O Tubicinatores Gedanenses i muzyce wieżowej

28 sierpnia 2019 (artykuł sprzed 1 roku)
Ewa Palińska

"Turmmusik" to druga płyta Tubicinatores Gedanenses. Zobacz materiał z sesji nagraniowej.

- Mamy świadomość tego, że nasza muzyka jest niszowa. Jeśli jednak ktoś dostrzeże w niej potencjał, będziemy szczęśliwi. To ważny element historii Gdańska, który chcemy przywrócić do życia - mówią członkowie grupy Tubicinatores Gedanenses, którzy za główny cel postawili sobie przywrócenie tradycji koncertowania z gdańskich wież, składając zarazem hołd niezwykle kiedyś popularnemu i wirtuozowskiemu instrumentowi, jakim była trąbka naturalna. Niedawno ukazała się druga płyta tego zespołu, na której zarejestrowano chorały rozbrzmiewające w Gdańsku podczas różnego rodzaju uroczystości miejskich.



Trąbka grająca z wieży? Wielu osobom natychmiast przyjdzie na myśl trębacz grający hejnał z krakowskiej wieży mariackiej. Tymczasem, jeśli chodzi o muzykę wieżową, to Gdańsk ma równie bogatą, jeśli nie bogatszą, tradycję.

- Jako zespół postanowiliśmy przybliżyć odbiorcom wspaniałą gdańską tradycję muzyczną: turmmusik - mówi Paweł Hulisz, założyciel Tubicinatores Gedanenses. - Wszyscy znamy legendę o dzielnym sygnaliście z królewskiego miasta Krakowa, który poświęcił życie, ostrzegając mieszkańców przed niebezpieczeństwem. Trębacze gdańscy poszli o krok dalej, oprócz sygnałów - pełniących czysto służebną rolę w Grodzie nad Motławą - zaczęli wygrywać bardziej skomplikowane utwory zwane potocznie turmmusik. Tradycja ta przetrwała w Gdańsku do początku XX wieku.

Trąbka jako narzędzie komunikacji



Najwcześniejsze wiadomości o muzykach w Gdańsku wiążą się z Dworem Artusa. Regulamin z 1421 roku informuje dokładnie, że było ich czterech. Jedną parę stanowili Pfeiffer (piszczkowie), a drugą Trompeter (trębacze). Oprócz piszczków miejskich istnieli w Gdańsku również Turmpfeifer (piszczkowie wieżowi) - zaprzysiężeni strażnicy miejscy zrzeszeni w cechu o nazwie Turmpfeiferdienst (urząd piszczków miejskich). Grali oni na wieżach kościoła NMP i św. Katarzyny. Pod koniec XVI wieku na wieży kościoła św. Jana pojawił się trzeci grający.

- Trębacze miejscy byli specjalnie wynagradzani i nosili liberie. Ich zadaniem było spełnianie funkcji heroldów i towarzyszenie poselstwom, a także odtrąbianie edyktów i postanowień Rady Miejskiej - opowiada Paweł Hulisz. - Uczestniczyli oni również, już jako Feldtrompetern (trębacze polowi), w wyprawach wojennych. Otrzymywali za taką służbę ogromne wynagrodzenie, ale jako że najczęściej znajdowali się na pierwszej linii walk (grywane przez nich sygnały pełniły rolę komunikatów), to i ginęli jako pierwsi. Ponadto, od połowy XVI wieku obowiązywał ich udział w nabożeństwach w kościele NMP oraz gra na wieży ratuszowej dwa razy dziennie z wyjątkiem piątku, od wiosny do św. Marcina (11.11). Od połowy XVI wieku poza graniem na wieży strażnicy sprawowali muzyczną służbę na chórze kościelnym.
Materiał archiwalny

Zobacz nasza relację z pierwszej edycji wędrownych koncertów wieżowych, która odbyła się przed trzema laty

W symbiozie z carillonem



Od ok. połowy XVIII wieku na wieży kościoła św. Katarzyny muzykom zaczął towarzyszyć carillon, którego historia w tym miejscu sięga 1738 roku. Logicznym wydaje się więc, że gdańskie dzwony wieżowe są częstym kompanem trębaczy z Tubicinatores Gedanenses.

- Gdańskie carillony kroczą własną ścieżką, mają własną historię. My spotkaliśmy się z nimi w miejscu, które nazywa się Turmmusik - tłumaczy Paweł Hulisz. - Muzyki w takim składzie, a więc granej wspólnie przez trąbki, carillon i perkusję, nie wykonuje się najprawdopodobniej nigdzie indziej na świecie! Nie ma zatem piękniejszej wizytówki promującej Gdańsk niż nasza muzyka. A że Gdańsk ma już swoją carillonistkę, to - na zasadzie analogii - marzy nam się tytuł miejskich trębaczy. Byłoby to piękne dopełnienie naszej misji wskrzeszenia wielowiekowej tradycji, jaką rozpoczęli w XV wieku gdańscy trębacze miejscy.

Po co wziętym artystom muzyka niszowa?



Tubicinatores Gedanenses tworzą: Paweł Hulisz, Emil Miszk, Piotr Kowalkowski, Wojciech Brzozowski i Paweł Szewczyk. Artyści, którzy systematycznie są zapraszani do współpracy zarówno przez orkiestry czy składy kameralne, jak i osoby wykonujące muzykę rozrywkową, w jednym tygodniu możemy spotkać zarówno na scenie filharmonicznej, jak i na popularnym festiwalu muzyki pop czy w klubie jazzowym.

