Zima nad morzem? Tylko w wagonie motorowym!

10 stycznia 2020, 13:00
Jarosław Kus
artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Ogień nad Motławą

Początek roku 1935 zawitał na Wybrzeże z dość lekką zimą, nie zwiastując fali mrozów, która wkrótce potem skuła lodem całą Polskę.



Chociaż, zdaniem "Gazety Gdańskiej", był to mróz co najwyżej "średni", wystarczająco skuteczny, by uwięzić "port i zatokę gdańską w okowach lodu", zaś młodzieży szkolnej dać wielkie nadzieje na niespodziewane przedłużenie "wakacyj zimowych".

"Skutkiem silnego mrozu w ostatnich dniach zamarzł całkowicie" nie tylko "port gdański", przez co "komunikacja towarowa uległa ograniczeniu", tym bardziej że i na Wiśle ustała "zupełnie żegluga rzeczna, tak pasażerska, jak i towarowa".

I tylko Gdynia zdawała się zupełnie nie przejmować niekorzystną aurą, bo "pomimo silnych mrozów port gdyński pracował bez przeszkód".

Może dlatego, że gdynian (zwłaszcza tych zaangażowanych w inwestycje "mające znaczenie dla miasta i portu Gdyni") rozgrzewała radosna perspektywa kolejnych zwolnień podatkowych?

Albo spirytus ze wschodu: wszak "statki sowieckie w Gdyni widywało się coraz częściej..."?

Mrozy dawały się też we znaki "naszym rybakom na morzu": kuter rybacki "Gdynia 90" wskutek fatalnych warunków atmosferycznych osiadł na mieliźnie w pobliżu Helu.

Z pomocą uwięzionej w lodowych okowach załodze "został wysłany z Gdyni holownik "Ursus" i statek badawczy "Ewa", jednak akcji ratunkowej nie ułatwiało "wzburzone morze" i "warstwy lodu, jakie okryły kuter".

Trudne warunki panowały również na lądzie, o czym boleśnie przekonał się - na dworcu kolejowym w Gdańsku - "radca pocztowy J. Michoń, zamieszkały w Sopotach", który zdążając "do pociągu podmiejskiego w kierunku Sopotu, wskutek gołoledzi poślizgnął się i upadł, nadwyrężając rękę".

Lód był jednak bardziej pechowy dla rybaka Rudolfa Schneidera - choć to raczej nie mróz stał się przyczyną jego śmierci.

Ofiarą zimy (i również niebezpośrednio mrozu) padł też pewien 13-latek z Orłowa, który - zamiast, tak jak inne dzieci, cieszyć się ślizgawką - kradł węgiel z wagonów. Oczywiście nie dla przyjemności...

Tymczasem Gdańsk, rozgrzany karnawałową gorączką, nie bacząc na mrozy i nie przejmując się paraliżem portu, świętował "piętnastą rocznicę bytu Wolnego Miasta".

Dobrym pretekstem do przypomnienia tej ważnej dla gdańszczan rocznicy była też wizyta "prezydenta Senatu Gdańskiego" Arthura Greisera w Warszawie).

Choć tak naprawdę z tego powodu radowali się przede wszystkim gdańszczanie narodowości niemieckiej, natomiast Polonia, chcąc jak najdłużej cieszyć się świąteczną atmosferą, najzwyczajniej w świecie kolędowała.

Ale i gdynianie również wciąż mieli w pamięci ostatnie święta - choć nie mogli o nich zapomnieć głównie "dzięki" cytrusowym spekulantom.

Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji woleli wsiąść do pociągu (nie byle jakiego, motorowego!); bo czyż nie jest przyjemnie patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle...?


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 10 z 11 stycznia 1935 r, "Dziennik Bydgoski" nr 9 z 11 stycznia 1935 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 11 z 11 stycznia 1935 r. oraz "Ilustracja Polska" nr 2 z 13 stycznia 1935 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.