Kapelani obrońców Westerplatte

19 listopada 2012 (artykuł sprzed 8 lat)
Michał Lipka
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Historia zapomnianego oficera, kmdr. Kazimierza Bielawskiego. Część I

Choć pierwsze oficjalnie zapiski o kapelanach wojskowych datowane są na XVII wiek, możemy śmiało stwierdzić, że pojawili się już wcześniej. Od tego jednak czasu obecni byli w większości miejsc, gdzie walczył polski żołnierz - od powstań narodowych, przez fronty II wojny światowej, po dzień ostatecznego wyzwolenia ojczyzny. Obecni byli również w polskiej reducie, jaką stało się Westerplatte.



Pierwszy pomorski kapelan wojskowy, czyli ksiądz komandor Władysław Miegoń, miał taki nawał wszelkiego rodzaju obowiązków, że nie był w stanie regularnie pojawiać się w składnicy na Westerplatte. Starano się zmienić tę sytuację poprzez delegacje jednego z wikariuszy z parafii w Nowym Porcie, ale te wizyty także były nieregularne, a z czasem ustały zupełnie. Duży wpływ na to miała postawa władz Wolnego Miasta Gdańska, któremu nie zależało na podtrzymywaniu morale u żołnierzy Westerplatte i robiły co mogły, aby je osłabić.

Wobec faktycznego braku własnego kapelana, załoga modliła się zatem w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej w Nowym Porcie, ale niosło to za sobą możliwość prowokacji i ataków ze strony bojówek faszystowskich.

Widząc potencjalne zagrożenie, dowództwo placówki ponownie zwróciło się z prośbą o pomoc do księdza Miegonia. Ten interweniował u gdańskiego biskupa Edwarda O'Rourke, w efekcie czego do Nowego Portu przybył ksiądz Marian Górecki. Ten urodzony w 1903 roku kapłan miał bogaty życiorys - w wieku 17 lat wstąpił do wojska i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, następnie po ukończeniu Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu pełnił funkcję prefekta Seminarium Nauczycielskiego w Koźminie.

W 1933 roku przybył do Gdańska, gdzie współpracował z organizacjami polonijnymi, był prefektem gimnazjum Macierzy Polskiej a ostatecznie mianowano go rektorem kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej w Nowym Porcie. W tym czasie objął swą opieką żołnierzy na Westerplatte.

Wydawać by się mogło, iż sprawy duchowe polskiej placówki wreszcie się unormują, ale niestety, przeciwko temu stanęła... biurokracja wojskowa, która nie znalazła środków finansowych na zatrudnienie kapelana pomocniczego. Dziś nie potrafimy jednoznacznie określić, czy ks. Górecki pojawił się na Westerplatte, czy jedynie sprawował swą posługę w Nowym Porcie, opiekując się stamtąd żołnierzami placówki.

Warto wspomnieć dalsze, niestety tragiczne losy tego kapłana. Już 1 września 1939 r. ks. Górecki został aresztowany i wraz z liczną grupą innych polskich duchownych i nauczycieli skierowany do nowo powstałego obozu koncentracyjnego w Sztutowie. Tam wyznaczano go do najcięższych robót, ale współwięźniowie wspominali, iż nigdy nie narzekał na swój los, a często podtrzymywał na duchu innych. W marcu 1940 roku, podczas zabronionych przez władze obozowe obchodów uroczystości Wielkiego Czwartku, wziął udział w nielegalnej mszy świętej. Niemcy wykryli zgromadzenie i skazali wszystkich uczestników na karę śmierci. Księdza Góreckiego, podobnie jak i księdza Bronisława Komorowskiego wraz z 65 innymi osobami rozstrzelano. Według zapewnień świadków, ks. Górecki przed śmiercią wybaczył swym oprawcom. Ksiądz Marian Górecki znalazł się w grupie 108 męczenników II wojny światowej, którą papież Jan Paweł II beatyfikował 13 czerwca 1999 roku.

Gdy nie udało się załatwić stałej posługi ks. Góreckiego, obowiązek ten spadł ostatecznie na ks. Miegonia. Udokumentowanych jest co najmniej kilka jego wizyt na Westerplatte, w tym ta, podczas której odprawiał nabożeństwo żałobne za marszałka Piłsudskiego. Wizyty ks. Miegonia były jednak sporadyczne, stąd ostatecznie nawet i w kręgach wojskowych zapadła decyzja o wyznaczeniu stałego kapelana. W 1936 roku funkcję tę powierzono pallotynowi, ks. Leonowi Bemke, który do składnicy dojeżdżał z Oliwy.

Przed nowym kapelanem postawiono następujące zadania: miał sprawować liturgię w każdą niedzielę i święto, oraz nieść opiekę duszpasterską dla załogi. Za swą pracę dostawał wynagrodzenie w wysokości ok. 80 zł (niektóre źródła podają kwotę 110 zł, ale różnica najprawdopodobniej wynikała z tego, iż do pierwotnej kwoty doliczany był zwrot kosztów podróży kapłana).

Co ciekawe, w tym czasie na terenie Westerplatte postała żołnierska kaplica polowa (dzięki czemu żołnierze nie musieli udawać się już do Nowego Portu), w pełni wyposażona w sprzęty liturgiczne wraz z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej.

Ks. Bemke często pojawiał się w polskiej placówce, mimo wielu niesprzyjających okoliczności (m.in. gdy został ciężko pobity przez faszystów). Gdy wybuch wojny wydawał się nieunikniony, ks. Bemke chciał raz jeszcze przybyć na Westerplatte, aby mszą świętą poprawić ducha bojowego i morale załogi, ale zbiegiem różnych wypadków do wizyty nie doszło.

1 września 1939 r. Bemke został zatrzymany przez Niemców, ale ostatecznie udało mu się przedostać na Litwę, skąd po wielu perypetiach dostał się do Francji, gdzie został kapelanem 2 Dywizji Strzelców Pieszych. Po zakończeniu wojny pełnił posługę m.in. w Stanach Zjednoczonych i Francji. W 1976 roku powrócił do Polski, gdzie zmarł w Wadowicach w wieku 76 lat.

Na koniec warto wspomnieć tu o kapłanie, który bardzo aktywnie działał na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. Ksiądz Johannes Gehrmann był również kapelanem westerplatczyków, ale... tych niemieckich. Niemiecki kapłan znany był z licznych akcji charytatywnych na rzecz Polski, której był częstym gościem. Zaprzyjaźnił się tu również z księdzem Antonim Owczarkiem, który w przeszłości był kapelanem polskiej Składnicy. Wtedy też pojawił się pierwszy pomysł, aby żołnierze obu walczących stron symbolicznie się pojednali. Szczegóły zaczęto ustalać jednak dopiero na pogrzebie księdza Owczarka, ale mimo licznych przeciwności, warto podkreślić, iż do takiego spotkania ostatecznie doszło.