sam
Znalazłem na innym forum i myślę że jest to warte przeczytania.
Autorem jest użytkownik - yak
obrone roweru podzielilbym na dwie fazy:
1) unikanie napadu
2) faktyczna obrona w jego przypadku
do 1) fazy zaliczylbym takie pomysly:
- gdzie tylko mozliwe staramy sie jezdzic grupa. dwie osoby to ryzyko wielokrotnie mniejsze, trzy to praktycznie 100% bezpieczenstwa
- nigdzie nie zostawiamy roweru bez opieki. nawet "na chwile", nawet kilka metrow obok. kradziez roweru trwa 5-10 sekund.
- jezdzimy szybko i po ulicach - wtedy kontrolujemy okolice i nikt nas nie zaskoczy.
- nigdy (!) nie wjezdzamy w grupe stojacych nam na drodze facetow. omijamy takie grupy lukiem na tyle szerokim, zeby uniemozliwic sprint do roweru.
- jesli chcemy zwiekszyc bezpieczenstwo, kosztem potencjalnego wyjscia na chama czy egoiste, nie zwazamy na zaczepki pieszych i innych rowerzystow (ktora godzina, czy masz pompke, jak dojecvhac do... itp.). moze to co pisze kogos zbulwersowac, bo przeciez proponuje odwrotny typ zachowania do tego ktory oczekiwalibysmy po innych na trasie, ale niestety prawda jest taka ze takie zaczepki to czesto pulapki wymuszajace na nas zatrzymanie sie.
- w razie gdy klient goni nas rowerem na wymiane, (tez tak bywa), nie wpadamy w panike tylko jedziemy do miejsc zatloczonych, w strone komisariatu (radiowozu, patrolu) policji czy strazy miejskiej, do sklepu czy banku w ktorym jest ochrona itp. tam jestesmy bezpieczni.
faza 2) jesli zawiedzie faza 1) i jednak nas napadna. tu radzilbym przede wszystkim w miare mozliwosci stanowcza i gwaltowna obrone swojego mienia. wiem, czasem jest ciezko bo strach paralizuje. jednak statystyki pokazuja ze ofiary wywodza sie glownie z grup osob biernych i uleglych. przeciwstawienie sie bardzo czesto odstrasza bandyte. nawet werbalne. pamietajmy ze bandyta jest potencjalnie od nas gorszy. w koncu przeciez nie jest zdolny normalnie zyc i pracowac. jesli nie jest slabszy (wcale nie jest regula ze napadaja "karki") to na pewno jest glupszy. mozna go oszukac i zastraszyc (jestem gliniarzem, s*******aj (za przeproszeniem) bo bedziesz mial takie klopoty ze..., oglupic (ej, ja tu mieszkam, chcesz kroic swojaka itp.), chlopaka z bluza legi wkrecic w to ze samemu sie jest wieloletnim kibicem itd. itd. sposoby wielokrotnie stosowalem sam. w kazdym razie warto jasno sprawe postawic: roweru nie oddam, musisz mnie zabic. rozmowa z bandyta daje nam rowniez inna przewage. przewage czasu. w czasie rozmowy rozgladamy sie za pomoca. postawnym studentem, facetem z duzym psem, przejezdzajacym patrolem itp. w razie czego glosno i wyraznie (odblokowac strach przed wlasnym krzykiem mozna "na sucho") krzyczymy pomocy, niech mi pan pomoze, okradaja mnie z roweru itp. niby mowia zeby krzyczec pozar ale jakos nie wierze w te taktyke. w kazdym razie trzeba sie zwracac BEZPOSRENDNIO (nie do tlumu, tlum to nikt) do kogos i wyraznie sformulowac swoje potrzeby (nie tak : gonia... pomocy... niech pan cos zrobi!!, tylko tak: ci dwaj chca mi ukrasc rower, niech mi pan pomoze.).
