Trójmiejskie niewypały. Siedem i pół dekady z "zardzewiałą śmiercią"

14 czerwca 2021, 20:00
Jarosław Wasielewski
artykuł historyczny

Chociaż od zakończenia II wojny światowej minęło już ponad 70 lat, na terenie Trójmiasta wciąż zalega mnóstwo niewypałów. Naloty, ostrzały i ciężkie walki uliczne prowadzone w marcu 1945 r. sprawiły, że Trójmiasto i okolice są naszpikowane wojennym żelastwem jak dobry sernik rodzynkami.



W marcu 1945 r. Gdańsk, Sopot i Gdynia były areną zaciętych walk pomiędzy wojskami hitlerowskich Niemiec a radziecką Armią Czerwoną i wspomagającą ją 1. Armią Wojska Polskiego. Na Trójmiasto spadły wówczas dziesiątki tysięcy bomb lotniczych i pocisków moździerzowych. Te, które nie eksplodowały, są odnajdywane do dziś.

Czytaj również: Radziecka kronika pokazuje zdobywanie Gdańska, Sopotu i Gdyni w marcu 1945 r.

"Niczewo, ja mogę się tylko raz w życiu pomylić..."*



W pierwszych powojennych miesiącach rozminowaniem naszych miast zajmowali się głównie saperzy radzieccy, stąd zachowane gdzieniegdzie do dziś napisy na murach "Мин нет" (ros. Min nie ma). Potem zadanie to wzięły na siebie w całości jednostki sapersko-inżynieryjne Ludowego Wojska Polskiego. Tylko w pierwszych dwóch latach po zakończeniu II wojny światowej, na terenie naszego kraju, unieszkodliwiono ponad 13,3 mln min oraz ponad 30 mln sztuk amunicji lotniczej i artyleryjskiej.

Nie sposób było jednak przeczesać każdego podwórka, ogrodu, każdej zarośniętej łąki czy lasu. Tak samo jak nie sposób było zmusić napływającą do Trójmiasta ludność do bezruchu i ostrożności. Nic dziwnego zatem, że "śmiercionośne żelastwo" co rusz powodowało tragedie.

"Jak toto strzela" albo "Zabawa śmiercią"



Scenariusz zawsze był podobny: bawiące się na podwórku lub w podmiejskim lesie dzieci znajdowały pocisk. Z natury ciekawskie, zabierały się do manipulowania - albo po prostu wrzucały znalezisko do rozpalonego naprędce ogniska - co zazwyczaj kończyło się wybuchem. O takich wypadkach regularnie donosił "Dziennik Bałtycki" - np. w czerwcu 1947 r. na Grabówku od eksplozji zginął nastolatek, a na Siedlcach wybuchający pocisk rozszarpał trzech chłopców.

Brakiem wyobraźni i brawurą - żeby nie powiedzieć głupotą - wykazywali się także dorośli. Dla przykładu: rolnik w powiecie nowodworskim na niewypale bomby lotniczej... prostował gwoździe, a pewnemu szewcowi pocisk służył za... kopytko. Jednak od eksplozji ginęły głównie dzieci.


"W obecnym stanie rzeczy nie należy skąpić upomnień, perswazyj i zakazów."



Oficjalnie akcję rozminowywania terytorium Polski wojska saperskie zakończyły w 1956 r. Najwyższą cenę zapłaciło za to aż 627 żołnierzy. Łącznie zneutralizowano ok. 15 mln min, 63 mln różnego rodzaju bomb i pocisków, oddając do użytku ok. 750 tys. hektarów ziemi ornej, łąk i lasów. Nie sposób jednak było przeczesać bardziej odludnych miejsc (łąki, chaszcze leśne, bagniska) oraz wykryć niewybuchów zarytych głęboko w ziemi.

