonymi studiami jest to niemożliwe. Sąd nie uwierzy, że podpisując umowę, osoba z taką wiedzą, wykształceniem i inteligencją nie wiedziała co podpisuje. Zresztą większość zleceniodawców w umowie zlecenia wpisuje "intencją stron nie jest zawarcie umowy o pracę".
Dlatego też ostatecznie. Zawierając umowę zlecenia jesteś zleceniobiorcą i obowiązują Cię ustalenia z umowy i Kodeksu Cywilnego.
2
1