Zwierzęta w służbie na okrętach i w powietrzu

23 czerwca 2016 (artykuł sprzed 5 lat)
Michał Lipka

W dawnych czasach, gdy podczas rejsu marynarze ujrzeli albatrosa, mogli czuć się bezpiecznie - wierzyli bowiem, że pod postacią tych ptaków kryją się dusze ich zmarłych kolegów, które doprowadzą ich spokojnie do portu przeznaczenia.



Delfin Jack przez wiele lat "pilotował" statki, przepływające przez niebezpieczną cieśninę na wysokości Nowej Zelandii. Więcej zdjęć (7)

Delfin Jack przez wiele lat "pilotował" statki, przepływające przez niebezpieczną cieśninę na wysokości Nowej Zelandii.

Delfin Jack przez wiele lat "pilotował" statki, przepływające przez niebezpieczną cieśninę na wysokości Nowej Zelandii.

Pomoc albatrosów była wyłącznie legendarna, ale historia delfina Jacka legendą już nie jest, bo potwierdzają ją zapiski w wielu marynarskich pamiętnikach. Otóż około 1871 roku, w jednej z cieśnin Nowej Zelandii, pojawił się delfin, który pilotował statki przez niebezpieczne wody. Jego "kariera" rozpoczęła się od przygody z kutrem rybackim. Załogę zastanowiło zachowanie delfina, który pojawił się przy burcie jednostki i towarzyszył jej przez całe przejście przez cieśninę. W kolejnych miesiącach, a następnie latach, Jack pojawiał się regularnie, zarówno za dnia, jak i w nocy, by "przeprowadzić" kolejny statek wśród niebezpiecznych raf.

Podobno dochodziło nawet do sytuacji, gdy załogi odmawiały przejścia przez cieśninę, dopóki nie pojawił się delfin. Jeden raz nawet udało się uchwycić niezwykłego bohatera na zdjęciu.

Jak to w relacjach zwierząt z ludźmi, los delfina Jacka nie był dla niego łaskawy. Jeśli wierzyć dostępnym archiwom, około roku 1912 w tej okolicy pojawili się norwescy wielorybnicy przez przypadek i nie znając jego zasług, ostatecznie położyli kres jego misji pilota.

Gołąb "Cher Ami" do dziś jest jedną z atrakcji Smithsonian Institution w Waszyngtonie. Więcej zdjęć (7)

Gołąb "Cher Ami" do dziś jest jedną z atrakcji Smithsonian Institution w Waszyngtonie.

Gołąb "Cher Ami" do dziś jest jedną z atrakcji Smithsonian Institution w Waszyngtonie.

Przenieśmy się teraz na chwilę na ląd. Niewiele osób wie, że tytułowy bohater filmu animowanego "Szeregowiec Dolot" miał swojego protoplastę. Otóż podczas I wojny światowej jeden z amerykańskich batalionów został okrążony przez nieprzyjaciela. Łączność radiowa była wówczas w powijakach, więc korzystano także z gołębi pocztowych, które transportowały znaczną część rozkazów. Jednak większość ptaków wysyłanych przez okrążonych Amerykanów padła łupem niemieckich snajperów. Przedrzeć udało się jednemu z gołębi, który nazywał się "Cher Ami". Mimo poważnych ran (utracił oko i łapkę oraz został kilkukrotnie postrzelony) udało mu się dolecieć z prośbą o pomoc, dzięki czemu batalion otrzymał niezbędne wsparcie.

W uznaniu zasług bohaterski ptak uhonorowany został odznaczeniem "Croix de Guerre". A historię walki Amerykanów opisuje inny film - "Zagubiony batalion". Zachowane ciało gołębia prezentowane jest w Smithsonian Institution w Waszyngtonie.

Wróćmy z powrotem na morze. Od dawien dawna przyjęte jest, że na pokładzie wypada mieć okrętową maskotkę. Dziś mówi o tym nawet Regulamin Służby Okrętowej Polskiej Marynarki Wojennej (punkt 13005).

Jednak czworonożni marynarze na pokładach polskich okrętów pojawili się już znacznie wcześniej. Pierwszym udokumentowanym była... kotka Kicia. Jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. znalazła się ona na pokładzie niszczyciela ORP "Burza". Nieco przypadkowo, gdyż wystraszona czymś przemknęła po trapie zacumowanego okrętu, szukając na nim schronienia. Nowe lokum musiało się jej spodobać, bo już na nim została, a dzięki staraniom ówczesnego dowódcy komandora Stanisława Nahorskiego została nawet wciągnięta na listę załogi, dzięki czemu oficjalnie mogła korzystać z marynarskiej kuchni.

