Recenzja filmu "Boscy". Penelope Cruz, Antonio Banderas i satyra na szołbiznes

14 maja 2022, 7:00
Tomasz Zacharczuk

Megalomanię nadętych artystów, próżność celebrytów i przerośnięte męskie ego w błyskotliwy i zabawny sposób obśmiewają twórcy argentyńsko-hiszpańskiej komedii z Penelope Cruz i Antonio Banderasem. "Boscy" są niezwykle inteligentną satyrą na współczesny show-biznes, nawet pomimo tego, że czasami zbyt karykaturalnie ilustrują środowisko filmowców i opierają się na dość oczywistych przesłankach. Brawurowe aktorskie popisy i nienachalny humor wybijają jednak produkcję duetu Cohn/Duprat ponad przeciętność i oferują prawie dwie godziny przyjemnej rozrywki w doborowym towarzystwie.



Imprezy filmowe w Trójmieście: festiwale, pokazy specjalne



Świętujący 80. urodziny miliarder z branży farmaceutycznej dochodzi do wniosku, że chciałby pozostawić ludzkości coś więcej niż tony medykamentów. Wpada więc na pomysł nakręcenia filmu, dzięki któremu złotymi zgłoskami zapisze się w historii światowej kinematografii. Dysponując ogromnym majątkiem, realizuje, wydawałoby się, idealną receptę na sukces. Kupuje prawa do nagrodzonej Noblem powieści, zatrudnia topową reżyserkę, angażuje dwie aktorskie sławy latynoskiego kina i udostępnia całej trójce luksusową willę do scenariuszowych prób. Początek prac nad filmem wcale nie zapowiada jednak udanego przedsięwzięcia.

Sprawdź gdzie grają film Boscy

Świeżo upieczony producent w tych czysto teoretycznych kalkulacjach nie wziął bowiem pod uwagę tzw. czynnika ludzkiego. Felix (Antonio Banderas) i Ivan (Oscar Martinez) prezentują dwie zupełnie odmienne szkoły aktorskie, co już od pierwszego spotkania skutkuje zgrzytami i ścieraniem się wybuchowych temperamentów. Współpracy obu panom nie ułatwia też nieco apodyktyczna i specjalizująca się w kontrowersyjnych metodach pracy reżyserka Lola (Penelope Cruz). Angaż tego osobliwego tria artystów przypomina więc eksperyment szalonego chemika, który po wymieszaniu niewłaściwych probówek musi w popłochu uciekać z laboratorium.

Lola (Penelope Cruz) na polecenie pewnego miliardera ma nakręcić film na podstawie bestsellerowej powieści. Kontrowersyjna reżyserka do produkcje angażuje dwóch gwiazdorów o zupełnie odmiennych temperamentach: Ivana (Oscar Martinez) i Felixa (Antonio Banderas). Więcej zdjęć (3)

Lola (Penelope Cruz) na polecenie pewnego miliardera ma nakręcić film na podstawie bestsellerowej powieści. Kontrowersyjna reżyserka do produkcje angażuje dwóch gwiazdorów o zupełnie odmiennych temperamentach: Ivana (Oscar Martinez) i Felixa (Antonio Banderas).

mat. prasowe/ Kino Świat

Lola (Penelope Cruz) na polecenie pewnego miliardera ma nakręcić film na podstawie bestsellerowej powieści. Kontrowersyjna reżyserka do produkcje angażuje dwóch gwiazdorów o zupełnie odmiennych temperamentach: Ivana (Oscar Martinez) i Felixa (Antonio Banderas).

mat. prasowe/ Kino Świat

Filmowcy w (nie do końca) krzywym zwierciadle



Odpowiadający za reżyserię Mariano Cohn i Gaston Duprat dość bezceremonialnie szydzą z branży, w której na co dzień funkcjonują. Z dużym przymrużeniem oka portretują ekscentrycznych artystów, którym sława i przeświadczenie o własnej nieomylności utrudniają znalezienie jakichkolwiek kompromisów. Każde z trojga bohaterów ma własną wizję idealnej sceny i pojedynczego ujęcia. Szczególnie ten kontrast widać na linii Felix - Ivan. Pierwszy jest międzynarodowym gwiazdorem, który aktorskie sukcesy utożsamia z milionami na koncie, liczbą followersów na Instagramie i statuetkami za indywidualne osiągnięcia. Drugi wyznaje zasady "pracy organicznej", gardzi splendorem i komercyjnym kinem, próbuje swoją warsztatową wyższość nad partnerem wykazać w każdym, choćby najmniej istotnym ujęciu.

