stat

Okupacyjne wysiedlenia gdynian w 1939 roku

6 listopada 2019, 11:00
Dariusz Małszycki
artykuł historyczny

Jesienią 1939 roku z Gdyni wysiedlono ponad 50 tys. mieszkańców. Gdynia była pierwszym z większych wówczas miast w Europie, które zostały dotknięte w tak dużym stopniu tą formą represji okupanta.



Niedawno obchodziliśmy okrągłą 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej. Pierwsze strzały padły na Westerplatte. Wybrzeże było jednym z tych miejsc, w których wojsko polskie stawiło silny opór napastnikowi. Dopiero 14 września 1939 roku wojska niemieckie zajęły Gdynię, 19 września poddała się Kępa Oksywska, a 2 października kapitulację podpisało dowództwo wojsk polskich na Helu.

Pierwsze prześladowania Polaków w Gdyni



Jeszcze w czasie trwania walk Niemcy przystąpili do masowych prześladowań ludności polskiej na Pomorzu, w tym również w Gdyni. W pierwszej kolejności, kiedy jeszcze wojska polskie broniły się na Kępie Oksywskiej, aresztowano kilkuset zakładników spośród przedstawicieli miejscowego społeczeństwa. Zostali zwolnieni po wizycie Adolfa Hitlera w Gdyni 19 września, i po kapitulacji Helu. Część z nich na nowo aresztowano w październiku, większość została zamordowana przez okupanta.

Następnie dokonano masowych zatrzymań kilkunastu tysięcy mężczyzn, wśród których szukano osób niebezpiecznych ich zdaniem dla państwa niemieckiego. Te osoby aresztowano, osadzano w obozach koncentracyjnych albo likwidowano fizycznie, m.in. w Lasach Piaśnickich pod Wejherowem. Wśród ponad 12 tys. zamordowanych tam ludzi udało się ustalić nazwiska ponad 300 gdynian.

Egzekucje młodzieży



W samej Gdyni również 26 października przeprowadzono egzekucję dwóch chłopców na Oksywiu, a 11 listopada drugą egzekucję 10 chłopców na Obłużu. Równocześnie wszystkie polskie placówki handlowe, usługowe, zakłady produkcyjne i inne zostały przejęte przez Niemców.

Przyczyny wysiedleń



Inną z form represji podejmowanych przez niemieckiego okupanta były masowe wysiedlenia Polaków. Wysiedlenia z Gdyni były częścią ogólnej polityki Niemców, którzy planowali pozbyć się z ziem zachodniej Polski, bezpośrednio wcielonych do Rzeszy Niemieckiej, jak największej ilości ludności polskiej.

Niemcy przygotowywali się do tego jeszcze przed wojną. Jednak formalną podstawą do przeprowadzenia tego rodzaju prześladowań był ogłoszony przez Adolfa Hitlera "Dekret o umacnianiu niemczyzny" z 7 października 1939 roku. Zakładał on m.in. masowe wysiedlenia dużej części ludności polskiej z ziem bezpośrednio wcielonych do Rzeszy. Wysiedlenia gdyńskie charakteryzowały się tym, że były przeprowadzone na największą skalę.

Mało kto wie, że Gdynia jako pierwsza z większych wówczas miejscowości w Europie została dotknięta w tak dużym stopniu tą formą represji. Było to związane m.in. z tym, że jej mieszkańcami była w dużej mierze ludność, która przybyła spoza terenów dawnego zaboru pruskiego, a Niemcy chcieli wysiedlić w pierwszej kolejności rodziny, które przybyły do miasta po 1920 roku.

Innym ważnym kryterium, które przyczyniało się do wysiedleń, była chęć pozbycia się osób nieprzychylnie nastawionych do państwa niemieckiego. Od początku wojny działania niemieckie w Gdyni skierowane były też na zorganizowanie w porcie i mieście bazy wojskowej dla Kriegsmarine (Marynarki Wojennej) i dla Luftwaffe (lotnictwa). W związku z tym postanowiono pozbyć się z terenu "niepewnego elementu", a zarazem zrobić miejsce dla przybywających do miasta wojskowych i ich rodzin.

Jak piszą Elżbieta Rojowska i Monika Tomkiewicz w pracy "Gdynia 1939-1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich":

"...Wysiedlenia ludności polskiej z Gdyni rozpoczęto na żądanie dowódcy wojskowego Gdańsk - Prusy Zachodnie (Reichsgau Dzenzig-Westerpreussen) generała Heitza, zawarte w piśmie do komendanta Gotenhafen, kapitana Robina Schalla-Emdena z 20 września 1939 roku...".