- jesli nie mozemy liczyc na kogos, liczymy na siebie. i tu polecalbym uzbrojenie sie, a konkretnie kupno dobrego gazu. podstawowe zasady : gaz ma byc mocny, trzymamy go na wierzchu, ZAWSZE pod reka, na milosc Boska, zadnego "dna plecaka"! przeciez nie zaczniemy w razie awarii w nim grzebac, mruczac " chwileczke, gdzies tu mialem..."
jesli decydujemy sie na obrone fizyczna (ta decyzja musi zostac podjeta jak najszybciej) musimy zaatakowac. statystyki sa nieublagane, kto atakuje, zadaje pierwszy cios, ma duzo wieksze szanse na wyjscie calo z opresji. zatem gazem psikamy a)w twarz z bliska (im blizej tym lepiej, nawet 10 cm) c) dlugo - (tyle ile jest gazu, nawet 10 sekund). nie przerywamy nawet jak przeciwnik zacznie prosic czy trzec oczy. jak juz zalatwiac to na dobre, wszak nie zalezy nam na tym zeby za chwile sie otrzasl z szoku.
gazem mozna dosyc latwo obezwladnic dwoch przeciwnikow. wystarczy zrobic 2 proby na sucho (pamietajmy ze gaz nieuzywany ma taka mala plombe z plastiku, warto ja zerwac wczesniej ), wyczuc moc strumienia i wogole zorientowac sie jak to dziala.
jesli nie mamy gazu, pamietajmy ze bronic sie mozna czym popadnie, butelka, laga, trzymane w dloni klucze itp. nalezy atakowac mozliwie gwaltownie, i agresywnie, nie konczyc na jednym ciosie, starac sie bic w miejsca wrazliwe. np. na dzien dobry polecam kop w krocze. szybki i niespodziewany, czesto bedzie wystarczajacy.
noza nie polecam. mozna zabic. co wiecej, wiele osob ma psychiczna bariere przed uzyciem i poza wyciagnieciem na postrach nie jest w stanie nic zrobic. jeszcze bardziej nie polecam wyrywania noza (tego nawet fachowcy nie potrafia, nie wierzcie w to ze to jest latwe). jak ktos nie wierzy to niech sie pobawi z kolega. kolega ma flamaster i ma nas porysowac, a my mu flamaster wyrywamy. potem prosze obejrzec ilosc mazniec na ubraniu.
co robic, jesli jednak rower nam ukradna? coz, dzialac szybko. rower bardzo szybko "znika". jest rozbierany na czesci, malowany, sprzedawany w innym miescie itp. jesli mamy go znalezc to tylko swierzo po kradziezy. nalezy zlapac jakis patrol policji (nie isc na komisariat bo tu sprawa utonie w procedurach) i jezdzic z nimi po okolicy, bacznie sie rozgladajac. z regoly zlodzieje nie oddalaja sie zbytnio od miejsca rabunku. moze siedza zadowoleni, na podworku obok? moze dojrzysz ich jak wychodza z piwnicy? wiem od innych ze czasem uda sie "wykupic" rower rozmawiajac z okolicznymi mentami. ja nie wiem czy bym to zrobil, troche to godzi w moj system wartosci. jednak wiem ze czasem sie udaje wiec moze warto sprobowac? choc szanse w tym momencie sa juz niewielkie.
powoli koncze juz to wypracowanie bo przeciez mnie zabijecie jednak jesli choc jedna osoba sie gnojom wywinie dzieki moim spostrzezeniom, to mysle ze warto. jakies szczegoly moge omowic na mailu.
pamietajcie podstawa to nie oddawac roweru po dobroci, tylko dlatego ze gnojek (gnoje) nas zastraszy (a), czesto za tymi grozbami nic nie idzie. co najwyzej potrafia walnac kogos kto stoi ze spuszczonymi rekoma w twarz. jesli sie bronisz to traca rezon.
ps. jesli ktos czuje sie bardzo niepewnie w temacie swojego bezpieczenstwa to moze warto pomyslec o jakis treningach (boks, kravmaga, boks taiski)? to naprawde dodaje komfortu psychicznego, a w razie czego jest duza szansa ze pomoze wyjsc calo z opresji.
pozdrawiam, yak.
acha i na koniec maly apel: nie dajmy im przynajmniej zarobic. smutna prawda jest taka, ze jest tyle kradziezy bo tylu jest kupcow. nie wierzcie to ze rower "wypadl z tira" bo rowery z tirow nie wypadaja. po prostu gdzies tam ktos za nim placze...to samo przerzutki, heble, liczniki itp. za pol ceny, prawie nowe. to wszystko pochodzi z kradziezy.
