Sprawa Skorpiona. Egzekucja i pochówek

23 stycznia 2021, 12:00
Rafał Borowski
artykuł historyczny
Wizja lokalna przy Wielkim Młynie w Gdańsku, 30 czerwca 1983 r. Tuchlin wyrzucił tam opróżnioną z kosztowności torebkę swojej trzeciej ofiary, 18-letniej Jadwigi P., która została napadnięta 12 lutego 1976 r. przy ul. Kolonia Zręby na Siedlcach. Na szczęście, kobieta przeżyła atak. Więcej zdjęć (13)

Wizja lokalna przy Wielkim Młynie w Gdańsku, 30 czerwca 1983 r. Tuchlin wyrzucił tam opróżnioną z kosztowności torebkę swojej trzeciej ofiary, 18-letniej Jadwigi P., która została napadnięta 12 lutego 1976 r. przy ul. Kolonia Zręby na Siedlcach. Na szczęście, kobieta przeżyła atak.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Wizja lokalna przy Wielkim Młynie w Gdańsku, 30 czerwca 1983 r. Tuchlin wyrzucił tam opróżnioną z kosztowności torebkę swojej trzeciej ofiary, 18-letniej Jadwigi P., która została napadnięta 12 lutego 1976 r. przy ul. Kolonia Zręby na Siedlcach. Na szczęście, kobieta przeżyła atak.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Do księgarni trafiła właśnie książka opisująca sprawę seryjnego zabójcy kobiet Pawła Tuchlina, ps. Skorpion, który grasował na Pomorzu na przełomie lat 70. i 80. Przy tej okazji rozpoczynamy publikację cyklu artykułów, w których przybliżymy wybrane aspekty tej wstrząsającej historii. Nasz cykl powstał na podstawie rozmów z autorem książki, gdańskim adwokatem i doktorem nauk prawnych Adrianem Wrocławskim. W pierwszym odcinku przybliżymy, jak naprawdę wyglądała egzekucja i pochówek zbrodniarza.



Paweł Tuchlin zawisł na szubienicy Aresztu Śledczego przy ul. Kurkowej 12Mapka w Gdańsku 25 maja 1987 r. Jego egzekucja była ostatnią karą śmierci wykonaną w tym mieście oraz przedostatnią w powojennej Polsce.

To wręcz nieprawdopodobne, jak wiele mitów narosło wokół ostatnich chwil życia Skorpiona, a także losów jego zwłok.

Czytaj więcej: Tysiąc stron o seryjnym zabójcy Skorpionie

Relacja tych wątków, która wyłania się z wielu artykułów prasowych i książek reportażowych jest po prostu fikcją opartą na plotkach. Ich nagromadzenie, w skądinąd najmniej istotnej części sprawy Tuchlina sprawiło, że właśnie od niej rozpoczniemy opowieść o wydarzeniach, które wstrząsnęły Pomorzem na przełomie lat 70. i 80. Otóż nie jest prawdą, iż Tuchlin wpadł w histerię na widok stryczka i błagał kata o litość. Zwłoki zbrodniarza nie zostały przed pochówkiem zbezczeszczone czy okaleczone. Wreszcie kolejnym kłamstwem jest informacja, jakoby zostały one złożone w anonimowej mogile. Jak było naprawdę?

Wejście główne do Aresztu Śledczego w Gdańsku przy ul. Kurkowej 12. Więcej zdjęć (13)

Wejście główne do Aresztu Śledczego w Gdańsku przy ul. Kurkowej 12.

fot. Maciej Radoń/Trojmiasto.pl

Wejście główne do Aresztu Śledczego w Gdańsku przy ul. Kurkowej 12.

fot. Maciej Radoń/Trojmiasto.pl


Ostatni żyjący świadkowie



Doktorowi Wrocławskiemu udało się odnaleźć osoby, które brały udział w egzekucji i pamiętały jej przebieg. Autor książki spotkał się z każdym z naocznych świadków i uzyskał od nich relacje, co działo się 25 maja 1987 r. w celi śmierci gdańskiego aresztu. Co istotne, spotkanie z rozmówcami zostały przeprowadzone indywidualnie i w różnych terminach. Waloru wiarygodności dodaje także fakt, że od dawna nie mieli oni ze sobą żadnej styczności.

