10 najciekawszych eksponatów z muzeów w Trójmieście

6 marca 2017 (artykuł sprzed 3 lat)
Aleksandra Lamek

Większość z nas marzy, by choć raz uśmiechnąć się na żywo do Mona Lisy, pogłaskać dinozaura z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie albo zachwycić się malarstwem Goyi w Prado. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że niemal pod nosem mamy mnóstwo unikatowych na skalę światową obiektów, do których tak chętnie pielgrzymują turyści? Zgodnie z hasłem "Cudze chwalicie, swego nie znacie" przedstawiamy najbardziej fascynujące, cenne i oryginalne eksponaty z trójmiejskich muzeów. Wybór subiektywny.



"Sąd ostateczny" Hansa Memlinga, Muzeum Narodowe w Gdańsku, Oddział Sztuki Dawnej
Nie można zacząć tego zestawienia inaczej: "Sąd Ostateczny" to jeden z tych obrazów, o których słyszał każdy. Pod względem wartości porównywalny z "Damą z gronostajem" Leonarda da Vinci, od wielu lat jest perłą w zbiorach gdańskiego Muzeum Narodowego. Zanim jednak tu trafił, przebył długą i trudną drogę. Wykonany na zamówienie zamożnego włoskiego bankiera, miał trafić do florenckiego kościoła Badia Fiesolana, jednak podczas transportu do Italii został zdobyty przez gdańskiego kapra Pawła Beneke i w efekcie stał się ozdobą kościoła Mariackiego. W erze napoleońskiej trafił do Luwru, potem do Berlina, a następnie znów do Gdańska. Podczas II wojny światowej dzieło Memlinga wywieziono w głąb Rzeszy, a potem stało się łupem Armii Czerwonej i było eksponowane w leningradzkim Ermitażu. Ostatecznie słynny tryptyk wrócił do Gdańska w 1956 roku. Dziś jest najcenniejszym obiektem w kolekcji Muzeum Narodowego w Gdańsku, cieszącym się niesłabnącym zainteresowaniem turystów z całego świata.

Jaszczurka Gierłowskiej, Muzeum Bursztynu
W bogatym zbiorze niezwykłych obiektów z Muzeum Bursztynu jest obiekt absolutnie unikatowy, który przez lata stał się niemal ikoną gdańskiego muzeum. To Jaszczurka Gierłowskiej, czyli około pięciocentymetrowa bryłka bursztynu bałtyckiego, w której zanurzona jest zmumifikowana jaszczurka. To jedyny taki okaz w Polsce i drugi na świecie. 20 lat temu uwięzioną w żywicy jaszczurkę znalazła podczas spaceru w lesie na Stogach gdańska bursztynniczka, Gabriela Gierłowska. Dzięki temu, że bryłka bursztynu odznacza się dużą przejrzystością, można dokładnie obejrzeć wszystkie detale stworzenia, które tkwi w nim od... 40 mln lat.

Kabinet z bursztynu, Muzeum Bursztynu
Drugim niezwykle cennym obiektem w kolekcji Muzeum Bursztynu jest kabinet Johanna Georga Zernebacha z 1724 roku. To wykonana z zadziwiającą precyzją miniatura barokowej gdańskiej szafy, która służyła do przechowywania dokumentów, pieniędzy, biżuterii lub cennych przedmiotów. Obiekt jest tym bardziej wyjątkowy, że znajdziemy na nim pełną sygnaturę mówiącą nie tylko o tym, kto jest jego autorem, ale także kiedy i gdzie został wykonany. Sygnaturę, pisaną czarnym tuszem, mistrz ukrył na drewnianym elemencie konstrukcyjnym, który widoczny jest jedynie po demontażu zwieńczenia.