Autorem jest użytkownik - yak
obrone roweru podzielilbym na dwie fazy:
1) unikanie napadu
2) faktyczna obrona w jego przypadku
do 1) fazy zaliczylbym takie pomysly:
- gdzie tylko mozliwe staramy sie jezdzic grupa. dwie osoby to ryzyko wielokrotnie mniejsze, trzy to praktycznie 100% bezpieczenstwa
- nigdzie nie zostawiamy roweru bez opieki. nawet "na chwile", nawet kilka metrow obok. kradziez roweru trwa 5-10 sekund.
- jezdzimy szybko i po ulicach - wtedy kontrolujemy okolice i nikt nas nie zaskoczy.
- nigdy (!) nie wjezdzamy w grupe stojacych nam na drodze facetow. omijamy takie grupy lukiem na tyle szerokim, zeby uniemozliwic sprint do roweru.
- jesli chcemy zwiekszyc bezpieczenstwo, kosztem potencjalnego wyjscia na chama czy egoiste, nie zwazamy na zaczepki pieszych i innych rowerzystow (ktora godzina, czy masz pompke, jak dojecvhac do... itp.). moze to co pisze kogos zbulwersowac, bo przeciez proponuje odwrotny typ zachowania do tego ktory oczekiwalibysmy po innych na trasie, ale niestety prawda jest taka ze takie zaczepki to czesto pulapki wymuszajace na nas zatrzymanie sie.
- w razie gdy klient goni nas rowerem na wymiane, (tez tak bywa), nie wpadamy w panike tylko jedziemy do miejsc zatloczonych, w strone komisariatu (radiowozu, patrolu) policji czy strazy miejskiej, do sklepu czy banku w ktorym jest ochrona itp. tam jestesmy bezpieczni.
faza 2) jesli zawiedzie faza 1) i jednak nas napadna. tu radzilbym przede wszystkim w miare mozliwosci stanowcza i gwaltowna obrone swojego mienia. wiem, czasem jest ciezko bo strach paralizuje. jednak statystyki pokazuja ze ofiary wywodza sie glownie z grup osob biernych i uleglych. przeciwstawienie sie bardzo czesto odstrasza bandyte. nawet werbalne. pamietajmy ze bandyta jest potencjalnie od nas gorszy. w koncu przeciez nie jest zdolny normalnie zyc i pracowac. jesli nie jest slabszy (wcale nie jest regula ze napadaja "karki") to na pewno jest glupszy. mozna go oszukac i zastraszyc (jestem gliniarzem, s*******aj (za przeproszeniem) bo bedziesz mial takie klopoty ze..., oglupic (ej, ja tu mieszkam, chcesz kroic swojaka itp.), chlopaka z bluza legi wkrecic w to ze samemu sie jest wieloletnim kibicem itd. itd. sposoby wielokrotnie stosowalem sam. w kazdym razie warto jasno sprawe postawic: roweru nie oddam, musisz mnie zabic. rozmowa z bandyta daje nam rowniez inna przewage. przewage czasu. w czasie rozmowy rozgladamy sie za pomoca. postawnym studentem, facetem z duzym psem, przejezdzajacym patrolem itp. w razie czego glosno i wyraznie (odblokowac strach przed wlasnym krzykiem mozna "na sucho") krzyczymy pomocy, niech mi pan pomoze, okradaja mnie z roweru itp. niby mowia zeby krzyczec pozar ale jakos nie wierze w te taktyke. w kazdym razie trzeba sie zwracac BEZPOSRENDNIO (nie do tlumu, tlum to nikt) do kogos i wyraznie sformulowac swoje potrzeby (nie tak : gonia... pomocy... niech pan cos zrobi!!, tylko tak: ci dwaj chca mi ukrasc rower, niech mi pan pomoze.).
