Z tą parą i statkiem w piękny rejs. Recenzja filmu "Wyprawa do dżungli"

2 sierpnia 2021, 16:30
Tomasz Zacharczuk

Kobieca wersja Indiany Jonesa wsiada na łajbę umięśnionego i łysego Jacka Sparrowa, w powietrzu unosi się komediowo-romantyczny klimat "Afrykańskiej królowej", czarny charakter jest żywcem wyjęty z filmów z Lesliem Nielsenem, a wartka niczym amazoński nurt akcja wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Owszem, "Wyprawa do dżungli" bezwstydnie czerpie pełnymi garściami z dorobku kina, szczególnie przygodowego, lecz oferuje zarazem pełną energii i humoru letnią rozrywkę. Po dwugodzinnym rejsie z Emily Blunt i Dwaynem Johnsonem z żalem trzeba rzucić cumę i zejść na ląd.



Fachowcy z Disneya sztukę filmowego recyklingu opanowali w ostatnich latach niemal do perfekcji. Zamiast świeżych projektów opartych o oryginalne scenariusze taśmowo produkowali różnego rodzaju sequele i aktorskie wersje najsłynniejszych animacji. Artystyczny efekt nie zawsze dorównywał wynikom finansowym, a i do rubryki zysków wpadały nieraz liczby znacznie skromniejsze niż te prognozowane. "Wyprawa do dżungli" na tle ostatnich przedsięwzięć studia Myszki Miki prezentuje się zaskakująco dobrze. To rasowe kino przygodowe ze znakomicie odmierzonym tempem akcji i charyzmatyczną parą głównych bohaterów, którzy potrafią zarówno rozśmieszyć, jak i wywołać wśród widzów szybsze bicie serca.

Hiszpański reżyser Jaume Collet-Serra, w przeciwieństwie do pokazanych w filmie konkwistadorów, nie stawia stopy na zupełnie nieznanym lądzie. Jego film to bardzo umiejętnie zaprojektowana "przygodówka" pozlepiana z wątków, postaci, zwrotów akcji i dowcipów, które wielokrotnie były już ogrywane w kinie, najczęściej z powodzeniem. Znów więc można zarzucić Disneyowi schematyczność, lecz w przypadku "Wyprawy do dżungli" wszystkie zapożyczenia poukładano w naprawdę sensowną i wciągającą opowieść. Bezpośrednią inspiracją do jej stworzenia jest jedna z największych atrakcji parku Disneyland - "Jungle Cruise", a pośrednią - filmowy klasyk z Humphreyem Bogartem i Katherine Hepburn.

Lily (Emily Blunt) i jej brat McGregor (Jack Whitehall) chcą odnaleźć w amazońskiej dżungli magiczną roślinę, dzięki której można byłoby wyleczyć wiele śmiertelnych chorób. Aby dotrzeć do skarbu, rodzeństwo musi skorzystać ze statku i umiejętności Franka (Dwayne Johnson). Więcej zdjęć (3)

Lily (Emily Blunt) i jej brat McGregor (Jack Whitehall) chcą odnaleźć w amazońskiej dżungli magiczną roślinę, dzięki której można byłoby wyleczyć wiele śmiertelnych chorób. Aby dotrzeć do skarbu, rodzeństwo musi skorzystać ze statku i umiejętności Franka (Dwayne Johnson).

mat. prasowe/Disney

Lily (Emily Blunt) i jej brat McGregor (Jack Whitehall) chcą odnaleźć w amazońskiej dżungli magiczną roślinę, dzięki której można byłoby wyleczyć wiele śmiertelnych chorób. Aby dotrzeć do skarbu, rodzeństwo musi skorzystać ze statku i umiejętności Franka (Dwayne Johnson).

mat. prasowe/Disney

Podchody w amazońskiej dżungli



Podobnie jak w "Afrykańskiej królowej", parę głównych bohaterów tworzą postaci o skrajnie odmiennych osobowościach, które w wymagających warunkach muszą podjąć współpracę, by dotrzeć do upragnionego celu. Lily Houghton (Emily Blunt), ambitna i wyzwolona pani naukowiec, chce odnaleźć legendarne drzewo życia, którego liście mają niebywałą moc uzdrawiania. By jednak przebrnąć przez śmiertelne pułapki i zagrożenia amazońskiej dżungli potrzebny jest jej - Frank Wolff (Dwayne Johnson) - muskularny przewodnik z "suchym" dowcipem i zdolnościami do ciągłego kombinowania, który zdezelowaną nieco łajbą wozi turystów po urokliwych zakamarkach Brazylii. Na pokład "La Quili" wsiada jeszcze McGregor (Jack Whitehall), bojaźliwy i gustujący w modnych strojach brat Lily.

Cała trójka w drodze do drzewa życia musi radzić sobie nie tylko z niebezpieczeństwami pięknej, choć zdradliwej natury, ale również z podążającym ich śladem niemieckim księciem Joachimem (Jesse Plemons), który uzdrowicielską moc rośliny chce wykorzystać w celach militarnych. Wszak akcja filmu toczy się w czasie I wojny światowej. Na Franka, Lily i McGregora poluje także zgraja upiornych postaci, którym magiczne liście mogłyby pomóc w zdjęciu rzuconej kilkaset lat wcześniej klątwy. Im bliżej do końcowego celu mają bohaterowie, tym więcej na ekranie karkołomnych pościgów, śmiercionośnych pułapek i widowiskowych pojedynków.