Co zaskakujące, im dalej było od zakończenia wojny, tym wypadków z niewybuchami zdarzało się więcej. Wskutek długotrwałych działań atmosferycznych skorodowane bomby, granaty moździerzowe i ręczne, miny, pancerfausty i pociski artyleryjskie stawały się bardziej wrażliwe na wstrząsy i uderzenia, aniżeli wcześniej.

Wzmożenie wypadków następowało wiosną i latem, gdy dzieci więcej czasu spędzały na zewnątrz. Sprzyjały temu akcje zbiórki złomu i metali, w których powszechnie uczestniczyła młodzież. Literacki obraz niebezpiecznych zabaw niewybuchami odnaleźć możemy w debiutanckiej powieści gdańskiego pisarza Pawła Huelle "Weiser Dawidek".

Czytaj również: Odtworzono nagrobek pierwowzoru Weisera Dawidka


"Uwaga, niewypał!"



W latach stalinizmu prasa temat wyciszyła, ale w czasach tzw. odwilży 1956 r. o niewybuchach znów zaczęto pisać otwartym tekstem. W czerwcu 1956 r. na pierwszą stronę "Dziennika Bałtyckiego" roku trafiła informacja o wypadku z udziałem pięciorga dzieci z podgdańskich Karczemek, zaś w styczniu kolejnego roku donoszono o śmierci 14-latka z Brzeźna.

Jednak największe wzburzenie wywołał wypadek w Jaśkowej Dolinie - 28 czerwca 1957 r. grupa dzieci w wielu od 6 do 12 lat bawiąc się znalezionym pociskiem, spowodowała jego wybuch. W wyniku eksplozji jeden z chłopców poniósł śmierć na miejscu, drugi - zmarł w drodze do szpitala. Pozostałych 6 chłopców i dwie dziewczynki odniosło ciężkie rany. Dwoje z nich zmarło kilka dni później w szpitalu.

Wypadek wywołał spore poruszenie i zmobilizował redakcję "Dziennika Bałtyckiego" do stworzenia nowej, stałej rubryki "Uwaga, niewypał!", do której treści dostarczali czytelnicy. W pierwszych tygodniach mieszkańcy donosili o znalezionych niewypałach w Oliwie, na Suchaninie, w Kamiennym Potoku, Górkach Zachodnich czy w odbudowywanym historycznym śródmieściu.

Niezależnie od tej lokalnej akcji władze centralne przygotowały ogólnopolską, szeroko zakrojoną kampanię społeczną - wydrukowano m.in. 75 tysięcy plakatów propagandowo-ostrzegawczych, 350 tys. ulotek, nakręcono także film krótkometrażowy pt. "Ostrożnie - niewypały". Poza tym wydano rozporządzenie zakazujące dzieciom i młodzieży szkolnej brania udziału w zbiórkach złomu oraz wzmożono patrole saperskie na terenach, gdzie zgłaszano niewybuchy. Kampanię wsparł m.in. Związek Harcerstwa Polskiego, Zawodowe i Ochotnicze Straże Pożarne, nauczyciele szkół podstawowych, a także duchowieństwo. W rezultacie w kolejnych tygodniach liczba wypadków w całej Polsce poważnie zmalała.


"Niech zwykły ludzki rozsądek zwycięży głupią brawurę i ignorancję."



Mimo to rok 1957 i tak zamknął się dramatyczną liczbą 13 śmiertelnych wypadków wśród dzieci i młodzieży ówczesnego województwa gdańskiego - chociaż w skali kraju nasz region był jednym z najmniej śmiertelnych; w niechlubnej konkurencji przodowały województwo kieleckie i wrocławskie. W kolejnych latach na wiosnę ponawiano akcje uświadamiające. W 1959 r. wzbogacono je o audycje telewizyjne oraz seanse w kinie "Znicz" we Wrzeszczu.

