Historia niezwykłego miejsca na Zaspie

2 września 2014 (artykuł sprzed 7 lat)
Michał Lipka
artykuł historyczny
Na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu spoczywają szczątki wielu zasłużonych dla Gdańska i Polski bohaterów. Więcej zdjęć (6)

Na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu spoczywają szczątki wielu zasłużonych dla Gdańska i Polski bohaterów.

fot. nekropolie.info

Na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu spoczywają szczątki wielu zasłużonych dla Gdańska i Polski bohaterów.

fot. nekropolie.info

Jeden z gdańskich raperów jakiś czas temu stworzył utwór, w którym wymienia wszystkie gdańskie dzielnice. Wśród nich znajduje się również Zaspa, której jedno miejsce powinno być szczególne dla wszystkich pasjonatów historii Gdańska.



Po raz pierwszy informacje o Zaspie możemy odnaleźć w zapiskach datowanych na XII i XIII wiek. Z biegiem lat, początkowo niewielka osada rybacka znajdująca się u brzegu jeziora Zaspa, zdobywała coraz większe tereny, aż wreszcie w XV wieku została zakupiona przez Cystersów z Oliwy. Ważną datą w historii dzielnicy był rok 1829, kiedy to Prusacy odkupili od Gdańska, któremu formalnie wtedy podlegała Zaspa, większość jej terenów, tworząc Wielki Plac Ćwiczeń. Trenował na nim m.in. słynny pułk Czarnych Huzarów. Trzeba oczywiście pamiętać, że przez szereg lat na Zaspie funkcjonowało również lotnisko cywilne. Tu też znajduje się niezwykła nekropolia:

Cmentarz Ofiar Hitleryzmu zobacz na mapie Gdańska

11 lutego 1895 roku zapadła decyzja o stworzeniu nowego cmentarza, który miał służyć głównie do chowania zmarłych więźniów i wszystkich tych, których nie było stać na pochówek. Z czasem zaczęto tu również grzebać żołnierzy z I wojny światowej, po ciała których nie zgłosiły się rodziny lub po prostu nie miał kto im wyprawić pogrzebu - tak więc spoczęli tu Brytyjczycy, Rosjanie, Francuzi i wielu innych.

Cmentarz funkcjonował przez szereg lat - od września 1939 roku Niemcy zwozili tu zwłoki pomordowanych więźniów z obozu Stutthof. Ostrożne szacunki historyków wskazują, że mogło być tu pochowanych od 6 do 14 tysięcy osób, co wskazuje na przeogromną skalę hitlerowskiego terroru. Po zakończeniu wojny decyzją władz cmentarz na Zaspie stał się miejscem pamięci narodowej. W kolejnych latach cały teren uporządkowano.

Mając na uwadze ograniczone miejsce do dalszych pochówków w 1956 roku cmentarz oficjalnie zamknięto (choć czyniono sporadyczne wyjątki i chowano tu szczególnie zasłużonych dla Gdańska). W roku 1985 cmentarz został oficjalnie uznany za cmentarz - pomnik. Dzięki temu uzyskano dodatkowe fundusze na renowację całego kompleksu. Dziś każdy z nas może tu zapalić świeczkę na grobie m. in. błogosławionego księdza Bronisława Komorowskiego, kpt. ż.w. Tadeusza Ziółkowskiego, Piotra Budera (dowódcy Wartowni nr 1 na Westerplatte), Alfa Liczmańskiego (znanego polskiego działacza polonijnego, opiekuna licznych grup harcerskich) czy też Konrada Guderskiego i gdańskich pocztowców, którzy zostali bestialsko zamordowani na początku wojny.

Niemcy niezadowoleni z obecności Polaków

Gdy Polska odzyskała niepodległość, na jej niedawnych terenach powstał dość osobliwy "twór" - Wolne Miasto Gdańsk. Zamieszkujący miasto Niemcy, na każdym niemal kroku dawali wyraz swemu niezadowoleniu z obecności Polaków. Ci ostatni zgodnie z decyzjami Ligi Narodów, starali się organizować sobie normalne życie. Powoływano liczne polskie urzędy, w tym Dyrekcję Poczt i Telegrafów, która miała zarządzać placówkami pocztowymi na Pomorzu.

W kolejnych latach otwarto m. in. Urząd Ekspedycji Pocztowej Gdańsk - Nowy Port, Polski Urząd Pocztowy Gdańsk 2 (zlokalizowany na Dworcu Głównym w Gdańsku) oraz Polski Urząd Pocztowo - Telegraficzny Gdańsk 1 umiejscowiony przy Placu Heweliusza 1/2. Polscy pocztowcy praktycznie od samego początku zmagali się z licznymi szykanami.

