Biurka pisarzy: gdzie lubią pracować trójmiejscy literaci?

11 sierpnia 2020, 7:00
Magdalena Raczek

Masywne drewniane biurko z wypolerowanym na wysoki połysk blatem, wyjęte niemal prosto ze sklepu ze starociami. Na nim toporna maszyna do pisania, koniecznie z wkręconą do środka czystą kartką, może zapisaną do połowy, albo lepiej - kałamarz wypełniony atramentem i wetkniętym weń piórem. Do tego ogromna sterta różnych papierzysk i książek, kubki lub filiżanki z kawą albo herbatą, a wszystko oświetlone zabytkową lampą. Całość spowija papierosowy dym. Czyż nie tak zazwyczaj wyobrażamy sobie miejsca pracy pisarzy? Sprawdziliśmy, jak to naprawdę wygląda, zaglądając do gabinetów trójmiejskich twórców.



Recenzje książek z Trójmiasta



Biurka nie istniały zawsze. To dość nowy wynalazek. Pierwsze pulpity do pisania pojawiły się w XIV-wiecznych klasztorach. Dopiero 300 lat później europejscy władcy i arystokraci zaczęli używać mebli, które nieco przypominają dzisiejsze biurka. Poprzedzały je jednak komody, które służyły do wielu celów, m.in. do pisania. Biurka przez stulecia zmieniały swój kształt, wielkość i materiał, z jakiego były wykonane, lecz w zasadzie od początku po dziś dzień służyły w jednym celu - do szeroko pojętej pracy "biurowej".

Wydawać by się mogło, że oczywistym miejscem pracy pisarza jest własny gabinet albo chociaż kąt z pięknym biurkiem właśnie, może nie aż tak staroświeckim, jak to powyżej opisane, ale jednak - meblem, który służy za główny element pisarskiego świata. Nic bardziej mylnego. Co prawda, wielu twórców wciąż biurek używa i ma na nich artystyczny nieład albo wręcz koszmarny bałagan, inni zaś preferują sterylny wręcz porządek. Niektórzy nadal zasiadają do niego, by pisać długopisem albo posługują się piórem. Jednak odkąd maszyny do pisania zostały zastąpione komputerami, większość literatów korzysta z nowoczesnych technologii. Dziś, w erze cyfrowej, konieczność posiadania biurka nie jest już wcale taka oczywista. Wszak wystarczy laptop na kolanach albo nawet internetowa chmura. Gdzie zatem najchętniej pracują współcześni pisarze?

Biurkowi tradycjonaliści



Zacznijmy od biurkowych tradycjonalistów, do których zaliczyć można gdańską pisarkę Emmę Popik, autorkę powieści "Królowa Salwatora", która pamięta jeszcze doskonale pisanie na maszynie i kalkowanie. W dodatku pani Emma należy do wyznawców porządku w miejscu pracy, bo - jak sama mówi - potrzebuje porządku i symetrii.

- Mam swoje stałe miejsce pracy: to moje biurko. Jak widać na zdjęciu, stoi na nim tylko komputer. Nie leży żaden przedmiot, nic. Lubię, gdy tak jest. Nie wiem, czy przedmioty rozpraszałyby moją uwagę, potrzebuję porządku i symetrii. Kiedy mam zacząć pisać, wycieram kurz z biurka i komputer. Pokój jest dosyć pusty, stoją tylko dwie półki z książkami, wąska szafka, a pod ścianą duża szafa na ubrania. Meble są czarne, ściany białe, dywan czerwony i poduszka na krzesło również czerwona. Po lewej stronie jest okno, a za nim ulica cała w zieleni i w kwiatach. Gdy piszę, czasami odwracam głowę i wzrok leci daleko. Lubię przestrzeń, pewnie dlatego w pokoju jest niewiele przedmiotów. Pod oknem stoi rower stacjonarny. Robię częste przerwy na ćwiczenie. Gdy piszę, obok krzesła zawsze leży moja suczka. Jest biała oczywiście, ma czarny nos i czerwoną obrożę. Kiedyś pisałam na maszynie, komputerów jeszcze nie wymyślono, przynajmniej domowych. Wydawnictwa życzyły sobie, by przysyłać maszynopis w trzech egzemplarzach, należało pisać przez kalkę. Pewnie niewiele osób zna taką rzecz. Nie wiem, czy można jeszcze to kupić. Mam w kredensie cały blok, zachowany na pamiątkę i świadectwo. Kiedyś po lewej stronie maszyny leżał wysoki stos kartek do przepisania, a po prawej niższy, już przepisanych. Ledwo mnie było widać spoza stosów. Mój synek, doskonale się orientujący w trendach, powiedział: "Mamo, kiedyś na twoim biurku będzie stał tylko komputer". Pomyślałam: "Ale ma fantazję". Ale miał rację - wspomina Emma Popik.