Pierwsze wysiedlenia - dzikie



W pierwszym okresie, zanim jeszcze zorganizował się niemiecki aparat państwowy, wysiedlenia miały charakter wysiedleń dzikich, tzn. że były organizowane przez miejscowe władze niemieckie w sposób chaotyczny, bez określonego planu. Rozpoczęto je 12 października 1939 roku w Orłowie. W tym dniu ukazało się ogłoszenie prezydenta policji mówiące, że:

"Ze względów bezpieczeństwa nakazuję ewakuację ludności polskiej dzielnicy Orłowo z wyłączeniem Kolibek i Małego Kacka do czwartku, 12.10.1939, o godz. 9".
Warto zwrócić uwagę na termin ukazania się ogłoszenia i godzinę, do której mieli opuścić swoje mieszkania Polacy. W praktyce wielu z nich nie miało możliwości zapoznania się z ogłoszeniem, w wyniku czego często zostawało im tylko kilkanaście minut na opuszczenie mieszkań. W podróż można było wziąć tylko podręczny bagaż i najcenniejsze pamiątki.

To samo ogłoszenie mówiło, że:

"...Mieszkania należy zostawić otwarte. Klucze mają pozostać w zamkach drzwi domowych, mieszkań i pokoi. Meble i wszystkie należące do mieszkania urządzenia pozostawić należy w pomieszczeniach mieszkalnych. Ponowne wejście do mieszkań i ich urządzeń uważa się za sabotaż..." - a to już groziło rozstrzelaniem.

4 tys. pierwszego dnia, 50 tys. jesienią



Tego dnia wysiedlono z Orłowa około 4 tys. osób (w tym 1,3 tys. dzieci). W tym samym miesiącu wysiedlono jeszcze mieszkańców Małego Kacka, Wzgórza Focha (ob. św. Maksymiliana), Kamiennej Góry, Śródmieścia (m.in. ul. Świętojańską), Witomina, Grabówka i Obłuża.

Ostatecznie w październiku 1939 roku z Gdyni wysiedlono bezpośrednio ponad 12 tys. mieszkańców. Część mieszkańców, około 38 tys., opuściło miasto "dobrowolnie". Ta "dobrowolność" była spowodowana tym, że Niemcy ogłaszali, iż ten, kto dobrowolnie nie opuści miasta, zostanie wysiedlony przymusowo. W sumie jesienią 1939 roku Gdynię opuściło około 50 tys. jej przedwojennych mieszkańców.

W roku następnym w rezultacie zaplanowanych już bardziej dokładnie wysiedleń, którymi kierowała Komisja Przesiedleńcza, zmuszono do opuszczenia miasta około 22 tys. mieszkańców. W następnych latach wysiedlenia nie miały już takiego masowego charakteru, dotyczyły jedynie konkretnych osób i rodzin. Było to spowodowane m.in. tym, że odczuwano wyraźny brak rąk do pracy.

Podróż w nieznane



Wysiedlanych nie od razu odprowadzano na dworzec. Najpierw osadzano ich w prowizorycznych obozach położonych w różnych dzielnicach Gdyni: na Witominie, Grabówku i w Chyloni. Często były to place pod gołym niebem, ale również naprędce przygotowane miejsca o dużych powierzchniach. Wysiedlonych przetrzymywano m.in. w budynku Szkoły Powszechnej nr 10 w Chyloni.

Nadzór nad takimi obozami miała policja bezpieczeństwa. W 1939 roku w Gdyni w tego typu pracy "wsławiła" się tzw. Grupa Eimanna (SS-Wachsturmbann "Eimann"), pod dowództwem Kurta Eimanna. Strażnicy, często przy współpracy z miejscowymi Niemcami, nadużywali swojej władzy wobec osób wypędzonych z własnych mieszkań. Do najczęstszych nadużyć należały ponowne rewizje, przez co Polacy tracili również swe najcenniejsze pamiątki, szczególnie biżuterię, którą udało im się skrzętnie ukryć pod odzieniem.

