Gdzie w Trójmieście na: japońską zupę ramen

22 września 2016 (artykuł sprzed 5 lat)
Łukasz Stafiej
Najlepszy ramen jadłem w Ping Pongu. Więcej zdjęć (11)

Najlepszy ramen jadłem w Ping Pongu.

fot. Łukasz Stafiej/Trojmiasto.pl

Najlepszy ramen jadłem w Ping Pongu.

fot. Łukasz Stafiej/Trojmiasto.pl

Kolejny kulinarny rajd za mną - dwa tygodnie temu w cyklu "Gdzie w Trójmieście na..." sprawdziłem, gdzie można zjeść dobrą golonkę. Tym razem zdecydowałem się na ramen, czyli coraz bardziej popularny japoński rosół. W komentarzach koniecznie podzielcie się swoimi typami. A za dwa tygodnie wracamy do polskiej klasyki - czekajcie na testy śledzia.



Zanim przejdę do rzeczy, należy się wstęp, bo ramen to wciąż mało popularne danie - choć w niektórych kręgach szalenie modne i będące oznaką kulinarnego wtajemniczenia. Warto jednak dodać, że dla przeciętnego Japończyka snobowanie się na ramen musi być zupełnie niezrozumiałe - w Kraju Kwitnącej Wiśni to posiłek powszechny niczym w Polsce rosół z marchewką i spożywany przez niemal każdego od dziecka (a przy okazji dostępny w barach na każdym kroku).

Muszę przyznać, że w Japonii ramenu nie jadłem. Od dawna o ramenie jednak czytam, podpatruję w internecie ramenowe wariacje blogerów i kucharzy z całego świata i jednego jestem pewien: przygotowanie dobrego ramenu to czasochłonna i mozolna robota. Tym bardziej, że nie ma jednego przepisu na tę zupę. Co kucharz, to inny bulion, inne dodatki i inne tare. To ostatnie to esencja smakowa dodawana do wywaru, trochę taki magiczny składnik tej zupy i niejako wizytówka każdego twórcy ramenu.

Po spróbowaniu ramenów w Trójmieście mam wątpliwości, czy którykolwiek z kucharzy w ogóle tare do swojej zupy dodaje. Są to raczej (lepsze lub gorsze) buliony gotowane (krócej lub dłużej) na różnych bazowych składnikach i udekorowane przynoszącymi na język azjatyckie smaki dodatkami. Nie oznacza to jednak, że to dania złe. W większości wręcz przeciwnie.

Ramenowi fanatycy powinni jednak podchodzić do nich z dystansem i nie oburzać się, że nie zjedzą w Trójmieście takiego ramenu, jak ten, którego mieli okazję próbować podczas podróży do Tokio. Obawiam się, że lata miną, zanim taki ramen zagości na stołach trójmiejskich restauracji. Choć warto w tym miejscu dodać, że niektórzy za wierne próby odtworzenia smaku tej zupy chwalili ekipę barobusu Akita. Niestety, food truck ten wyjechał do stolicy i nad morze wraca sporadycznie (warto być na bieżąco śledząc ich profil na Facebooku).

Przegląd wypada zacząć od chińskiej restauracji Mandaryn. Choć ramen kojarzy się z Japonią, kronikarze tej potrawy wskazują, że to właśnie z Państwa Środka przywędrowała ona na wyspy. Tę tradycję podtrzymuje chińska rodzina prowadząca lokal na Chełmie zobacz na mapie Gdańska. Ich ramen jest gotowany według domowego przepisu i tak naprawdę jest dość prostą w smaku, ale bardzo sycącą zupą. Podstawą jest gotowany przez wiele godzin bulion wołowy o ciemnej barwie i lekko esencjonalnym smaku. Niestety brakuje w nim charakterystycznych akcentów. Dobry jest robiony na miejscu makaron mie, choć z makaronem typu ramen nie ma on nic wspólnego - to chińska wariacja. Dodatki to największa zaleta ramenu w Mandarynie: marynowane jajko herbaciane, grzyby uszaki i grillowany w sosie teriyaki kurczak bardzo dobrze do siebie pasują. Podobnie zresztą jak - dodawane do innej wersji - wieprzowe kuleczki i pierożki wan-tan z nadzieniem o lekko korzennym posmaku. Ostrzegam, że porcje są ogromne - lepiej więc zrezygnować z ewentualnej przystawki. Warto również wcześniej zarezerwować stolik i być wyrozumiałym dla dopiero uczącej się obsługi kelnerskiej. Ceny ramenów zaczynają się od 16,90 zł i jeśli chodzi o stosunek ilości do ceny to najlepsze miejsce.

O ile w Mandarynie ramen to danie obiadowe, ten z Koku Sushi w Olivia Business Centre zobacz na mapie Gdańska należy potraktować jako przystawkę. Porcja jest malutka i raczej zaostrza apetyt (na przykład na tutejsze sushi), niż go zaspokaja. Zupa podana jest w pięknym talerzu stylizowanym na japońską ceramikę, ale smakiem nie dorównuje wyglądowi. Rybny bulion, który jest bazą dania, został zdecydowanie przesolony, dzięki czemu trudno wyczuć w nim inne akcenty smakowe. Szkoda, bo reszta kompozycji bardzo dobrze do siebie pasuje - sandacz, ciasto rybne naruto i korzeń lotosu wiodą wśród nich prym. Makaron jest poprawny. Fasolka edame, choć atrakcyjna wizualnie, smaku nie posiada. Porcja kosztuje 18 zł.