Domowa biblioteczka - modna czy nie? Zaglądamy do zbiorów trójmiejskich pisarzy



Podobnie zwolennikiem ładu i ascezy w sprawach biurkowych jest autor poczytnych kryminałów, tj. "Boska proporcja", "Materiał ludzki" czy "Białe kłamstwa" - Piotr Borlik, który przyznaje, że u niego biurko odzwierciedla jego podejście do pisania.

- Praca w fabryce Sharpa nauczyła mnie skrupulatności i dbania o porządek w miejscu pracy. Tak jak na hali produkcyjnej, tak na biurku wszystko musiało mieć swoje oznaczone miejsce. Taśmami określonego koloru wyznaczałem miejsce na komputer, mysz, klawiaturę oraz pojemnik na dokumenty (starannie opisany i zawierający wyłącznie aktualne raporty). Nic więcej znaleźć się tam nie mogło. Teraz wprawdzie nie oklejam biurka, ale nawyki, by przestrzegać porządku, pozostały. Moje biurko odzwierciedla podejście do pisania. Mając 193 cm wzrostu (tyle co Harry Hole, przypadek? Nie sądzę.), zawsze garbiłem się przy normalnym biurku, dlatego urządzając gabinet, skorzystałem z rady fachowca, który określił idealną wysokość blatu, i zamówiłem biurko na wymiar. Pomimo sporej powierzchni nie znajduje się na nim wiele rzeczy: Komputer, lampa, szklana misa z sukulentami, bezprzewodowa mysz, trzy ametysty stanowiące ułamek kolekcji minerałów rozmieszczonej po całym mieszkaniu, notes, długopis i podkładka pod kubek z kawą, który regularnie uzupełniam. Nic więcej nie potrzebuję, a dodatkowe przedmioty niepotrzebnie by mnie rozpraszały. Dlatego też biurko pozbawione jest szuflad, których jestem zagorzałym przeciwnikiem, widząc w nich przechowalnię rupieci. To, co najważniejsze, znajduje się nad biurkiem. Są to tablice korkowe, na których zamieszczam podobizny bohaterów opisywanej aktualnie powieści. Oprócz podstawowych informacji, takich jak wiek czy cechy charakteru, umieszczam tam też karteczki samoprzylepne zawierające informacje o zadaniu, które dany bohater ma wykonać, lub pytanie, które go dręczy, żeby ta informacja nie wypadła mi z głowy podczas pisania - wyznaje Piotr Borlik.

Pochwała prostoty: biurko idealne



Między biurkiem a łóżkiem



Zapewne tradycjonaliści biurkowi załamują ręce na widok osób pracujących z komputerem w łóżku, może nawet dla niektórych jest to widok gorszący. A jednak. Biurka w łóżku stały się dość powszechne, odkąd ludzkość wynalazła laptop, a Ikea wyprodukowała podkładko-poduszki, w sam raz na tę okoliczność. Ale łóżko tak naprawdę było miejscem pracy pisarzy od zawsze - do pisania w tym miejscu przyznawali się m.in Wolter, Nabokov i Joyce.

Wśród pisarek, hołdujących obu tym modelom (tradycyjne biurko i biurko łóżkowe), znajduje się gdańska pisarka Monika Milewska - autorka słynnego i nagradzanego "Latawca z betonu", która dzieli swoje życie na pracę naukową i twórczość literacką, stąd u niej dwa style biurek.

Trójmiejscy pisarze o książkowych stosikach



- Moje życie dzielę pomiędzy literaturę i naukę. Literaturę uprawiam dla przyjemności (mam cichą nadzieję, że nie tylko własnej) i aby tę przyjemność zmaksymalizować, piszę w maksymalnie wygodnych warunkach: na kwiecistej kanapie lub pełnym miękkich poduch łóżku. Nauka to sprawa poważna, dlatego moje teksty naukowe powstają zazwyczaj przy biurku. Zawsze podziwiałam znajdujące się w muzeach biurka pisarzy z kałamarzami, fotografiami i cennymi bibelotami. Na moim pistacjowym biureczku mieści się niestety tylko sprzęt komputerowy (zamiast kałamarza) i stos papierów, nad którymi aktualnie pracuję. Za to cały mój gabinet urządziłam w duchu średniowiecznego skryptorium. Stare, rzeźbione lub malowane meble, nawiązujące do epoki tapety i oryginalne pamiątki z podróży (wśród nich nie zabrakło rycerzy i mnichów) stwarzają atmosferę streszczoną w benedyktyńskiej dewizie: "Ora et labora" - mówi Monika Milewska.

