Żółta moc uśmiechu. Recenzja filmu "Minionki"

26 czerwca 2015 (artykuł sprzed 5 lat)
Tomasz Zacharczuk

Sympatyczne stworki, pląsające dotychczas beztrosko wokół drugiego planu w dwóch częściach animacji "Jak ukraść Księżyc", tym razem w pełni opanowują fabułę i skupiają na sobie uwagę widza. I choć "Minionki" odbiegają, momentami znacznie, od bardzo sprawnego pierwowzoru, to bawią i cieszą z równie wielką ekspresją i powodzeniem. I to właśnie liczy się w tym przypadku najbardziej.



Pigułkokształtne potworki od zarania dziejów towarzyszyły najmroczniejszym i najstraszniejszym kreaturom, traktując swych złych panów jako źródło radości i sens istnienia. Gdy przypadkowo uśmiercały swojego guru (co zdarzało się nagminnie), szybko potrafiły znaleźć kolejny wzór do naśladowania. W końcu jednak wpadły w marazm. Skazane na samotność podjęły jeszcze jedną próbę. Trzech minionków - Kevin, Bob i Stuart - decyduje się na misję odnalezienia prawdziwego zła. Wpadają na trop nikczemnej Scarlett O'Haracz i podbijają Wyspy Brytyjskie.

"Minionki" są esencją całego fenomenu stworków, które z miejsca podbiły serca milionów widzów na świecie. Rozbrajają swym sympatycznym wyglądem, gapiostwem, nieporadnością i komiczną mową będącą syntezą różnorodnych zwrotów zaczerpniętych z kilku języków. Stąd też masa niewybrednych żartów sytuacyjnych, zabawnych pomyłek i zwariowanych wpadek. Ciężko doszukać się tu subtelnego humoru, ale przecież nie takie jest założenie twórców, a przede wszystkim nie takie są oczekiwania widzów.

Choć fabuła ma tu znaczenie drugo, jeśli nie trzeciorzędne, to ciężko uniknąć porównań choćby ze świetnym "Jak ukraść Księżyc" i dobrym "Minionki rozrabiają". Na tym tle "Minionki" wypadają blado. Filmowa opowieść przypomina bardziej zlepek skeczy i scenek. Już na pierwszy rzut oka widać, że to fabuła jest dobierana pod postaci, a nie odwrotnie. Historia jest urywana, niespójna, wyświechtana i koniec końców mało interesująca. Na szczęście, niesamowita ekspresja i ogromna moc pozytywnej energii głównych bohaterów przysłania zaskakująco płytki scenariusz. Po części rozczarowuje też brak jakiegokolwiek przesłania, choćby namiastki morału, który z dużym powodzeniem twórcy przemycili w poprzednich częściach.

Niekwestionowana jest natomiast spontaniczność Minionków, naturalność, zdolność do wywołania uśmiechu i ogromne pokłady sympatii, jakie wzbudzają zarówno wśród młodych widzów, ale także tych nieco starszych. Dlatego "Minionki", mimo swych słabości, są doskonałą okazją do wspólnej, rodzinnej zabawy. Nasączony nieustannymi gagami film nie pozwala na nudę i rozglądanie się po sali. Zaraża pozytywnym nastawieniem, miejscami rozczula, ale przede wszystkim bawi - i to jest prawdziwa potęga Minionków, które na długie lata mogą zawładnąć nie tylko dziecięcą fantazją. Pytanie, czy twórcom uda się kontynuować serię opartą jedynie na konstrukcji głównych bohaterów. Wydaje się, że nieunikniony jest powrót Gru i gruntowne odświeżenie koncepcji.

Nie warto jednak tracić czasu na zagłębianie się w szczegóły fabularne, na dyskusję, czy żarty są na miejscu, czy elementy czarnego humoru są niezbędne i czy użyte postaci nie przestraszą najmłodszych widzów (m.in. zmora wielu dzieci - upiorny klaun). "Minionki" spełniają swój podstawowy i tak naprawdę jedyny cel - zapewniają rozrywkę starszym i młodszym oraz bawią, momentami aż do łez.

OCENA: 7/10