W dniu albo w przeddzień wyjazdu grupy Polaków były przyprowadzane na dworzec, gdzie podstawiano pociągi składające się z wagonów towarowych lub bydlęcych oraz jednego lub dwóch wagonów osobowych dla eskorty wyposażonej w broń maszynową. Wysiedleni Polacy wsiadali do tych wagonów towarowych po kilkadziesiąt osób. Drzwi wejściowe były zamykane od zewnątrz. Tam, w wielkim ścisku, odbywali oni podróż do różnych miejsc w utworzonym przez okupanta, na części ziem polskich, Generalnym Gubernatorstwie.

Trzeba pamiętać, że była to długa podróż, często kilkudniowa. Spowodowane to było m.in. tym, że trakcja kolejowa była zniszczona w wyniku działań kampanii wrześniowej, a poza tym pierwszeństwo w tym czasie miały transporty wojskowe. Pociągi zatrzymywały się rzadko, co najwyżej raz dziennie, tak aby podróżujący mogli załatwić potrzeby fizjologiczne, na ogół w szczerym polu lub lesie.

Dodatkowo cierpienia wysiedlonych pogłębiał głód, ponieważ zapasy żywności, które pozwalano im zabrać, były niewielkie, a strażnicy na ogół nie dopuszczali do kontaktów pomiędzy gdynianami a lokalną ludnością.

Tak wspomina podróż Władysław Napierała w swoich zeznaniach publikowanych we wspomnianej wcześniej książce "Gdynia 1939-1945...":

"Jedzenia żadnego nie otrzymywaliśmy, jedliśmy jedynie to, co zdołaliśmy zabrać ze sobą z domu, a było tego niewiele. Był głód i pragnienie. Potrzeby fizjologiczne musiały być załatwiane w wagonie podczas transportu, gdyż były zamykane od zewnątrz. Wśród osób starszych wiekiem i małych dzieci zdarzały się przypadki śmierci podczas transportu...".
Transporty z wysiedlanymi gdynianami były kierowane do różnych miejscowości Generalnego Gubernatorstwa, takich jak Radom, Kielce, Lublin, Częstochowa, Łódź, Kraków, Siedlce. Tam podróżni byli pozostawieni samym sobie. Oczywiście pomocy starała się udzielać miejscowa ludność oraz polskie organizacje pomocowe (Polski Czerwony Krzyż, Rada Główna Opiekuńcza).

Najczęściej, po krótkim pobycie w punktach zbiorczych, wysiedleni gdynianie na własną rękę próbowali się urządzić. Szczęśliwi byli ci, którzy mogli zamieszkać u swoich krewnych, inni musieli korzystać z życzliwości obcych ludzi albo z własnej zaradności.

Niemcy zamiast Polaków



W miejsce wysiedlanych gdynian do Gdyni napływali Niemcy z krajów nadbałtyckich, a także rodziny żołnierzy stacjonujących w mieście. Było ich jednak ponad dwa razy mniej niż wysiedlonych wcześniej Polaków. W rezultacie wysiedleń i sprowadzania w ich miejsce ludności niemieckiej w 1941 roku Gdynię zamieszkiwało około 61 tys. Polaków oraz około 30 tys. Niemców.

Osoby wysiedlone z Gdyni otrzymywały w podróż dokument, który śmiało można nazwać "wilczym biletem". Jego treść brzmiała:

"Właściciel niniejszego wykazu jest wydalony z miejscowości Gotenhafen i nie ma prawa powrotu do tutejszego okręgu policyjnego. Na wypadek przeciwdziałania grozi się zastosowaniem środków przymusowych...".
Pozostała w Gdyni ludność polska również doznała prześladowań. Przez cały okres okupacji trwały wysiedlania wewnętrzne, tzw. rugi. Polegały one na przesiedlaniu ludności polskiej z reprezentacyjnych dzielnic Gdyni na obrzeża miasta.

Po zakończeniu II wojny światowej znaczna część wysiedlonych, zarówno tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia miasta, jak i tych, którzy przenieśli się kilka lub kilkadziesiąt kilometrów dalej, powróciła do rodzinnej miejscowości i na nowo próbowała ułożyć sobie życie w swym ukochanym mieście.

Wybrana literatura

E. Rojowska, Monika Tomkiewicz, Gdynia 1939-1945 w świetle źródeł niemieckich i polskich, Gdynia 2009
Katalog wystawy Gdynia 1939. Losy miasta i ludzi, Gdynia 2009
Z. Szreder, Wysiedlenia z Gdyni w 1939 roku [w:] 60.Rocznica wrześnie 1939. Materiały z sesji popularno-naukowej, Gdynia 2000
autor Dariusz Małszycki pracownik Muzeum Miasta Gdyni