stat

Popisowy mecz Braciaka. Recenzja filmu "Córka trenera"

2 marca 2019, 14:00
Tomasz Zacharczuk

Prowincjonalne turnieje tenisa są tu jedynie tłem prawdziwej rozgrywki pomiędzy ojcem a córką, którzy choć grają na jednym korcie, to jednak po zupełnie innych stronach siatki. "Córka trenera" w nienachalny i daleki od banału sposób opowiada o dojrzewaniu, zarówno zbuntowanej nastolatki, jak i pogubionego w życiu dorosłego mężczyzny. Warto zobaczyć choćby ze względu na znakomitą kreację Jacka Braciaka, który w filmowe boisko wbija raz za razem asy serwisowe.



Esencją drugiego pełnometrażowego filmu Łukasza Grzegorzka jest scena otwarcia, w której córka z ojcem przepychają między sobą traktorową oponę. Z pozoru zwykłe fizyczne ćwiczenie doskonale odzwierciedla napięte relacje obojga Kornetów. Iluzoryczna współpraca jest tak naprawdę próbą sił, sposobem na wzajemne przerzucanie odpowiedzialności za niewypowiedziane słowa, milczące gesty i dokonane wybory, prowadzące w zasadzie donikąd i okupione obustronnym poświęceniem. Ukryta prawda tej niepozornej, acz świetnie zaaranżowanej sceny, zawarta jest w wymownych spojrzeniach pary głównych bohaterów. Zniuansowanych "niemych" dialogów w "Córce trenera" jest znacznie więcej i właśnie w nich tkwi moc większa niż forhend pojawiającego się epizodycznie w filmie Mariusza Fyrstenberga.

Łukasz Grzegorzek już w bardzo sprawnie zrealizowanym "Kamperze" udowodnił, że potrafi swoim bohaterom głęboko spojrzeć w oczy, boleśnie zlustrować ich dylematy, a jednocześnie wsadzić widza na rozhuśtany emocjonalnie rollercoaster, z którego lada chwila, zdawałoby się, można wypaść. Podobnie jest w "Córce trenera". To chwilami brawurowo poprowadzona opowieść z pogranicza sportowego dramatu, filmu drogi, obyczajowej komedii i niezależnego kina spod znaku festiwalu Sundance. A takiej starannie wyselekcjonowanej mieszanki w polskim kinie można szukać tyko na najwyższej półce, do której sięga, na szczęście, Grzegorzek.

Maciej Kornet (Jacek Braciak) wraz z nastoletnią córką, Wiktorią (Karolina Bruchnicka), rozklekotanym vanem rusza w letnie tournée po prowincjonalnych tenisowych turniejach. Oboje nocują w obskurnych motelach i podrzędnych pensjonatach pamiętających jeszcze poprzednią epokę. Na prowizorycznych kortach w Oławie czy Mrągowie w upalnym słońcu rozgrywają swój własny "mini-Wimbledon" (choć ten, jak sugeruje napis na murze jednego z boisk, jest zaledwie po drugiej stronie), walcząc o trzycyfrowe czeki i statuetki, które za parę groszy można kupić w internecie.

Doświadczony ojciec-trener każde zawody traktuje niemal w kategoriach Wielkiego Szlema. Z aptekarską dokładnością ustala Wiktorii plan zajęć, posiłków i zakres wolnego czasu. Córka tymczasem coraz mocniej powątpiewa w sens dalszej kariery i wyraźnie dusi się pod naporem obowiązków i treningowych wyrzeczeń. Wiele zmienia się, gdy do rodzinnego duetu dołącza Igor (Bartłomiej Kowalski), młody talent, za którego szkolenie zabiera się Maciej. Kornet tym razem siebie będzie musiał przygotować na najcięższy pojedynek, którego areną wcale nie będzie tenisowy kort.