W karcie Izakaya Sushi Bar na Szafarni zobacz na mapie Gdańska znajdują się trzy ramenowe pozycje: na wywarze wołowym, z kurczaka oraz owoców morza. Ja wybieram ten ostatni, który okazuje się dość swobodną wiariacją na temat japońskiej zupy. Dodatek mleka kokosowego do wywaru oraz nuty limonki budzą skojarzenia z kuchnią tajską. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno makaron, jak i bulion są bardzo dobre. Ten ostatni jest wyważony: odpowiednio słony, słodki oraz ostry - nie brakuje w nim chilli, które na szczęście nie zdominowało pozostałych smaków. Zawiodła mnie jednak ilość owoców morza na talerzu - jedna nowozelandzka małża, skrawek łososia, kawałek ośmiornicy i chips krewetkowy to mało jak na zupę opartą na tych składnikach. Plus za glony nori, grzyby enoki oraz (podane w całości, a to rzadkość) jajko ugotowane na półtwardo. Ramen jest smaczny, za 29 zł warto spróbować.

Na najlepszy ramen trzeba się wybrać do Ping Ponga - nowego baru z kuchnią azjatycką w Garnizonie zobacz na mapie Gdańska. Jego szefowie deklarują swobodne podejście do orientalnych smaków, nie próbują naśladować tamtejszych tradycji kulinarnych, tylko luźno się nimi inspirują. Tutejszy ramen udowadnia, że takie podejście wychodzi im (oraz klientom) na dobre. Po pierwsze wołowy bulion: jest gęsty, tłusty, esencjonalny, pełen smaku i aromatu. Jeden z lepszych, jaki jadłem - nie tylko w ramenach. Po drugie, mięso - kawałek wolno pieczonej wołowiny rozpływa się w ustach i pozostawia na języku dużo przyjemnego umami. Dodatków - w postaci garstki grzybków shimeji, liścia pak choi i płatka glonów nori - dużo nie ma, ale bomba smakowa zawarta w wywarze i mięsie całkowicie to rekompensuje. Nie razi nawet wykorzystanie znacznie cieńszego niż ramen innego japońskiego makaronu - somen. 27 zł za średniej wielkości talerz zupy to niemało, ale jeśli mielibyśmy spróbować w Trójmieście tylko jednego ramenu, to koniecznie w Ping Pongu. Polecam!

A wy gdzie jedliście najlepszy ramen w Trójmieście? Czekam na wasze komentarze - piszcie, gdzie zjeść lepiej, inaczej, smaczniej czy taniej, a których miejsc unikać.

Opinie (84) 2 zablokowane

  • Wolę kapuśniak na świńskim ryju. (7)

    • 67 21

    • Aaaaha (4)

      Generalnie bardzo mocno nam wszystko jedno co ty wolisz

      • 15 19

      • Zrób se puku. (2)

        Łbem w ścianę.

        • 13 4

        • Cóż za cięta riposta (1)

          Brawo!

          • 7 8

          • a noodlnąć cię

            na wieki wieków

            • 2 1

      • Mi nie.

        • 2 2

    • kapuśniak też da się podciągnąć pod ramen i to śmiało (1)

      w zasadzie to jest ramen,
      podciągnij magi (albo sosem sojowym fajnym), posym posiekanym na ukos szczypiorem, wrzuć jakieś warzywka julienne i liścia np. szpinaku albo bok choi (pak choi), trochę chilli, jak masz zielone to super
      i gitarra

      • 7 1

      • Super :)

        Zajefajny komentarz. Dzięki za przepis ;)

        • 4 1

  • (2)

    Nie prosciej napisac Lukasz Testsmaku?

    • 35 6

    • Albo wręcz Beata Testsmaku, aby nie wprowadzać w błąd?

      • 3 3

    • Testsmaku/ Safiej, no nie prościej jednak Stafiej.

      • 0 0

  • Nie "gdzie" tylko "dokąd"! (2)

    • 39 5

    • Czepiasz się... (1)

      Widać, że to luźno potraktowany skrót myślowy, nie krytykowałabym

      • 2 15

      • Skrót?

        Miła Olu, moim zdaniem stosowanie "gdzie" zamiast "dokąd" nie jest skrótem tylko następstwem braku wprawy w posługiwaniu się językiem polskim.
        Tak przy okazji: czy sądzisz, że zdanie "patrząc na ten tytuł zęby

        Miła Olu, moim zdaniem stosowanie "gdzie" zamiast "dokąd" nie jest skrótem tylko następstwem braku wprawy w posługiwaniu się językiem polskim.
        Tak przy okazji: czy sądzisz, że zdanie "patrząc na ten tytuł zęby bolą" też jest skrótem?

        Szkoda, że kolega Łukasz Stafiej uparcie powtarza tytuł "Gdzie w Trójmieście na ..." bo treść kolejnych relacji jest ciekawa i napisana całkiem sympatycznie.

        • 4 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.