wrażenia
Startowałam już po raz 3 w Harpaganie i kolejny raz impreza wywarła na mnie niezatarte wrażenie. Mimo, że tym razem zrezygnowałam z wyjścia na drugą pętlę, osiągnęłam to, co wcześniej wydawało mi się fizyczną niemożliwością. Do 7pk dotarłam w ekstremalnym czasie 10h 38 min (ostatnie 3km wlokłam się już spacerkiem do bazy). Olbrzymia w tym zasługa towarzyszącego mi przez całą drogę kolegi Borka i pozostałych członków ekipy, których spotkaliśmy bodajże na 5pk (dzięki WIELKIE). Pełni niespożytej energii i bezbłędni w czytaniu mapy prowadzili tramwaj prosto do celu. Ja wlokłam się na samiutkim końcu uważając aby nie stracić z oczu pozostałych pasażerów. Musze tu dodać, że szybko zrezygnowałam ze śledzenia trasy gdyż latarka okazała się kawałkiem zbędnego balastu i już po pierwszym punkcie odmówiła posłuszeństwa skazując mnie na dalszą drogę po omacku. Poza tym że wpadłam po kolana w błoto obyło się bez większych problemów :) Ogólnie jest co wspominać. Pozdrowiednia dla współlokatorów z ‘komnaty Elfów’ i towarzyszy łączących się w bólu bezsenności do zobaczonka na następnej edycji

