Gdańskie Boże Narodzenie w XVII wieku

25 grudnia 2020 (artykuł sprzed 1 roku)
Michał Ślubowski
Najnowszy artukuł na ten temat Kamienie nerkowe króla Jana w Gdańsku
Ślizgawka przy Bramie Wyżynnej w drugiej połowie XIX wieku. Więcej zdjęć (7)

Ślizgawka przy Bramie Wyżynnej w drugiej połowie XIX wieku.

Źródło: fotopolska.pl

Ślizgawka przy Bramie Wyżynnej w drugiej połowie XIX wieku.

Źródło: fotopolska.pl

Chociaż po upływie czterech stuleci zarówno świat, jak i sam Gdańsk, zmieniły się niemal nie do poznania, wciąż wiele mostów łączy nas z dziedzictwem przeszłości. Należą do nich chociażby niesamowita atmosfera unosząca się w powietrzu przed świętami Bożego Narodzenia, czy... wyczekiwanie przez dzieci na upragnione podarunki.



Aby przekonać się, jak mógł wyglądać okres świąteczny przed wiekami, sięgniemy do źródeł historycznych: dziennika Charlesa Ogiera, rozmówek Nicolausa Volckmara, wilkierza opata oliwskiego oraz epigramatów Hiacynta Przetockiego.

Święta w XVII wieku były zabawą, ale i obowiązkiem



W nowożytnym Gdańsku święta religijne były okazją do zabawy. Spotykano się nie tylko w gronie rodzinnym, ale również ze swoimi przyjaciółmi (bądź towarzyszami z cechu) przy wspólnym stole, aby biesiadować i odpoczywać po trudach i znojach dnia codziennego.

Dwór Artusa, domy cechów, mieszczańskie kamienice zapełniały się domownikami i gośćmi. Aspekt religijny świąt był niegdyś dużo ważniejszy niż dzisiaj - uczestnictwo w życiu chrześcijańskim było społecznym i prawnym nakazem, niekiedy usankcjonowanym odpowiednimi przepisami prawnymi.

W wilkierzu opata Dawida Konarskiego z 1616 roku dla wsi należących do opactwa oliwskiego znalazł się punkt:

IV. (...) Powinni też będą poddani nasi w każdą niedzielę i święto do kościoła chodzić a z każdego domu przynajmniej gospodarz lub gospodyni z dziatkami i służebnemi, ktorych w domu nietrzeba będzie, całej mszej ś. i kazania wysłuchać, pod winą jednego funta wosku.
Z tego powodu nieodłącznym elementem świętowania był udział w uroczystych nabożeństwach, bez względu na wyznanie. W Gdańsku katolicy urządzali procesje, z kolei luteranie uświetnili ten dzień muzyką.

Długa tradycja świątecznych jarmarków



Dzisiaj pewnego rodzaju tradycją w naszych miastach stały się kolorowe jarmarki świąteczne, na których możemy kupić jedzenie, kubek grzanego wina czy podarki dla najbliższych (w tym roku wyjątkowo... online). Okazuje się, że wcale nie różnimy się w tym względzie od naszych poprzedników!

Niezastąpiony Charles Ogier zapisał pod datą 17 grudnia 1635 roku:

Dzisiaj rozpoczyna się trzydniowy targ wokół kościoła parafialnego, na którym sprzedaje się wszelkiego rodzaju zabawki dla dzieci. Schodzą się tu wszystkie kobiety, a zwłaszcza dziewczęta, również te z pospólstwa, i kupują upominki dla małych dzieci, zarówno własnych, jak i swoich krewnych. Pouczają dzieci, że jeżeli będą się grzecznie zachowywały w dniach narodzin Chrystusa, to dostaną wiele zabawek i słodyczy. Kusząc je tą perspektywą, zachęcają też do postu w wigilię Bożego Narodzenia. Przed ułożeniem się do snu ustawiają misę lub koszyk, do których Pan Jezus ma w nocy jakoby złożyć swoje dary. Równocześnie przywiązują dzwoneczki do nóg swoich służących, a ci w ciemności skradają się, pobrzękując nimi, do pokoju dziecięcego. Niecierpliwie ich oczekujący chłopcy i dziewczynki myślą, że to Chrystus przyszedł. A kiedy dzień zaświta, z wielką uciechą i radością podziwiają te prezenty, niby z nieba przyniesione, ponieważ z rąk ich nie wypuszczają, więc, jak to często bywa, nim dzień się skończy już są popsute. Stosując tę samą sztuczkę, również służący podstawiają swym panom lub gościom miski, aby dostać - jak zwykli mawiać - swojego Chrystusa, to znaczy upominki dla siebie.
Ten piękny opis może nas uderzyć swoją aktualnością. Dzisiaj to jednak święty Mikołaj przynosi dzieciom podarunki, a nie Chrystus. Ale jak się okazuje, niewinne złudzenie nierealności towarzyszyło gdańskim dzieciom również stulecia temu...

Postne potrawy - czym były?