Kicia zamustrowała się na pokładzie ORP "Burza" jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. Okazało się, że jest kotna, niedługo powiło sześcioro kociąt. Zdjęcie pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło w ramach strony internetowej  Polish Navy in Colour . Więcej zdjęć (7)

Kicia zamustrowała się na pokładzie ORP "Burza" jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. Okazało się, że jest kotna, niedługo powiło sześcioro kociąt. Zdjęcie pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło w ramach strony internetowej Polish Navy in Colour .

Kicia zamustrowała się na pokładzie ORP "Burza" jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. Okazało się, że jest kotna, niedługo powiło sześcioro kociąt. Zdjęcie pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło w ramach strony internetowej Polish Navy in Colour.

Na pokładzie innego niszczyciela, ORP "Garland", zadomowiła się z kolei kotka zwana przez załogę Puszkiem. Odbyła wiele rejsów, w tym jeden z najniebezpieczniejszych, czyli do Murmańska.

Trzy inne koty zamieszkiwały pokład kolejnego z polskich niszczycieli jakim był ORP "Piorun", który - jak pamiętamy - wsławił się odnalezieniem niemieckiego pancernika "Bismarck".

Żaba i Tygrys - koty okrętowe z polskiego niszczyciela ORP "Piorun" w towarzystwie kota ocalonego z zatopionego tankowca brytyjskiego. Więcej zdjęć (7)

Żaba i Tygrys - koty okrętowe z polskiego niszczyciela ORP "Piorun" w towarzystwie kota ocalonego z zatopionego tankowca brytyjskiego.

Fot. Archiwum Polskiej Marynarki Wojennej.

Żaba i Tygrys - koty okrętowe z polskiego niszczyciela ORP "Piorun" w towarzystwie kota ocalonego z zatopionego tankowca brytyjskiego.

Fot. Archiwum Polskiej Marynarki Wojennej.

Skoro już mowa o niemieckim kolosie, nie sposób nie wspomnieć o jego maskotce, którą również był kot. W jego przypadku potwierdza się teza, że te zwierzęta mają po kilka żyć. Nasz bohater cudem przeżył bowiem zatopienie niemieckiej jednostki. Wśród pływających szczątków dostrzegł go jeden z brytyjskich marynarzy i kotka bezpiecznie podniesiono na pokład niszczyciela HMS "Cossack", gdzie otoczono go opieką i nazwano Oscar.

W październiku 1941 roku brytyjska jednostka została zatopiona przez niemiecki okręt podwodny. I tym razem szczęście dopisywało Oscarowi, gdyż był jednym z uratowanych. Po przypłynięciu do portu w Gibraltarze kotka "zaokrętowano" na lotniskowiec HMS "Ark Royal". W listopadzie lotniskowiec podzielił losy "Bismarcka" i "Cossacka", mimo to Oscarowi udało się przeżyć.

Kot Niezatapialny Sam, zwany też Oskarem, służył kolejno na niemieckim "Bismarcku", brytyjskim Cossacku" i "Ark Royal". Wszystkie te okręty zostały zatopione, ale kot za każdym razem się ratował. Więcej zdjęć (7)

Kot Niezatapialny Sam, zwany też Oskarem, służył kolejno na niemieckim "Bismarcku", brytyjskim Cossacku" i "Ark Royal". Wszystkie te okręty zostały zatopione, ale kot za każdym razem się ratował.

Kot Niezatapialny Sam, zwany też Oskarem, służył kolejno na niemieckim "Bismarcku", brytyjskim Cossacku" i "Ark Royal". Wszystkie te okręty zostały zatopione, ale kot za każdym razem się ratował.

Przesądni marynarze stwierdzili jednak, że nad kotkiem ciąży fatum. Nigdy więcej nie znalazł się już na pokładzie, ale Marynarka i tak otoczyła go opieką. Według oficjalnych akt brytyjskiej marynarki Oscar swych dni dożył w Belfaście w Domu Marynarza.

Po zakończeniu wojny maskotki okrętowe nie opuściły okrętowych pokładów. O kotach zamieszkujących pokład żaglowca szkolnego ORP "Iskra" pisze w swych wspomnieniach komandor Zbigniew Szczepanek. Możemy z ich wyczytać historię kota o wiele mówiącym imieniu Komendant. Swą potężną posturę zawdzięczał on ślubowaniu złożonemu przez okrętowego kucharza. Kuk obiecał bowiem, że odejdzie do cywila dopiero, gdy kocur będzie ważył co najmniej 7 kilo.