Po filmowym boisku tymczasem Łukasz Grzegorzek porusza się z gracją Novaka Djokovicia, a kiedy trzeba potrafi posłać zwycięską piłkę z siłą Rafy Nadala. "Córka trenera" przede wszystkim jest filmem bardzo świadomym, intuicyjnym, nienarzucającym widzowi jednej perspektywy. Jego reżyser nie stara się wykrzyczeć widzowi w twarz wszystkich emocji. Niektóre z nich samemu trzeba wydostać z ekranu i dopasować do okoliczności. Pomimo orzeźwiających i napisanych z polotem dialogów, to w sugestywnych, nieraz symbolicznych kadrach ukryty jest największy ładunek emocjonalny. Jak choćby podczas sceny na stacji kolejowej czy w pokoju hotelowym, w którym upija się Maciej.

Postać Korneta zresztą brawurowo odgrywa Jacek Braciak, który zalicza jedną z najlepszych kreacji w karierze. Niczym rasowy tenisista wszechstronnym repertuarem zagrań prowadzi pojedynek z widzem. Z forhendu uderzy celną ripostą, bekhendem zagra ryzykowną piłkę pod linię końcową, a mecz życia kończy efektownym smeczem, którym jest finałowy kwadrans filmu. Ostatnie 15 minut należy wyłącznie do Braciaka, który w aktorskim mikście zdecydowanie przejmuje dowodzenie u boku i tak nieźle prezentującej się Karoliny Bruchnickiej.

To Jacek Braciak chwilami wydostaje "Córkę trenera" ze scenariuszowych mielizn, które spowodowane są zbyt mocno namnożonymi wątkami. Postaci grane przez Agatę Buzek i Piotra Żurawskiego po prostu wyparowują, moment kulminacyjny wydaje się zbyt ulotny, a końcowe fragmenty ogląda się jak mecz, w którym zwycięzca jest już znany, ale trzeba z gratulacjami poczekać do końcowego gwizdka. Dość monotonnie niestety skadrowane są także urywki tenisowych zmagań. Oczywiście są one tylko tłem prawdziwych rozgrywek poza kortem, ale można było zdecydowanie pokusić się o większą dynamikę. Tym bardziej, że Łukasz Grzegorzek tenis zna od podszewki.

Reżyser "Córki trenera" znacznie lepiej poradził już sobie z pokolorowaniem i tak już barwnego scenariusza. Grzegorzek nawet obite podrapaną boazerią wnętrza peerelowskich hoteli uczynił interesującym tłem filmowych wydarzeń. Uroki mazurskich kempingów pokazał z taką pasją, iż zaraz po końcowych napisach chciałoby się spakować namiot i ruszyć nad jeziora. Wylewający się z ekranu słoneczny żar, zjawiskowa natura, pogrywający nieopodal na gitarze hipis i niemal wyczuwalny zapach tenisowej mączki sprawiają, że nawet pomimo dość trudnych chwilami emocjonalnych doznań film Grzegorzka działa na widza relaksująco, a kinowy fotel może przypominać rozłożony leżak. Ten film ma po prostu niesamowity klimat, od którego jeszcze mocniej zatęsknimy za latem.

Nie o wizualne doznania tu jednak chodzi. "Córka trenera", pomimo uproszczeń i wielu dziwacznych fabularnych przeskoków, chwilami przejmująco portretuje ciemniejszą stronę wyczynowego sportu i pogoni za sukcesem (choć nie tak dogłębnie jak choćby w "Borg/McEnroe, ale to z kolei zupełnie inne gatunkowo kino i na zupełnie inną skalę). W wyważony i mądry sposób pokazuje, że pragnienia nauczyciela i ucznia nie zawsze podążają w tym samym kierunku (ale nie tak drastycznie jak choćby w "Whiplash"). Przede wszystkim jednak uczy dojrzewania, nie tyle fizycznego (Wiktoria), ile emocjonalnego (Maciej), uświadamiając, że poświęcenie nie zawsze warte jest ofiar. A tych nie da się, nie tylko w sporcie, uniknąć.

"Córką trenera" twórca "Kampera" udowodnił, że można w Polsce kręcić ambitne, niezależne kino w klimacie podobnych stylistycznie i gatunkowo amerykańskich produkcji. Gdyby na tenisowej mapie światowego cyklu istniał turniej ATP Sundance, Grzegorzek w parze z Braciakiem zdobyłby tytuł nie tracąc nawet seta.

OCENA: 7/10