Czytaj również: Kiedyś kościół, potem kino, teraz biura i mieszkania

"Dziennik Bałtycki" wciąż jednak informował o wypadkach oraz o odnalezieniu kolejnych niewypałów. Pocisk wygrzebała z piachu na terenie swego wybiegu nawet... słonica Bonza w oliwskim zoo! Coraz częściej utyskiwano na opieszałość lokalnych władz oraz wojska w neutralizacji zagrożeń. Saperzy usprawiedliwiali się ograniczeniami logistycznymi - zgłoszeń niewypałów było tak dużo, że "wojenny złom" musiał czekać w kolejce.

W 1962 r. w woj. gdańskim zginęło pięcioro dzieci i dwie osoby dorosłe; w roku następnym - odnotowano trzy wypadki śmiertelne, wszystkie ofiary były dziećmi. W 1969 r. zginęło czworo dzieci, w 1970 r. - troje, w 1971 r. - dwoje.

"Urodzaj niewypałów"



Od połowy lat 60. niewypały odkrywano także przy okazji prowadzonych w mieście dużych prac budowlanych. Dla przykładu: w 1965 r. przygotowując teren do budowy pomnika bohaterów Westerplatte, znaleziono m.in. 21 bomb lotniczych, blisko 500 pocisków artyleryjskich oraz setki granatów i kilkanaście min; w październiku tego samego roku podczas prac ziemnych na stadionie "Lechii" we Wrzeszczu natrafiono na stertę niewypałów; na początku kolejnej dekady, przygotowując teren pod budowę Portu Północnego, z dna morza wydobyto ponad 400 niewypałów i jedną torpedę.

Czytaj również: Pierwsze stadiony w Gdańsku

W 1971 r. niewypał wydobyto podczas prac ziemnych przy ul. Kołobrzeskiej, obok baraku Centralnego Biura Konstrukcji Okrętowych, a cały skład pocisków artyleryjskich (7 ton niewypałów!) - podczas prac melioracyjnych w Wiślince.

W latach 80. doniesień o niewypałach było znacznie mniej, ale bynajmniej nie dlatego, że już je wszystkie wydobyto i zneutralizowano. Po prostu kryzys ekonomiczny PRL-u spowodował zatrzymanie inwestycji, a do tego reżim gen. Wojciecha Jaruzelskiego wzmocnił cenzurę prasy.


"Lepiej stąd chodźmy, bo jak pier***, to po nas..."



Lata 90. przyniosły zmiany ustrojowo-gospodarcze oraz wznowienie inwestycji. Wraz z nimi wykopywano kolejne niewybuchy, m.in. przy budowie wodociągu na Morenie oraz w trakcie robót kolejowych na stacji Gdańsk Główny (1992 r.). Odnalezionymi niewypałami wciąż bawiła się młodzież - prasa przytaczała historie m.in. z Niedźwiednika (1994 r.) czy z ul. Rzeźnickiej (1996 r.).

Z kolei w lipcu 1995 r. w lesie przylegającym do ul. Malczewskiego w Sopocie znaleziono istny radziecki arsenał - 173 niewypały. Pracy było tyle, że w 1995 r. obowiązki saperów z Lęborka przejęli specjaliści z jednostki wojskowej przy ul. Słowackiego we Wrzeszczu.

Działających wówczas w kraju ok. 40 minerskich patroli wykrywało i unieszkodliwiało prawie 200 tys. niewypałów rocznie! W kwietniu 1996 r. poniemiecki niewypał ukazał się dosłownie pod nosem dziennikarzy, których kolejne pokolenie donosiło o zmaganiu z "zardzewiałą śmiercią" - instalatorzy nowej sieci telefonicznej wykopali go tuż pod progiem gdańskiego Domu Prasy. Zaniepokojona skalą wypadków redakcja "Dziennika Bałtyckiego" w maju 1997 r. zorganizowała - wraz z Radiem Gdańsk - nową akcję "Media przeciw niewypałom. Nie daj się zabić".


"Nigdy nie skończy się rozminowywanie tych terenów"



Co prawda obecnie już nie wystają z krzaków i rzadko doprowadzają do tragedii, których ofiarami są dzieci, jednak w dalszym ciągu przy każdym głębszym kopaniu w ziemi odkrywa się "śmiercionośne żelastwo". Niewybuchy były odnajdywane podczas budowy Pomorskiej Kolei Metropolitalnej czy Drogi Zielonej, rutynowo wydobywa się je przy okazji większych remontów ulic, rozbudowy sieci komunikacyjnej czy budowy nowych osiedli.

O skali zjawiska niech świadczy prezentowana poniżej wyliczanka, zestawiona na podstawie doniesień naszego portalu z ostatnich kilkunastu lat dotyczących samego Gdańska. Wszystko wskazuje na to, że z niewybuchami z lat II wojny światowej nieprędko przyjdzie się nam pożegnać.

* Śródtytuły są cytatami z wybranych artykułów z "Dziennika Bałtyckiego" z lat 1947-1997.

Doniesienia portalu Trojmiasto.pl o odnalezionych w Gdańsku niewybuchach z ostatnich kilkunastu lat


  • W maju 2007 r. z basenu portowego w Nowym Porcie wydobyto lotniczą minę niemiecką o wadze ok. 1 tony. We wrześniu tego samego roku znaleziono niewypał na Wyspie Sobieszewskiej na wysokości ul. Tęczowej. Pocisk miał 45 cm długości 10 cm średnicy.
  • W lipcu tego samego roku znaleziono arsenał broni przy ul. Trałowej na Wyspie Sobieszewskiej. Pod ziemią leżało w sumie 70 kg trotylu, 10 tys. sztuk amunicji i 5 tys. zapalników saperskich służących do odpalania min.
  • W październiku 2008 r. robotnicy odkopali pocisk moździerzowy o długości 30 cm nieopodal stacji SKM na Zaspie, na przystanku przy ul. Hynka.
  • W styczniu 2010 r. pracująca przed wejściem do gdańskiego portu pogłębiarka natrafiła na pocisk artyleryjski kaliber 152 mm, długości 370 mm, z zapalnikiem.
  • W maju 2010 r. robotnicy pracujący przy izolacji fundamentów jednego z budynków przy al. Grunwaldzkiej stojącego na wysokości przystanku SKM Gdańsk Zaspa znaleźli pocisk.
  • W listopadzie 2010 r. drogowcy prowadzący wykopy pod budowę pętli tramwajowej - przy skrzyżowaniu ul. Świętokrzyskiej i ul. Łódzkiej - odkryli 103-kilogramową bombę lotniczą.
  • W styczniu 2011 r. saperzy przeszukujący pas ziemi, na którym następnie prowadzono budowę Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, znaleźli m.in. 40-kilogramowy pocisk artyleryjski, długości ok. 60 cm, kaliber 152 milimetry. Niewybuchy znajdowano wtedy także m.in. przy nasypie kolejowym w pobliżu ul. Rakoczego.
  • W kwietniu 2011 r. jednego dnia budowlańcy pracujący przy budowie Drogi Zielonej na Żabiance natrafili na 100-kilogramową bombę lotniczą zawierającą ok. 50 kg trotylu, a inni znaleźli pięć granatników typu Panzerfaust w rejonie ul. Obywatelskiej, na terenie budowy al. Żołnierzy Wyklętych.
  • W maju 2011 r. przy płocie na ul. Chrzanowskiego znaleziono granat moździerzowy kaliber 50 mm.
  • W lipcu 2011 r. przy ścianie remontowanego budynku ul. Danusi 1 we Wrzeszczu znaleziono niewybuch długości ok. 60 cm.
  • W listopadzie 2011 r. w pobliżu ul. Sandomierskiej na Oruni, 5 m od linii kolejowej, odkryto niewybuch. Drugi w Nowym Porcie, w pobliżu skrzyżowania ulic Wyzwolenia i Marynarki Polskiej.
