stat

Polowanie na Polaków we wrześniu 1939 r.

2 września 2019, 11:30
Jan Daniluk
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Komisarze RP i Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku

Pierwsze dni września 1939 r. naznaczone zostały w Gdańsku nie tylko oporem polskich obrońców Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte czy gmachu Poczty Polskiej na pl. Heweliusza, lecz również dramatem szeregu Polaków aresztowanych i pobitych w miejscach pracy, służby, na ulicach lub w mieszkaniach i domach. Zatrzymania objęły ok. 4,5 tys. osób.



Strona gdańska (niemiecka) już od wiosny 1939 r. przystąpiła do konkretnych przygotowań do zbliżającej się, zbrojnej konfrontacji. Obserwowano polskie placówki, aktualizowano listy polonijnych działaczy i innych osób, w pierwszej kolejności przeznaczonych do aresztowania w momencie wybuchu konfliktu. Formowano nowe jednostki i przemycano sprzęt wojskowy.

Pod koniec czerwca 1939 r. dowództwo nad wyznaczonymi jednostkami do zajęcia polskich placówek w mieście (poza obsadzoną przez zawodowych żołnierzy Wojskową Składnicą Tranzytową na Westerplatte) powierzono SS-Oberführerowi Johannesowi Schäferowi. Zajęcie polskich obiektów powierzono specjalnym oddziałom szturmowym gdańskiej policji podlegającej grupie zadaniowej "Śródmieście". Teren miały zabezpieczać (tworzyć kordony, obsadzać zajęte budynki, eskortować więźniów) oddziały policji pomocniczej złożonej z SA-manów. Wsparciem dla grup uderzeniowych miał być także specjalny batalion wartowniczy SS pod dowództwem SS-Sturmbannführera Kurta Eimanna.

Gmach na ul. Dyrekcyjnej



To właśnie esesmani pod jego dowództwem zaatakowali nad ranem 1 września, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy rozpoczął się ostrzał Westerplatte, gmach byłej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych przy dzisiejszej ul. Dyrekcyjnej w Śródmieściu. Była to jedna z największych i najważniejszych placówek Polonii gdańskiej, gdzie istniały nie tylko biura kolejarzy (dyrekcja w 1933 r. przeniosła się do Torunia), ale też siedziby szeregu polskich organizacji i placówek oświatowych.

Napastnicy wpierw granatami wysadzili główne wejście do gmachu, rozpoczynając przy tym ostrzał, jak się wydaje, głównie w celu sterroryzowania Polaków. Po wtargnięciu do środka rozbiegli się po korytarzach, aby wyciągać z biur i pokoi zdezorientowanych Polaków, wielu jeszcze w nocnej bieliźnie. Esesmani strzelali również w pomieszczeniach.

Janek Ożdżyński padł



Budynek byłej DOKP był - poza Westerplatte i Pocztą Polską na Heveliusplatz - jedynym miejscem w Gdańsku, gdzie 1 września padła ofiara śmiertelna wśród Polaków. Zmarłym był młody harcmistrz Jan Ożdżyński, który pełnił funkcję namiestnika zuchowego w Gdańskiej Chorągwi ZHP. Kierował utworzonym w 1939 r. V hufcem skupiającym drużyny i gromady zuchowskie z Oruni i wiosek: Ełganowa, Pszczółek, Piekła oraz Trąbek Wielkich. Formalnie był korespondentem Polskiej Agencji Telegraficznej w WMG. Zasiadał również w prezydium Polskiej Rady Sportowej, czyli zakonspirowanego Okręgu Północnego Związku Strzeleckiego w Gdańsku.

Według jednej z relacji, został zastrzelony, kiedy biegł korytarzem, zaalarmowany strzelaniną i wtargnięciem do gmachu. Z rozpędu nie zdążył się zatrzymać na zawołanie. Napastnik od razu strzelił do harcmistrza, a rana okazała się śmiertelną. Dziś na gmachu przy ul. Dyrekcyjnej wisi (zapomniana nieco) tablica upamiętniająca Jana Ożdżyńskiego.

