Nietypowy falochron znika pod wodą

16 października 2020, 13:30
Michał Lipka
artykuł historyczny

Hel. Dziś słynie przede wszystkim ze swoich walorów turystycznych, ale przez lata postrzegany był głównie jako obszar o dużym znaczeniu militarnym. Co ciekawe, są na Helu obiekty, które łączą te dwa elementy.



Specjalny dekret Prezydenta RP z dnia 21 sierpnia 1936 roku sankcjonował powstanie Rejonu Umocnionego Hel, choć decyzje o stworzeniu w tym miejscu silnej bazy lądowej oraz portu na potrzeby Marynarki Wojennej zapadły znacznie wcześniej.

Podczas niemieckiej agresji w 1939 roku obrońcy Helu kapitulowali jako jedni z ostatnich w kraju - 2 października.

Po zakończeniu działań wojennych wojskowi nadal uznawali półwysep za niezwykle istotny dla siebie. Przez lata do wjazdu na jego teren uprawnieni byli wyłącznie obywatele polscy, a i do tego wymagane były specjalne przepustki. Takie przepisy obowiązywały do początku lat 90.

Po dziś dzień na Helu jest sporo pozostałości z tego okresu, które możemy oglądać m.in. w Muzeum Obrony Wybrzeża.  

Niedaleko wejścia do portu wojennego znajdują się natomiast pozostałości dwóch ciekawych okrętów. Kto chce je jeszcze zobaczyć, musi się spieszyć - z każdym kolejnym sztormem jest ich bowiem coraz mniej.

Sny o potędze



W okresie międzywojennym marzeniem każdego admirała było mieć w swojej flocie pancernik lub choć krążownik. Nie inaczej było w Polskiej Marynarce Wojennej. Ponieważ jednak możliwości finansowe młodego państwa polskiego były skromne, to mimo kilku ambitnych planów jedynym krążownikiem, jaki posiadaliśmy, był hulk ORP Bałtyk, a największymi bojowymi jednostkami były niszczyciele (czy według ówczesnej terminologii kontrtorpedowce).

Marzenia polskich admirałów ziściły się pod koniec wojny, kiedy to otrzymaliśmy od Brytyjczyków, przyszły ORP Dragon, a po jego zatopieniu ORP Conrad (oba były lekkimi krążownikami typu D).

Po zakończeniu wojny największymi polskimi okrętami z okresu powojennego były niszczyciele ORP Błyskawica i Burza. Oba weszły do służby w latach 30. - Błyskawica w listopadzie 1937 roku, a Burza w sierpniu 1932 r.

Po wojnie oba miały na swym koncie szereg wojennych operacji i znajdowały się w różnym stanie technicznym, choć młodsza o pięć lat Błyskawica na pewno w lepszym.

Długa seria 70 niszczycieli



Dlatego też ówczesne dowództwo Marynarki Wojennej podjęło starania o uzyskanie nowych, dużych okrętów. Na efekt tych działań trzeba było czekać aż do roku 1957, kiedy to poniesiono banderę na pierwszym z dwóch otrzymanych od ZSRR niszczycieli.

Jednostki projektu 30 bis (znanych także jako typ Smiełyj, a w kodzie NATO Skoryi) należały do najdłuższej wyprodukowanej po wojnie serii niszczycieli na świecie - powstało bowiem 70 takich okrętów.

Ilość nie szła jednak w parze z jakością. Do ich budowy wykorzystano projekty z czasów wojny, opierające się na doświadczeniach z tego okresu, dodatkowo nieco je udoskonalając, m.in. w kwestii wyposażenia elektronicznego, ale nie ustrzeżono się pewnych wad.

Do największych trzeba zaliczyć problem z uzbrojeniem. Zainstalowane działa artylerii głównej trudno było uznać za uniwersalne (czyli mogące strzelać do celów powietrznych, lądowych i morskich), a system kierowania ogniem przeciwlotniczym był mało wydajny. Mówiąc wprost: zastosowane uzbrojenie było po prostu przestarzałe.

Do tego dochodziły problemy ze statecznością okrętów podczas sztormów.

O powadze tych problemów świadczy to, że choć pierwsza jednostka została zwodowana w roku 1950, to już w 1956 zaczęto kierować je do rezerwy.

Dwa niszczyciele od ZSRR



Tymczasem w Polsce pojawił się kolejny z serii "ambitnych" planów rozwoju naszych sił morskich. Jeden z przewidzianych projektów przewidywał wprowadzenie do służby ok. 20 niszczycieli.

Ponieważ wówczas realizacja projektów modernizacji polskiej floty wyglądała tak samo jak dziś, projekt utworzenia dużej flotylli zakończył się na dwóch niszczycielach.