"Wyprawa do dżungli" potrafi fabularnie zaskoczyć, choć większość opowieści to schematy doskonale znane z klasyków kina przygodowego. Bez zarzutu prezentuje się natomiast oprawa wizualna i gra aktorska. Więcej zdjęć (3)

"Wyprawa do dżungli" potrafi fabularnie zaskoczyć, choć większość opowieści to schematy doskonale znane z klasyków kina przygodowego. Bez zarzutu prezentuje się natomiast oprawa wizualna i gra aktorska.

mat. prasowe/Disney

"Wyprawa do dżungli" potrafi fabularnie zaskoczyć, choć większość opowieści to schematy doskonale znane z klasyków kina przygodowego. Bez zarzutu prezentuje się natomiast oprawa wizualna i gra aktorska.

mat. prasowe/Disney

Kino nowej i starej przygody



Wszystko to przywołuje na myśl oczywiście Kino Nowej Przygody oraz tytuły, które były spadkobiercami takich hitów jak "Poszukiwacze zaginionej Arki" czy "Miłość, szmaragd i krokodyl". Doktor Lily z powodzeniem mogłaby towarzyszyć Indianie Jonesowi w jego wyprawach, przeklęci przez amazońskich szamanów konkwistadorzy nadawaliby się na pokład "Latającego Holendra" z filmów o karaibskich piratach, zaś tercet Lily, Frank i McGregor to niemal kalka głównych postaci z "Mumii". Tylko pretensjonalny i groteskowy wręcz książę Joachim w znakomitej interpretacji Jesse'go Plemonsa wydaje się być tworem z zupełnie innych rejonów kina, gdzie bliżej do parodii niż filmu na serio.

Jaume Collet-Serra pieczołowicie przestudiował mistrzów gatunku z Lucasem i Spielbergiem na czele, znane przez widzów motywy uwspółcześnił i tchnął sporo świeżego humoru w dość archaiczną narrację. Hiszpan miał także do dyspozycji znakomitych fachowców od efektów specjalnych, bo "Wyprawa do dżungli" w magiczny sposób przenosi nas w głąb amazońskiej dziczy, gdzie wrażenie robi nie tylko wygenerowana komputerowo natura, lecz także zjawiska z pogranicza filmów fantasy. Przyjemność sprawa także niewymagająca fabuła, która potrafi nawet zaskoczyć, bo w pewnym momencie zaczynamy nieco inaczej postrzegać motywacje nie tylko tych dobrych, ale i złych bohaterów. Cała ta przygodowo-fantastyczna mieszanka doprawiona jest jeszcze szczyptą nienachalnego romansu.

Statek napędzany parą Blunt/Johnson



Od samego początku bowiem iskrzy nie tylko pomiędzy Lily a Frankiem, lecz także między duetem Blunt/Johnson a publicznością. Tej dwójki nie da się nie lubić. Ona zachwyca przebojowością, poczuciem humoru i zawadiackim podejściem do życia, on po prostu jest "The Rockiem", który w jednej scenie uprawa zapasy z jaguarem, a w drugiej brzdęka na gitarze przy blasku księżyca, rzucając nieustannie "suchymi" dowcipami. Oboje świetnie bawią się zarówno swoimi postaciami, jak i całą konwencją filmu. Ta para zdecydowanie napędza filmowy statek i sprawia, że aż chce się wskoczyć na pokład. Idealnym wsparciem dla Blunt i Johnsona jest także Jack Whitehall, który pewną stereotypowość swojej postaci potrafi obrócić w atut.

Podobnie jak w dżungli, tak i w filmie kryje się kilka pułapek i zagrożeń, z którymi twórcy "Wyprawy..." nie do końca sobie poradzili. Ciut krótszy metraż na pewno nie zaszkodziłby produkcji. Można było też z większą finezją i polotem zaplanować finał opowieści, który rozpisano "na kolanie". Szkoda również, że tak niewiele pograli Paul Giamatti i Edgar Ramirez, choć dodatkowe minuty z ich udziałem mogłyby jeszcze bardziej rozwlec akcję. Istotny z punktu widzenia polskiego widza dubbing nie robi raczej większej krzywdy filmowi i aktorom. Większość głosów nieźle dopasowano do oryginalnych odtwórców.

"Wyprawa do dżungli" to bodaj najlepsze przygodowe kino Disneya od czasu pierwszych części "Piratów z Karaibów". Niewykluczone, że film Jaume Correta-Serry może zapoczątkować kolejną dochodową serię w historii kina. Więcej zdjęć (3)

"Wyprawa do dżungli" to bodaj najlepsze przygodowe kino Disneya od czasu pierwszych części "Piratów z Karaibów". Niewykluczone, że film Jaume Correta-Serry może zapoczątkować kolejną dochodową serię w historii kina.

mat. prasowe/Disney

"Wyprawa do dżungli" to bodaj najlepsze przygodowe kino Disneya od czasu pierwszych części "Piratów z Karaibów". Niewykluczone, że film Jaume Correta-Serry może zapoczątkować kolejną dochodową serię w historii kina.

mat. prasowe/Disney

"Wyprawa do dżungli" na półmetku wakacji właściwie zamyka już temat najlepszej letniej premiery kinowej w tym roku. Pomimo pewnej wtórności i powielania schematów, to angażujące, przyjemnie pobudzające i odprężające kino przygodowe, które zaprasza na egzotyczną podróż bez konieczności bukowania lotniczych biletów. Te kinowe oczywiście jak najbardziej się przydadzą. Disneyowska dżungla okazała się bardziej gościnna, niż można się było spodziewać.

OCENA: 7,5/10

Opinie wybrane


wszystkie opinie (27)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.