Ze wspomnień marynarzy wynika, że koty zawsze cieszyły się dużą sympatią załogi, a dowódcy nie wahaliby się ogłosić alarmu "człowiek za burtą" i przystąpić do akcji ratowniczej, gdyby któryś z nich wpadł do wody

Małpka kapucynka Betty, maskotka ORP Błyskawica, zamustrowała na statek w pierwszym roku wojny. Według Wincentego Cygana, członka załogi, była ona darem gubernatora Gibraltaru. Po śmierci małpki w 1944 r., funkcję maskotki Błyskawicy przejęła kotka. Zdjęcie z The Skorkiewicz Burski Collection. Zdjęcie zostało pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło ze strony  Polish Navy in Colour . Więcej zdjęć (7)

Małpka kapucynka Betty, maskotka ORP Błyskawica, zamustrowała na statek w pierwszym roku wojny. Według Wincentego Cygana, członka załogi, była ona darem gubernatora Gibraltaru. Po śmierci małpki w 1944 r., funkcję maskotki Błyskawicy przejęła kotka. Zdjęcie z The Skorkiewicz Burski Collection. Zdjęcie zostało pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło ze strony Polish Navy in Colour .

Małpka kapucynka Betty, maskotka ORP Błyskawica, zamustrowała na statek w pierwszym roku wojny. Według Wincentego Cygana, członka załogi, była ona darem gubernatora Gibraltaru. Po śmierci małpki w 1944 r., funkcję maskotki Błyskawicy przejęła kotka. Zdjęcie z The Skorkiewicz Burski Collection. Zdjęcie zostało pokolorowane przez Mateusza Prociaka i Wojtka Budziłło ze strony Polish Navy in Colour.

Zagłębiając się natomiast w książki kapitana ż.w. Karola Borchardta, możemy dowiedzieć się, że i na pokładach polskich jednostek handlowych znajdowały się żywe maskotki. Na jednym z naszych żaglowców królowała brazylijska małpka należąca do czwartego oficera, która lubiła "pisać". Co prawda z pisma Flipa, bo tak nazywała się wspomniana małpka, trudno było cokolwiek odczytać, to gdy jego "dzieło" przedstawiono pewnemu grafologowi, przedstawił on całkiem poważną analizę.

Z kolei piesek Misiek na stałe zadomowił się na "Darze Pomorza". Tak wspominał go kapitan Żeglugi Wielkiej, Wiktor Czapp.

- Przez dłuższy czas do załogi "Daru" należał pies Misiek. Ciągnął razem z uczniami liny. Uczniowie ubierali Miśka w kołnierz marynarski, a Misiek stawał razem z uczniami w szeregu na zbiórkach. Przez długie lata był członkiem załogi "Daru", aż wreszcie ze starości musiał zejść na ląd.
W bazie amerykańskiej marynarki wojennej w San Diego szkoli się delfiny do wsparcia płetwonurków oraz do lokalizacji płetwonurków i jednostek przeciwnika. Więcej zdjęć (7)

W bazie amerykańskiej marynarki wojennej w San Diego szkoli się delfiny do wsparcia płetwonurków oraz do lokalizacji płetwonurków i jednostek przeciwnika.

fot. Brien Aho/U.S. Navy

W bazie amerykańskiej marynarki wojennej w San Diego szkoli się delfiny do wsparcia płetwonurków oraz do lokalizacji płetwonurków i jednostek przeciwnika.

fot. Brien Aho/U.S. Navy

A jak to wygląda dziś? W skład załogi ORP "Błyskawica", już jako jednostki muzealnej, wchodził piesek Majtek, który raz został nawet porwany (na szczęście historia skończyła się pomyślnie i psiak bezpiecznie wrócił na pokład okrętu).

Wracając jeszcze na koniec do historii pilota delfina Jacka, warto tu wspomnieć o tym, że delfiny i dziś możemy spotkać w służbie. W amerykańskiej bazie w San Diego szkoli się je do lokalizowania płetwonurków przeciwnika oraz wrogich jednostek podwodnych. Podobna baza znajdowała się również na Krymie. Jednak losy jej "morskich żołnierzy", po aneksji przez Rosję, są nieznane.

Opinie (10)

  • Czy Niezatapialny Sam był brytyjskim szpiegiem biorącym udział w zdobyciu Enigmy?

    • 9 1

  • (2)

    u nas służą głównie psy

    • 1 10

    • W straży miejskiej/wiejskiej tylko kundle o podłych charakterach

      • 7 5

    • a u nas na okretach słuzą tylko karaluchy.

      • 4 6

  • super

    Fajny artykuł.

    • 23 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.