Wielki Piec, Dwór Artusa
Na trasie turystów odwiedzających Gdańsk obowiązkowym punktem jest Dwór Artusa. Nie bez powodu - to jeden z najbardziej reprezentatywnych zabytków, kryjących w swoim wnętrzu mnóstwo ciekawostek. Jedną z nich jest niewątpliwie wysoki na ponad 10 metrów Wielki Piec, zbudowany w latach 1545-46 przez mistrza zduńskiego Georga Stelznera. W XVIII wieku fryz cokołu ozdobiono marmurową płaskorzeźbą przedstawiającą nie do końca odzianego mężczyznę oglądającego w lustrze własne pośladki. Postać ta nosi imię Dyla Sowizdrzała, który według legendy miał odwiedzić Dwór Artusa. Z kaflem Sowizdrzała związany jest rubaszny gdański żart. Odwiedzających po raz pierwszy Dwór Artusa proszono tradycyjnie o objęcie podstawy Wielkiego Pieca rozpostartymi rękoma. Podczas gdy delikwent daremnie trudził się, by rozciągnąć ramiona dostatecznie dla dotknięcia krawędzi podstawy pieca, mimowolnie przyciskał twarz do obnażonych pośladków Sowizdrzała, na co odpowiedzią były salwy śmiechu obserwujących owe piecowe zmagania stałych bywalców Dworu.

Barokowa szafa gdańska, Dom Uphagena
Barokowa szafa sieniowa, którą możemy podziwiać w Domu Uphagena, to wyjątkowy mebel z długą historią. Jej pierwszym nabywcą był Friedrich Ludwig von Ziegler und Klipphausen (1747-1831), właściciel dóbr w Botowie (Botha) i Choszczowie (Soczewo), w pobliżu Mrągowa. Przez cały XIX w. pozostawała w rodzinnych dobrach. Burzliwy czas wojny przetrwała bez żadnych uszczerbków, a wiele lat później dzięki ofiarności jej współczesnego właściciela, profesora Hartmuta Kirchheima z Heidelbergu, została przekazana do zbiorów Muzeum Historycznego w Gdańsku. Ten masywny mebel był charakterystycznym elementem wyposażenia domów bogatych mieszczan. Obecnie gdańskie szafy sieniowe należą do rzadkości, na polskim rynku antykwarycznym pojawiają się bardzo rzadko. W gdańskich zbiorach muzealnych znajduje się zaledwie kilka tego typu zabytków.

"Widok sopockiej plaży" Józefa Czapskiego, Muzeum Sopotu
W zbiorach Muzeum Sopotu, podzielonych na artystyczne i historyczne, znajdują się przede wszystkim przedmioty związane z historią kurortu. Muzeum zbiera pocztówki, mapy, fotografie, dokumenty, plakaty, meble, rzemiosło artystyczne, stroje i dodatki do nich, malarstwo - wszystko to związane jest z Sopotem i regionem Pomorza Gdańskiego. Jednym z najcenniejszych obiektów ze zbiorów artystycznych jest obraz olejny zatytułowany "Widok sopockiej plaży" namalowany przez Józefa Czapskiego w 1937 r. Muzeum Sopotu  kupiło obraz w 2009 roku na aukcji zorganizowanej przez Sopocki Dom Aukcyjny. Obraz ten - podobnie jaka cała kolekcja tego muzeum - jest pokazywany na wystawach czasowych.

Mahoniowa chłodziarka do wina, Muzeum Sopotu
W zbiorach sopockiego muzeum znajduje się między innymi niezwykle cenna dla sopockiego muzeum spuścizna po Ruth Koch z domu Claaszen, córce Ernsta Augusta Claaszena, pierwszego właściciela willi, w której obecnie mieści się Muzeum Sopotu. W jej skład wchodzą między innymi albumy fotograficzne rodziny Claaszen, portret pierwszej żony Ernsta - Agnes Wendt, wyprawa ślubna Ruth i meble - tutaj na szczególną uwagę zasługuje angielska, mahoniowa chłodziarka do wina datowana na okres 1780 - 1800.