Nieudana próba ucieczki



Już po zgromadzeniu na korytarzu aresztowanych w gmachu byłej DOPK Polaków (nie było ich wielu, bowiem większość urzędników odesłano już wcześniej, w związku z narastającym terrorem i napięciami), jeden z dyspozytorów ruchu podjął próbę ucieczki, wykorzystując chwilową nieuwagę napastników. Zamierzał przez otwarte okno na półpiętrze wyskoczyć na zewnątrz, został jednak postrzelony w plecy. Polaków wyprowadzono na podwórze i ustawiono pod ścianą. Pod gmachem zorganizowano jeden z wielu punktów zbiorczych, toteż wkrótce do aresztowanych w byłej DOKP dołączyli kolejni schwytani w najbliższej okolicy. Łącznie do Victoriaschule z ul. Dyrekcyjnej wywieziono (o godz. 6:30) 51 osób w dwóch ciężarówkach.

Dworzec Główny, Nowe Ogrody...



Bez śmiertelnych ofiar obyło się podczas zajmowania pozostałych polskich placówek, choć wielu z aresztowanych Polaków zostało tego dnia brutalnie pobitych. Zajęto nie tylko cały gmach Dworca Głównego (w tym polską restaurację), ale też stojący obok gmach dworcowej Poczty Polskiej (budynek znajdujący się dziś za restauracją KFC, w kierunku Błędnika).

Do akcji wyznaczono funkcjonariuszy z pobliskiego III komisariatu policji gdańskiej. Dworzec niemal natychmiast obwieszono nazistowskimi flagami, wystawiając przed nim posterunki policji pomocniczej. Przed budynkiem zorganizowano kolejny punkt zbiorczy.

Z kolei na Nowych Ogrodach znajdowały się dwie polskie placówki - Komisariat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej (KGRP) oraz Polski Klub Morski. W pierwszej kolejności napastnicy zajęli siedzibę klubu. Budynek KGRP wprawdzie już rankiem otoczono kordonem policjantów, ale dopiero o godz. 10:00 zdecydowano się na akcję przeciwko polskim urzędnikom. Chociaż - w odróżnieniu od pozostałych polskich placówek - zajęcie KGRP przebiegło w spokojny sposób, nie zmienia to faktu, że poprzez wkroczenie na jego terytorium naruszono eksterytorialny charakter tego miejsca. Aresztując urzędników KGRP nie uszanowano immunitetu konsularnego, którym część z nich była objęta.

...willa na ul. Orzeszkowej



Parę minut po pierwszej salwie okrętu "Schleswig-Holstein" grupa napastników zaatakowała budynek polskiej Ekspozytury Inspektoratu Ceł przy ul. Elizy Orzeszkowej. Po tym, jak brama w ogrodzeniu została wysadzona granatami, gdańscy SA-mani wtargnęli na posesję ekspozytury, oddając pojedyncze strzały, a następnie szybko sforsowali drzwi wejściowe i weszli do budynku.

Zgromadzeni na ostatnim piętrze Polacy nie stawili oporu, choć taki pomysł się pojawił. Aresztowanych polskich inspektorów celnych wyprowadzono na podwórze i ustawiono pod ścianą. Po pewnym czasie sformowano z nich kolumnę i pod eskortą odtransportowano do Victoriaschule.

Polenhof we Wrzeszczu



Głównym celem akcji gdańskiej policji we Wrzeszczu był tzw. Polenhof, czyli kwartał na terenie dzisiejszego Dolnego Wrzeszcza, między ul. Tadeusza Kościuszki, Bolesława Chrobrego, pl. ks. Bronisława Komorowskiego a al. Legionów . Działały tu polski, wielosekcyjny Klub Sportowy "Gedania", kościół pw. św. Stanisława BM, mieszkania dla Polaków i polski Dom Akademicki, tzw. "Bratniak". Ten ostatni był masywnym trzykondygnacyjnym pokoszarowym gmachem, który mógł być stosunkowo łatwo przystosowany do obrony. Według przewidywań policji gdańskiej, mogło w nim pomieścić się nawet do 180 osób. Nie bez znaczenia był fakt, że przebywali w nim młodzi polscy studenci. Prawdopodobnie właśnie z tych powodów strona gdańska zaplanowała do akcji opanowania polskiego Domu Akademickiego przy al. Legionów przeznaczyć duże siły.