Możemy do nich zaliczyć m. in. zniszczenie skrzynek pocztowych (znalazło to odbicie w stosunkach dyplomatycznych, gdyż polski MSZ ostro zaprotestował przeciwko znieważeniu polskiego godła narodowego, wymalowanego na skrzynkach pocztowych. Senat Gdański odpowiedział w typowy dla siebie sposób wskazując, że wywieszenie polskich skrzynek... uraziło uczucia narodowe gdańskich Niemców). Niemcy wielokrotnie protestowali wobec rzekomego naruszania przez Polskę ich praw, jednakże noty wnoszone do Wysokiego Komisarza Ligi Narodów czy też do Trybunału w Hadze zawsze kończyły się pomyślnie dla strony polskiej.

Sytuacja w Gdańsku z każdym miesiącem stawała się coraz bardziej napięta i jasnym się stało, że konflikt praktycznie jest nieunikniony. Wobec licznych aresztowań wśród polskich mieszkańców zapada decyzja, by rodziny pocztowców ewakuować w głąb kraju. Od marca 1939 roku w głównym gmachu Poczty Polskiej wprowadzono wzmocnione dyżury nocne, dodatkowo powołano do życia zakonspirowaną organizację samoobrony, którą kierował Alfons Flisykowski. Na polecenie dowództwa wojskowego na pocztę przybył również Konrad Guderski oraz dodatkowi pocztowcy, głównie podoficerowie rezerwy z poczt w Gdyni i Bydgoszczy.

Pocztowcy się zbroją

Początkowo o Guderskim niewiele mówiono. Był to podporucznik rezerwy piechoty Wojska Polskiego i to jego wyznaczono na dowódcę ewentualnej obrony. Nie zaniechano również sprawy uzbrojenia pocztowców - pod koniec sierpnia 1939 roku na terenie poczty znalazły się m. in. 3 lekkie karabiny maszynowe, pistolety, granaty oraz niezbędna amunicja. 31 sierpnia po zamknięciu poczty na jej terenie pozostało ok. 50 osób. Założenia operacyjne mówiły, że podczas ataku, pocztowcy mają się bronić zaledwie przez kilka godzin, kiedy to na pomoc ruszy im polska armia.

Zachowały się dokumenty, które mówią, że już w pierwszych dniach lipca Niemcy mieli stworzony dokładny plan ataku na polską placówkę. Do tej operacji wyznaczono 3 grupy uderzeniowe, liczące łącznie 150 żołnierzy, uzbrojone w lekkie działka oraz samochody opancerzone. Wydawać by się mogło, że wobec takiej przewagi, opór gdańskich pocztowców będzie szybko przełamany...

Na krótko przed pierwszymi strzałami na Westerplatte, Niemcy przecięli linie telefoniczne i telegraficzne - od tej chwili pocztowcy są odcięci od reszty kraju. Gdy odzywają się działa "Schleswiga-Holsteina", rozpoczyna się również atak na Pocztę Polską. Niemców zaskoczył jednak ogień z karabinów maszynowych oraz celnie rzucone granaty. Pierwszy atak zostaje odparty. W tym samym czasie druga grupa atakujących przebija się przez ścianę dzielącą budynek poczty od gdańskiego urzędu pracy. Tu również rozgorzała walka - widząc sporą liczbę atakujących, Guderski rzuca w ich stronę granat. Niestety wybucha on zbyt blisko - odłamki trafiają również "Konrada", który ginie na miejscu. Ostatecznie i ten atak zostaje odparty, a dowództwo dalszej obrony przejmuje Alfons Flisykowski.

Niemcy zdenerwowani niepowodzeniem wprowadzają do akcji samochody opancerzone gdańskiej policji oraz działko kal. 50 mm, jednakże i to nie przynosi oczekiwanego efektu i muszą wycofać się celem dalszego przegrupowania. Około godziny 13 następuje kolejny szturm, ponownie wsparty samochodami pancernymi, ale i on zostaje przez obrońców odparty. Dowodzenie akcją przejmuje wtedy pułkownik Bethke, szef gdańskiej policji. Nakazuje saperom wykonać podkop, na końcu którego ma zostać podłożony silny ładunek wybuchowy. Dodatkowo sprowadzono dwa działka piechoty oraz haubicę kalibru 105 mm. O godzinie 17 gmachem poczty wstrząsa silny wybuch - niemieccy saperzy wysadzają swój ładunek. W tym samym czasie ma miejsce kolejny atak wojska niemieckiego.

Zastrzelony posłaniec z białą flagą

Niestety z każdą kolejną godziną sytuacja obrońców staje się coraz gorsza. Wieczorem Niemcy na miejsce walk przywożą motopompy i oblewają gmach litrami benzyny i benzolu. Następnie za pomocą miotaczy płomieni podpalają gmach. Tego ataku pocztowcy nie mogli już odeprzeć. Około godziny 19 zapada trudna decyzja o kapitulacji. Z biała flagą w stronę stanowisk niemieckich wychodzi dyrektor Jan Michoń. Nie udaje mu się odjeść zbyt daleko, gdyż mimo flagi zostaje zastrzelony. Poczta Polska w Gdańsku ostatecznie skapitulowała.