Biurko w łóżku i w towarzystwie... kotów



O tym, że praca powinna być przyjemnością, przekonuje również znana pisarka i eseistka Izabela Morska (dawniej Filipiak), która za swoją najnowszą powieść "Znikanie" została nominowana do tegorocznej Nagrody Literackiej Nike. Autorka "Księgi Em" ma trzy biurka, a jednak najbardziej lubi pracę w łóżku (a nawet dwóch na zmianę), zwłaszcza w towarzystwie swoich kotów. To dość częste zjawisko wśród twórców, bowiem obecność swoich czworonogów (najczęściej psów i kotów) potwierdza wielu literatów, w tym Charles Bukowski i Ernest Hemingway, którzy byli wielbicielami kotów i pozwalali im sobie towarzyszyć w trakcie procesu twórczego.

Salony meblowe w Trójmieście


- Do nowego mieszkania, a było to w 2013 roku, kupiłam trzy nowe biurka, każde owalne, bo zależało mi na tym, żeby mieć biurka bez kantów. Okazało się, że niezmiernie rzadko siadam przy którymś z nich, chociaż bardzo lubię ich obecność. Pracuję na niegdyś kupionym w Ikei (i już wycofanym z produkcji niestety) łóżku, w którym oparcie można podnosić i opuszczać za pomocą pilota. Oczywiście przykrytym dzienną narzutą i postawionym na baczność. Znam opinię, iż nie należy pracować w miejscu, w którym się śpi, więc ostatnio w drugiej sypialni postawiłam futon, również przykryty piękną narzutą, i ostatnio pracuję też na nim. Na jednym i na drugim, na zmianę. W zależności od światła, gdyż jedno okno wychodzi na wschód, a drugie na zachód. Jestem najszczęśliwsza, gdy obok mnie leżą dwa koty. One zresztą też ów nowy futon od razu pokochały. Nie potrzebuję wyraźnego podziału na miejsce pracy i miejsce odpoczynku, wprost przeciwnie. W pracy nie chcę się czuć jak na zesłaniu. Praca ma być przyjemnością - twierdzi Izabela Morska.

Biurko na kolanach



Towarzystwo kotów preferuje także autorka poczytnych powieści obyczajowych, m.in. "Uwierz w Mikołaja" - Magdalena Witkiewicz, która lubi pracować w swoich ulubionych miejscach, a ma ich kilka, w tym taras w domu na Kaszubach czy fotel.

- Pracuję w kilku miejscach. Jednym z nich jest mój fotel w salonie. Laptopa oczywiście trzymam na kolanach. Zawsze towarzyszył mi kot, teraz mamy cztery koty (trzy maluchy urodziły nam się na działce, więc przygarnęliśmy), obawiam się, że wszystkie będą mi towarzyszyć! Drugim miejscem, gdzie piszę, jest gabinet. Mamy wspólny gabinet z moim mężem, ja bałaganię, a on się wkurza. Tam mam wielki monitor i tablicę korkową do różnego rodzaju notatek. Tam siadam, gdy muszę pomyśleć nad fabułą i ją sobie poukładać w głowie. A czasem nawet narysować. Trzecie miejsce to Kaszuby. Tam z kolei piszę na tarasie albo przed kominkiem, albo przy biurku. Nie umiem pisać wszędzie. Piszę tylko w takich dobrze znanych mi miejscach... - mówi Magdalena Witkiewicz.

Biurko w fotelu



Do pracy w ukochanym fotelu przyznaje się także Anita Scharmach, autorka powieści obyczajowych, tj. "Miłość na gigancie" czy "Mogę wszystko". Jednak to nie jest jedyne miejsce jej pracy.

