stat

Płonącym motocyklem w Nowy Rok

4 stycznia 2019, 11:30
Jarosław Kus
artykuł historyczny

Początek roku to tradycyjnie czas na wszelkiego rodzaju podsumowania, remanenty i... wyprzedaże.



Nie inaczej było i w roku 1929: w Wolnym Mieście Gdańsku, "tak jak i inne urzędy, tak i sejm (...) zdobył się na doroczny bilans pracy", który z miejsca opublikowano na łamach miejscowej prasy - również w "Gazecie Gdańskiej "Echo Gdańskie"" (wydanie z 5 stycznia).

Większość ludzie chce z Nowym Rokiem w nadchodzącą przyszłość spoglądać z nadzieją i optymizmem: dziewięćdziesiąt lat temu gdańszczanie (choć zapewne nie wszyscy...) uwierzyli więc w znaczącą poprawę nie najlepszych dotychczasowych relacji w stosunkach polsko-gdańskich.

Konieczność "dobrej zmiany" dostrzegali już nawet "wybitni politycy i ekonomiści gdańscy", z dużym entuzjazmem opowiadający się "za polityką pojednania z Polską".

Styczeń zwyczajowo zamykał też czas świątecznej laby i wypoczynku: w roku 1929, podobnie jak i dzisiaj, Boże Narodzenie wspominano albo z rozrzewnieniem, albo ze smutkiem, a niekiedy i ze złością...

Zresztą nie tylko w ocenie świąt nie potrafili zdobyć się gdańszczanie na jednomyślność: "zbawienne skutki opadów śnieżnych" podobały się "estetom", czyli miłośnikom zimowych pejzaży oraz bezrobotnym (którym zima dała zatrudnienie przy odśnieżaniu).

Nie przypadły jednak do gustu "właścicielom pojazdów motorowych", albowiem te "w dni wielkich opadów śnieżnych niezbyt dobrze pracowały". Zimowa aura nie mogła cieszyć też - co zrozumiałe - "ofiar gołoledzi"...

Dziesięć lat później Nowy Rok wyglądał niemal identycznie. Wprawdzie w Gdyni szalała grypa, lecz śnieg, podobnie jak i przed dekadą, budził mieszane uczucia, prawdopodobnie dlatego, że nadal nikt nie miał pomysłu "na regularne usuwanie śniegu" - również tego z zaśnieżonych peronów gdyńskiego dworca kolejowego.

W wielu dziedzinach życia codziennego odnotowano jednak zdecydowaną poprawę: "nareszcie lepiej" zrobiło się na gdyńskich ulicach (lepiej "robiło się" też i z samymi ulicami...), którymi "szoferzy" jeździli teraz "pomału i ostróżnie", a nawet... "na ogół stali się uprzejmiejsi"!

Niestety, zgodnie z maksymą o mądrym po szkodzie Polaku, działo się "to wszystko tylko dlatego, że dwoje ludzi przed kilkoma dniami przypłaciło tę warjacką jazdę życiem i to na ulicy Portowej"...

Nie oznacza to jednak, że w tym czasie żadnych wypadków w Gdyni nie odnotowano: "niezwykłe widowisko przeżyli przechodnie na ul. Świętojańskiej (...) w późnych godzinach ubiegłej nocy", gdy dostrzegli mknący od strony Orłowa motocykl, który... niczym "kula ognista pędził z żywą pochodnią ludzką"! Motocyklista - "23-letni Władysław Józiuk" - mógł mówić o wielkim szczęściu: bo wprawdzie jego dramatyczna przejażdżka zakończyła się upadkiem na chodnik, to jednak "duża warstwa śniegu" "zapobiegła rozbiciu się maszyny i ciężkim obrażeniom, a może śmierci kierowcy".

Ze "szczęścia w nieszczęściu" cieszył się też pewien sędziwy gdańszczanin, który wpadł pod tramwaj: "doznał [bowiem] tylko lekkich obrażeń i mógł o własnych siłach udać się w dalszą drogę".

Styczeń roku 1939 przyniósł też zaskakującą puentę noworocznego ocieplenia stosunków polsko-gdańskich sprzed dziesięciu lat. Wielkim zwolennikiem nowej polityki gdańskiej był m.in. "pierwszy narodowo-socjalistyczny prezydent" Wolnego Miasta Gdańska, czyli - sprawujący urząd w latach 1933-34 - Hermann Rauschning. Jednak liczne "nieporozumienia z [szefem gdańskiej NSDAP] gauleiterem Forsterem" (również w kwestii polskiej) doprowadziły do jego przedwczesnej dymisji. To zaś spowodowało, że Forster doprowadził, iż po kolejnych pięciu latach "były prezydent senatu gdańskiego Rauschning został pozbawiony obywatelstwa gdańskiego" i zmuszony do emigracji z Gdańska. Nowy Rok tysiąc dziewięćset trzydziesty dziewiąty zaczynał się zatem niezbyt pomyślnie - jak się miało wkrótce okazać - nie tylko dla prezydenta Rauschninga...


Źródło: "Gazeta Gdańska - Echo Gdańskie"" nr 4 z 5 stycznia 1929 r., "Gazeta Gdańska" nr 5 z 5 stycznia 1939 r. oraz "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 5 z 5 stycznia 1939 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.