Zajęcie "Bratniaka"



Główne natarcie powierzono oddziałowi szturmowemu policji czekającemu w ukryciu we wnętrzach Państwowego Obserwatorium, którego teren przylegał bezpośrednio do posesji akademika. Oddział ubezpieczały trzy stanowiska broni maszynowej rozlokowane na dachach pobliskich budynków mieszkalnych, a także punkt obserwacyjny na wieży obserwatorium. Ulice w najbliższej okolicy na czas trwania akcji zostały zablokowane.

W opanowanie "Bratniaka", a następnie pozostałych obiektów polskiego kwartału, zaangażowano ponad 150 policjantów. Zajęcie tzw. Polenhofu przebiegło bez przeszkód. Policjanci po odizolowaniu całego terenu wkroczyli nad ranem do gmachu i wyprowadzili z niego mężczyzn, których zebrano na podwórzu. Siłą wyciągnięto z plebanii kościoła pw. św. Stanisława BM ks. Bronisława Komorowskiego, którego na miejscu brutalnie pobito. W Domu Akademickim aresztowano łącznie 15 osób, część z nich wyciągając z pokoi i mieszkań w samej bieliźnie. W budynku pozostawiono przez czas jakiś jeszcze rodziny aresztowanych. Dopiero później gmach został opróżnionych z Polaków i przeznaczony na cele Wehrmachtu.

Nowy Port, założenie obozu tzw. jeńców cywilnych i grabież mienia



Mniej więcej w tym czasie co we Wrzeszczu, w Nowym Porcie napastnicy wkroczyli do budynków, w których mieszkali czy pracowali Polacy. Siłą zajęto trzeci z polskich urzędów pocztowych (tzw. morski) oraz kompleks dawnych koszar artyleryjskich, przyznanych stronie polskiej po utworzeniu WMG. W byłych koszarach mieścił się etap emigracyjny, mieszkania, polska szkoła podstawowa, sala spotkań dla polonijnych towarzystw oraz sportowa, Dom Harcerza i kaplica.

Rankiem 1 września w byłych nowoporckich koszarach zatrzymano łącznie 118 osób. Z tej liczby aresztowano wszystkich mężczyzn powyżej 16. roku życia, z których część wkrótce przetransportowano do Victoriaschule. Punktem zbiorczym był VII komisariat gdańskiej policji. Do Victoriaschule skierowano też kobiety i dzieci z jednej części kompleksu; do 3 września w spokoju pozostawiono zaś te Polki i ich potomstwo, które znajdowały się w drugiej połowie koszar.

Pierwszego dnia wojny, około południa, pozostawioną w komisariacie grupę aresztowanych Polaków przeniesiono do opustoszałej części koszar, gdzie podjęli pracę nad przystosowaniem pomieszczeń do nowej funkcji - obozu tzw. jeńców cywilnych w Nowym Porcie (Zivilgefangenenlager Neufahrwasser). Jednocześnie rozpoczęła się grabież pozostawionego nad rankiem majątku, bowiem do opustoszałych mieszkań wkroczyli szybko przedstawiciele niemieckiej organizacji społeczno-charytatywnej, a także młodzież, w celu zagarnięcia pozostawionych w polskich domach sprzętów domowych, odzieży i mebli.

Aresztowania polskich kolejarzy



Rankiem 1 września m. in. na Przeróbce i na Oruni doszło do obezwładnienia polskich kolejarzy. Tych z Oruni początkowo umieszczono w szkole przy Bramie Nizinnej na Starym Przedmieściu. W budynku przetrzymywano łącznie 38 osób z dzielnicy, także aresztowanych w swoich domach czy na ulicy. W tej liczbie była zapewne trójka Polaków pojmanych nad rankiem podczas zajęcia gmachu Gimnazjum Polskiego przy dzisiejszej ul. Jana Augustyńskiego.

