Gdzie w Trójmieście na: tatar wołowy

19 maja 2016 (artykuł sprzed 4 lat)
Łukasz Stafiej

Gdzie w Trójmieście najlepiej podają nasze ulubione danie? Sprawdzamy i opisujemy wybrane lokale i propozycje ich serwowania. Ostatnio testowaliśmy żeberka, a w tym tygodniu kontynuujemy mięsożerny rajd kulinarny i degustujemy tatar wołowy, jedną z najbardziej charakterystycznych dla polskiej kuchni przystawek. Za dwa tygodnie w czwartek ocenimy trójmiejskie pomysły na łososia.



Na pierwszy i - jak się okazuje - najlepszy tatar trafiam do Głównej Osobowej. To jedna z najmodniejszych młodych restauracji w przeżywającej kulinarny rozkwit Gdyni. Choć przyciąga mnie tutaj ulubione danie mięsożerców, w lokalu przy ul. Abrahama panuje kulinarny egalitaryzm, a szef kuchni traktuje wegan i wegetarian z równą atencją - dania roślinne i bezmięsne nie są tylko dodatkiem w karcie, ale zajmują jej pokaźną część. Warto to odnotować, bo jest to wciąż rzadkością na trójmiejskiej gastromapie. Wczesnym popołudniem w Głównej Osobowej nie jest tłoczno. Wzmożony ruch zaczyna się tutaj przede wszystkim wieczorami, gdy goście przychodzą próbować autorskich koktajli alkoholowych. Siadam na miękkich poduchach rozłożonych na parapetach witryn okiennych i zabieram się do jedzenia kilka minut po złożeniu zamówienia.

Tutejszy tatar to wariacja na temat, choć bardzo udana i nieprzesadzona. To zresztą cecha charakterystyczna kuchni w Głównej Osobowej - podawane dania przygotowywane są w duchu kuchni autorskiej, który jednak nie dominuje nad klasycznym wykonaniem. Takie kulinarne wyważenie to dla mnie zaleta. Wołowina (sprowadzana z pniewskiej hodowli) jest tutaj posiekana grubiej, czyli tak jak wolę. Smakuje naprawdę wybornie, więc wybaczam nawet wymieszanie jej przed podaniem z dodatkami: gruboziarnistą musztardą, cebulą i ogórkiem. Wolę to zrobić sam. Rozumiem jednak pomysł szefa, bo na talerzu - oprócz klasycznego żółtka - nie brakuje innych, mniej typowych dodatków, którymi mogę zaspokoić moje potrzeby samodzielnego komponowania tatara: odrobiny galaretki ze słonego, rybnego bulionu dashi, chrupiącej kruszonki z siemienia lnianego i płatków drożdżowych i kremowego aioli kawowego. Te na pozór nieprzystające do siebie składniki świetnie uzupełniają się swoimi wytrawnymi smakami i odmiennymi teksturami. Bardzo udany i smaczny eksperyment z tatarem w roli głównej w Głównej Osobowej wcale nie jest przesadnie drogi, bo kosztuje 21 zł. Zdecydowanie warto spróbować.

Test smaku: kreatywna kuchnia w Głównej Osobowej

W Gdyni zachodzę również do Białego Wina i Owoców. Choć to lokal z zupełnie innej kategorii niż pozostałe odwiedzone podczas mojego przeglądu, nie wypadało go pominąć. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie dzięki temu - kiedyś sopockiemu, obecnie znajdującemu się pod koniec ul. Świętojańskiej - barowi z wódką i przekąskami, trójmieszczanie kilka lat temu przypomnieli sobie o tatarze. To numer jeden pod względem popularności w ofercie lokalu. Sprzyja temu przede wszystkim niska cena - porcja kosztuje tutaj raptem 9 zł (a na początku działalności jeszcze mniej).

Oczywiście przesadnie doprawione lubczykiem mięso nie jest najwyższej jakości, to prawdopodobnie gotowiec z paczki. Dodatki wyrafinowane również nie są - w zestawie do samodzielnego wymieszania dostajemy konserwowy ogórek, cebulę i marynowane grzybki pocięte w kostkę. Ale nie oszukujmy się - w takim miejscu nie o wykwintne danie chodzi, a o smaczną i prostą zakąskę. I nawet w takiej roli tatar z Białego Wina i Owoców bije na głowę cztery razy droższych konkurentów, których miałem okazję próbować. Na szybką przekąskę - najlepiej w towarzystwie dwóch kieliszków czystej - nie ma lepszej opcji.

Tatar wysokiej jakości mam zamiar zjeść w Szafarni 10 w Gdańsku i nie zawodzę się. To jedna z najciekawszych restauracji w mieście. Posiada również świetną lokalizację i aranżację wnętrza - warto zająć stolik na przeszklonym tarasie, aby mieć widok na Motławę i Długie Pobrzeże. W słoneczny dzień można siedzieć godzinami.