W tekście Ogier wspomniał również o postnym posiłku w wigilię Bożego Narodzenia. Jak post, to z pewnością na stole muszą pojawić się ryby. A gdzie je kupić? Oczywiście na Targu Rybnym!

Dzięki wydanym w 1612 roki rozmówkom niemiecko-polskim Nicolausa Volckmara, nauczyciela języka polskiego w gdańskim Gimnazjum Akademickim, możemy podejrzeć rozmowę przy kupowaniu ryb (dla uproszczenia jedynie w języku polskim):

  • Dobra żono, matuchno, za co dajecię tę szczukę, tego jesiotra, łososia, karpia, kleszcza, sędacza, suma, węgorza, mientusa, pstrąga? Tego jesiostra, wyża, kapę, łososia, sztokfiszu, karpia, leszcza, sandacza, barwenę, brzanę, parmę, ropotka, suma, płaszczki, węgorza, certy, lipienia?
  • Co mam dać za tę trochę płocic, karasków, okuniów, jażów, linów, kiełbników, śliżyków, mrzewek?
  • Po czemu rożen śledzi moczonych, kopa raków?
  • Dacie mi dwanaście groszy.
  • Matko Boża, toć by drogie ryby były.
  • Ale radzi byście co dobrego mieli, a nie radzi byście wiele wydali, a to być nie może.
  • Dam wam pięć.
  • A cóż drwisz z piącią groszy, a masz tak wiele?
  • Albo mniemasz, żebych ja ryby ukradł (ukradła)?
  • Możecie dlatego nie fukać, wszak ryby wasze, a pieniądze moje.
  • Oto macie siedm, wszak zapłacone.
  • Wsypcie mi je węborek...


Obraz Gabriëla Metsu, "Kobieta kupująca śledzie i cebulę", połowa XVII wieku. Więcej zdjęć (7)

Obraz Gabriëla Metsu, "Kobieta kupująca śledzie i cebulę", połowa XVII wieku.

Obraz Gabriëla Metsu, "Kobieta kupująca śledzie i cebulę", połowa XVII wieku.

Jak widać, wybór ryb był duży, ale również wtedy narzekano na drożyznę. Również na liczbę ludzi, tak jak my narzekamy na kolejki. Po powrocie do domu:

  • Pani, nie wierzycie wy temu, jako dzisia ryby drogie.
  • Przeszedłem (przeszłam) po dziesięćkroć rybny targ rynek rybaków i tam, i sam, niżem ryb nie mógł (mogła dostać).
  • Niewiele tam ryb, a taka ciżba, że jeden na drugim leży.
  • Nie mogłem (mogłam) się rychło docisnąć, mało mię nie zaduszono...
  • Volckmar daje nam również pewne pojęcie, jak przyrządzano ryby, które lądowały na mieszczańskim stole.
  • Szczuka musi być z polskiej juchy (z polską zupą).
  • Karpia uwarzysz czarno z powidłami.
  • Kleszcza z rosołu a chrzanu do niego, a dodaj mu soli dostatek.
  • Zaś drobne rybki z masłem dla czeladzi i pięknie z cebulą i pietruszką, a patrz abyś je nie przejął solą, przesolił.


Śledź a sprawa gdańska



Chociaż współcześnie karp cieszy się coraz mniejszą popularnością (po trosze przez zmiany w guście, po trosze przez względu humanitarne), podczas świąt na polskim stołach nie może zabraknąć śledzia przygotowanego na najróżniejsze sposoby.

Kupcy w gdańskim porcie w XVII wieku na obrazie XIX-wiecznego malarza Wojciecha Gersona. Więcej zdjęć (7)

Kupcy w gdańskim porcie w XVII wieku na obrazie XIX-wiecznego malarza Wojciecha Gersona.

Kupcy w gdańskim porcie w XVII wieku na obrazie XIX-wiecznego malarza Wojciecha Gersona.

Nie inaczej było w dawnym Gdańsku, o czym świadczy chociażby epigramat Hiacynta Przetockiego, jezuity rodem z województwa sieradzkiego. Został on zidentyfikowany jako autor dzieła z połowy XVII wieku "Postny obiad albo Zabaweczka wymyślona", znanego dzisiaj z wydania z 1754 roku. Zawarto w nich epigramaty poświęcone postnym, niemięsnym, potrawom, spożywanych przede wszystkim przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem.

Co ciekawe, dzieło powstało podczas jednej z nowożytnych epidemii, która spadła na Rzeczpospolitą. Chociaż krótkie utwory charakteryzują przede wszystkim stół szlachecki, mamy w nim również interesujące utwory o śledziach... z Gdańskiem w tyle:

Śledź surowy mieszany

Śledź usnął, jako skoro świat nowy obaczył,
Za do Duńczyk, dębową wieżę mu naznaczył:
Krótko śledziu, w tej turmie będziesz pokutował,
Miłosierny Gdańszczanin, będzie cię wachtował.


