Różne powody do radości: zbrodniarza wojennego, melomanów i zwykłych gdynian

24 stycznia 2020, 12:30
Jarosław Kus
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Znów jedziemy nad morze!

Przez pomorską prasę z 1935 roku idziemy dziś tropem ludzi zadowolonych. Każdy z nich miał inny powód do radości: ktoś wziął udział w polowaniu, ktoś otrzymał ważne wyróżnienie, ktoś wreszcie wygrał szczęśliwy los na loterii.



Styczeń roku 1935 był dla Arthura Greisera bardzo udany: nowy prezydent Senatu Wolnego Miasta Gdańska wracał z Genewy zadowolony, ponieważ odbył tam niezwykle owocne rozmowy z "ministrem spraw zagranicznych R. P. p. Beckiem", w trakcie których "ujawniły [się] (...) dążenia obu stron do załatwiania wszystkich kwestyj polsko-gdańskich w stałej, bezpośredniej wymianie zdań".

I trudno się mu dziwić, bo nawet pomimo wielu incydentów antypolskich (tajemnicą poliszynela było, że inspirowanych również przez gdańskie władze)...

...wciąż mógł liczyć na "lojalne stanowisko" ministra Becka, "jakie [ten] zajął w stosunku do Gdańska". Zaś wisienką na wielkim torcie zadowolenia był jego wyjazd do Białowieży "na zaproszenie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej prof. Mościckiego", "celem wzięcia udziału w polowaniu reprezentacyjnym".


Przypomnijmy: Artur Greiser był przed wojną prezydentem Senatu Wolnego Miasta, wysokim działaczem NSDAP i SS. W latach 1939-1945 był namiestnikiem Rzeszy w Kraju Warty (okupowanej przez Niemców Wielkopolsce). Po wojnie został uznany za zbrodniarza wojennego i skazany na karę śmierci przez Narodowy Trybunał Sprawiedliwości. Wykonano ją 21 lipca 1946 r o godz. 7 rano w Poznaniu. Była to ostatnia publiczna egzekucja w Polsce.

We wspomnianym polowaniu miał wziąć udział również Hermann Göring, choć akurat doniesienia prasowe w tej sprawie nie były jednoznaczne...

...(co wcale nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że dziennikarz jednej gazety nie do końca nawet wiedział, czy "morderca" z Tczewa zabił 140 tys. pszczół, czy "tylko" 14 tys.).

W kwestii Göringa wyjaśnijmy więc, że premier Prus (bo taką funkcję sprawował oficjalnie w latach 1933-1945) rzeczywiście polował w Białowieży, tyle tylko że dopiero niecały miesiąc później.

Ale Greiser nie był jedynym zadowolonym gdańszczaninem tamtej zimy: wiele powodów do radości miała też gdańska Polonia, ciesząca się już perspektywą wizyty "znakomitej artystki polskiej Wandy Siemaszkowej".

Mówiąc o jej wcześniejszych związkach z Pomorzem, uściślijmy, że ta słynna aktorka teatralna, reżyser i pedagog w latach 1920-1922 była dyrektorem Teatru Miejskiego w Bydgoszczy, z której to posady została zwolniona za... zbyt ambitny repertuar. Można tylko było mieć nadzieję, że wśród gdańskiej publiczności mniej będzie dulszczyzny niż wśród bydgoskiej...

O pewnym zadowoleniu mógł w styczniu roku 1935 mówić również "p. Anastazy Wika-Czarnowski, b. naczelnik urzędu pocztowego Gdańsk 1", choć w tym przypadku radość przeplatała się zapewne z dużą dozą wzruszenia, bo przechodzącego na emeryturę zasłużonego pocztowca uroczyście żegnali nie tylko koledzy, ale również władze gdańskiego okręgu pocztowego.

Niestety nie była panu Anastazemu pisana spokojna emerytura: pięć lat później został rozstrzelany w masowej egzekucji 67 działaczy polonijnych w pobliżu obozu Stuthoff: najwyraźniej Niemcy nie mogli zapomnieć, że tuż po zakończeniu I wojny światowej zajmował się on przejmowaniem niemieckich urzędów pocztowych na Pomorzu, przygotowaniem polskiego personelu do obsługi pocztowej i telefonicznej oraz ochroną mienia przed celowym zniszczeniem ...

Kontynuując nasz przegląd osób zadowolonych, docieramy do Gdyni: nie jest przecież żadną tajemnicą, że ówcześni gdynianie byli w większości ludźmi zadowolonymi: bo jak tu się nie cieszyć, gdy ukochane miasto tak pięknie i wspaniale się rozwija - tej radości nie byli w stanie przyćmić nawet ci, którzy hołdowali zasadzie "śpiesz się powoli, bo robota nie zając...".

Tym bardziej, że radować można się również sprawami bardziej przyziemnymi, takimi jak: ryba smażona (w nowym) piecu, "gaz świetlny" czy wizyty gości (witanych w Gdyni równie serdecznie, niezależnie od tego, czy przybyli ze Szczecina, czy z Egiptu).

Były wprawdzie wyjątki, takie jak "pasażerowie linii Orłowo Morskie Palestyna"...

...albo "paskarze pomarańczowi" (za którymi zapach pomarańczy ciągnął się jeszcze od ostatnich świąt Bożego Narodzenia)...

...ale nawet wtedy mogła przyjść w sukurs niespodziewana wygrana na loterii.


Byle tylko unikać Sopotu...


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 22 z 25 stycznia 1935 r, "Dziennik Bydgoski" nr 21 z 25 stycznia 1935 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 25 z 25 stycznia 1935 r., "Słowo Pomorskie" nr 21 z 25 stycznia 1935 r. oraz "Dzień Pomorski" nr 22 z 25 stycznia 1935 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.