Podczas samych walk zginęło 6 pocztowców. W kolejnych dniach zmarło kolejnych 6 osób, w tym 11-letnia Erwina Barzychowska, która była wychowanicą dozorcy poczty. 4 pocztowcom podczas zamieszania udało się uciec i przeżyć wojnę. Ci którzy zginęli, zostali pochowani na cmentarzu na Zaspie. Pocztowców, którzy podjęli walkę zbrojną, czekał gorszy los - 38 z nich zostało wyrokiem sądu polowego skazanych na śmierć za bojówkarstwo. Było to jawne pogwałcenie wszystkich obowiązujących zasad prawa międzynarodowego i wojskowego. Wyrok wykonano około 4 nad ranem 5 października 1939 roku...

Niestety miejsce ich ostatniego spoczynku nie było znane. Zapewne pozostałoby tak do dziś, gdyby nie rozbudowująca się nieustannie Zaspa. 28 sierpnia 1991 roku przy ulicy Burzyńskiego robotnicy pracujący przy pracach ziemnych natrafili na ludzkie szczątki. Po badaniach wszystko stało się jasne - były to zwłoki rozstrzelanych polskich pocztowców. Dziś w tym miejscu stoi pamiątkowy pomnik, a obrońcy spoczęli przy swym dawnym dowódcy na cmentarzu na Zaspie.

W 1995 roku sąd w Lubece jednoznacznie stwierdził, że wobec polskich pocztowców miała miejsce zbrodnia sądowa m. in. poprzez pogwałcenie IV konwencji Haskiej. Ostatecznie pocztowi bohaterowie zostali uniewinnieni.

Błogosławiony ksiądz Bronisław Komorowski - już jako młody wikary - obok działalności kościelnej rozwijał i prowadził działalność polityczno-społeczną wśród ludności polskiej. Założył Towarzystwo Budowy Kościołów Polskich, co miało być przeciwwagą dla kościołów niemieckich. W latach 1933-1934 był jedynym polskim przedstawicielem w 54-osobowej Radzie Miasta Gdańska. Jako pierwszy duszpasterz Politechniki Gdańskiej niejednokrotnie bronił prześladowanych Polaków. 1 września aresztowany, pobity i osadzony w Stutthofie. 22 marca 1940 roku został rozstrzelany. Po wojnie jego ciało ekshumowano i przeniesiono na cmentarz na Zaspie. W 1999 roku papież Jan Paweł II beatyfikował księdza Komorowskiego wraz z 107 innymi męczennikami.

Tadeusz Ziółkowski - kapitan żeglugi wielkiej, komandor pilotów gdańskiego portu. Dowodząc żaglowcem szkolnym "Lwów" jako pierwszy 13 sierpnia 1923 roku przekroczył równik. Był inicjatorem wychowania morskiego dzieci i młodzieży. W 1939 roku odmówił wraz z innymi polskimi pilotami wprowadzenia do portu "Schleswiga-Holsteina", za co został na krótko aresztowany. Po wybuchu wojny został ponownie uwięziony i wysłany do Stutthofu, gdzie niedługo potem został rozstrzelany. W 1947 roku jego szczątki zostały przeniesione na cmentarz na Zaspie.

Opinie (45) 3 zablokowane

  • thx

    Dzięki za ten artykuł Panie Michale

    • 105 0

  • Chwała bohaterom. (4)

    Widocznie to była inna Polska , za którą warto było ginąć.

    • 71 19

    • Uwierz, że za tą też warto.

      • 24 14

    • za Tą (1)

      jak trzeba będzie tez będziemy ginąć. Jaka by nie była, jest nasza. Tylko tu jesteśmy u siebie.

      • 28 3

      • Nie za kraj będziesz ginął a za polityków. Taka prawda

        • 6 2

    • Są w ojczyźnie rachunki krzywd

      obca dłoń ich też nie przekreśli,

      • 2 0

  • tytul i wykonawca? (6)

    co to za raper i kawalek, o ktorym mowa na poczatku artykulu?

    • 10 1

    • (1)

      Mezo

      • 0 6

      • Silver - Gdańskie rewiry

        • 0 0

    • Darude - Sandstorm

      • 8 5

    • nie nie nie

      Silver - Gdańskie rewiry

      POLECAM!!!!!!!!

      • 0 1

    • Lechia (1)

      Nie jesteś z Gdańska to chyba niewiesz SILVER- ''GDANSKIE DZIELNICE

      • 0 2

      • Chopie, REWIRY nie dzielnice

        • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.