Na kilka lat przed II rozbiorem i zagarnięciem Gdańska przez Prusy, do miasta przybył wysłannik Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kręcił się ze szkicownikiem tu i tam, szczególnie w okolicy bram i murów miejskich. Czyżby był królewskim agentem, dokonującym lustracji umocnień Gdańska w ramach misji wywiadowczej?
Król Stanisław August, jakby przeczuwając, że jego państwo już za kilka lat się rozpadnie, zlecił w 1787 Voglowi udać się w objazd kraju - przed 1793 r. wciąż jeszcze dość rozległego, i sporządzać widoki rozmaitych miast i zamków. Być może król chciał w ten sposób chociaż na obrazach obejrzeć całe swoje królestwo, którym nie potrafił w odpowiedni sposób rządzić.
Sytuacja Gdańska w tamtym czasie była szczególna. Od prawie dwudziestu lat miasto otoczone było pruskim kordonem granicznym, ponieważ w 1772 r. król pruski przyłączył do swego państwa tereny wokół Gdańska z wyjątkiem patrymonium miejskiego, czyli ziem nadanych Gdańskowi jeszcze przez Kazimierza Jagiellończyka. Prusacy usadowili się m.in. na Chełmie, zajęli Oliwę i należące do oliwskiego klasztoru posiadłości aż po ujście Wisły. Tam właśnie, aby pognębić Gdańsk, którego nie udało im się opanować w czasie I rozbioru, założyli konkurencyjny port Neufahrwasser (dzisiejszy Nowy Port). Zajęli także Wrzeszcz, gdzie wielu mieszczan gdańskich miało swe podmiejskie domy. Powodowało to uciążliwe sytuacje, gdy jakiś kupiec czy rajca odwiedzał swą podmiejską posiadłość, a by do niej dojechać i z niej wrócić, musiał przechodzić formalności graniczne na posterunkach, ustawionych w połowie Wielkiej Alei, fundowanej przez Daniela Gralatha. Przede wszystkim jednak sytuacja geopolityczna godziła w podstawowe źródło dochodów miasta, jakim był handel towarami spławianymi z dorzecza Wisły. Szkuty ze zbożem czy tratwy z drewnem, by dopłynąć do gdańskiego portu, musiały poniżej Torunia wpłynąć na terytorium pruskie i podlegały rozmaitym opłatom celnym, co rujnowało opłacalność całej operacji.
Król Prus nie ukrywał, że celem prowadzonej przez niego polityki jest zmuszenie Gdańska do poddania się dynastii Hohenzollernów. Rada Miejska, z godną pochwały determinacją, okazywała jednak wierność królowi polskiemu. Pewnie nie przypadkiem w tym właśnie okresie, zdobiący Bramę Wyżynną polski orzeł został "zaktualizowany" przez umieszczenie na jego piersi tarczy z herbem Poniatowskiego - miało to pokazać, że godło nad głównym wjazdem do miasta nie jest jakąś pamiątką przeszłości, ale jak najbardziej aktualnym znakiem przynależności politycznej miasta.
Niestety, nie wiemy, ile czasu spędził w Gdańsku Zygmunt Vogel. Jedynym dokumentem mówiącym o jego pobycie w mieście nad Motławą jest pięć ilustracji, przechowanych w zbiorach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Są to trzy rysunki tuszem i dwie akwarele. Nie wiadomo, czy to przypadek, czy celowy dobór tematów sprawił, że są to wyłącznie wizerunki bram i murów miejskich.
Pierwsza akwarela przedstawia Bramę Wyżynną
Kolejna ilustracja przedstawia Bramę Nizinną
Dość często reprodukowana ilustracja pokazuje Bramę Stągiewną
Kolejny zachowany rysunek pokazuje Basztę Narożną
Zachowane prace Zygmunta Vogla z pobytu w Gdańsku różnią się od starszych rycin, pokazujących najważniejsze obiekty miasta, i swym charakterem zbliżają się już do rycin i obrazów tworzonych w okresie romantyzmu przez artystów patrzących na miasto jako na zbiór pamiątek dumnej przeszłości: Johanna Carla Schultza, Alberta Juchanowitza czy Georga Ferdinanda Gregoroviusa.
- Zobacz opinie (53)