Historia "Perły Oceanu" z Kromania

22 lipca 2020, 13:30
Michał Lipka
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Pomóż odnowić legendarną armatę z II wojny światowej

Podczas II wojny światowej na polskich statkach handlowych pływało ok. 40 kobiet. Jedną z nich nazywano "Perłą Oceanu" lub "Pierwszą Damą Floty Atlantyckiej".



SS Kromań trudno było nazwać jednostką nowoczesną. W chwili zakupu go przez Bałtycką Spółkę Okrętową (1939 r.) statek liczył sobie już 27 lat i przeznaczony był głównie do obsługi małej żeglugi. Mimo iż przez wielu był określany jako jeden z najgorszych w młodej polskiej flocie, na trwałe zapisał się na kartach historii. Było to głownie zasługą jego wyjątkowej załogi.

Wojenną historię "Kromania" - brawurową ucieczkę z portu w Dakarze, zdobywanie przez kapitana Tadeusza Dybka uzbrojenia czy w końcu dość szczęśliwe rejsy - opisywaliśmy już w Trojmiasto.pl. Wspominaliśmy wtedy również o dość niezwykłym fakcie, iż podczas wszystkich podróży na pokładzie obecna była żona kapitana Irena Dybek.

Dziś chcemy przybliżyć naszym czytelnikom nieco bliżej tę niezwykłą postać.

Irena Wiland przyszła na świat 14 grudnia 1912 roku w woj. wielkopolskim Czerniejewie. Po ukończeniu gimnazjum złożyła dokumenty do Poznańskiej Wyższej Szkoły Pielęgniarstwa. Jej ojciec Bolesław był lekarzem powiatowym w Mogilnie, jednakże zarażony przez jednego ze swoich pacjentów gruźlicą zmarł przedwcześnie.

Posiadając już dyplom pielęgniarki, nasza bohaterka wyruszyła na poszukiwanie pracy. Jako że zawsze interesowały ją podróże, udała się na polskie Wybrzeże, gdzie zaokrętowała się na transatlantyk SS Pułaski.

To na jego pokładzie spotkała po raz pierwszy Tadeusza Dybka, wówczas II oficera. Początkowa znajomość szybko przekształciła się w uczucie, w efekcie którego na ślub nie trzeba było długo czekać.

Przed wybuchem II wojny światowej Tadeuszowi Dybkowi, który był już wtedy kapitanem żeglugi wielkiej, zaproponowano objęcie dowództwa nad nowo zakupionym statkiem - był to wspomniany wcześniej SS Kromań. Wraz z kapitanem na pokładzie zawitała jego żona.

"Kromań" rozpoczął monotonną służbę na bałtyckich trasach, którą niebawem miał przerwać nowy światowy konflikt.

W sierpniu 1939 roku nie było chyba w Polsce osoby, która nie przewidywałaby wybuchu wojny. Napięcie na arenie międzynarodowej sięgnęło zenitu. Kapitan Dybek postanowił spisać swoją żonę ze statku (była tam wówczas płatnikiem) i odesłać ją do jej matki - do Gniezna.

Irena najpierw zgodziła się na propozycję męża, pojechała nawet do matki, ale długo tam nie zabawiła. Do Gdyni wróciła jednym z ostatnich pociągów. Tu też zastał ją wybuch wojny. Kobieta nie zamierzała jednak czekać na rozwój wydarzeń - przez Rumunię przedostała się do Wielkiej Brytanii, gdzie odnalazła męża i ponownie zaokrętowała się na Kromań.

Warto tu zaznaczyć, że nie była jedyną kobietą na pokładzie. Żeńską obsadę uzupełniały jeszcze stewardesa oraz kucharka.

Trzeba podkreślić, że Irena potrafiła wprowadzić na dowodzonym przez jej męża statku wyjątkową atmosferę. We wspomnieniach możemy natrafić choćby na opisy codziennych , o ile oczywiście była taka możliwość, wieczornych spotkań w saloniku kapitańskim, gdzie zbierali się oficerowie wraz z częścią załogi.

Z drugiej jednak strony dość wybuchowy charakter i gorący temperament często prowadził do spięć i kłótni między małżonkami. Załoga doskonale wiedziała, że kiedy kapitanowa jest w złym humorze, to bezpieczniej było zejść jej z drogi.

Mało tego - Irena często wpływała na decyzje swego męża. Jeśli wierzyć wspomnieniom załogantów Kromania, to ucieczka statku z Dakaru była po większej części jej zasługą. Tak długo "suszyła" głowę kapitanowi, iż ten zdecydował się wyrwać swój statek spod francuskiej władzy.

Załoga potrafiła docenić jej niezwykłe zaangażowanie; to, że podczas najcięższych ataków nie chowała się, tylko zostawała wraz z nimi na pokładzie. Dlatego nazywano ją "Perłą Oceanu" lub "Pierwszą Damą Floty Atlantyckiej".

W roku 1944 w marynarskim małżeństwie zapadła decyzja - Irena miała na stałe zejść na ląd. Żadnej ze stron - ani załodze, ani kapitanowi i chyba również i samej zainteresowanej nie przyszła ona łatwo. Ostatecznie Irena Dybek opuściła "Kromań" w Stanach Zjednoczonych.

Sam statek pod dowództwem kapitana Tadeusza Dybka bezpiecznie doczekał końca wojny, jednakże tuż po niej, w listopadzie 1945 roku, wpłynął na minę i zatonął. Na szczęście bez strat w załodze.

Kapitan Tadeusz Dybek dołączył do swej żony w USA. Podjął pracę w jednej z tamtejszych stoczni, a na morze nigdy więcej już nie powrócił.

Biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się podczas wojny, mogłoby się wydawać, że małżeństwo Dybków scementowane jest na wieki. Stało się jednak inaczej - różne temperamenty znowu dały o sobie znać i ostatecznie "marynarskie" małżeństwo się rozpadło.

Tadeusz Dybek zmarł w wieku zaledwie 55 lat (16 grudnia 1963 roku). Irena wyszła ponownie za mąż, a gdy zmarł jej drugi mąż, w połowie lat 70. wróciła do Polski.

"Perła Oceanu" zmarła 4 kwietnia 1995 roku.

Na koniec trzeba przypomnieć dość rzadko przypominany fakt - obok bohaterskich mężczyzn marynarzy biorących udział w w zmaganiach wojennych we flocie handlowej znajdowały się również panie. Na pokładach polskich statków było ich łącznie ok. 40.