Rekordowy lot z Gdańska do Warszawy

31 stycznia 2020, 13:30
Jarosław Kus
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Znów jedziemy nad morze!

Z początkiem roku 1925 linia Gdańsk-Warszawa trafiła na pierwsze strony gazet, ale nie tylko za sprawą nowego "rekordu szybkości lotu w Polsce", ustanowionego przez "pilota Aerolloydu Kazimierza Burzyńskiego na aparacie Junckersa".



Do zaognienia stosunków między Rzeczpospolitą a Wolnym Miastem doszło z powodu "szelmostw szowinistów w Gdańsku", którzy w pierwszych dniach stycznia "dopuścili się przed oczyma gdańskich władz policyjnych niewiarogodnego czynu, a mianowicie zniszczyli wywieszone przez władze polskie w wykonaniu istniejących traktatów skrzynki pocztowe i zamalowali smołą i farbą napisy wyjaśniające użytek skrzynek, pragnąc w ten sposób uniemożliwić funkcjonowanie polskiej służby pocztowej" (istniejącej w Gdańsku na podstawie: postanowień traktatu wersalskiego z roku 1919, konwencji polsko-gdańskiej z roku 1920 oraz umowy warszawskiej z 24 października 1921 roku).

Wprawdzie w odpowiedzi na polską notę protestacyjną gdański Senat - "powracając do rozumu" - wezwał "ludność, aby szanowała pocztowe skrzynki polskie aż do rozstrzygnięcia sprawy przez Wysokiego Komisarza" oraz uroczyście "przeprosił Polskę", ale dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że uczynił to - jak zauważyła polska prasa - na wyraźne żądanie Wysokiego Komisarza Ligi Narodów - mając nadzieję, że ten nakaże całkowite usunięcie spornych skrzynek z gdańskich ulic.

Komisarzem Ligi Narodów w Gdańsku był w tym czasie brytyjski dyplomata, Merwyn MacDonell (1880-1949), w Polsce uważany za zwolennika wzmocnienia prerogatyw Ligi Narodów w Wolnym Mieście kosztem polskich uprawnień traktatowych.

Zaproponowane przez MacDonella rozwiązanie potwierdziło niestety polskie obawy, bowiem Komisarz "na podstawie przeprowadzonych orzeczeń w sprawie poczty polskiej w Gdańsku" uznał "rozwieszenie skrzynek pocztowych w Gdańsku za nieprawne" i zażądał ich usunięcia. Na szczęście tylko "początkowo", bo zaraz potem "zaniechał żądanie", "aby nie dać powodu do dalszych zajść".

To rozstrzygnięcie, jak nietrudno się domyślić, wcale nie zażegnało kryzysu, mimo to "rząd polski w sprawie Gdańska" zamierzał "postępować spokojnie, ale stanowczo", wychodząc z założenia, że zarówno "wysoki komisarz Ligi Narodów w Gdańsku, jako też Rada Ligi będzie miała w tej sprawie piękną okazję do wykazania ożywiających ich uczuć słuszności i sprawiedliwości".

Również w Sejmie "przeważały bezwarunkowo dążenia pokojowe", choć nie brakowało i głosów takich jak ten Wojciecha Tąmpczyńskiego (marszałka Senatu w latach 1922-1926), "nawołujących do wypowiedzenia Gdańskowi umowy gospodarczej".

Bo - jak się okazuje - to nie konsekwencji dyplomatycznych (ani nawet militarnych) obawiali się gdańszczanie, gdyż pomimo proniemieckich sympatii Gdańska to właśnie wymiana handlowa z Polską (niekoniecznie handel "żywym towarem"!) była jednym z fundamentów gdańskiej prosperity.

Miał się więc nad czym "Gdańsk namyślać"...

A może jednak Danzig?

No bo jeśli nie Gdańsk, to... Gdynia?


Źródło: "Dziennik Bydgoski" nr 5 z 8 stycznia 1925 r., nr 8 z 11 stycznia 1925 r. nr 13 z 17 stycznia 1925 r., nr 20 z 25 stycznia 1925 r. i nr 25 z 31 stycznia 1925 r. "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 11 z 11 stycznia 1925 r. i nr 17 z 17 stycznia 1925 r., "Słowo Pomorskie" nr 25 z 31 stycznia 1925 r. oraz "Światowid" nr 4 z 24 stycznia 1925 r. Skany pochodzą z Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej.