XVII-wieczna ucieczka na wieś, czyli jak gdańszczanie zostawali szlachtą

30 maja 2012 (artykuł sprzed 9 lat)
Piotr Rowicki
Najnowszy artukuł na ten temat Kamienie nerkowe króla Jana w Gdańsku
Gdańsk pod koniec XVII wieku na panoramie autorstwa Petera Willera z 1687 r. Więcej zdjęć (2)

Gdańsk pod koniec XVII wieku na panoramie autorstwa Petera Willera z 1687 r.

Gdańsk pod koniec XVII wieku na panoramie autorstwa Petera Willera z 1687 r.

Dawny Gdańsk nie były środowiskiem przyjaznym dla człowieka. Wąskie uliczki, zaduch, brak słońca, śmieci, mało roślinności. A wystarczyło parę kroków, żeby dostać się do zielonej arkadii, pełnej pagórków, łąk, gajów, lasów, rzek i strumyków. Owszem, co bogatsi patrycjusze pozwalali sobie na mikroskopijne ogródki niemalże w centrum miasta, ale to była tylko namiastka przyrody. W upalne i parne dni, kto tylko mógł uciekał do prawdziwej zieleni.



Dwór Młyniska powstał na początku XVIII wieku. Jest jedną z pamiątek po eksodusie bogatych gdańszczan na przedmieścia miasta. Więcej zdjęć (2)

Dwór Młyniska powstał na początku XVIII wieku. Jest jedną z pamiątek po eksodusie bogatych gdańszczan na przedmieścia miasta.

fot. Krzysztof Kochanowicz/trojmiasto.pl

Dwór Młyniska powstał na początku XVIII wieku. Jest jedną z pamiątek po eksodusie bogatych gdańszczan na przedmieścia miasta.

fot. Krzysztof Kochanowicz/trojmiasto.pl

Tak też zrobił przebywający w Gdańsku sekretarz poselstwa francuskiego Charles Ogier. Przedmieścia wprawiły Francuza w zachwyt. Jadąc w stronę Malborka pisał:

" (...) po drodze bujne i urodzajne pola. Wokół domy wiejskie, rozproszone, chociaż w niewielkich od siebie odległościach, wygodne, porządne, zbudowane z cegły. Rozkoszne ogrody, pieczołowicie uprawione, zamknięte i ogrodzone siecią kanałów. Na łąkach wprost nieprzebrana ilość bydła, a wsie bardzo liczne. Przyjemnie jest tam oglądać bociany jak budują swe gniazda na dachach domów (...)

Nie da się dokładnie ustalić daty początku ucieczki, a właściwie ekspansji gdańszczan na wieś, było to zjawisko trwałe i postępujące.

Powody tej migracji były różne: nie tylko miłość do przyrody i chęć odpoczynku od miejskiego gwaru, ale też chęć zainwestowania w ziemię. Dwór podmiejski był doskonałą lokatą kapitału.

Piekło się więc dwie pieczenie na jednym ogniu. Przyjemność obcowania z naturą połączona była z dobrym biznesem. Równanie wyglądało więc tak: zyski z renty gruntowej plus produkcja zboża i innych płodów plus pożyczanie chłopom na wysoki procent (lichwa) równa się relaks i dostatek.

Majątek na wsi wypadało także posiadać ze względów towarzyskich. Już w XV-wiecznych źródłach jako posiadacze i dzierżawcy różnych dóbr ziemskich na Pomorzu figurują takie tuzy jak: von der Becke, Bischof, Bock, Falke, Feldstete, Niederhoff.

W XVII wieku dochodzi do tego, że gdański patrycjat woli kupować i inwestować w ziemię, niż zajmować się niepewnym i ryzykownym handlem morskim. Faktem jest, że w tym czasie handel zdominowali bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy Niderlandów, a flota gdańska z dwustu statków stopniała do pięćdziesięciu.

W XVII wieku na 62 rodziny patrycjuszowskie, połowa miała znaczne inwestycje w majątkach ziemskich.

Co z tego wynikało? Jak się okazało bardzo wiele. Patrycjat nie tylko inwestował w ziemię, nie tylko jeździł na wieś, nie tylko budował tam dworki. Patrycjat zaczął wyglądać, zachowywać się i myśleć jak szlachta.

Nie tylko w kwestii ubiorów, zachowań, czy zmian w mentalności. Patrycjusze gdańscy, tacy jak von Werben, Feldstete, Feber otrzymali nobilitacje z rąk królów i stali się pełnoprawnymi szlachcicami.

Skutki były dalekosiężne. Na przykład takie, że szlachcic mieszkający w swoim majątku, z daleka od Gdańska, ciągle był radnym miejskim. Tym samym decydował o sprawach, które - tak naprawdę - niewiele go już obchodziły.

Przykład szedł z góry na dół. Po najbogatszych patrycjuszach, także średniozamożni mieszczanie, drobni rzemieślnicy postanowili lokować oszczędności poza miastem.