Podobny los spotkał pozostałe polskie placówki w gdańskich rewirach policji, wśród nich choćby polskie szkoły handlowe przy ul. Długie Ogrody, Dom Polski przy ul. Wałowej, polskim Dom Marynarza w Nowym Porcie czy wreszcie kościół pw. Chrystusa Króla na Siedlcach.

Ataki w Oliwie i Sopocie



W Oliwie oraz Sopocie (kurort podlegał pod ten sam komisariat policji gdańskiej, co i Oliwa) w niespełna trzydzieści minut, tj. między godz. 4:45 a 5:10, opanowano wszystkie wytypowane wcześniej obiekty.

W Sopocie zajęto dworzec, zabudowania kolejowe (dwie nastawnie i budynek dróżnika) oraz Dom Polski przy obecnej ul. Fryderyka Chopina.

W Oliwie wzięto w posiadanie dworzec, wyłamując drzwi kasy biletowej, gdzie zabarykadowała się polska obsługa. Usunięto polskie tablice i znaki, a budynek udekorowano nazistowskimi flagami.

Wtargnięto także do tzw. Domu Polskiego przy Starym Rynku Oliwskim, gdzie mieściła się świetlica polskich harcerzy i Gminy Polskiej - Związku Polaków, do ochronki Gdańskiej Macierzy Szkolnej przy ul. Józefa Czyżewskiego oraz do budynku przy ul. Alfa Liczmańskiego.

Aresztowanych Polaków załadowano na ciężarówki i wywieziono do Victoriaschule, a przy zajętych obiektach wystawiono posterunki policyjne.

Aresztowania w domach



Równolegle z zajęciem polskich placówek nastąpiły aresztowania Polaków w domach i na ulicach. Działo się to mniej więcej kwadrans przed godz. 5., a więc orientacyjnie w tym samym czasie, kiedy zaatakowano Westerplatte czy Pocztę Polską przy Heveliusplatz. Należy jednak zaznaczyć, że w niektórych dzielnicach Gdańska o peryferyjnym charakterze (jak np. w Letnicy) aresztowania Polaków nastąpiły dopiero 2 września.

Do mieszkań wkraczały zazwyczaj kilkuosobowe, mieszane patrole, złożone z SA-manów, policjantów (w tym funkcjonariuszy gdańskiej policji kryminalnej), rzadziej SS-manów. Scenariusz był zazwyczaj ten sam - po gwałtownym dobijaniu się do drzwi napastnicy wchodzili do mieszkania (przez otwierane przez mieszkańców drzwi lub siłą je wyważając), następnie szybko wyprowadzali, niekiedy wpierw bijąc dotkliwie, wytypowane osoby. Rzadkie były przypadki, kiedy policjanci pozwalali np. kompletnie się ubrać bądź w spokoju prowadzić ulicą do wyznaczonego miejsca.

Polowanie na Polaków



W całym mieście zorganizowano sieć punktów zbiorczych, do których kierowano aresztowane osoby. Zazwyczaj były to dziedzińce zajętych placówek polskich, pobliskie place, ale zdarzały się większe mieszkania, siedziby policji, szkoły bądź remizy strażackie. Po większe skupiska Polaków przysyłano osobne samochody ciężarowe, mniejsze (na terenie Śródmieścia) były najczęściej kierowane pieszo do Victoriaschule. Po mieście krążyło także kilka furgonetek policyjnych, które objeżdżały dzielnice i zabierały wcześniej zatrzymane osoby.

Miasto zamieniło się w obszar - dosłownego - polowania na Polaków. Ci, których nie zdołano zatrzymać do południa 1 września w miejscu pracy czy zamieszkania, starali się najczęściej poszukać schronienia u znajomych bądź opuścić miasto. Co najmniej kilka osób rozpoznano i zatrzymano dzięki interwencjom przechodniów. Nieodosobnione były też przypadki, kiedy niemieccy sąsiedzi - bacznie obserwujący klatki schodowe, okna czy podwórza - zauważali kryjące się po domach polskie rodziny i powiadamiali odpowiednie organa. Wyłapywanie pojedynczych Polaków trwało przez kilka pierwszych wrześniowych dni.