"Coś się psuje" w Teatrze Muzycznym. Znamy obsadę i datę premiery



Scenariuszowe próby są więc dla obu artystów okazją do pojedynkowania się na większe ego i udowodnienia "czyje jest na wierzchu". Ich wzajemne tarcia obnażają małostkowość, kompleksy i lęki, które każdy z aktorów kamufluje w inny sposób. Gęstą atmosferę na planie mąci również Lola, która uporczywie wierzy w skuteczność swoich dziwacznych metod pracy, nawet jeśli nie zdają one zupełnie egzaminu. Modernistyczna posiadłość, w której zamknięci zostają bohaterowie, zaczyna więc przypominać poligon, na którym zadufani i zawistni artyści obrzucają się naprzemiennie kłamstwami i pozorowanymi grzecznościami.

"Boscy" momentami w zabawny i inteligentny sposób drwią z konwenansów i kompleksów, które współcześni filmowcy próbują zatuszować arogancją i przekonaniem o własnej doskonałości. Więcej zdjęć (3)

"Boscy" momentami w zabawny i inteligentny sposób drwią z konwenansów i kompleksów, które współcześni filmowcy próbują zatuszować arogancją i przekonaniem o własnej doskonałości.

mat. prasowe/ Kino Świat

"Boscy" momentami w zabawny i inteligentny sposób drwią z konwenansów i kompleksów, które współcześni filmowcy próbują zatuszować arogancją i przekonaniem o własnej doskonałości.

mat. prasowe/ Kino Świat

Humor mocnym punktem "Boskich" ...



Wszystkie te zaproponowane przez "Boskich" wnioski i obserwacje powielają prawdy objawione o show-biznesie. Twórcy filmu nie silą się pod tym względem na jakąkolwiek oryginalność, nie wychodzą poza schemat, nie koloryzują środowiska filmowego ani go specjalnie nie wybielają. Scenariusz, pomimo oczywistości i co najmniej dwóch zupełnie zbędnych scen, prezentuje się jednak zaskakująco świeżo. Lekkości z całą pewnością dodaje mu inteligentnie wtrącony humor, który nieodpowiednio użyty mógłby "Boskich" zamienić w jedną z wielu komedii pomyłek. Dowcip jest tu jednak wyważony z aptekarską wręcz dokładnością i idealnie współgra z tempem opowieści.

Naturalnie najwięcej sytuacyjnego i słownego żartu znajdziemy w scenach, w których Lola do granic wytrzymałości testuje cierpliwość swoich aktorów. Nakazuje im czytanie dialogów pod wiszącym 5-tonowym głazem, innym razem przywiązuje ich taśmą lub instruuje na temat poprawności damsko-męskich pocałunków. Temu precyzyjnie dobranemu humorowi czasami brakuje jednak nieco śmielszego przełamania. Być może takim zabiegiem miała być jedna z końcowych i kluczowych zarazem scen, ale wydaje się, że zarówno pomysł, jak i wykonanie były już zbyt groteskowe i trochę zaburzyły tonację całego filmu.

Uwagę od pierwszych scen przykuwa znakomita obsada, która ze względu na kameralny charakter filmu ma sporo do zagrania. Cała trójka głównych aktorów wywiązuje się ze swoich obowiązków znakomicie. Więcej zdjęć (3)

Uwagę od pierwszych scen przykuwa znakomita obsada, która ze względu na kameralny charakter filmu ma sporo do zagrania. Cała trójka głównych aktorów wywiązuje się ze swoich obowiązków znakomicie.

mat. prasowe/ Kino Świat

Uwagę od pierwszych scen przykuwa znakomita obsada, która ze względu na kameralny charakter filmu ma sporo do zagrania. Cała trójka głównych aktorów wywiązuje się ze swoich obowiązków znakomicie.