Czytaj więcej: Dawna cela śmierci w Gdańsku

- Skonfrontowane ze sobą relacje były całkowicie spójne, pokrywały się w najdrobniejszych szczegółach, pomimo upływu lat. Egzekucja przebiegła zgodnie z procedurą. Tuchlin został wyprowadzony pod szubienicę przez funkcjonariuszy Służby Więziennej nie z celi, ale z pokoju komendanta pawilonu, u którego pił kawę. Dlaczego tam przebywał? Chodziło o to, aby do ostatniej chwili nie domyślił się, że właśnie zbliża się jego koniec i nie popadł w obłęd. Pamiętajmy, że skazani nigdy nie byli powiadamiani o terminie wykonania wyroku. Tuchlin dobrowolnie opuścił pokój i bez oporów dał się zaprowadzić pod szubienicę - tłumaczy dr Wrocławski.
W chwili wykonania egzekucji na Tuchlinie, podobnie jak dziś, wejścia do cel Aresztu Śledczego w Gdańsku były zamykane na drewniane drzwi. Dopiero za nimi znajdowała się krata. Tym samym nie jest możliwe, by osadzeni przyglądali się prowadzeniu Tuchlina pod szubienicę. Zdjęcie zostało wykonane w latach 90. Więcej zdjęć (13)

W chwili wykonania egzekucji na Tuchlinie, podobnie jak dziś, wejścia do cel Aresztu Śledczego w Gdańsku były zamykane na drewniane drzwi. Dopiero za nimi znajdowała się krata. Tym samym nie jest możliwe, by osadzeni przyglądali się prowadzeniu Tuchlina pod szubienicę. Zdjęcie zostało wykonane w latach 90.

fot. Łukasz Głowala/KFP

W chwili wykonania egzekucji na Tuchlinie, podobnie jak dziś, wejścia do cel Aresztu Śledczego w Gdańsku były zamykane na drewniane drzwi. Dopiero za nimi znajdowała się krata. Tym samym nie jest możliwe, by osadzeni przyglądali się prowadzeniu Tuchlina pod szubienicę. Zdjęcie zostało wykonane w latach 90.

fot. Łukasz Głowala/KFP


Nie było widowiska na korytarzach aresztu



Egzekucja Skorpiona rozpoczęła się o godz. 17. Wybór właśnie tej pory nie był przypadkowy. Późnym popołudniem zostali powieszeni w Gdańsku wszyscy skazani, którym wymierzono "karę na gardle" na podstawie Kodeksu karnego z 1969 r., zwanego potocznie Kodeksem Andrejewa. Zbliżała się wówczas pora apelu wieczornego i w areszcie przebywały dwie zmiany ochrony, a poza tym brak było osób postronnych tj. przebywających na widzeniach, dokonujących czynności procesowych z osadzonymi itp.

- Relację, jakoby więźniowie przyglądali się ostatniej drodze Tuchlina po korytarzach aresztu i uderzali metalowymi przedmiotami w kraty swoich cel, trudno określić inaczej niż dodawanie niepotrzebnej dramaturgii. Zresztą, w gdańskim areszcie nie było ani wtedy, ani dziś żadnej celi zamykanej wyłącznie samą kratą, jak to często widać na amerykańskich filmach. Wszystkie cele były zamykane dodatkowo drewnianymi drzwiami - kontynuuje nasz rozmówca.
Komunikat informujący o straceniu Skorpiona, który ukazał się w Dzienniku Bałtyckim 27 maja 1987 r. (nr 121/12948). Identyczne komunikaty zostały opublikowane także w innych gdańskich gazetach: Głosie Wybrzeża i Wieczorze Wybrzeża. Więcej zdjęć (13)