- Wydaje mi się, że wszechstronność i zaangażowanie w liczne projekty są najlepszym potwierdzeniem naszych umiejętności - mówi Emil Miszk, trębacz, laureat tegorocznego Fryderyka w kategorii Debiut jazzowy. - Chciałbym podkreślić, że my o te zlecenia nie zabiegamy - to inni artyści proponują nam współpracę, kierując się tym, co sobą reprezentujemy, jak gramy.

Fryderyk dla jazzmana z Trójmiasta


Co zatem skłoniło artystów z Tubicinatores Gedanenses do grania muzyki niszowej, choć na brak zajęć i ciekawych zawodowych wyzwań nie narzekają?

- Wyobraź sobie, że jesteś restauratorem. Twoja restauracja odniosła ogromny sukces, czego dowodem są trzy gwiazdki Michelina - opowiada Paweł Hulisz. - Prowadzisz tę knajpę, bo daje ci to prestiż i pozwala żyć na całkiem przyzwoitym poziomie. No ale po pracy masz ochotę poeksperymentować z jedzeniem, które dla wielu osób byłoby - przynajmniej na początku - nie do przełknięcia. Dlatego właśnie nie serwujesz go w swojej restauracji, ale przygotowujesz je dla wąskiego grona koneserów. Takim rarytasem, który uprawiamy na obrzeżach tego, co przynosi nam pieniądze, jest właśnie gra na trąbkach historycznych. Jako zawodowi muzycy żyjemy z grania muzyki. Są rzeczy, które robimy dla pieniędzy, a tutaj mamy taką piwniczkę, która nazywa się Tubicinatores Gedanenses, w której spotykamy się, kłócimy ze sobą, zwracamy sobie uwagę, czegoś szukamy. Mamy też coś, czego brak niekiedy składom zawodowym i orkiestrom - mamy zapał i chęć do nowatorskiej pracy, chęć do tworzenia i eksperymentowania. Dlatego na naszej ostatniej płycie, zatytułowanej Turmmusik, są nie tylko oryginalne kompozycje gdańskie, ale i nasza własna muzyka. Dodatkową motywacją dla nas jest to, że nikt tego w Polsce nie robi. Co jest jeszcze ciekawsze, z carillonem nie robi tego nikt na świecie.

Przez kilkaset lat imprezom miejskim w Gdańsku towarzyszyła muzyka grana na trąbkach. Tubicinatores Gedanenses chce przywrócić tę tradycję i już teraz swoimi występami uświetnia różnego rodzaju uroczystości, jak np. otwarcie i zamknięcie Jarmarku św. Dominika.

Z historią na wyciągnięcie ręki, czyli wędrowne koncerty wieżowe



Tubicinatores Gedanenses podeszli do kwestii wskrzeszenia tradycji gdańskich trębaczy miejskich z wielkim zaangażowaniem. Nie tylko wyszukują i opracowują dawny repertuar, w tym muzykę okolicznościową, rejestrują ją na kolejnych płytach, ale też - jak ich koledzy na przestrzeni wieków - grają muzykę z gdańskich wież.

- W tym roku, dzięki mecenatowi Miasta Gdańska, odbyła się druga edycja naszego festiwalu koncertów wieżowych. Odbiór był znakomity - mówi Paweł Hulisz. - Ludzie byli pod wrażeniem nie tylko samej muzyki, ale także naszych stylowych, pięknych strojów XVIII-wiecznych urzędników miejskich, jakie sprezentowała nam firma Amber Expo. Każdy mógł się nam przyjrzeć z bliska, bo pomiędzy kolejnymi wieżami (koncerty odbywały się kolejno na wieżach kościołów św. Katarzyny, św. Jana i Ratusza Głównego Miasta) przemieszczaliśmy się w towarzystwie rekonstruktorów z Garnizonu Gdańsk i Kompanii Kaperskiej, wzbudzając podziw i zaciekawienie przechodniów, przechodząc przez alejki Jarmarku św. Dominika.
Jakie są dalsze plany gdańskich trębaczy miejskich?

- Czeka nas dużo pracy, ponieważ systematycznie jesteśmy zapraszani do udziału w różnego rodzaju festiwalach czy rekonstrukcjach wydarzeń historycznych - mówi Emil Miszk. - Planujemy i myślimy już nad trzecią płytą. Nagrywanie muzyki w takim składzie nie jest rzeczą łatwą, z uwagi na dobór i specyfikę instrumentów.

Muzyka, której w dawnym Gdańsku słuchano na co dzień i od święta



Najnowszą płytę Tubicinatores Gedanenses, zatytułowaną Turmmusik, można nabyć w dobrych sklepach muzycznych, przez internet bądź bezpośrednio u muzyków po koncertach. Na krążku zarejestrowano chorały, które stanowiły oprawę różnego rodzaju uroczystości miejskich (wybór burmistrza, wjazd króla, początek Jarmarku św. Dominika, viktoria wojenna itd.).

A że w przeszłości muzyka na korpus trębaczy i carillon była tworzona na bieżąco i artystom świeżego materiału nigdy nie brakowało, Tubicinatores Gedanenses na swojej płycie zarejestrowali też autorskie kompozycje. Jak podkreślono w książeczce dołączonej do płyty, pierwszy raz od niemal 300 lat skomponowano muzykę na taki właśnie zestaw instrumentów.