Victoriaschule



Według szacunkowych obliczeń Brunona Zwarry, w tym czasie w Gdańsku aresztowano łącznie około 4500 Polaków. Zdecydowaną większość z nich umieszczono w budynku szkolnym przy ul. Kładki, czyli w wielokrotnie już wspomnianej, niesławnej Victoriaschule. Ten budynek szkoły dla dziewcząt został latem 1939 r. opróżniony i zajęty przez SS, celem urządzenia go na miejsce przetrzymywania schwytanych w Gdańsku i okolicy Polaków.

W Victoriaschule aresztowanych "witał", bijąc ich, szpaler nazistowskich bojówkarzy, a także rzucający obelgi niemieccy Gdańszczanie. Przybyłych gromadzono na wewnętrznym dziedzińcu szkoły, gdzie ich następnie rejestrowano oraz poddawano rewizji. Schwytane osoby przetrzymywano w piwnicach szkoły, w klasach i sali gimnastycznej. Wśród więźniów Victoriaschule byli Żydzi gdańscy, a w późniejszym okresie także obywatele RP żydowskiego pochodzenia z północnych rejonów województwa pomorskiego (Gdyni, Wejherowa, Pucka).

Wieczorem grupę Polaków piechotą przeprowadzono do więzienia na ul. Kurkowej. Stamtąd nazajutrz (2 września) zostali oni dwoma autobusami komunikacji miejskiej przewiezieni do Stutthofu, gdzie rozpoczęli pracę przy budowie nowego obozu.

Dzień wcześniej, 1 września (w godzinach wieczornych), pierwszy transport więźniów z Victoriaschule trafił do koszar w Nowym Porcie, gdzie dołączyli oni do Polaków przygotowujących od rana pomieszczenia nowego obozu.

W Nowym Porcie (w byłej polskiej plebanii) rozpoczęło również funkcjonowanie komendantura obozów jenieckich w Gdańsku, na której czele stanął SS-Hauptsturmführer Franz Christoffel. Podlegała jej zarówno Victoriaschule (do momentu jej opróżnienia), jak też trzy obozy: w Nowym Porcie, Sztutowie i Granicznej Wsi.

Jednostkę zlikwidowano z początkiem kwietnia 1940 r. - koszary w Nowym Porcie przejął Wehrmacht, natomiast obóz w Granicznej Wsi zyskał status filii obozu Stutthof, który również w tym czasie się usamodzielnił.

Inne miejsca odosobnienia



W pierwszych dniach września 1939 r. Polaków przetrzymywano także na Prezydium Policji przy ul. Okopowej, w kazamatach na Biskupiej Górce oraz (przez krótki okres) w hotelach "Continental" naprzeciw dworca oraz "Vanselow" przy Targu Rybnym.

W pierwszym z hoteli trzymano oficerów z załogi Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, w drugim 2 września umieszczono polskich dyplomatów z KGRP, których następnego dnia w kolumnie samochodów wywieziono do granicy litewsko-niemieckiej, a następnie uwolniono. Krok ten spowodowany był obawą agresora o losy niemieckich dyplomatów, którzy wówczas jeszcze pozostawali na terytorium napadniętej Polski.

Z kolei w zabudowaniach pofortecznych na Biskupiej Górce osadzono m. in. obrońców Poczty Polskiej (początkowo trzymanych przy ul. Okopowej) oraz na krótko część obrońców Westerplatte.

Na początku października 1939 r. przebywało tam jeszcze około 80 Polaków pilnowanych przez niemieckich strażników. Pocztowcy zostali wkrótce rozstrzelani, zaś żołnierze polscy trafili do końca miesiąca do obozów jenieckich w głębi Rzeszy.

Prezentowany tekst jest obszernym fragmentem książki autora, która w niedalekiej przyszłości ukaże się drukiem pod tytułem "Miasta skoszarowane". Gdańsk i Sopot jako garnizon Wehrmachtu w latach 1939-1945.
autor Jan Daniluk - doktor historii, dyrektor Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego, badacz historii Gdańska w XIX i XX w., ziem polskich wcielonych do Rzeszy oraz Prus Wschodnich w latach 1933-1945