Komunikat informujący o straceniu Skorpiona, który ukazał się w Dzienniku Bałtyckim 27 maja 1987 r. (nr 121/12948). Identyczne komunikaty zostały opublikowane także w innych gdańskich gazetach: Głosie Wybrzeża i Wieczorze Wybrzeża.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Komunikat informujący o straceniu Skorpiona, który ukazał się w Dzienniku Bałtyckim 27 maja 1987 r. (nr 121/12948). Identyczne komunikaty zostały opublikowane także w innych gdańskich gazetach: Głosie Wybrzeża i Wieczorze Wybrzeża.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


"Był taki spokojny przed egzekucją"



Po wprowadzeniu Tuchlina do celi śmierci, prokurator sprawdził jego dane, odczytywał mu sentencje wyroków - Sądu Wojewódzkiego i Sądu Najwyższego - po czym informował go o nieskorzystaniu przez Radę Państwa z prawa łaski. Przed założeniem pętli na szyję pozostało już tylko zapytanie Tuchlina o ostatnie życzenie. Zgodnie z prawem, mógł prosić w zasadzie o wszystko, a prośba musiała zostać spełniona, o ile nie przesuwała zbytnio egzekucji - a dokładnie nie dłużej niż o godzinę - nie naruszała zasad moralności ani powagi egzekucji.

Skazani prosili zazwyczaj o możliwość wyspowiadania się, napisania listu pożegnalnego do rodziny albo zapalenie papierosa. Nic nie stało na przeszkodzie, aby spełnić łącznie wszystkie życzenia. Tuchlin skorzystał tylko z możliwości odbycia spowiedzi. Wyspowiadał go zakonnik przybyły z kościoła św. Jakuba przy ul. Łagiewniki 63Mapka w Gdańsku, do którego akurat zatelefonowały władze aresztu z prośbą o oddelegowanie spowiednika.

Czytaj również: Kościół, co wszystkie ściany ma krzywe, a nadal stoi

- Tuchlin wysłuchał sentencji wyroku z obojętnym wyrazem twarzy. Nie zdradzał żadnych emocji. Raczej był już wtedy pogodzony ze swoim losem. Obecny przy egzekucji zastępca naczelnika aresztu podsumował to w następujących słowach: "Byłem zdziwiony, że on będzie taki spokojny. Myślałem, że trzeba go będzie trzymać za ręce i nogi, a on spokojnie stał." Tuchlin nie szamotał się i nie krzyczał. Nie klękał przed katem i nie błagał o darowanie życia. Gdyby było inaczej, to zostałoby to zapamiętane, ponieważ egzekucje "trudne", gdy skazany walczył o życie były w zasadzie wielką rzadkością. O spokoju Tuchlina świadczy fakt, że nawet nie chciał przysługujących mu proszków uspokajających, a także że nie miał zawiązanych oczu przepaską. Był do końca wszystkiego świadomy i - jak zauważył stojący przy nim funkcjonariusz - widocznie przygnębiony - ucina spekulacje autor książki.
Funkcjonariusz Służby Więziennej Aresztu Śledczego w Gdańsku wskazuje miejsce, w którym niegdyś znajdowała się szubienica. U góry wkomponowano fragment archiwalnego zdjęcia, na którym widać belkę szubienicy. W dawnej celi śmierci znajduje się obecnie węzeł ciepłowniczy. Więcej zdjęć (13)

Funkcjonariusz Służby Więziennej Aresztu Śledczego w Gdańsku wskazuje miejsce, w którym niegdyś znajdowała się szubienica. U góry wkomponowano fragment archiwalnego zdjęcia, na którym widać belkę szubienicy. W dawnej celi śmierci znajduje się obecnie węzeł ciepłowniczy.

