Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

28 listopada 2020, 8:00
Julia Rzepecka

Jedna trzecia przychodu - nawet taką część pobierają od restauratorów popularne platformy dostarczające jedzenie. Trójmiejscy właściciele restauracji szukają więc sposobów na dowożenie posiłków na własnych zasadach. Za pomocą pośrednika czy własnymi siłami?



Jedzenie na telefon w Trójmieście


Wprowadzone miesiąc temu obostrzenia zakazały stacjonarnej działalności branży gastronomicznej. Restauracje, pizzerie, bary i puby mogą działać teraz wyłącznie przez zamówienia na wynos.

Przez pandemię koronawirusa znacznie częściej zamawiamy online niż dotychczas. Popularne są aplikacje, które łatwo i szybko umożliwiają wybranie i opłacenie ulubionych dań. Jednak część restauratorów rezygnuje ze współpracy z dużymi platformami, ponieważ okazuje się, że jest to nieopłacalne.

- Zrezygnowaliśmy z pośredników i teraz bazujemy tylko na własnych kierowcach - mówi Katarzyna Chamerska z Hashi Sushi. - Kiedy korzystaliśmy z usług firm dowozowych, prowizje były rzeczywiście duże i też często jakość dostawy była niesatysfakcjonująca. Jak to bywa w przypadku takich firm, jedzenie było dowożone przez kurierów rowerem, a sushi "nie lubi" wstrząsów. Często przeszkodą była pogoda. Gdy było deszczowo, kurierzy byli niedostępni, a my mieliśmy zamówienia, których nikt nie odbierał. Goście się denerwowali na nas, a nie na tego, kto w tym pośredniczył. Zdecydowaliśmy się na zewnętrzną firmę dowozową, swoich kierowców i to się sprawdza.
Niektóre lokale korzystają z firm kurierskich, a nawet... taksówek.

- Mamy prywatnego dostawcę, jednak nie zawsze jest dostępny, dlatego korzystamy też z zewnętrznej firmy kurierskiej DeliGoo - mówi Patrycja Markiewicz z Koku Sushi. - Musimy też oczywiście za to dopłacać, więc w pewnym stopniu dokładamy ze swojej kieszeni, jednak jest to wygodna opcja. Oczywiście najlepiej mieć swojego kierowcę, ale zdarza się, że kiedy jest dużo zamówień, nie możemy czekać, zanim wróci. Największy ruch oczywiście jest w weekendy, piątkowe i sobotnie wieczory. Zdarza się nawet, że jeśli nie mamy innego wyjścia, dowozimy posiłki taksówkami. To oczywiście wychodzi najmniej korzystnie, ale zawsze jest taka opcja.

Cykl: Jemy na mieście



Jak mówią gastronomicy, duże platformy pobierają znaczną prowizję, która sprawia, że taki model może stać się nieopłacalny. Możliwość własnego dowozu przedsiębiorcy traktują również jako szansę na reklamę.

- Od początku działalności zdecydowałam się na swój własny dowóz, nie korzystam z żadnych pośredników - mówi Karolina Krzemień, właścicielka Pizzerii Stopiątka. - Zadecydowała tutaj kalkulacja. Jeżeli przeliczy się, ile bierze pośrednik, jaki to jest procent od każdego zamówienia, bo to rzeczywiście jest od 30 do 40 proc. lub za każdy dowóz i kilometrówkę, wtedy wychodzi to nieopłacalnie dla lokalu. Moim zdaniem może się to sprawdzać w przypadku zamówień za bardzo dużą kwotę, ale na pewno nie w przypadku zamówień za 40 czy 50 zł. Wtedy właściwie wszystko to, co lokale zarabiają, muszą oddać pośrednikowi. Może są w stanie się z tego jakoś utrzymać, ale jest to funkcjonowanie naprawdę na granicy. Jeżeli mają dobry produkt i dobre składniki wysokiej jakości, które nie są tanie, to niestety przełoży się na to, że nie będą w stanie się wypłacić. Wtedy też stawki dla pracowników są niskie, bo nie ma z czego im więcej zapłacić. My korzystamy z własnych samochodów i mamy swoich kierowców. To funkcjonuje bardzo dobrze. Nasze auta są nowe, oklejone, co jest dla nas dodatkową reklamą. Zdarza się, że z rejonu, gdzie dowoziliśmy pizzę, po niedługim czasie pojawiają się nowe zamówienia.
Czytaj też: Bary i puby komentują obecną sytuację

Jak się okazuje, współpracę z platformami można też prowadzić tylko częściowo.