mat. prasowe/ Kino Świat

... ale jeszcze mocniejszym Cruz, Banderas i Martinez



Na powodzenie tak kameralnych produkcji, jaką z pewnością są "Boscy", niebagatelny wpływ ma obsada, na której - z powodu niewielkiej liczby fabularnych twistów i zarazem obszernych dialogów - skupia się niemal cała uwaga widowni. Mając do dyspozycji taki tercet wybitnych specjalistów w swoim fachu, duet reżyserów miał zdecydowanie ułatwione zadanie. Antonio Banderas doskonale i bardzo świadomie bawi się własnym wizerunkiem. Kroku dotrzymuje mu Oscar Martinez, który w pozornie opanowanego Ivana wlał zaskakująco dużo emocji. Największego kolorytu ( i to niekoniecznie za sprawą fantazyjnej fryzury czy kreacji) dodaje oczywiście zjawiskowa Penelope Cruz, której energia ewidentnie napędza "Boskich".

Rozpędzić się w kierunku kinowej sali powinni natomiast ci widzowie, którzy doceniają nieco ambitniejszy humor, lubują się w dialogowych i inscenizacyjnych niuansach (świetne zdjęcia i scenografia!), delektują się dryfującym tempem opowieści i uwielbiają podglądać aktorów w naturalnych warunkach bez migocącego w tle CGI czy green screenów. Nieprzypadkowo książka, na bazie której bohaterowie próbują nakręcić film nosi tytuł "Rywalizacja". "Boscy" są udaną satyryczną przypowieścią o ludziach, których poczucie wyższości wprost proporcjonalnie zaniża zdolność do współpracy i dialogu z drugim człowiekiem. Przyjemna filmowa pozycja, choć raczej do jednorazowego zastosowania.

OCENA: 7/10

Opinie (17) 1 zablokowana

  • To teraz taka moda na satyrę? (1)

    Jakiś Cage (ktoś pamięta?) też nakręcił cos podobnego

    • 3 3

    • Cage jest najnudniejszym typem aktora. Każda rola zagrana dokładnie tak samo.

      • 4 3

  • (2)

    Ostatnie obserwacje swiata szołbiznesu dają kilka naprawdę ciekawych wniosków:

    1) "Gwałt/molestowanie"- w tym środowisku ma miejsce zawsze pod zarzutem w stronę faceta, koniecznie osoby zamożnej i wpływowej.

    Ostatnie obserwacje swiata szołbiznesu dają kilka naprawdę ciekawych wniosków:

    1) "Gwałt/molestowanie"- w tym środowisku ma miejsce zawsze pod zarzutem w stronę faceta, koniecznie osoby zamożnej i wpływowej. Co ciekawe "ofiary" gwałtu/molestowania przypominają sobie o nim dopiero jakiś 10/20 a nawet 30 lat po, przy czym zawsze chodzi o kasę...
    2) Celebryckie rozwody- duże rekiny zawsze obiegają małe rybki skubiace je dla pokarmu, w przyrodzie nazywamy to symbioza. Rekiny to zamożni, ustawieni celebryci, np. aktorzy, muzycy itp., natomiast rybki to różnej maści agenci, menadżerowie oraz....żony. Rozwody celebrytów trwają długo, przy czym zawsze strona męska staje się punktem zaczepnym do stereotypowych oskarżeń o przemoc, znęcanie się psychiczne i tak dalej. Koronny przykład to obecny proces Deppa z jego lodziarka Amber Heard, czy jak tam ja zwał. Podsumowując: bogaci mężczyźni mają tam przes*ane...

    4) Wniosek, tym razem na temat polskiego kina: ono już nie istnieje:)

    • 16 6

    • zaraz zostaniesz okrzyknięty

      incelem mizoginem ;)

      • 1 0

    • polskie kino nie istnieje bo???

      Uzasadnij tą opinię, za słabe dla ciebie czy nie polskie a żydowskie czy co jeszcze tam się w głowie ci roi? Mamy aktualnie czasy świetności polskiego kina , wystarczy obejrzeć coś innego niż Vegę czy Dubajsskie dziewczyny

      • 0 0

  • (2)

    Mnie to ciekawi dlaczego większość gwiazd w Hollywood na codzień wygląda jak noo może nie jak menele,ale mocno zaniedbani.

    • 11 3

    • To ich odróżnia od celebrytów typu Rożenek i inne oni na co dzień nie chcą być rozpoznawani.

      Celebrytka promuje sie na gwiazdę oni tymi gwiazdami są .

      • 14 1

    • tak, zobacz kim sa ci wszyscy celebryci na jutubie na kanale: Angel Price

      • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.