Re: prysznice
> Narazie widzę same wypowiedzi uczestników. Organizatorzy póki co milczą. Najprawdopodobniej zatem pryszniców nie będzie. Higiena oczywiście jest ważną sprawą ale na imprezie tego typu jak Harpagan spada do rangi drugorzędnej.
Harpagan jak widać tworzą uczestnicy i wolontariusze, zaś organizatorzy są do d***. Może trochę przesadzam, ale rzadko udało się uzykać od nich odpowiedź na jakiekolwiek pytanie.
Poza tym dołączanie skanów wpłat do zgłoszenia. Przecież to jest niepoważnie. Jeszcze się nie spotkałem z taką nieufnością organizatorów, a zdarzało się przed maratonami, że nawet nikt nie robił sprawy, gdy ktoś zgubił dowód wpłaty wpisowego... Ale może tutaj chodzi o wiarę organizatora we własną imprezę - wszak jeśli jest dobra, to nikt nie będzie robił orga w "bambuko", bo będzie miał problemy, gdy w przyszłości będzie chciał wystartować...
> Nie przyjerzdża się bowiem tutaj (czasami przez pół Polski albo i lepiej) ażeby się najeść czy wyprysznicować. Tego wszystkiego doświadcza się poźniej po powrocie do domu. Ani bowiem gwarantowane przez organizatorów racje żywności nie zapewniają sytości ani też zapaskudzone po kilku godzinach toalety nie zachęcają do korzystania z nich.
Do racji żywnościowych trudno mieć zastrzeżenia. W końcu niektórym mogłoby nie starczyć nawet kilka porcji "czegośtam", aby zaspokoić "głód".
Cieszę się, że nie mieszkam na południu Polski, bo bym był świadkiem harakiri popełnianego przez muchy w moim przedziale w pociągu... W kwietniu zaraz po skończeniu Harpa jechałem do domu autobusem i widziałem zdziwienie ludzi wsiadających do niego na kolejnych przystankach. Teraz się zastanawiam, czy byli zdziwieni ilością pasażerów, czy ... skrajnie "gęstym" powietrzem ;-)).
Zapaskudzone toalety - to już kwestia kultury uczestników (oraz sprzętu - szczotki przy muszli)...
>Zresztą po przejściu choćby połowy dystansu człowiek często jest tak padnięty i obolały iż maży już tylko regenerującym śnie.
Ja po całym nadal mam bardzo wygórowane marzenia - najpierw coś ciepłego do picia, aby nie wychłodzić organizmu, potem prysznic, aby skóra oddychała i abym nie kleił się do wszystkiego (duży wysiłek fizyczny męczy również psychikę, więc warto zadbać o dobre samopoczucie) i może jeszcze coś w stylu masażu, aby po przebudzeniu nie było kłopotów z zakwasami (lub były możliwie małe), a dopiero następny w kolejności jest sen... Później należałoby sprawdzić urazy... I w ten sposób maksymalnie w poniedziałek jest już prawie całkowicie "oki" (prócz jakichś paznokci, które się na mnie obraziły ;)), ale oczywiście każdy ma swoje metody...
Pozdrawiam.
0
0