stat

"Konsul" oszukuje emigrantkę, a lekarz ucieka z Grabówka

11 stycznia 2019 (artykuł sprzed 1 roku)
Jarosław Kus
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Czy Święty Mikołaj mówi po polsku?

Ostatnia przedwojenna zima Gdańska i Gdyni obfitowała w emocjonujące zdarzenia, których znaczenie jednak blakło w porównaniu z tym, co mieszkańców tych miast miało czekać już za kilka miesięcy.



Styczeń roku 1939 upływał na Pomorzu nie tylko pod znakiem tradycyjnych herodów (oraz sporów sięgających jeszcze czasów Jana III Sobieskiego).

Dziennikarze "Gazety Gdańskiej" mieli co robić: odnotowali jeden pożar, sprawę dziecka zabitego rzekomo "herbatą makową" oraz nową nazwę jednej z ulic.

Ale nie dane było gdańszczanom zapaść w spokojny, zimowy sen... choćby za sprawą sensacyjnej wiadomości o aresztowaniu "sprawcy krwawej zemsty w Gross-Walddorf" [Olszynka Wielka], który "zadał swej narzeczonej P. niebezpieczną ranę nożem w brzuch".

Nie spał również niemiecki antysemityzm: "p. Forster, Gauleiter partii narodowo-socjalistycznej w Gdańsku", wymieniając dotychczasowe sukcesy "reżimu nar.-socj.", wręcz szczycił się "ruszeniem z miejsca kwestii żydowskiej". Początek nowego roku przynosił dalsze postępy na tym froncie, czego dowodem - przytoczona przez "Gazetę" - informacja o likwidacji kolejnej żydowskiej organizacji: klubu sportowego.

Styczniową porą nie spali również pracownicy gdańskiej Stoczni Schichaua. W latach poprzedzających I wojnę światową stocznia ta była największą - obok Germaniawerft Kruppa w Kilonii - stocznią prywatną w Niemczech, zaś dużą część jej produkcji stanowiły kontrakty na rzecz niemieckiej Cesarskiej Marynarki Wojennej. Niestety, wskutek utworzenia Wolnego Miasta Gdańska i postanowień traktatu wersalskiego, zabraniających gdańskim stoczniom budowy okrętów wojennych, Stocznia Schichaua znalazła się w poważnym kryzysie i zmuszona była do przestawienia się wyłącznie na statki handlowe i pasażerskie. To tutaj zbudowano największy statek, jaki kiedykolwiek powstał w Gdańsku, czyli brytyjski statek pasażerski "Columbus" (przechrzczony następnie na "Homeric") i bliźniaczy, zwodowany w 1922 "Hindenburg" (przemianowany na... "Columbus"!).

W latach 30. stocznia znalazła sposób na realizację zamówień dla Kriegsmarine (niemiecka marynarka wojenna) - nie mogąc jednak budować okrętów wojennych, wodowano statki handlowe, które służyły jako jednostki pomocnicze. W styczniu roku 1939 gdańską stocznię opuścił kolejny z nich, czyli "statek motorowy Westerwald z przeznaczeniem do Hamburga", który już wkrótce miał wejść do służby jako statek zaopatrzeniowy niemieckiego pancernika "Deutschland".

Historia gdańskich stoczni: Od Klawittera przez Schichaua i Lenina do dziś



O śnie zimowym nie myśleli również gdynianie. Trochę żyli wizytą w mieście "konstruktora najmniejszego w świecie silnika", ale przede wszystkim emocjonowali się szeregiem wydarzeń natury kryminalnej.

Na wokandzie Sądu Grodzkiego w Gdyni była "sensacyjna sprawa przeciwko Juliuszowi Kałmanowi Marchowi oraz Friedzie Stern, oskarżonym o zawodowy przemyt walut zagranicznych i złotych monet na teren W. M. Gdańska".

Ale przecież wiadomo, że pieniądze (i śledzie) szczęścia nie dają, czego dowodzi - opisana w gazecie - "krwawa bójka o zły podział rachunku za libację": do zajścia doszło "na ulicy Gdańskiej, w pobliżu garaży MTK" [Miejskiego Towarzystwa Komunikacyjnego].

Pieniądze nie przyniosły także szczęścia jegomościowi, który "dostał od producenta wózków koszykowych dla dzieci kilka takich wózków celem sprzedania ich": wózki wprawdzie sprzedał, ale cały zarobek... "przywłaszczył sobie".

Dodajmy, że często w parze z brakiem szczęścia w "pieniądzach" szedł również brak szczęścia w miłości...

Ale to jeszcze nie koniec kryminalnych doniesień z Gdyni, do której ciągnęli w latach trzydziestych przeróżni fałszywi "konsulowie", oferujący naiwnym załatwienie od ręki wszelkich formalności wyjazdowych: o jednym z takich "dyplomatów" przeczytać możemy we wspomnianej "Gazecie".


Muzeum Emigracji w Gdyni - spacery, zwiedzane warsztaty

W kolejnym doniesieniu natrafiamy na wzmiankę o mieszkańcach osiedla T.B.O. [Towarzystwa Budowy Osiedli] na Grabówku, gdzie - tym razem - "wzburzeni mieszkańcy bloków T.B.O. grozili lekarzowi pogotowia": "przybrali groźną postawę wobec lekarza", tylko dlatego, że nie zdążył z interwencją. W rezultacie, "po stwierdzeniu zgonu, [pechowy medyk] zmuszony był wycofać się pod osłoną policji".

Grabówek nie był też miejscem zbyt szczęśliwym dla fryzjerów...

Niestety, wkrótce wszystko to miało zejść na dalszy plan, jako że Gdynia przygotowywała się na... "wielki napad nieprzyjacielskiej eskadry lotniczej"!

Nikt jednak nie przewidział, że ten rzeczywisty, "najbardziej ostry atak (...) na Gdynię, jako niezwykle ważny punkt gospodarczy", nastąpi już niecałe dziewięć miesięcy później. I że tym razem nie będą to ćwiczenia obrony przeciwlotniczej...

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 6 z 7-8 stycznia 1939 r. oraz "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 8 z 8 stycznia 1939 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.