- jesli nie mozemy liczyc na kogos, liczymy na siebie. i tu polecalbym uzbrojenie sie, a konkretnie kupno dobrego gazu. podstawowe zasady : gaz ma byc mocny, trzymamy go na wierzchu, ZAWSZE pod reka, na milosc Boska, zadnego "dna plecaka"! przeciez nie zaczniemy w razie awarii w nim grzebac, mruczac " chwileczke, gdzies tu mialem..."
jesli decydujemy sie na obrone fizyczna (ta decyzja musi zostac podjeta jak najszybciej) musimy zaatakowac. statystyki sa nieublagane, kto atakuje, zadaje pierwszy cios, ma duzo wieksze szanse na wyjscie calo z opresji. zatem gazem psikamy a)w twarz z bliska (im blizej tym lepiej, nawet 10 cm) c) dlugo - (tyle ile jest gazu, nawet 10 sekund). nie przerywamy nawet jak przeciwnik zacznie prosic czy trzec oczy. jak juz zalatwiac to na dobre, wszak nie zalezy nam na tym zeby za chwile sie otrzasl z szoku.
gazem mozna dosyc latwo obezwladnic dwoch przeciwnikow. wystarczy zrobic 2 proby na sucho (pamietajmy ze gaz nieuzywany ma taka mala plombe z plastiku, warto ja zerwac wczesniej ), wyczuc moc strumienia i wogole zorientowac sie jak to dziala.
jesli nie mamy gazu, pamietajmy ze bronic sie mozna czym popadnie, butelka, laga, trzymane w dloni klucze itp. nalezy atakowac mozliwie gwaltownie, i agresywnie, nie konczyc na jednym ciosie, starac sie bic w miejsca wrazliwe. np. na dzien dobry polecam kop w krocze. szybki i niespodziewany, czesto bedzie wystarczajacy.
noza nie polecam. mozna zabic. co wiecej, wiele osob ma psychiczna bariere przed uzyciem i poza wyciagnieciem na postrach nie jest w stanie nic zrobic. jeszcze bardziej nie polecam wyrywania noza (tego nawet fachowcy nie potrafia, nie wierzcie w to ze to jest latwe). jak ktos nie wierzy to niech sie pobawi z kolega. kolega ma flamaster i ma nas porysowac, a my mu flamaster wyrywamy. potem prosze obejrzec ilosc mazniec na ubraniu.
co robic, jesli jednak rower nam ukradna? coz, dzialac szybko. rower bardzo szybko "znika". jest rozbierany na czesci, malowany, sprzedawany w innym miescie itp. jesli mamy go znalezc to tylko swierzo po kradziezy. nalezy zlapac jakis patrol policji (nie isc na komisariat bo tu sprawa utonie w procedurach) i jezdzic z nimi po okolicy, bacznie sie rozgladajac. z regoly zlodzieje nie oddalaja sie zbytnio od miejsca rabunku. moze siedza zadowoleni, na podworku obok? moze dojrzysz ich jak wychodza z piwnicy? wiem od innych ze czasem uda sie "wykupic" rower rozmawiajac z okolicznymi mentami. ja nie wiem czy bym to zrobil, troche to godzi w moj system wartosci. jednak wiem ze czasem sie udaje wiec moze warto sprobowac? choc szanse w tym momencie sa juz niewielkie.
powoli koncze juz to wypracowanie bo przeciez mnie zabijecie jednak jesli choc jedna osoba sie gnojom wywinie dzieki moim spostrzezeniom, to mysle ze warto. jakies szczegoly moge omowic na mailu.
pamietajcie podstawa to nie oddawac roweru po dobroci, tylko dlatego ze gnojek (gnoje) nas zastraszy (a), czesto za tymi grozbami nic nie idzie. co najwyzej potrafia walnac kogos kto stoi ze spuszczonymi rekoma w twarz. jesli sie bronisz to traca rezon.
ps. jesli ktos czuje sie bardzo niepewnie w temacie swojego bezpieczenstwa to moze warto pomyslec o jakis treningach (boks, kravmaga, boks taiski)? to naprawde dodaje komfortu psychicznego, a w razie czego jest duza szansa ze pomoze wyjsc calo z opresji.
pozdrawiam, yak.
acha i na koniec maly apel: nie dajmy im przynajmniej zarobic. smutna prawda jest taka, ze jest tyle kradziezy bo tylu jest kupcow. nie wierzcie to ze rower "wypadl z tira" bo rowery z tirow nie wypadaja. po prostu gdzies tam ktos za nim placze...to samo przerzutki, heble, liczniki itp. za pol ceny, prawie nowe. to wszystko pochodzi z kradziezy.