Dopiero gdy kapitał uciekł z miasta, ktoś wreszcie przejrzał na oczy. W 1622 roku sprawa nabywania majątków ziemskich stanęła na porządku obrad rady. Zrodził się ostry konflikt, między tymi, którzy żądali wolności kupowania i tymi, którzy widzieli skutki takiej wolności.

Ponieważ o równości wobec prawa wtedy jeszcze nie słyszano, pojawiła się propozycja, żeby ograniczyć prawo zakupu ziemi tylko niektórym: tym biedniejszym, rzecz jasna. Zagrożona czuła się stara szlachta, która w ekspansji gdańskich patrycjuszy widziała (i słusznie) zagrożenie dla swoich interesów.

Doszło do eskalacji napięcia, zdarzały się wypadki pobicia, morderstwa, rabunków, podpaleń i niszczenia. Na czoło oburzonej szlachty pomorskiej wysunęła się rodzina Działyńskich.

W 1633 roku zdesperowani miejscy rajcy napisali listy do króla, prymasa i kanclerza. Gdańsk wprowadził też bojkot produktów i towarów wytwarzanych przez rodzinę Działyńskich i ich zwolenników.

Zostawmy w spokoju obie strony konfliktu. Najważniejszym efektem całego zamieszania były zmiany w wyglądzie (i to na lepsze) okolic Gdańska. Osuszono bagna, pojawiły się drogi, a przede wszystkim coraz liczniejsze drewniane i murowane dwory, letnie rezydencje i domostwa całoroczne.

Wokół dworów rozrosły się sady owocowe, a że klimat był łagodny, nie brakło w nich drzewek tak egzotycznych jak figowce, powszechna była też uprawa winnych latorośli. W stawach pływały łabędzie, po ogrodach przechadzały się pawie mające świadczyć o statusie i zamożności właściciela.

W upalne, wiosenne i letnie dni niezwykle popularne stały się wypady za miasto, kolasą, z winem i śpiewem, do siebie, albo na zaproszenie znajomych. Można sobie wyobrazić, że po takiej wyprawie nikomu nie chciało się szybko wracać do miasta.
autor Piotr Rowicki - z wykształcenia historyk, z pasji prozaik i dramatopisarz. Jego ostatnia książka - Fatum, to zbiór opowiadań kryminalnych, których akcja dzieje się w XVII wiecznym Gdańsku. Dla trojmiasto.pl opisuje życie w Gdańsku w jego złotym wieku.

Opinie (34)

  • (4)

    A więc jednak Gdańszczanie nie Kaszubi... jak to się rzekę kijem obraca.

    • 44 9

    • KASZEBE TO KASZEBE a gdańsk to Gdansk (3)

      uczcie się ludzie wreszcie historii!!!

      • 12 1

      • Iguana pewnie aluzje robi do tabliczek ze "stolicą Kaszub"

        • 5 0

      • (1)

        ...a historia jest taka, że w 1945 roku w Gdańsku było około 8.500 Polaków i ponad 120.000 Niemców. A potem była czystka etniczna, i przesiedlenia.

        • 3 3

        • zaraz się rozpłaczę

          a w latach 39-45 to Niemcy nam pewnie czekoladę rozdawali i super kumple byli??? Betonom, na niewiedzę, zalecam wycieczkę do Piaśnicy

          • 2 2

  • (2)

    Niewiele osób wie, że to właśnie od nazwiska Charles'a Ogiera wzięła się nazwa buńczucznego, krewkiego kobieciarza - "ogiera". Francuzki dyplomata tak opisuje swój pobyt na gdańskich Stogach: "Zaiste piękne tu pola, a

    Niewiele osób wie, że to właśnie od nazwiska Charles'a Ogiera wzięła się nazwa buńczucznego, krewkiego kobieciarza - "ogiera". Francuzki dyplomata tak opisuje swój pobyt na gdańskich Stogach: "Zaiste piękne tu pola, a chłopki jeszcze piękniejsze, jedno co mi się tu rzewnie nie podoba to fakt iż w ziemi leje jak po kartaczach kopane przez łotrzyków szukających bursztynów, a tubylcza ludność skora to pojedynków, szczególnie gdy więcej szabel po ich stronie (...)".

    • 38 1

    • FrancuSki dyplomata. (1)

      FrancuZki - kobiety z Francji.

      • 11 0

      • Proszę mi wybaczyć ten karygodny błąd, szczęśliwie młodzież wychwyciła mój lapsus...

        • 14 0

  • (1)

    Bogaci gdańszczanie, tak jak każdy, kto mógł sobie wtedy na to pozwolić, uciekali na wieś przede wszystkim od smrodu w upalne dni , a głównie przed chorobami, jak tylko jakaś zaczęła się panoszyć.

    • 19 0

    • i już wtedy mieli "ocipienie" klimatu....

      "a że klimat był łagodny, nie brakło w nich drzewek tak egzotycznych jak figowce, powszechna była też uprawa winnych latorośli"

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.