fot. Jacek Domiński/Agencja Fotograficzna Reporter, fot. Mac

Funkcjonariusz Służby Więziennej Aresztu Śledczego w Gdańsku wskazuje miejsce, w którym niegdyś znajdowała się szubienica. U góry wkomponowano fragment archiwalnego zdjęcia, na którym widać belkę szubienicy. W dawnej celi śmierci znajduje się obecnie węzeł ciepłowniczy.

fot. Jacek Domiński/Agencja Fotograficzna Reporter, fot. Mac


Traumatyczne przeżycie dla świadków egzekucji



Po zakończeniu spowiedzi, kat ustawił Tuchlina - który został wcześniej skuty kajdankami przez funkcjonariuszy Służby Więziennej - na zapadni szubienicy, a następnie założył stryczek na szyję. Po zaciśnięciu pętli, pomocnik kata naciągnął linę za pomocą przymocowanego do ściany kołowrotka. Gdy lina została odpowiednio napięta, kat nacisnął pedał nożny, który otwierał zapadnię o głębokości ok. metra.

Kat i jego pomocnik wykonali powierzone im zadanie zgodnie "ze sztuką", śmierć nastąpiła błyskawicznie. Niezaznajomionym z historią najwyższego wymiaru kary należy się wyjaśnienie, że podczas poprawnie wykonanej egzekucji w Polsce skazany nie umierał przez uduszenie, lecz poprzez przerwanie rdzenia kręgowego.

- Wszyscy świadkowie, z którymi rozmawiałem, wspominali, że obecność przy egzekucji była dla nich ciężkim przeżyciem. Oni nie byli zwyrodnialcami, długo musieli dochodzić do siebie. Nawet dzisiaj opowiadanie o tym nie jest prostą sprawą - ocenia dr Wrocławski.
Po przeprowadzonej w latach 90. przebudowie dawnej celi śmierci, widoczna na zdjęciu belka szubienicy trafiła do Muzeum Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Sznur jest współczesną repliką. Niewykluczone, że doktorowi Wrocławskiemu uda się niebawem odzyskać autentyczny sznur, który znajduje się obecnie u osoby prywatnej. Więcej zdjęć (13)

Po przeprowadzonej w latach 90. przebudowie dawnej celi śmierci, widoczna na zdjęciu belka szubienicy trafiła do Muzeum Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Sznur jest współczesną repliką. Niewykluczone, że doktorowi Wrocławskiemu uda się niebawem odzyskać autentyczny sznur, który znajduje się obecnie u osoby prywatnej.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Po przeprowadzonej w latach 90. przebudowie dawnej celi śmierci, widoczna na zdjęciu belka szubienicy trafiła do Muzeum Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Sznur jest współczesną repliką. Niewykluczone, że doktorowi Wrocławskiemu uda się niebawem odzyskać autentyczny sznur, który znajduje się obecnie u osoby prywatnej.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


Nie było kwatery skazańców, ani chowania "pod płotem"



Zgodnie z ostatnim etapem procedury wykonywania kary śmierci, zwłoki Tuchlina wisiały na szubienicy przez 20 minut. Po ich upływie, lekarz stwierdził zgon. Następnie zwłoki zostały zdjęte ze sznura i przeniesione do wykafelkowanego pomieszczenia, które przylegało do celi śmierci. Jeszcze tego samego dnia zostały przewiezione służbową nysą na Cmentarz ŁostowickiMapka, gdzie czekał już na nie wykopany grób.

Nie jest żadną tajemnicą, gdzie grzebano ciała straconych w Areszcie Śledczym w Gdańsku po 1956 r., czyli po zakończeniu okresu stalinizmu. Do końca lat 70., skazańców chowano na Cmentarzu Srebrzysko. Gdy na wspomnianej nekropolii powoli wyczerpywały się miejsca, pochówki przeniesiono na Cmentarz Łostowicki. Skazani byli chowani na koszt Skarbu Państwa w kwaterach, gdzie odbywały się bieżące pochówki. Między bajki można włożyć twierdzenia, że skazańców chowano gdzieś "pod płotem", bez szacunku należnego zwłokom w kulturze łacińskiej i bez jakiegokolwiek oznaczenia grobu.