List miłosny z Bremy, Muzeum Emigracji w Gdyni
Zbiory Muzeum Emigracji w Gdyni składają się głównie z przedmiotów opowiadających o losach ludzi, którzy z różnych przyczyn musieli opuścić własny kraj. Wśród nich znajduje się niezwykły list na blankiecie niemieckiego biura podróży F. Missler Bremen, które od 1881 roku specjalizowało się w przewożeniu emigrantów z Polski i krajów sąsiednich do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Na papierze obok nazwy firmy widoczne jest przedstawienie statku Kaiser Wilhelm II. Jak wynika z nagłówku listu pisany był on w Bremie 29 stycznia 1912 roku. Jego autorką była młoda dziewczyna, która w tym właśnie czasie wyemigrowała z Polski. Adresatem listu był Adam Fuks, wówczas 21-letni mężczyzna, którego córka, Maria Jopyk, przeszło sto lat później przekazała list do Muzeum Emigracji w Gdyni. Sądząc po formie, w jakiej zaczyna korespondencję autorka ("W imję Ojca i Syna [...] i Ducha świętego[...]" była, podobnie jak wielu emigrantów z Polski w tamtym czasie, osobą bardzo religijną. Zdanie "Dopuki me Serce ciebie nie zobaczy, Dotąt będę żyła we wielkiej rozpaczy" i inne wskazują, że była zakochana w adresacie listu. Nie znamy dalszych losów tej dziewczyny. Adam Fuks ożenił się jakiś czas później i co ciekawe, jego syn, Jerzy Fuks, też wyemigrował do Ameryki, tyle że 50 lat później.

Maszyna do szycia rodziny Ficów z 1938 roku, Muzeum Miasta Gdyni
Muzeum Miasta Gdyni na nowej wystawie stałej zaprezentowało kilkadziesiąt eksponatów pozyskanych od gdynian, m.in. maszynę do szycia firmy PFAFF, kupioną krótko przed wojną przez Karola Fica. Kiedy w Gdyni rozpoczęły się wysiedlenia, którym towarzyszyły rygorystyczne przepisy mówiące o tym, co wolno ze sobą zabrać, a co trzeba zostawić, Karol Fic rozebrał maszynę na części, by członkowie rodziny mogli poukrywać je w swoich tobołkach. Każdy z ośmiorga domowników otrzymał fragment mechanizmu. W ten sposób udało się nielegalnie wywieźć maszynę. Najmłodszy z dzieci, sześcioletni Jerzy, "swoją" część maszyny wyniósł z domu w poduszce. Gdy rodzina Ficów dotarła na miejsce przeznaczenia złożyli ją z powrotem, dzięki czemu w czasie wojny mieli źródło utrzymania. Prezentowana na wystawie maszyna może więc być metaforą trudnych losów gdynian w czasie wojny.

Sukienka Ireny Ożóg-Orzegowskiej, Muzeum Miasta Gdyni
W Gdyni życie kobiet marynarzy toczyło się w rytmie przyjazdów i wyjazdów mężów lub partnerów, a długie miesiące rozłąki i tęsknoty przeplatały się z krótkimi okresami wspólnego życia na lądzie. Nie każdy związek przetrwał taką próbę. Trudne życie marynarskich rodzin osładzały przywożone z całego świata podarki i egzotyczne wakacje, na które marynarze chętnie zabierali swoje żony i dzieci. W czasie podróży z mężem marynarzem, na pokazie mody w Hotelu Hilton w Kairze, Irenę Ożóg-Orzegowską zachwyciła błyszcząca złota spódnica z czarną atłasową szarfą w pasie. Mąż kupił jej tę oryginalną kreację wraz z kuponem złotej, plisowanej folii, z której zaprzyjaźniona krawcowa z Sopotu uszyła stanik i połączyła ze spódnicą, tak by powstała sukienka. Tę niezwykłą kreację można oglądać na wystawie stałej w Muzeum Miasta Gdyni.