stat

Bardzo udany debiut. Po premierze "Kra, kra, kra, czyli zwierzęta na lodzie"

15 października 2019, 11:00
Magdalena Raczek

W niedzielę w Teatrze na Plaży w Sopocie odbyła się prapremiera spektaklu "Kra, kra, kra, czyli zwierzęta na lodzie" w reżyserii Tomasza Valldala-Czarneckiego, wg scenariusza Szymona Jachimka. Spektakl przygotował Teatr Komedii Valldal. Ta produkcja to swoista wisienka na premierowym torcie teatralnym, jaki w miniony weekend mieliśmy okazję zobaczyć, co zapowiadaliśmy wcześniej w tekście Teatralna kumulacja w Trójmieście: 6 premier w 3 dni.



Istniejący od pięciu lat i działający w Trójmieście Teatr Komedii Valldal postanowił zaprezentować efekt dwuletniej pracy warsztatowej dzieci z najmłodszej swojej grupy - grupy mini (wykonawcy w wieku 5-8 lat). Dla większości z nich udział w prapremierowym spektaklu pt. "Kra, kra, kra, czyli zwierzęta na lodzie" był debiutem na scenie. Trzeba w tym miejscu powiedzieć od razu - bardzo udanym debiutem.

Spektakle dla dzieci w Trójmieście


- Najważniejszy jest dla nas nurt warsztatowy i zajęcia z młodzieżą. To nasza codzienność i nasza pasja. Praca z dziećmi i młodzieżą nas spełnia - temu poświęcamy najwięcej energii i z tego czerpiemy największą frajdę - zapewniał sam reżyser, Tomasz Valldal-Czarnecki, w udzielonym dla nas wywiadzie.
Nietrudno tę pasję, spełnienie, frajdę i energię zauważyć - to króciutkie, niespełna półgodzinne przedstawienie, przygotowane przez młodych adeptów sztuki, ale pod wyraźnym czujnym i profesjonalnym okiem twórców dorosłych, wręcz kipi świeżością, pozytywną energią, naturalnością i zaangażowaniem, których próżno by szukać w niejednym teatrze zawodowym.

Historia napisana przez Szymona Jachimka, choć - jak sam podkreślił w przemówieniu po premierze - fabułę wymyśliły dzieci podczas warsztatów, a on jedynie ubrał ją w dramaturgiczną całość, jest z jednej strony bardzo prosta, z drugiej - pełna różnych wątków, refleksji i niesie bardzo czytelne przesłanie proekologiczne.

Przeczytaj także: Tomasz Valldal Czarnecki - robię teatr na własnych zasadach

Poznajemy w niej misia polarnego, który pewnego dnia budzi się na krze, jaka oderwała się od lądolodu z powodu efektu cieplarnianego. Niedźwiedź płynąc na tej krze w poszukiwaniu jedzenia, trafia do dżungli i spotyka tam przeróżne zwierzęta. Z nimi z kolei wędruje dalej, m.in. dociera na pustynię. Podróż ta - swoiste odkrywanie świata przez misia - jest oczywistą metaforą życia, poszukiwania siebie i swojego miejsca w świecie. W dziwnym świecie zaśmieconym przez ludzi, w którym zaburza się naturalny ekosystem.

Jednakże nie jest to opowiedziane ani pompatycznie, ani zbyt poważnie, ale tak, by zarówno forma, jak i treść były czytelne dla najmłodszych widzów, a jednocześnie atrakcyjne dla ich rodziców. Myślę, że to się w pełni udało, dlatego że tekst Jachimka - pełen różnych słów i zwrotów, niekoniecznie zawsze zrozumiałych dla młodych aktorów - jest pełen polotu i skrzy dowcipem (teksty typu: "Wicher szalał jak dorośli na urlopie").

Czasem zabawne jest to, że wykonawcy wypowiadają mądre słowa (jak np. "empatia") lub skomplikowane zdania (np. opinie na jakiś ważny temat), ale dystansują się jednocześnie do tego (jak dzik w jednej scenie przyznający: "Sam nie wiem"). Dlatego nie ma poczucia, że dzieciaki recytują lub używają języka dorosłych (choć w istocie tak jest, bo tekst jest dojrzały, w ogóle nie infantylny), którego nie rozumieją.

Bardzo ważną rolę w tym procesie pełni zabawa - w zasadzie cały spektakl jest utrzymany w konwencji zabawy. Nie ma tu miejsca na dosłowność czy realistyczne rekwizyty - wszystko ma formę gry, zabawy, udawanki, a może nawet właśnie wręcz czegoś na kształt zabawy w teatr.

Przeczytaj także: Szczotka, wiertło i niesforne łobuziaki. O spektaklu "Bakteriusz i Próchniak"

Mamy zatem umowną scenografię (białe parawany uszyte z kołder, białą podłogę, na której leżą poduchy pełniące rolę kry, a potem wysypiska śmieci), piękne bajkowe kostiumy (zwierzaki są niczym uszyte pluszaki - ubrane w kolorowe kombinezony), nastrój i miejsca akcji budowane są jedynie zmieniającym się światłem i muzyką (typowa magia teatru). Dodatkowo jest to wzmacniane ruchem scenicznym (np. wędrówka zwierząt pokazana jest chodzeniem w kółko), a także podkreślone odpowiednikami postaci w formie maskotek, które w jednej ze scen płyną prowadzone przez dzieci.


Wypada tu docenić pracę scenografki - Moniki IKI Wójcik, która stworzyła dla młodych aktorów wspaniałe kreacje zwierzaków - nie ma w nich ani cukierkowatości, ani przerysowania czy kiczowatości, za to zachwycają doborem barw i wyważeniem. Są zaprojektowane ze smakiem, w sposób przemyślany i bardzo gustowny. Całość dopełnia charakteryzacja (Ewelina Antosz, Zuzanna Marcińska) - wykonawcy mają pomalowane buzie tak, by oddawało to w jakiś sposób wygląd danego zwierzęcia.

Jeśli chodzi o aktorów, to mi osobiście najbardziej przypadła do gustu rola misia polarnego w wykonaniu Michaliny Koniarskiej (świetna dykcja, bardzo duża swoboda na scenie i jednak największy ciężar roli), ale wszyscy zagrali wspaniale i prezentowali się w swych zwierzęcych strojach znakomicie: lis (Pola Jęczeń), bardzo zabawny dzik (Lena Lipkowska), gibon (Jana Jachimek), tygrys (Zuzanna Brzeska), żyrafa (Aleksandra Szczepkowska), rozbrajający pingwin (Anastazja Tomaszewska), przepiękna ośmiornica (Matylda Zych), papuga (Zofia Kapela), pszczoła (Maja Górecka), flaming (Olena Bach). Wielkie brawa dla całej ekipy, którą wspierali również starsi wychowankowie Teatru w bardzo udanej scenie z ludźmi.

O tym spektaklu można powiedzieć bardzo dużo, ale można także powiedzieć krótko - to naprawdę kawał dobrego teatru w świetnym wydaniu. Zaangażowany, mądry, zabawny, wzruszający i na poziomie. Prosimy więcej takich produkcji!