Dokument, który obala teorię o pochowaniu Tuchlina w anonimowym grobie. Więcej zdjęć (13)

Dokument, który obala teorię o pochowaniu Tuchlina w anonimowym grobie.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Dokument, który obala teorię o pochowaniu Tuchlina w anonimowym grobie.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


Skorpion został pochowany na Cmentarzu Łostowickim



W publikacjach poświęconych sprawie Skorpiona można przeczytać sprzeczne informacje na ten temat lokalizacji jego mogiły. Według jednych, jego szczątki spoczęły w jego rodzinnych stronach, tj. na cmentarzu w Pieniążkowie w powiecie tczewskim. Według kolejnych, spoczęły na Cmentarzu Łostowickim, skąd po kilku latach zostały ekshumowane i przeniesione na pieniążkowski cmentarz. Ostatnia wersja stanowi, że pogrzeb zbrodniarza odbył się na Cmentarzu Łostowickim, a puste, porośniętą trawą miejsce po nagrobku znajduje się tam po dzień dzisiejszy.

- Nie ma wątpliwości, że prawdziwa jest ostatnia wersja. Podobnie jak w przypadku innych straconych, mogiła miała formę ziemnego kopca zwieńczonego drewnianym krzyżem. To nieprawda, że był to grób anonimowy. Na przymocowanej do krzyża tabliczce wypisano imię i nazwisko Skorpiona - a nie inicjały "N.N." [nikomu nieznany - dop. red.] - a także daty urodzin i zgonu. Istnieje nawet pismo Aresztu Śledczego w Gdańsku, skierowane w dniu egzekucji do Zakładu Zieleni, w którym zamówiono wykonanie takiej tabliczki. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych była ona zamocowana na krzyżu. Faktem jest, że grób był regularnie dewastowany. Zdarzały się przypadki, że odwracano krzyż, oblewano grób smołą, a nawet podpalano. Z tego względu, w późniejszym czasie usunięto tabliczkę z jego nazwiskiem - zapewnia dr Wrocławski.
Porównanie miejsca pochówku Tuchlina na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Po lewej zdjęcie z drugiej połowy lat 90. Tabliczka z personaliami zbrodniarza została już zdjęta z krzyża przez administrację cmentarza. Nastąpiło to na skutek skarg rodzin, których bliscy zostali pochowani w tej samej kwaterze. Grób Tuchlina był bowiem regularnie bezczeszczony, np. poprzez oddanie na niego moczu. Zdjęcie po prawej przedstawia to samo miejsce współcześnie. Więcej zdjęć (13)

Porównanie miejsca pochówku Tuchlina na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Po lewej zdjęcie z drugiej połowy lat 90. Tabliczka z personaliami zbrodniarza została już zdjęta z krzyża przez administrację cmentarza. Nastąpiło to na skutek skarg rodzin, których bliscy zostali pochowani w tej samej kwaterze. Grób Tuchlina był bowiem regularnie bezczeszczony, np. poprzez oddanie na niego moczu. Zdjęcie po prawej przedstawia to samo miejsce współcześnie.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Porównanie miejsca pochówku Tuchlina na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Po lewej zdjęcie z drugiej połowy lat 90. Tabliczka z personaliami zbrodniarza została już zdjęta z krzyża przez administrację cmentarza. Nastąpiło to na skutek skarg rodzin, których bliscy zostali pochowani w tej samej kwaterze. Grób Tuchlina był bowiem regularnie bezczeszczony, np. poprzez oddanie na niego moczu. Zdjęcie po prawej przedstawia to samo miejsce współcześnie.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


Oddanie moczu do trumny



W niemal wszystkich publikacjach poświęconych Skorpionowi przejawia się informacja o zbezczeszczeniu jego zwłok. Tuż przed złożeniem ich do grobu, grabarze mieli otworzyć wieko trumny i oddać do niej mocz. To kolejna miejska legenda.