Podany w ciągu kilku minut tatar był perfekcyjnie przygotowany - delikatny, ale nie rozdrobniony, idealnie pokrojony z wyczuwalną fakturą kawałków mięsa. Polędwica została doprawiona gruboziarnistą musztardą i odrobinę podwędzona dymem dębowym, dzięki czemu posiada bardzo oryginalny aromat. Koneserom zasmakuje i bez dodatków. Jeśli o nich mowa, to szef kuchni postawił na tradycyjne towarzystwo: podane na porcelanowej łyżce kurze żółtko i pokrojoną w drobną kostką cebulę, ogórek i kapary ułożone warstwami w niewielkiej szklaneczce. Danie zostało podane bardzo starannie z dbałością o każdy detal. Warto jednak pamiętać, że cena tego wzorowo przygotowanego, klasycznego tatara z wysokiej jakości składników również jest wysoka - 39 zł.

Kolejna na mojej liście jest restauracja Otwarta w Garnizonie, do której wybieram się na mięsne danie trochę na przekór, pamiętając deklaracje właścicieli, którzy w początkach działalności adresowali swój lokal przede wszystkim do wegetarian. To jednak już przeszłość, bo propozycji dla mięsożerców w karcie nie brakuje. Trochę szkoda, bo lokal o podwyższonym standardzie z daniami kuchni roślinnej był ciekawym konceptem. Wiadomo jednak, że gastronomiczna nisza to niełatwy biznes - tym bardziej w takim zagłębiu kulinarnym, jakim stało się wrzeszczańskie osiedle. Mimo to Otwarta wciąż się wyróżnia. Jeśli nawet już nie ofertą, to wystrojem - w lokalu funkcjonuje minigaleria sztuki współczesnej. Dzięki temu mam na czym skupić wzrok, czekając dwadzieścia pięć minut na zamówienie. To jednak nie wina kelnerki - jest tylko jedna, a w lokalu trwa pora lunchowa.

Tatar w Otwartej jest jak dla mnie zbyt drobno posiekany. Konsystencję ratuje natomiast ciekawy aromat whisky i posmak sosu ostrygowego. Odważnie, ale mnie przekonuje. Mięso podane jest w towarzystwie pokrojonej szalotki, ogórka i marynowanych grzybków. I na tym można by już skończyć, bo tak naprawdę więcej nie potrzeba, aby surowa polędwica była udana. Niestety, szef kuchni postanowił pokazać, że modne trendy kulinarne nie są mu obce, więc na talerzu dostaję jeszcze trzy czipsy z batata i - niezapowiedziany w karcie - czips z parmezanu. To dodatki w tym towarzystwie zupełnie nieuzasadnione i niepotrzebne. Tym bardziej, że batat jest sflaczały i przesiąknięty olejem, a ser przypalony. Na szczęście, nie wpływają one na smak całości. Cena taka sama jak w Szafarni 10, czyli 39 zł. U konkurencji było jednak smaczniej.

Na koniec zostawiam sobie wizytę w sopockiej restauracji Morska, która mieści się przy ulicy o tej samej nazwie w Sopocie. To moja pierwsza wizyta w lokalu, który aspiruje do lokalnej czołówki, a jednocześnie krążą o nim skrajne opinie: od zachwytów, po wyrazy rozczarowania. Ja po spotkaniu z tutejszym tatarem fanem Morskiej niestety nie zostanę. Na obsługę nie mogę narzekać - danie zostało podane niemalże ekspresowo. Z drugiej strony, zdziwiłbym się, gdyby było inaczej - byłem jedynym klientem (a pora była obiadowa). Choć było pusto, atmosfera nie była najgorsza - lubię takie zaciszne miejsca na uboczu głównych miejskich traktów. To tyle, jeśli chodzi o pozytywne wrażenia.

Posiekana do postaci mięsnej pulpy polędwica w Morskiej zalatywała nieświeżością - nie była zepsuta, ale na pewno nie była również pierwszej świeżości. Desperacko ratowałem się świeżym pieprzem, bo na dodatki nie miałem co liczyć - smętny ogórek i cebulka oraz trzy kawałki marynowanych smardzów nie zatarły kiepskiego pierwszego wrażenia. O kompozycji dania nie ma co się rozpisywać - ulokowane w centrum talerza żółtko jajka podane na czerstwym, a zarazem zwilgotniałym kawałku bułki to pomyłka. Zapłaciłem 35 zł.

Test Smaku: Morska wymaga kilku szlifów


A wy gdzie jadacie swój ulubiony tatar w Trójmieście? Czekamy na wasze rekomendacje w komentarzach - piszcie, gdzie zjeść lepiej, inaczej, smaczniej czy taniej, a których miejsc unikać.
Gdzie jadasz tatar wołowy?
5%

w jednym z opisanych w artykule miejsc

22%

w lokalu, o którym nie wspomniano

45%

wyłącznie w domu, swoim lub znajomych

10%

bardzo lubię tatar, więc jadam go wszędzie

18%

w ogóle nie jadam tataru

zakończona

łącznie głosów: 270