Co ciekawe, obie jednostki w początkowym okresie były jedynie dzierżawione od floty ZSRR (dopiero w 1965 roku zostały formalnie od niej odkupione).

Nadano im nazwy noszone przez jednostki, które utracono podczas wojny: czyli Grom (II) i Wicher (II). Na pierwszym z nich polską banderę podniesiono 15 grudnia 1957 roku, a na drugim 29 czerwca 1958 roku.

Z Wichrem wiąże się ciekawostka z czasów budowy w leningradzkiej stoczni im. A. Żdanowa. Otóż w dokumentacji technicznej nie znajdziemy nazwiska żadnego mężczyzny - cały okręt zbudowany bowiem został wyłącznie przez kobiety.

Charakterystyka jednostek:

  • wyporność (pełna) - 3181 ton
  • długość - 120,5 metra
  • szerokość - 12 metrów
  • prędkość - 36 węzłów
  • uzbrojenie- 4 działa kal. 130 mm, 2 działa kal. 85 mm, 7 działek kal. 37 mm, 10 wyrzutni torpedowych, 2 wyrzutnie bomb głębinowych, 2 miotacze bomb głębinowych, 2 tory minowe (maksymalny ładunek 67 min)
  • załoga - 260 osób (inne źródła podają liczbę 286 lub 218)


Po podniesieniu biało-czerwonych bander okręty weszły w skład 7. Dywizjonu Niszczycieli, stacjonującego na Oksywiu (3 Flotylla Okrętów sformowana została dopiero 11 marca 1971 roku).

Ich służba była raczej monotonna i upływała głównie na realizowaniu zadań szkoleniowych oraz licznych wizytach kurtuazyjnych w zagranicznych portach, takich jak Brest, Sztokholm, Leningrad, Rostock, Helsinki czy Portsmouth.

Tragiczna śmierć kapitana Wichra



Spokojna służba ORP Wicher (II) została tragiczne przerwana 31 sierpnia 1961 roku. Dowódcą okrętu był wówczas kapitan marynarki (według innych źródeł komandor podporucznik) Henryk Koryciński. Wicher (II) odbywał ćwiczenia na morzu wraz z ORP Błyskawica. Jednym z zadań było podanie rzutki między okrętami. Niestety, ta wystrzelona niefortunnie z pokładu H34 zamiast na pokład wpadła przez otwarty bulaj do kabiny dowódcy Wichra, trafiając go i zabijając na miejscu. Na jakikolwiek ratunek było za późno.

Z czasem stało się jasne, że powoli nadchodzi kres służby obu niszczycieli.

Wicher (II) od 1970 roku skierowany został na Hel, gdzie w nieistniejącej już 9. Flotylli Obrony Wybrzeża służył jako baza pływająca.

Grom (II) wszedł jeszcze wraz z ORP Warszawa w skład 3 Flotylli Okrętów jako samodzielna jednostka, ale w roku 1972 skierowano go do Świnoujścia i przeniesiono do rezerwy.

Niszczyciele zmieniają się w falochron



Dowództwo polskiej floty zastanawiało się, co zrobić z jednostkami, i ostatecznie zapadła dość niespodziewana decyzja.

Hel od zawsze był podmywany przez morze od strony północnej. Zdecydowano zatem, że oba niszczyciele zostaną rozbrojone, pozbawione nadbudówek i osadzone w bezpośredniej bliskości portu jako dodatkowy falochron.

Film z kanału Youtube TomaszKa przedstawiający stan niszczycieli Grom II i Wicher II, zamienionych w falochron na Helu. Film pochodzi z 2017 r.


Operację przeprowadzono w roku 1977. Kadłuby przyholowano w pobliże miejsca ich przyszłego i ostatniego postoju. Z plaży podjęto hol i za pomocą traktora starano się ustawić oba ex-niszczyciele obok siebie.

Co ciekawe, ORP Wicher (II) spoczął niedaleko od swojego poprzednika - pozostałości przedwojennego ORP Wicher po dziś dzień znajdują się w pobliżu falochronu portu i są uznane za obiekt zabytkowy.

Wracając do bohaterów naszego artykułu - są oni dziś jeszcze widoczni i każdy pasjonat morskiej historii może zobaczyć ich na własne oczy. Niestety czas robi swoje i za kilka, kilkanaście miesięcy morze ostatecznie pogrzebie oba wraki.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że pozostałości po ORP Wicher (II) możemy również zobaczyć na lądzie. Przy wspomnianym wcześniej Muzeum Obrony Wybrzeża możemy zobaczyć wirnik turbiny parowej, a w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni m.in. wieżę artylerii głównej, działa przeciwlotnicze kal. 85 mm oraz aparat torpedowy.