- Każdy musi zdecydować sam i wyliczyć, co mu się bardziej opłaca - mówi Paweł Olszówka z Ostro. - My korzystamy z Ubera, z Pyszne.pl, będziemy korzystali z Glovo. Rzeczywiście prowizja jest na poziomie 30 proc., ale taka sytuacja jest wtedy, kiedy korzysta się z ich usługi całkowicie, to znaczy z portalu oraz z kierowców. Można też korzystać z ich portalu, ale mieć swoich kierowców i wtedy prowizja spada do 13 proc.. Trzeba patrzeć też na to od strony marketingowej. Oni mają bardzo dużą bazę klientów, są znani. Postanowiliśmy więc w Ostro się przeorganizować i pracownicy, którzy nie mają teraz w ogóle zajęcia, pracują jako kierowcy. W tej sytuacji nie ma idealnego rozwiązania. Trzeba po prostu zastanowić się, co jest najkorzystniejsze. My się mieścimy przy Długim Pobrzeżu, nie jesteśmy więc typową pizzerią, która może rozwozić posiłki po dużym osiedlu. Ogromna liczba mieszkań na uliczkach Głównego Miasta stoi pusta. Nawet roznosząc ulotki w najbliższym otoczeniu, nie wiemy, czy nie wrzucamy informacji do niezamieszkanych lokali.
- My też wozimy we własnym zakresie - mówi Jakub Głodkiewicz z restauracji White Marlin. - Ciężko powiedzieć, czy to jest bardziej opłacalne, po prostu wykorzystujemy w ten sposób nasze zasoby ludzkie. Nasi pracownicy mają też wtedy co robić. Nie próbowaliśmy nawet wchodzić we współpracę z pośrednikami.
- Najlepiej odbierać zamówienia osobiście bądź zamawiać bezpośrednio u restauratora - mówi Przemysław Małek z NOI pizza i wino. - To najprostszy sposób, żeby wesprzeć ulubioną restaurację. Przy wysokiej prowizji, a do tego koszcie pracownika, towaru i innych towarzyszących opłatach, korzystanie z operatora nie przynosi restauracji żadnego dochodu, jedynie szerszą reklamę.
4
miejsce: Pizzerie
w rankingu Pizzerie
NOI pizza i wino
Gdańsk, Obrońców Wybrzeża 3C/U13-14
8.8/10
+ Oceń

Klienci zamawiają przez aplikacje przede wszystkim ze względu na wygodę. Chwalą szybkość oraz możliwość śledzenia zamówień na mapie GPS.

- Jedzenie przyjeżdża ciepłe często w ciągu pół godziny, a kiedy zamawiam bezpośrednio z restauracji, nieraz czekam godzinę albo znacznie więcej. Wtedy posiłki są już zimne, czasem przyjeżdża nie to, co zamawiałem. Bardzo chcę wspierać restauracje, ale zdarza się, że aplikacje są po prostu znacznie sprawniejsze - mówi Marcin, mieszkaniec Gdańska.
Jeszcze inaczej radzi sobie Bimbeer Sklep, który na co dzień sprzedaje napoje alkoholowe i browar rzemieślniczy.

- My jako sklep korzystamy z pośredników bardziej jako ze sposobu na marketing niż jako źródła dużego dochodu - mówi Piotr Zeszutek z Bimbeer Sklepu. - Samo rozwożenie alkoholu nie jest łatwe do zorganizowania ze względu na przepisy prawa, ale Glovo sobie z tym radzi. Ze względu na współpracę z Browarem Inne Beczki, który ma wewnętrzną umowę z Glovo, możemy sprzedawać tylko piwa z Innych Beczek, natomiast mamy też alkohole wysokoprocentowe, wina oraz napoje. Od kilku dni uruchomiliśmy również dowóz do domu, który jest u nas darmowy przy zamówieniach od 50 zł, głównie na terenie Sopotu i okolic, a dostarczamy w przeciągu 24 godzin. Zdecydowanie widać spadek sprzedaży, dlatego staramy się też przyciągać klientów na różne sposoby. Działa u nas tak zwana "adopcja" książek, a nawet współpracujemy z pracownią cukierniczą.
Jak często zamawiasz jedzenie przez aplikacje?
14%

przynajmniej raz w tygodniu

11%

kilka - kilkanaście razy w miesiącu

23%

raz na jakiś czas

16%

raczej rzadko, tylko w wyjątkowych sytuacjach

36%

w ogóle nie zamawiam w ten sposób

zakończona

łącznie głosów: 1079