"Czy leci z nami królik...". Album podróżniczy gdyńskiej rodziny

6 kwietnia 2020, 7:00
Magdalena Raczek

Relacje z podróży do Ameryki Północnej i Azji, ciekawostki, anegdoty, różnorakie historie, mapki, wskazówki praktyczne, przydatne linki - a wszystko to zebrane w siedmiu rozdziałach na 318 stronach, które zdobi ponad 200 zdjęć. "Czy leci z nami królik, czyli podróże pewnej rodziny" to książka autorstwa gdyńskich podróżników - Liliany Poszumskiej i Arkadiusza Wójcika. Do publikacji jako bonus dodawany jest 16-stronicowy zeszyt z kolorowankami i zadaniami dla dzieci.



Recenzje książek z Trójmiasta


Książka "Czy leci z nami królik, czyli podróże pewnej rodziny" to przykład tzw. self-publishingu (samopublikowania), czyli publikowania nakładem własnym autora. TODO La Mancha to oficyna specjalizująca się głównie w wydawaniu podręczników do nauki języka hiszpańskiego, promująca język i kulturę krajów hiszpańskojęzycznych, a także oferująca gotowe scenariusze samodzielnych podróży do krajów Ameryki Łacińskiej, związana z Centrum Języka Hiszpańskiego La Mancha, założonego i prowadzonego przez anglistkę i iberystkę Lilianę Poszumską.

Przeczytaj także: Skończyła 50 lat i ruszyła w podróż dookoła świata. Wywiad z Katarzyną Kozłowską

Pierwszą publikacją tak tego wydawnictwa, jak i tych autorów (współautorem i twórcą zdjęć w obu przypadkach jest mąż Poszumskiej - Arkadiusz Wójcik) był wydany rok temu polsko-hiszpański album-relacja z podróży "Toros bravos sueltos, czyli podróże pewnego małżeństwa", w którym podróżująca wówczas para z Gdyni opisała doświadczenia z ponad 10 lat podróżowania do Ameryki Płd. i Hiszpanii. Kiedy ich rodzina powiększyła się, podróżnicy wydali drugą książkę, tym razem o podróżowaniu z dzieckiem. To właśnie album pt. "Czy leci z nami królik, czyli podróże pewnej rodziny", o którym tutaj mowa.

- Podróżowanie od zawsze było naszą wspólną pasją, najpierw narzeczeńską, potem małżeńską. Teraz myślę, że możemy to przyznać z pełną świadomością, jest naszą rodzinną pasją. Zaszczepiliśmy ją Gabi i będziemy pielęgnować ją przez kolejne wspólne lata podróży i przygód. (...) Walczymy z przeświadczeniem, że z dziećmi jesteśmy skazani co najwyżej na wyjazd typu all-inclusive. Pokażemy, że można wziąć sprawy w swoje ręce i przeżywać fascynujące przygody całą rodziną - deklarują autorzy.
Liliana Poszumska, Arkadiusz Wójcik i ich pięcioletnia córka Gabriela odwiedzili już kilkanaście krajów na pięciu kontynentach i część z tych wypraw - zwłaszcza podróże do Ameryki Północnej i Azji - postanowili opisać i przedstawić w formie albumu ze zdjęciami. Książka podzielona została na siedem rozdziałów i każdy z nich to opowieść o jednej z ich rodzinnej ekspedycji. Całość otwiera Nowa Zelandia (ostatnia podróż w duecie), a potem czytamy o wyprawie na Maltę, do Stanów Zjednoczonych (trzykrotnie), a następnie do Kanady i do Japonii.

"Czy leci z nami królik, czyli podróże pewnej rodziny" to książka, którą trudno zaklasyfikować do jakiegoś gatunku. Zawiera elementy poradnikowe, momentami przypomina przewodnik, część relacji pisana jest jak pamiętnik (sprawozdanie) z podróży, a całość wydano w formie albumu z ponad 200 zdjęciami autorstwa Arkadiusza Wójcika, który z zawodu jest informatykiem, a z zamiłowania podróżnikiem i fotografem, zafascynowanym górami, co zresztą widać w jego pracach.

Książka przy pierwszym spotkaniu robi bardzo dobre wrażenie i zachwyca właśnie szczególnie stroną wizualną. Albumowy format (240x210) i użycie papieru kredowego do druku jest zrozumiałe z racji bogactwa fotografii, które niejednokrotnie zachwycają swoim pięknem, ale i dynamiką, pomysłowością ujęć czy kompozycją. Nie brak też zdjęć dość banalnych, jednak na to można przymknąć oko.

Przeczytaj także: W podróż dookoła świata ze sztuczną inteligencją. Wywiad z Markiem Kamińskim

Problem w moim odczuciu tkwi gdzie indziej. Album zachwyca na początku, ale im dłużej się z nim przebywa, im bardziej się z nim zapoznaje i w niego wczytuje, tym wypada gorzej. Niestety cała warstwa "literacka" jest słabym punktem tej publikacji. Autorzy wiele widzieli, mnóstwo zwiedzili, wykonali zapewne tysiące zdjęć, i teraz o tym wszystkim chcą nam opowiedzieć i się tym z nami podzielić. Pada nawet stwierdzenie, że "nie mogą się powstrzymać", by o czymś napisać. Niestety czytelnik zostaje zasypany faktami, datami, nieważnymi informacjami i w efekcie tego - najnormalniej jest znużony tym nadmiarem.

Brzmi to może nieprawdopodobnie, bo jak to możliwe, że historie z podróży do Japonii czy Stanów mogą kogoś zanudzić? Ano mogą, jeśli autorzy chcą z dokładnością do dnia relacjonować każdy pobyt, opisywać mało istotne sprawy i podawać fakty historyczne niektórych miejsc czy wydarzeń. Aż się prosiło o przypisy w niektórych miejscach, jak choćby przy historii o mormonach, jeśli autorzy uznali tę opowieść za tak istotną (choć nie wiem dlaczego). Po co daty, po co podawanie, o której wylądował i wystartował samolot, podawanie liczby godzin w trasie, opisy hoteli, ceny, itp?

Przeczytaj także: Motywuje kobiety do podróży. Rozmowa z Anitą Demianowicz

W tej książce jest po prostu za dużo wszystkiego, całość jest przegadana. Autorzy piszą sprawozdanie i nic nie może im umknąć. Należało zdecydować, co jest najważniejsze, dla kogo jest ta książka, wybrać najciekawsze historie i przedstawić je w formie ciekawostek, krótkich anegdotek - wtedy walor zdjęciowy grałby pierwsze skrzypce zgodnie z założeniem, że jest to jednak album. Albo odwrotnie - zmienić format, zmniejszyć liczbę fotografii i postawić na historie, dopracowując ich styl.

Nie brakuje tu bowiem bardzo ciekawych informacji ani też niesamowitych przygód autorów, a oni sami wydają się naprawdę sympatyczną rodziną. Zresztą sam zamysł, by pokazać innym rodzicom, że z dzieckiem można podróżować i to daleko, jest jak najbardziej godny pochwały i docenienia. Zamiary były zacne, tyle tylko, że efekt końcowy nie zachwyca tak, jakby mógł. Mówi się, że wydanie książki nigdy nie było takie łatwe jak dziś. To prawda - jednak, żeby wydać dobrą książkę, trzeba sztabu osób, który ją dopracuje i stworzy wspólnie prawdziwą perełkę. Tutaj tego zabrakło.