- Grabarze nie chowali Tuchlina sami. Jego pochówek był nadzorowany przez funkcjonariuszy Służby Więziennej, gdyż obawiano się, że informacja o pogrzebie mogła wyciec z Zakładu Zieleni, w którym rankiem, 25 maja 1987 r., zamawiano tabliczkę z nazwiskiem i kupowano trumnę. Wówczas byłoby niemal pewnym, że pogrzeb byłby zakłócony. Rozmawiałem o tym z jednym z tych funkcjonariuszy. Wyjaśnił, że w żadnym wypadku nie dopuszczono by do otwarcia trumny, a co dopiero nasikania do niej. Zresztą, fakty mówią same za siebie. Pogrzeb Tuchlina odbył się niezwłocznie po wykonaniu kary śmierci. Dlaczego właśnie wtedy? Przede wszystkim po to, aby właśnie uniknąć ewentualnego zbezczeszczenia zwłok przez gapiów, poprzez np. wywleczenie ich z trumny. Strażnicy czuwali nad tym, aby do tego nie dopuścić, a mieliby zezwolić na coś podobnego grabarzom? - pyta dr Wrocławski.
Tuchlin został pochowany w kwaterze bieżących pochówków na widocznym na zdjęciu Cmentarzu Łostowickim. Spoczywa tam do dziś, choć po drewnianym nagrobku nie ma już żadnego śladu. Więcej zdjęć (13)

Tuchlin został pochowany w kwaterze bieżących pochówków na widocznym na zdjęciu Cmentarzu Łostowickim. Spoczywa tam do dziś, choć po drewnianym nagrobku nie ma już żadnego śladu.

fot. Małgorzata Zimnoch/Trojmiasto.pl

Tuchlin został pochowany w kwaterze bieżących pochówków na widocznym na zdjęciu Cmentarzu Łostowickim. Spoczywa tam do dziś, choć po drewnianym nagrobku nie ma już żadnego śladu.

fot. Małgorzata Zimnoch/Trojmiasto.pl


Głowa w słoju z formaliną



Nasikanie przez grabarzy do otwartej trumny to niejedyny sposób, w jaki sposób rzekomo zbezczeszczono zwłoki Skorpiona. W niektórych publikacjach można spotkać się z szokującą informacją, że wkrótce po egzekucji jego głowa została odcięta i włożona do słoja zalanego formaliną. Według jednej wersji, dekapitację przeprowadzono na polecenie kogoś z wysokiego szczebla lokalnych władz, kto po prostu chciał zachować sobie głowę słynnego zbrodniarza na pamiątkę.

Według innej wersji, słój miał zostać przekazany gdańskiej Akademii Medycznej na cele naukowe. Dziwnym zbiegiem okoliczności obie wersje są zgodne co do tego, że nie wiadomo, kto miał przeprowadzić dekapitację, w czyje dokładnie ręce miała trafić zakonserwowany czerep Tuchlina, ani gdzie obecnie się on znajduje. Mecenas Wrocławski nie zostawia na tej historii suchej nitki.

- To całkowity nonsens. I chyba największy, który dotyczy tej sprawy. Ta historia niedwuznacznie sugeruje, że w wykonanie kary śmierci na Tuchlinie byli zaangażowani sadyści, co po prostu nie ma nic wspólnego z prawdą. Jak już mówiłem, dla wszystkich osób zaangażowanych w egzekucję było to naprawdę trudne doświadczenie i wręcz podłością byłoby podejrzewać o takie praktyki. A zresztą, do czego byłaby komu ta głowa potrzebna? - tłumaczy nasz rozmówca.
Oryginał uchwały Rady Państwa o nieskorzystaniu z prawa łaski. To właśnie ten dokument ostatecznie przesądził o zakończeniu życia Tuchlina. Więcej zdjęć (13)