- Moim najczęstszym miejscem pracy jest ulubiony fotel. Zaparzam wówczas imbryczek z herbatą, którą delektuję się podczas procesu pisania, i siadam do pracy. Pod ręką mam zawsze notes, który towarzyszy mi podczas zbierania materiałów do książki. Bywa też tak, że zabieram laptopa ze sobą i piszę na plaży czy w ogrodzie u rodziców. Zimową porą jest to po prostu łóżko. Prawda jest taka, że pisać mogę wszędzie, byleby czasu starczało, bo pomysłów mam całą masę - przyznaje Anita Scharmach.
Przeczytaj także: Trójmiejscy pisarze pod fałszywym imieniem. O pseudonimach literackich

Biurko może być wszędzie



Biurko może być wszędzie - tam, gdzie jest akurat potrzeba. I takie wyznanie usłyszeć można najczęściej od twórców. W ogrodzie, na plaży, na tarasie, na leżaku, na stolikach: barowych, pociągowych, restauracyjnych i wszelkich innych blatach. A także w wielu, wielu innych miejscach, wszak inwencja twórcza u literatów nie zna granic.

Potwierdza to autorka cyklu "Kolory zła", w tym świetnie przyjętej "Czerwieni".

- Miejsce to zawsze jakaś energia. Gdy przystępowałam do pisania trzeciego tomu "Kolorów zła", coś mnie uwierało, praca nie chciała na dobre ruszyć. Nagle zdałam sobie sprawę, że potrzebuję zmiany. Trochę taki prezydialny układ stołu skierowanego w stronę wejścia do gabinetu za bardzo kojarzył mi się z pracą nad "Czernią" - drugą częścią Kolorów. Przestawiłam biurko pod ścianę z połaciowymi oknami. Kupiłam nową roślinę. Na magnesową tablicę przypięłam karteczki z nowymi fabularnymi pomysłami. I poszło! Ale w łóżku też oczywiście zdarza mi się pisać. I na tarasie, i na leżaku w ogrodzie, i na hokerze przy kuchennej wyspie. Wszędzie dobrze, gdzie dobrze się pisze! - twierdzi Małgorzata Oliwia Sobczak.

Biurko wśród zieleni i... z dostępem do sieci



Pisać wszędzie potrafi także Agnieszka Pruska, autorka cyklu kryminałów z Barnabą Uszkierem, choć podkreśla, że w tym "wszędzie" musi być dostęp do internetu, a także "widok na zieleń". Zamiłowanie do roślin na biurku lub zieleni za oknem, jak widać na podanych przykładach, jest wspólne niemal dla wszystkich pisarzy i pisarek.

- Chyba każdy piszący ma swoje nawyki oraz przyzwyczajenia i należą do nich również miejsca, w których pracują. Są to zarówno własne biurka, jak i stoliki w restauracjach albo sypialniane, wielu pisarzy pracuje też podczas wyjazdów, na przykład w pociągach. Wszystko zależy od tego, czego autor potrzebuje do pracy i czy potrafi "wyłączyć się" z otaczającego go świata. Ja na szczęście potrafię pisać prawie wszędzie, o ile nie ma czynników, które mnie rozpraszają, chociaż nawet wtedy często pomagają słuchawki na uszach i muzyka "do pisania". Najczęściej pracuję w gabinecie lub w salonie, a gdy tylko pogoda na to pozwala - na werandzie. Ponieważ większość materiałów potrzebnych do pisania mam w komputerze, na co dzień nie potrzebuję olbrzymiego biurka, żeby wszystko zmieścić, ale zdarzało mi się rozkładać rozmaite rzeczy na podłodze. Ze względu na to, że bardzo często sprawdzam różne informacje w komputerze, na pewno miałabym spory problem z pisaniem w miejscu, gdzie nie ma dostępu do internetu. Te trzy miejsca pracy, które wymieniłam, mają jedną wspólną cechę - widok na zieleń. Rośliny to też główny element mojego biurka i okolicy. I chyba odpowiada im miejsce, bo co chwilę muszę je przesadzać. A ja zdecydowanie wolę patrzeć na nie niż na ścianę - wyznaje Agnieszka Pruska.
Ale to jedynie przykłady pisarskich miejsc pracy. Jeśli zainteresował was ten temat, to warto zajrzeć do artykułu, w którym zobaczycie Biurka popularnych współczesnych pisarzy z całego świata, w tym Neila Gaimana, Terry`ego Pratchetta czy Orhana Pamuka i wielu innych, a tutaj polskich pisarzy, w tym także tych trójmiejskich, jak Sylwia Kubryńska, Janusz Leon Wiśniewski czy Jacek Dehnel. Biurko każdego z nich to osobny mikrokosmos i temat na oddzielny artykuł.
Czy masz w domu biurko?
63%

tak i lubię przy nim siedzieć

10%

tak, ale korzystają z niego moje dzieci, ja prawie w ogóle

27%

nie, bo biurko zastępują mi inne meble, np. stół

zakończona

łącznie głosów: 189