stat

Historia lubi się powtarzać: drożyzna, pogoda i kłopoty rybaków

18 października 2019, 15:00
Jarosław Kus
artykuł historyczny

Przeglądając stare gazety, możemy odnieść wrażenie, że mimo upływu lat - 110 na przykład - za oknem nic się nie zmieniło, a czas stanął w miejscu.



Weźmy chociażby październikowe wydania "Gazety Gdańskiej" (z bardzo niewielką pomocą "Dziennika Bydgoskiego), by przekonać się, że miesiąc ten w roku 1909 tak bardzo nie różnił się od obecnego. Wprawdzie na Pomorze nie zawitała "powtórna wiosna", ale w wielu miejscach (zapewne nie tylko w ogrodzie "policyanta Rossa" ze Sztumu) pojawiły się "drzewa jabłkowe [i "gruszki"] w najbujniejszym kwieciu".

"Powietrze w październiku", podobnie jak i dzisiaj, nie było takie najgorsze: aura zdawała się nic sobie nie robić z prognoz, których - nawiasem mówiąc - było tyle, ilu prognozujących meteorologów.

"Dobre powietrze" w każdej epoce raduje nie tylko turystów spędzających jesienne dni nad brzegiem Bałtyku: 110 lat temu wiele powodów do radości miał też i Sopot, który "zamierzał tu zaprowadzić sezon zimowy, ażeby miasto i zimą wrzało życiem".

Sopockie władze postanowiły postawić na najlepszego w tej sytuacji konia, czyli na... sporty konne, nie zapominając jednak o tym, że zima się kiedyś skończy. Trwały więc i prace przy budowie "nowej gospody kąpielowej", fundamenty której wznosiły się "już półtora metra ponad ziemią". Niestety, tej powszechnej radości z powietrza nie podzielali helscy rybacy z "Heli", jako że dla nich (i dla ryb) "pomyślny stan powietrza" był "bardzo nie na rękę": październikowy "zbiór połowu pokrywał zaledwie koszta narzędzi".

Ale nie to było najgorsze: kiepskim połowom towarzyszyło bowiem znacznie mniejsze zainteresowanie rybami wśród kupujących. Stawiało to w trudnej sytuacji te gminy, które w sprzedaży ryb szukały ratunku dla swych budżetów, mocno nadwyrężonych pogarszającą się sytuacją ekonomiczną.

Podrożało niemal wszystko (z wyjątkiem polskiej gęsiny, co akurat przed zbliżającym się "Świętym Marcinem" (11 listopada) było raczej dobrą wiadomością); ale "wskutek ogólnej drożyzny" trudniej było nie tylko o żywność - podrożały nawet zapałki.

Wielu zapewne zmarkotniało na wieść, że i "wódka jest droższa", a żalu nie da się już zalać węgierskim winem ...

Październikowa aura sprzyjała jesiennym wyprawom do lasu, z czego skwapliwie korzystali głównie myśliwi (dzisiaj w mniejszości w stosunku do - przeczesujących lasy - grzybiarzy): wszak w "październiku wolno było strzelać".

Z pewnością jednak nie do ludzi... A taki właśnie incydent miał miejsce na dworcu kolejowym w Tczewie, gdzie niejaki Ulryk von den Velden "z Lignów" zastrzelił "wójta Ehlerta z Radostowa w tym jedynie celu, ażeby go obrabować" (bo, jak tłumaczył, "głównie dlatego, że spostrzegł w jego portmonetce złoto"). Wprawdzie do morderstwa jeszcze doszło poprzedniej zimy, teraz jednak, jesienią, sprawa znalazła swój finał przed gdańskim sądem kryminalnym.

Miejscowa opinia publiczna z niecierpliwością czekała również na rozstrzygnięcie "głośnej sprawy z wpadnięciem samochodu do Motławy", kiedy to tragiczną śmierć poniosły dwie osoby.

Ponieważ jednak obie sprawy chwilowo zawieszono, opinia publiczna musiała zadowolić się rozstrzygnięciem w zupełnie innej sprawie: gdański sąd rozstrzygnął bowiem konflikt, który poróżnił "właścicieli kamienic" i lokatorów (zwłaszcza tych bardziej imprezowych).

Niestety, sąd nie był w stanie rozstrzygnąć wszystkich problemów mieszkańców Gdańska, dlatego też byli oni najczęściej - tak jak mieszkańcy ulicy Jopengasse (obecnie Piwna) - zdani na dobrą wolę urzędników, co - patrząc na "nieuregulowane bruki" oraz balustrady przed domami przypominające z wyglądu "pudła do śmietników" - nie dawało nadziei na rychłe rozwiązanie ich problemów.

Deja vu? To co powiecie na posła (który "gada niedorzeczności") i kobietę (która nią nie jest)?


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 119 z 5 października 1909 r., nr 120 z 7 października 1909 r., nr 121 z 9 października 1909 r., nr 124 z 16 października 1909 r. i nr 125 z 19 października 1909 r. oraz "Dziennik Bydgoski" nr 234 z 16 października 1909 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.