Oryginał uchwały Rady Państwa o nieskorzystaniu z prawa łaski. To właśnie ten dokument ostatecznie przesądził o zakończeniu życia Tuchlina.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Oryginał uchwały Rady Państwa o nieskorzystaniu z prawa łaski. To właśnie ten dokument ostatecznie przesądził o zakończeniu życia Tuchlina.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


Ponury żart potraktowany dosłownie



Gdzie w takim razie szukać źródeł tej makabrycznej pogłoski? Zdaniem adwokata, odpowiedź na to pytanie jest banalna. To wynik nieporozumienia, które potem zaczęło żyć własnym życiem. Najprawdopodobniej, jego początków należy szukać w ponurym żarcie opowiadanym w resorcie, że biorąc pod uwagę skale "dokonań" Tuchlina, warto by zachować jego głowę na pamiątkę. Tego typu praktyki rzeczywiście miały miejsce w XIX wieku. Jej przykładem jest np. wypreparowanie głowy seryjnego zabójcy Diogo Alvesa z Portugalii.

Czytaj więcej: Muzeum Kryminalistyki. Tu odnajdziesz ślady nie tylko Skorpiona

- Moim zdaniem, ktoś zapewne dosłownie potraktował żart, dopisał do niego resztę i historia
zaczęła żyć własnym życiem aż na końcu została jako fakt historyczny ujęta w Wikipedii. Najwidoczniej ktoś naiwnie uwierzył, że taka praktyka jest możliwa także w Polsce końca lat 80. A tymczasem byłoby to niczym więcej, jak tylko przestępstwem znieważania zwłok, zagrożonym ówcześnie karą pozbawienia wolności do lat trzech - uzupełnia dr Wrocławski.

Wypreparowana głowa seryjnego zabójcy Diogo Alvesa, który w latach 1836-1840 zabił w Portugalii siedemdziesiąt osób. Makabryczny eksponat znajduje się na wystawie w Muzeum Narodowym Sztuki Antycznej w Lizbonie. Ktoś naiwnie uwierzył, że taka praktyka była również możliwa w Polsce końca lat 80. XX wieku. Więcej zdjęć (13)

Wypreparowana głowa seryjnego zabójcy Diogo Alvesa, który w latach 1836-1840 zabił w Portugalii siedemdziesiąt osób. Makabryczny eksponat znajduje się na wystawie w Muzeum Narodowym Sztuki Antycznej w Lizbonie. Ktoś naiwnie uwierzył, że taka praktyka była również możliwa w Polsce końca lat 80. XX wieku.

źródło: wikipedia.org

Wypreparowana głowa seryjnego zabójcy Diogo Alvesa, który w latach 1836-1840 zabił w Portugalii siedemdziesiąt osób. Makabryczny eksponat znajduje się na wystawie w Muzeum Narodowym Sztuki Antycznej w Lizbonie. Ktoś naiwnie uwierzył, że taka praktyka była również możliwa w Polsce końca lat 80. XX wieku.

źródło: wikipedia.org


Post scriptum, czyli ostatni list Skorpiona



Jak już wcześniej wspominano, ostatnim życzeniem Tuchlina przed pójściem na szafot było wyspowiadanie się. Pozostawił jednak po sobie list, który napisał do osoby, utrzymującej z nim wówczas regularny kontakt. Został napisany na kilka godzin przed śmiercią, gdy Tuchlin nie miał jeszcze świadomości zbliżającej się egzekucji. Jednak administracja aresztu nie zdecydowała się na jego wysłanie. Dlaczego?

Prawdopodobnie, list został odkryty kilka dni później, gdy rozliczano rzeczy Tuchlina, wyniesione po jego śmierci z celi. Wobec faktu, że rodzina została już powiadomiona o wykonaniu wyroku, nie chciano robić makabrycznej niespodzianki i wysyłać listu "zza grobu". Jest to o tyle uzasadnione, że wszystkie listy Tuchlina były regularnie wysyłane. A było ich naprawdę sporo. Przez cały, niemal trzyletni pobyt w izolacji więziennej wysłał 240 listów.