  • W grudniu 2011 r. podczas remontu torowiska przy Trakcie św. Wojciecha, ok. 2 metrów od torów, znaleziono pocisk o ok. 50 cm długości.
  • Pod koniec grudnia 2011 r. robotnicy przygotowujący wykop pod gazociąg przy Urzędzie Wojewódzkim i Marszałkowskim natrafili na cztery niewybuchy.
  • W marcu 2012 r. przy ul. Benzynowej w Przejazdowie, nieopodal Rafinerii Gdańskiej, podczas prac przy budowie gazociągu znaleziono bombę lotniczą o długości 90 cm i wadze około 100 kg.
  • W październiku 2012 r. znaleziono niewybuch długości ok. 30 cm przy ul. Jabłoniowej.
  • W październiku 2013 r. operator koparki pracującej na budowie przystanku kolei metropolitalnej Jasień natrafił na dwa pociski moździerzowe, każdy o wadze ok. kilograma.
  • W listopadzie 2013 r. pracownicy budowlani pracujący kilkadziesiąt metrów od budynku gdańskiego Centrum Kształcenia Ustawicznego natrafili na cztery kompletne pociski.
  • W lipcu 2014 r. podczas prac budowlanych przy peronie nr 3 na stacji Gdańsk Główny, pomiędzy Błędnikiem a nowym peronem, znaleziono 200-kilogramową bombę lotniczą.
  • W sierpniu 2014 r. w okolicach przebudowywanego torowiska na Przeróbce w ciągu ul. Siennickiej odkryto pocisk artyleryjski o długości 50 cm.
  • W grudniu 2015 r. na środku toru wodnego naprzeciwko Twierdzy Wisłoujście natrafiono na niemiecką minę morską o wadze 987 kg. Niewypał miał 2,64 m długości oraz średnicę 600 mm.
  • Pod koniec sierpnia 2016 r. robotnicy remontujący ulicę Sobieskiego na środku skrzyżowania z ul. Wileńską i Jarową natrafili na cztery niewybuchy.
  • W kwietniu 2017 r. pomiędzy kamienicą przy ul. Rogaczewskiego 45 a pobliskimi garażami odkryto niewybuch. Na dwa pociski artyleryjskie natrafił operator koparki na placu budowy w Oliwie, przy ul. Grunwaldzkiej 411. Na kolejny pocisk artyleryjski natrafiono na budowie nowego mostu pomiędzy Wiślinką a Wyspą Sobieszewską.
  • W połowie lutego 2018 na budowie przy ul. Długie Ogrody znaleziono niewybuch.
  • W marcu 2018 r. znaleziono pocisk artyleryjski na ul. Nowotnej na Stogach, ok. 300 metrów od pętli tramwajowej.
  • W kwietniu 2018 r. ekipa pogłębiarki pracującej na Martwej Wiśle na wysokości ul. Pastoriusza na Przeróbce wydobyła niewybuch o wadze ok. 200 kg. Pocisk miał metr długości oraz 30 cm średnicy.
  • W kwietniu 2019 r. na terenie stoczni jachtowej Conrad w Gdańsku znaleziono bombę lotniczą ok. 50 kg, długości 70 cm i średnicy 30 cm.
  • W sierpniu 2019 r. na placu budowy przy ul. Grudziądzkiej odnaleziono niewybuch.
Czy pamiętasz odnajdywanie niewybuchów w twojej dzielnicy?
42%

tak, pamiętam wiele takich sytuacji

25%

tak, ale jedną, góra dwie

33%

nie, nie przypominam sobie

zakończona

łącznie głosów: 646

autor Jarosław Wasielewski badacz i popularyzator historii Gdańska, autor bloga poświęconego w całości przeszłości i teraźniejszości Wrzeszcza.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (95)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.