stat

Uczta na molo podczas Slow Fest Sopot

26 czerwca 2016 (artykuł sprzed 3 lat)
Ewa Palińska

Zobacz naszą relację z 4. Slow Fest Sopot.



Już po raz czwarty sopockie molo stało się miejscem kulinarnej uczty. Za dwustumetrowym stołem rozstawili się restauratorzy, serwując festiwalowym gościom potrawy z różnych stron Europy i świata. Tłumów nie było, dlatego każdy w spokoju mógł nie tylko skosztować wybranej potrawy, ale również porozmawiać z szefami kuchni, ekspertami czy zaopatrzyć się w produkty regionalne.



Slow Fest Sopot to miejsce dla smakoszy. Przy dwustumetrowym stole, rozstawionym na molo, można bowiem nie tylko spróbować unikatowych potraw, przygotowanych specjalnie na tę okazję, ale również zasięgnąć wiedzy na ich temat i porozmawiać z ekspertami. Można także zaopatrzyć się w produkty regionalne oraz sprawdzić, do której z wystawiających się restauracji warto wybrać się w przyszłości.

Po ubiegłorocznej odsłonie imprezy pojawiły się wprawdzie zarzuty, że Slow Fest to nie tyle festiwal jedzenia, co targi gastronomiczne, podczas których restauratorzy chcą jak najlepiej zareklamować swoje usługi. Jest w tym sporo prawdy, co jednak nie zmienia faktu, że osobom odwiedzającym w sobotnie południe sopockie molo taki targowy charakter imprezy odpowiadał. Po degustacji, jeśli jedzenie im smakowało, chętnie wracały aby uzyskać dodatkowe informacje i zabrać ulotkę informacyjną.

Karnet degustacyjny kosztował 30 zł (plus koszt biletu wstępu na molo dla wszystkich spoza Sopotu) i upoważniał do skosztowania sześciu potraw z ogromnego i różnorodnego menu, przygotowanego przez wystawców. W jednym miejscu kuszono smakowitą paellą z owocami morza, panierowanymi kalmarami, czy grillowanymi krewetkami. Nieco dalej serwowano lody i wymyślne desery, różnorakie zupy, przekąski, grillowaną sielawę z młodymi ziemniakami, swojskiego śledzika i wiele innych. A wszytko przygotowane w zgodzie z ideą slow food.

Festiwalowi goście nie kryli swojego zadowolenia. Chwalili wystawców za różnorodność i kreatywność, zachwycali się smakiem potraw, ale przede wszystkim cieszył ich fakt, że choć zainteresowanie imprezą było spore, to jednak nie było tłumów. Dzięki temu można było wziąć kucharzy w krzyżowy ogień pytań, a po wyborze potrawy skorzystać z ławki, rozstawionych stołów czy wygodnie rozsiąść się na samym molo.

Organizator, Wojciech Radtke, życzyłby sobie, aby festiwalowy stół każdego roku robił się coraz dłuższy. Podczas tegorocznej edycji Slow Fest Sopot wystawców było znacznie więcej niż w roku ubiegłym, a że zwiedzającym impreza przypadła do gustu, to szanse na wydłużenie stołu w lachach kolejnych wydają się spore.