- Ze względów etycznych uznałem, że pomimo ogromu zbrodni popełnionych przez Tuchlina, miał on prawo liczyć, że list ten zostanie doręczony. Dlatego też podjąłem się doręczenia tego listu adresatowi i historia zakończyła się pozytywnie. Jednakże zarówno treść tego listu, a także fakt jak zareagował adresat, niech pozostanie ostatnią tajemnicą sprawy Skorpiona - kończy swoją opowieść dr Wrocławski.
Koperta listu, który został napisany przez zbrodniarza na kilka godzin przed śmiercią. Nie był wówczas świadomy zbliżającej się egzekucji. Co ciekawe, to Tuchlin jest autorem rysunku Myszki Mickey. Więcej zdjęć (13)

Koperta listu, który został napisany przez zbrodniarza na kilka godzin przed śmiercią. Nie był wówczas świadomy zbliżającej się egzekucji. Co ciekawe, to Tuchlin jest autorem rysunku Myszki Mickey.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego

Koperta listu, który został napisany przez zbrodniarza na kilka godzin przed śmiercią. Nie był wówczas świadomy zbliżającej się egzekucji. Co ciekawe, to Tuchlin jest autorem rysunku Myszki Mickey.

ze zbiorów Adriana Wrocławskiego


Pierwsza na rynku monografia o sprawie Skorpiona



Książka "Skorpion. Sprawa zabójcy Pawła Tuchlina i seryjnych przestępstw na tle seksualnym na Pomorzu, popełnionych w latach 1975-1983" to pierwsza tego typu publikacja na rynku wydawniczym. Z pewnością zainteresuje ona każdego, kto zawodowo zajmuje się prawem karnym lub naukami pokrewnymi. Nie zawiodą się również pasjonaci historii, pomimo iż lektura jest naszpikowana specjalistyczną terminologią. Proces jej powstawania trwał blisko cztery lata, a jej objętość wynosi 933 strony.

Doktor Wrocławski napisał ją w oparciu o rozmowy z kilkudziesięcioma osobami, które były zaangażowane w wykrycie, proces i wreszcie egzekucję Tuchlina. Wśród nich znajdują się funkcjonariusze milicji, którzy tworzyli grupę operacyjną "Skorpion" i postanowili się podzielić swoimi bogatymi i nierzadko osobistymi wspomnieniami.

Oprócz relacji naocznych świadków, adwokat przeanalizował także wszystkie istniejące akta tej sprawy. Nie tylko sądowe akta, ale i akta z postępowania przygotowawczego, w tym nadzorcze, poszukiwawcze, penitencjarne, spraw wyłączonych od osobnych postępowań, umorzonych czy korespondencję między różnymi organami. To łącznie ok. 100 tomów dokumentacji aktowej, co przekłada się na ok. 35 tys. kart.

Najistotniejsze materiały z tej sprawy, np. opinie biegłych czy uzasadnienia wyroków, zostały zamieszczone w całości, aby czytelnicy mogli wypracować własne wnioski, a także były użyteczne w innych pracach badawczych. Treść uzupełnia kilkadziesiąt unikatowych ilustracji, np. wszelkie sporządzone portrety pamięciowe Tuchlina.

Monografia o sprawie Skorpiona została wydana nakładem oficyny naukowej Adam Marszałek w listopadzie 2020 r. W cenie 72,45 zł można ją już zakupić w sklepie internetowym wydawcy: www.marszalek.com.pl.


Quiz - Kryminalne Trójmiasto

Pytanie 1 / 8

Pytanie 1 / 8
Jaki pseudonim nosił słynny trójmiejski gangster Daniel Zacharzewski?
Czy jesteś zwolennikiem przywrócenia kary śmierci?
72%

tak

28%

nie

zakończona

łącznie głosów: 2905