Do śledzi

Katownią śledzie macie, w chrześcijańskim świecie,
gdy w kuchniach tysiącami na post święty giniecie.
A wieciesz, dlaczego was tak tyranizują,
Gdańską wiarę kucharze, pewnie u was czują.


Wróćmy jeszcze do Charlesa Ogiera, który w swoim dzienniku zamieścił również opis 25 grudnia:

Spędziliśmy dzień Bożego Narodzenia - jak przystało chrześcijanom - pobożnie. Rano byliśmy na nabożeństwie niemieckim. W procesji z Najświętszym Sakramentem nieśliśmy świece, a potem przystąpiliśmy w czasie uroczystej mszy do Najświętszego Stołu Pańskiego. Po śniadaniu uczestniczyliśmy w nieszporach i braliśmy udział w kolejnej procesji, składającej się z wielkiego tłumu Polaków i Niemców. Równocześnie luteranie w swym głównym kościele odprawiali modły wśród doniosłych śpiewów i muzyki organowej oraz innych instrumentów, co przeciągnęło się aż do nocy.

Wyjątkowa rola św. Mikołaja



Święta były w Gdańsku piękne i uroczyste. Dzisiaj do dzieci przychodzi z prezentami nie Chrystus, a święty Mikołaj - a przecież nad Motławą ten antyczny biskup ma szczególne miejsce. Jest bowiem patronem jednej z najważniejszych gdańskich świątyń.

W głębi Bazylika Mariacka, a na pierwszym planie kościół św. Mikołaja w okresie Wolnego Miasta Gdańska Więcej zdjęć (7)

W głębi Bazylika Mariacka, a na pierwszym planie kościół św. Mikołaja w okresie Wolnego Miasta Gdańska

Źródło: fotopolska.pl

W głębi Bazylika Mariacka, a na pierwszym planie kościół św. Mikołaja w okresie Wolnego Miasta Gdańska

Źródło: fotopolska.pl

Wielką popularność św. Mikołaj, patron ludzi morza i nawigacji, zyskał w północnej Europie. W samej Anglii istnieje ponad 400 kościołów pod wezwaniem tego świętego; szczególnym kultem otoczony był w Niderlandach, gdzie dobrobyt całej ludności zależał od kaprysów morza. Święty Mikołaj objął również swoim patronatem kupców oraz mieszczan. Świątynie jemu poświęcone szybko zawładnęły miastami Ligi Hanzeatyckiej - od Wismaru i Stralsundu aż do Tallina - i ten trend również zawędrował do miast pruskich.

Pierwszy kościół św. Mikołaja w Gdańsku był zarazem jednym z najstarszych. Jego pojawienie się - idąc za myślą Henryka Samsonowicza - mogło być wyrazem szukania wspólnego języka i tożsamości przez mieszczaństwo, które zaczęło się wyodrębniać jako osobny stan.

Dzisiaj świątynia jest jednym z najważniejszych naszych zabytków, bowiem stanowi autentyczny, niemal niezniszczony wycinek dawnego miasta, w dodatku gospodarzami w nim wciąż, tak jak przed wiekami, są dominikanie.

Przeor gdańskich dominikanów, ojciec Michał Osek. Więcej zdjęć (7)

Przeor gdańskich dominikanów, ojciec Michał Osek.

Przeor gdańskich dominikanów, ojciec Michał Osek.

Dlatego poprosiłem gdańskiego przeora, ojca Michała Oska OP, o złożenie życzeń wszystkim czytelnikom portalu trojmiasto.pl:

- Wydaje się, że od wieków jest tak samo - jesteśmy jakby bezbronni wobec tego, jak poruszają i angażują nas Święta Bożego Narodzenia: jarmark, zakupy, udekorowane ulice miasta, kolędy. Przez wielki, co roku, Gdańsk doświadcza tego samego. Ale z okazji tych dni, chciałbym - w imieniu całej wspólnoty gdańskich dominikanów - życzyć poruszenia serca, bo to zawsze jest inne i nowe. Aby nasze serca potrafiły się zachwycać tajemnicą i przyjąć radość i pokój tych dni.

Opinie (19)

  • Śledzik

    Śledzik nad Motławą zawsze smaczny :-)

    • 11 2

  • to musiały być piękne święta moi drodzy i kochani (4)

    dałbym sałatkę warzywną za to żeby na pół dnia przenieść się w te czasy i poczuć klimat prawdziwych świąt.

    • 18 8

    • Poczuć co? (1)

      Smród fekaliów na ulicach? Niektórzy wierzą w bajki, że dawniej było piękniej... :P

      • 6 0

      • swieta lubie po swojemu

        i spedzic pierwszy dzien swiat biorac udzial w niekonczacych sie mszach i procesjach :)))) nie dziekuje

        • 2 2

    • Do

      Brudu smrodu i ubóstwa? Po minucie chciałabyś wracac

      • 6 1

    • Sven, pewnie byś się nie dogadał :-)

      • 3 0

  • super artykuł

    • 23 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.